08.07.2021
Jazda nr: 862

Tagi: trPracy, drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego pięknie kończy ten tydzień pełny wrażeń i rowerowania ile się da. I to w niespokojnej zmiennej aurze pogodowej. O ile u mnie - na pomorzu zachodnim jest bezpiecznie, o tyle w Polsce czy na świecie już niekoniecznie. Ostatnie dni, mijają pod znakiem sporej ilości niebezpiecznych zjawisk, które przynoszą sporo szkód, i problemów: Niespokojna pogoda (08.07.2021 r.) - TwojaPogoda.pl. Niebezpieczne zjawiska występują także za granicą: Niebezpieczna pogoda w Japonii. Od kilku dni jest takie straszenie, że u nas też będzie źle. Dziwić się temu? Nie dziwić. To w końcu wina ludzkiego ścierwa i ich podejścia. Niszczenia wszystkiego dookoła. Masowej, niekontrolowanej wycinki lasów. Coraz większe zagospodarowanie działek na tereny budowlane. Przecież ten trend trwa od lat i to nie tylko w Polsce. A także od lat systematycznie rośnie liczba dni z niebezpieczną pogodą, która z roku na rok przybiera na sile. Ciągle się coś dzieje - i ciągle do pustego łba ludzkiego ścierwa nie dochodzi, że to oni są winni tej sytuacji! Na to jednak nic się nie poradzi. Szkoda mi już na to klawiatury. Zbyt często poruszam ten temat.. A to nic nie zmienia. Ciągle się coś dzieje, ciągle mam powód do narzekania. Dzisiaj jest tak, że oczywiście też go mam. I to z kilku powodów - między innymi zniszczonych, nie nadających się do jeżdżenia dróg w naszych regionach, pseudo sposobów ich naprawy. Dalej przychodzi oczywiście wątek drzew. Niekontrolowanej masowej wycinki drzew - a jak! A coś o tym mogę powiedzieć. W sumie dzisiaj w terenie "leśnym", "polnym" zrobiłem lekko licząc 30 do 40 km. Nie wiem dokładnie ile bo oczywiście nie liczyłem tego. Nie mniej tych różnych terenowych dróg trochę się przewinęło na tej niełatwej i dłużącej się trasie, na której chyba najgorszy odcinek drogi, który odbiera resztki rozumu i nadziei to odcinek drogi - a raczej czymś czego drogą nie można nazwać, między Wicimicami a Starą Dobrzycą. To jest jakaś masakra. Ilekroć tam jadę a staram się tego unikać tylekroć jestem tak wyczerpany, tak psychicznie wykończony.. To nie jest droga. To są jakieś piekielne szlaki, które były tudzież najgorszym odcinkiem jakim musiałem się mierzyć. Do tego w większości jest to odcinek tak naprawdę terenowy. Tu może niegdyś był jakiś asfalt, teraz są jakieś nieudolnie pokrojone kamienie.. Które nawet nie są porozjeżdżane przez auta.. Wobec czego pewnie co jakiś czas wymienia się tą kamienną warstwę drogi, przez to zawsze będzie tu źle. To taka droga jakby szutrowa. Często w lasach spotykana. I tu ciekawostka. W Kocierzu jest taka składnica tychże kamieni, gdzie gościu ma tego całe tony na swoim terenie, a także maszynę, która ma w konsekwencji mielić, ciąć te kamienie na takie drobne. Tak właśnie takie coś, co nie jest drogą powstaje. Jechać po tym masakra. Wykańcza to psychicznie i nie mniej fizycznie. Także, naprawdę męcząca duża trasa - wyszło ponad 80 km w sumie. Nie spodziewałem się nawet, że tyle będzie. Ale mówiąc szczerze, nawet nie sprawdziłem z jakim dokładnie dystansem mam się dziś mierzyć. Dzięki temu miałem jednak nowe, piękne przygody! Za wszelką cenę chcę uniknąć dziwnych, głupich myśli, które miałyby mi sugerować -to abym zrobił sobie z tej trasy - trasę cykliczną. Co to, to nie! Chcę tego uniknąć. Mam już dość cyklicznych do jeżdżenia wciągu roku. A powtarzać taką męczarnię jak dziś... Nie ma mowy! Stąd zresztą też niewymowny tytuł dzisiejszego wpisu: niepowtarzalne przygody.. O tak.. Te się nie powtórzą! ;) Nie mniej, mimo wszystko dzisiejsza trasa była sporą, piękną przygodą! Narobiłem parę pięknych ujęć. Miałem dziś do czynienia z całym zwierzyńcem.. jak nie lamy to jakieś barany, zające a nawet sowa! Sporo się dziś działo.. I jedno co nie mogę powiedzieć o dzisiejszej trasie to.. To, że żałuję, że pojechałem! ;) Nie żałuję! Przyjechałem naprawdę wykończony i zeżarty przez robale, no ale trudno. Zresztą nie tylko dzisiaj ale przede wszystkim na tej rurowej opowieści z Makowic: Makowice-Lotnisko: "Festiwal kurw i błaznów" - zostałem pożarty przez wszystko co możliwe. Dzisiaj była powtórka. Tyle owadów, to ja już dawno nie widziałem.. A gdzieś nad tym wszystkim wisiała groźba wystąpienia burz w moich stronach. Na szczęście durnotom się nie zląkłem i pojechałem nabijać kolejne kilometry! ;)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 867

  • Trasa nr [łączna]: 948
  • Trasa nr [na blogu]: 862
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 122

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 939 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 853 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 202.13 km
  • Stan Licznika Końcowy: 287.75 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12823 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12909 km

  • Maksymalna prędkość: 35.7 km/h

  • Przejechałem: 85.62 km
  • Przejechałem [msc]: 287.75 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4968.08 km
  • Przebieg roweru [suma]: 36979.44 km

  • Przejechalem w 2021: 4968.08 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 12.4202 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 92.4486 [%] km

  • Czas jazdy: 05:43:56 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2337:48:07 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2114:21:59 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 313:48:19 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:50:44 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:08:27 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:20 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:19 h

  • Średnia: 14.98 km/h
Dzisiejsza trasa przewijała się wśród wielu dróg i narastających tygodniami problemach, w ostatnich dniach coraz wyraźniej widocznych. Nie jest to zły pomysł wręcz bardzo dobry - moje postanowienie, aby w najbliższych dniach w końcu wymienić napęd w Aurelii bo ile można. I w sumie już na niego czas. Coraz więcej problemów sprawia, coraz gorzej podjeżdża mi się pod wzniesienia, coraz częściej wydaje niepokojące dźwięki łańcuch, coraz częściej dochodzi do sytuacji próby przeskakiwania łańcucha, jego głośnego wbijania się w zębatki przy mocniejszym nacisku. Dochodzi nawet do sytuacji niemożliwości podjazdu pod niektóre wzniesienia. A dzisiaj zresztą nie pierwszy raz taka sytuacja miała miejsce ;) W lesie w Gryficach za osadą Zdrój w stronę osiedla XXX lecia. Po prostu czas życia napędu a przede wszystkim łańcucha się kończy. Kto by pomyślał - nie spodziewałem się i nie zakładałem, że najszybciej padnie łańcuch. Prędzej, podobnie jak MM na naszej ostatniej wspólnej trasie: Makowice-Lotnisko "Odkupienie antyrowerzysty?". Obstawialiśmy, że kółka w przerzutce się poddadzą. Które już wówczas były bardzo zjechane. A dzisiaj to już w ogóle.. No ale cóż.. Wymiana napędu i tak musi poczekać do pożegnalnej trasy. Już się w tym tygodniu - przynajmniej do dzisiaj nie czuję na sile na nią jechać. W weekend raczej też nie pojadę. Szykuję się na przyszły tydzień aby wówczas zmierzyć się ze szlakami Pożegnalnej Trasy a zaraz po niej umówić się na wymianę napędu u serwisanta w Goleniowie. Niestety do mojego zaufanego serwisanta z Nowogardu już raczej nie zajadę. Jego zakład jest od paru miesięcy zamknięty i nie wiadomo kiedy ten stan rzeczy uległby zmianie.. A historia musi trwać. Szczególnie, że jesteśmy w środku sezonu. Jesteśmy w czasie gdy jeżdżę najwięcej (Maj - Wrzesień). Długie dni w roku, często dobra pogoda. A to sprzyja rowerowaniu. Tj. dzisiaj. Dzisiaj stawałem z myślą, że jadę w tą wymyślną trasę podczas której miałem szansę poznać kilka nieznanych mi dotąd dróg, i zobaczyć piękny nieznany mi dotąd pałac w Starej Dobrzycy. Choć w samej wsi kilka razy bywałem, najbardziej pamiętne jest pierwsze odwiedzenie tej wsi z MM: Podążyć za marzeniami. Co prawda często tu nie bywałem. Jednak kilka razy obiło mi się o uszy, że jest tu pałacyk. Część się faktycznie zawaliła - ale nie duża! Jest siatką ogrodzona. Myślę, że da się tam wbić. Właśnie przez siatkę to jedyna droga. Dzisiaj tego jednak nie robiłem. Multum komarów, wysokie pokrzywy. Wrócę tu gdzieś na jesień. Zwiedzę to klimatyczne miejsce! Kolejne nowe do poznania drogi prowadziły przez Starą Dobrzycę do Starogardu (dawniej Starogródka) - dotąd nie znałem tej drogi. Zaś ostatnie przygody miałem w Resku. W nieznanych mi fajnych szlakach, które prowadziły na Policko, potem Luboradź. Koło Reska jest gdzie jeździć. Jest tyle fajnych stron i miejsc. Tym bardziej nie mogę zrozumieć, nie mogę pojąć jak można być takim antyrowerzystą jak MM. No ale nie będę się o to rozwodził, nie chcę się wkurwiać. Jestem zbyt zmęczony trasą, która rozpoczęła się dłuższą przejażdżką do Trzygłowa. A to nie jedyny mankament trasy. Drugi to nadmierne obciążenie. I ciuchy na przebranie, i buty na przebranie. Sporo wody, napojów. I teraz to wieź.. Choć do pracy nie jeżdżę rowerem zbyt często dzisiaj tak pojechałem i to dłuższą niż zwykle drogą. Bo zwykle jeżdżę przez Grębocin. Dziś jednak jechałem dalej - prosto na skrzyżowanie na Baszewice pod Lubieniem. Wszystko po to aby natknąć się na ciągniki z rurami, które w ostatnich dniach tak często mijałem. A dziś w ogóle. Ani jednego. W trakcie dnia pracy także. A w ostatnich dniach ich tyle jeździło, i tak często się tutaj kręcili! Co jest?! Przeszło mi przez myśl, że być może te cholerne rury się skończyły na tym lotnisku i dlatego już ich nie wożą. Sprawdzę to w weekend. Gdy pojadę na Makowice. A tym czasem czekałem na koniec dzisiejszego dnia w pracy, który się nie co przedłużył. I kończyłem go dopiero przed godziną 13. Samotnie wybrałem się tą niełatwą podróż, w której towarzyszyły mi wszelkiej maści robaki, i inne utrudnienia. Kryzysy wiary i sił były dość częste. Już droga przez Brodniki do Gryfic była utrapieniem. Droga z Gryfic na Natolewice - masakra. Z Natolewic do Wicimic jeszcze gorzej. A już nie mówię o tym lesie, polu, potem znów lesie za Wicimicami pod drogę (Wicimice - Stara Dobrzyca) i sama ta droga - a raczej coś, czego drogą nie można nazwać. Kilometry leniwie mijały a ja opadłem z sił. Częste postoje i kamienienie się sporą ilością słodyczy jednak pozwalały mi jechać dalej. Nie mniej kilka dni jeżdżenia jakie mam za sobą i trudy tej trasy, terenowe akcenty dawały się we znaki. Ze Starej Dobrzycy jak jechałem do Starogardu to miałem ochotę zrezygnować.. Na nowo jednak wróciły siły i nadzieje dopiero za Starogardem, gdy zobaczyłem, że do domu tylko 19 km. Rzecz jasna zrobiłem nieco więcej. Ale miałem alternatywę. Wracać drogą DW152 czy jechać dalej ku nowym przygodom! Jednak się nie poddałem, i skręciłem na nowe przygody w Resku, jadąc z Reska na Policko polnymi drogami. Tu widziałem hycające w polu zające! Mam kilka uroczych zdjęć! Mijałem samotne wiejskie domki, i w nich zwierzyńce całe.. Aż w końcu dojechałem dojechałem do ostatniej próby - do drogi z pod Komorowa do Dobiesławia. Aż przypomina mi się pewna historia, która w zimowych akcentach otwierała pełny przygód 2018 r: Nowa Przygoda - w Nowym Roku. Zwróćcie uwagę jak niegdyś często jeździłem z MM. Nie wiem co mu się stało, opętało go chyba na myśli bycia antyrowerzystą... Przecież kiedyś taki nie był. Ostatnia próba, ciężka droga.. I wyjeżdżam w Dobiesławiu. Myślę - jadę na Słudwia.. Wracam, zaraz będę w domu ale nie! Stanąłem przy lasku, przy drodze prowadzącej do Gościejewa, w którym pierwszy i jedyny raz, odkąd pamiętam, a przynajmniej mam bloga byłem: >>>>>>>. Długo się wahałem, jechać czy nie jechać. W końcu pojechałem. W częściowo zarośniętej drodze, walcząc z przeznaczeniem, chwastami, robakami i polnymi drogami. W końcu zmierzałem dokądś ale nie było to Gościejewo tylko Płoty! Te cholerne Gościejewo przypadkiem minąłem. I wyjechałem za daleko. Cała moja droga, męczarnia w przejeżdżaniu w polu, w zbożu była daremna. Ale czy na pewno? Była to na pewno ciekawsza alternatywna droga niż na zbyt dobrze znana mi droga z Dobiesławia do Słudwii.. I tak skończyła się ta piękna i co by nie mówić niepowtarzalna przygoda. Bo na pewno nie będę chciał jej powtarzać.. A miałem myśli o tej trasie, jeszcze w trakcie jej trwania. O tym, że dość szybko powtarzając kilka razy tą trasę - zniszczyłbym do końca wciąż dzielnie walczącą o każdy kilometr - tylną oponę Schwable Mundial, która nadal przeżywa kolejne kilometry w terenie, i po asfalcie, która wkrótce może mieć 20k km..! I jeszcze parę przygód za sobą. Tylko powtarzanie dzisiejszej trasy mogłoby jej życie szybko skrócić. A tak - choć małe, ale ma szanse przejechać jeszcze kilkaset kilometrów..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa08lipca2021zdj1.jpgtrasa08lipca2021zdj2.jpgtrasa08lipca2021zdj3.jpgtrasa08lipca2021zdj4.jpgtrasa08lipca2021zdj5.jpgtrasa08lipca2021zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)