29.04.2022
Jazda nr: 1015

Tagi: tr50stka, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa, kolejna 50-tka. Mimo, że trudów codzienności nie brakuje to nie rezygnuję z postanowień i staram się jak najdłużej i jak najmocniej się ich trzymać. Jakaś nadzieja w tym jest. Bo choć rok rowerowy nie zaczął się za dobrze i nie trwa lepiej. To jednak ważne jest aby coś robić, działać. Nawet w tak nieudanych latach rowerowych jak dajmy na to 2016 r., miałem kilka naprawdę fajnych przygód, które mogę wspominać po dziś dzień: Nowe trasy, nowe drogi czy ,Trasa na Dobrą Nowogardzką. I nie chodzi o to, że aby trasa była fajna to musi być koniecznie długa najlepiej 100+ km... Bo co? Do 50 km, do 90 km czy do 100 km to już się nie liczy? No wcale tak nie uważam. I ciepło wspominam również tą przygodę: Przygoda w Podłęcze. W ostatnich dniach nie czuję się na siłach do jeżdżenia: Makowice z 26.04.2022. Choć dziś było lepiej, nawet starałem się trzymać prędkość w okolicach 20km/h to jednak wróciłem taki padnięty. Przedłużała mi się ta droga i zmęczenie dawało o sobie znać. Czuję się tak jakbym nie miał wcale formy czy weny na jeżdżenie. To nie to samo co miałem w poprzednich latach. Choć teraz w te dni, nie można narzekać na pogodę to jednak bywają gorsze i cięższe chwile na trasach. I pytanie jak ta historia się skończy? No raczej nie daję sobie za wiele po tym roku rowerowym. Do października to myślę, że spokojnie 600-700 km msc czyli gdzieś tak: 5 msc * 600 km i 5 msc * 700 km co daje odpowiednio: 3000 i 3500. Dołączając do tego, że teraz mam prawie 2k to spokojnie te 5k /rok przekraczam. W wariancie bardziej optymistycznym zbliżam się do tych 6k /rok. Najważniejsze jednak, że 5k przekraczam. I tego się trzymam. Jednak jest słabo. No i pozostają mi zawsze 3 msc w roku (październik, listopad i grudzień). Wielka nie wiadoma do czego to będzie dążyć i jak te msc będą wyglądały. No licząc nawet tak pesymistycznie po 300+ km to do 1000 km można dobić przy dobrych wiatrach. Więc jakiś margines na słabsze dni w nadchodzących ciepłych miesiącach mam. Jednak jak to będzie dalej z tą weną, pogodą czy zdrowiem? Bo to być może tu jest przyczyna tych problemów - na razie trudno powiedzieć. Ciężko mi przejechać nawet te 50 km. A co dopiero marzyć o czymś dalej. Jednak klasyczna 50-tka jest postawą do jeżdżenia do 01.09 włącznie. I nie mając naprawdę ważnych powodów nie chcę z niej rezygnować. A to, że mnie się nie chce czy czuje się mniej na siłach niż powinienem nie ma tu żadnego znaczenia. Trzeba próbować i walczyć i do końca. Tak długo jak długo walka przynosić będzie jakieś efekty - np. w postaci zaliczenia kolejnej trasy jak ma to miejsce dzisiaj.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1021

  • Trasa nr [łączna]: 1101
  • Trasa nr [na blogu]: 1015
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 16
  • W tym roku: 59

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1090 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1004 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 6460.97 km
  • Stan Licznika Końcowy: 6511.58 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 6511.95 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 19078 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 19128 km

  • Maksymalna prędkość: 33.2 km/h

  • Przejechałem: 50.61 km
  • Przejechałem [msc]: 657.72 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1956.86 km
  • Przebieg roweru [suma]: 43211.17 km

  • Przejechalem w 2022: 1956.86 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 4.8922 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 108.0279 [%] km

  • Czas jazdy: 02:52:58 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2725:20:14 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2501:54:06 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 130:59:55 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 43:04:21 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:41:31 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:13:13 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:02 h

  • Średnia: 17.65 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była sporą poprawą aury pogodowej. Do tego stopnia, że zacząłem już naprawdę wiosennie się ubierać. Rozważałem nawet krótkie spodenki. Jednak jeszcze wybrałem długie. Za to już bez bluzy, przynajmniej na sobie i tylko koszulkę z długim rękawem. Czapka z daszkiem a nie długa. I zaraz przyjemniej się jechało. Małym mankamentem był wiatr. Może nie był zbyt mocny jednak odczuwałem go gorzej niż powinienem. Spełnia się ten czarny scenariusz, ten czarny sen który tak prześladuje mnie jak jeden z najgorszych koszmarów. Odnosi się on do tego, że ten rok rowerowo może być naprawdę słaby. Coraz wyraźniej to widzę. W końcu zbliżamy się do połowy roku a ja mało co osiągnąłem. Ledwo zbliżam się do połowy limitu kilometrów przewidzianych na każdy rowerowy rok po skończonym 2017 r. Tylko dla 2017 r. zrobienie tych 5k km było rekordowe i znaczące. Tak samo ilość tras którą wówczas pokonałem. Teraz nie wydaje się to być szczytem moich możliwości. W snach, we wspomnieniach jednak brakuje mi chwil i tras, które pokonywałem w te wiosenne dni, w poprzednich latach. Wydają się bardziej znaczące. Jednak dziś jest teraz, dziś jest ten rok. Inna sytuacja, inne dni, które pchają mnie do nowych działań. Więc nie warto patrzeć na przeszłość tylko na to co jest dziś. A co dziś jest - 50-tka w mojej ulubionej wersji w której to jadę do Grabina i wracam przez Glicko. A nie jadę przez Wierzchy - Glicko i wracam przez Grabin jak miało to miejsce ostatnio: Trasa "50-tka". Tak w ogóle te mijające bez sensu dni, mało rowerowo, psują mi jakieś poczucie czasu. Dla mnie wszystko co robiłem wydaje się być takie odległe. Wydaje się, że te trasy gdy jechałem na 1000 rowerowych dni czy na 1000 tras są już dalekimi wspomnieniami, że znikają w codziennej rzeczywistości. A tak naprawdę od tych wydarzeń mija dopiero kilka rowerowych dni (tudzież wpisów). Jednak w moim przeświadczeniu jest to znacznie dłuższy okres czasu. Niepokojące te myślenie. Jednak nie tylko takie myślenie było dla mnie dzisiaj męczące. Pojawia się również inne - taki widok smutku, nędzy i rozpaczy, który przywitał mnie w Grabinie. Mijałem trzy niezależne od siebie scenki. Normalna osoba pewnie nie zwróciłaby na to większej uwagi. Ani nie miała przy tym większych skojarzeń. No ale nie. Ja to nie mogę się równać do grona ludzi uznawanych za "normalnych". O co więc chodziło? Pierwsza scenka. Przy wiejskim domku, przysypiała sobie stara kobitka. Kawałek dalej, po tej samej stronie ulicy (w stronę Glicko była to lewa strona ulicy) - mieścił się dawny GS. Obecnie zwykły sklep. Siedział na nim starszy mężczyzna. Na oko gdzieś 50+ lat. I zajadał loda na patyku. Znów kawałek dalej, wgłąb wsi był plac zabaw, gdzie małe dzieci bawili się z rodzicami. Ja tu widzę smutek. Samotność. I brak celu w dalszym życiu. Przejaw zwykłej bezsilności wobec tego jak skonstruowane jest nasze życie. Tej bezcelowości naszej egzystencji. Weźmy za przykład tego mężczyznę. Samotnie sobie tak siedzi przy tym sklepie. I jakie ma perspektywy życia i jego dalszy sens? Zdołowało mnie to trochę, w oblicza depresji pchnęło wręcz. Sam, bez rodziny, rodzice już odeszli. I dla kogo żyć? Po co? Jaka jest celowość dalszej egzystencji. Zdaje się, że żadna. Pozostaje ta niczym nie zapełniona pustka w życiu, i mijający tak dzień po kolejnym dniu i tylko oczekiwać gdy i śmierć nas oswobodzi z trudów egzystencji. Dość przytłaczająca myśl, życia ze świadomością, że niektórzy już nie wrócą. Będą tylko przemijającym w naszej świadomości wspomnieniem. Trudno więc doszukiwać się czegoś dobrego w życiu. Jakiegoś spokoju, jakiś wartości. W końcu wszystko przeminie włącznie z okresem dzieciństwa, czasów szkolnych. I czym to wszystko się stanie? Tą szarą rzeczywistością, której brudne łapska chciwości, niszczycielskie wręcz, zagarniają wszystko dla siebie, w imię niekończącego się konsumpcjonizmu? Tyle wyciętych lasów. Tyle niegdyś spokojnych miejsc odpoczynku, zamienionych na kolejne przybytki ludzkiej nic nie znaczącej egzystencji. Wraz z rosnącym zmęczeniem i traceniem weny do dalszej jazdy, dobijałem się takim myśleniem. W każdym kolejnym kilometrem mijającej trasy. Mijało sporo czasu, straciłem jego poczucie, wyjeżdżając około 15 wróciłem prawie, że na godzinę 19. Jednak czas jazdy nie przekroczył 3h. A tego się obawiałem. Jednak ilość postoi, nie tylko na robienie fajnych fotek - trochę dobijał. Gdzieś rozjeżdżają się te cele trasy. Gdzieś to wszystko co robię traci sens. Tracę tak sens do życia... Co przyniosą kolejne trasy? Wyrażam jedynie nadzieję, że poprawę tego stanu w jakim obecnie jestem.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa29kwietnia2022zdj1.jpgtrasa29kwietnia2022zdj2.jpgtrasa29kwietnia2022zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)