19.09.2023
Jazda nr: 1301

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa to kontynuacja i w końcu zrobienie trasy z 2020 r.: Wpuszczony w Maliniec. Gdy chciałem odkrywać tamte strony i drogi. I nawet nie pamiętałem już tego, że do Żerzyna dojechałem, drogą leśną przy Smólsko - jadąc wzdłuż rzeki Regi. To tak dalekie wspomnienia, że w sumie mogę nie pamiętać. To w końcu miało miejsce 639 tras temu (638 bez dzisiejszej). Ilość tras to nie wszystko to miało miejsce: 25 752 km temu (bez dzisiejszej trasy). Siłą rzeczy to długi czas (ponad 3 lata). Sporo w tym czasie się wydarzyło. I dalej sporo jeździłem. Jeszcze pod koniec zeszłego tygodnia tak sobie planowałem, że zrobię tą trasę. I w końcu się za nią wziąłem. Chociaż przymiarki do niej miały miejsce na majówkę: Niezawodny Nawigator. Wtedy w końcu odkryłem jak powinienem jechać przy tych sztucznych jeziorach (stawy) w Malincu - w końcu MM pokazał w czym rzecz. A ja na przestrzeni lat jakoś tam tak nie wracałem. Dojazd do Malinca to głównie przez Mołdawin. A dojazd do Mołdawina to jakieś nie porozumienie. Można mieć po tej drodze długi uraz - bo mówimy o sporym kawałku drogi (ok. 3 km) po samej brukowej drodze... Przerabiałem to w sumie nie tak dawno, gdy wstępnie chciałem tą trasę zrobić - ale ze względu na owady odpuściłem: Malinowe Drogi. Dzisiaj jednak nie odpuszczałem. Byłem zmotywowany do działania i zawalczyłem o tą trasę - mimo zmiany warunków na mniej korzystne (czyli jak na ironię na lepsze). A co chodzi? A chodzi o coś takiego jak o wietrzny dzień. Dzisiaj z rana przynajmniej było tak jesiennie, wietrznie, nie przyjemnie. Często szaro. To mnie zachęciło do tego aby jechać tu do Reska i zrobić tą trasę! Nieco chłodniejszy dzień (temp. <20℃), wieje. To idealnie się składało! Przecież w takich warunkach robactwo nie atakuje. Mogę z powodzeniem wbić się w las i jechać... Tylko niestety tak było z rana czy do południa. Po południu się sytuacja poprawiać zaczęła. Wiatr nieco ucichł. Było spokojniej. Normalnie to bym się cieszył, że pogoda się poprawia. No ale nie teraz... Gorsze warunki były mi sprzymierzeńcem. Straciłem te przymierze i znalazłem się wśród gęstego lasu, zmierzając w stronę Żerzyna. Miejscami zjechana droga, nie szło jechać. I mnóstwo pokus aby skręcić gdzieś w bok. Nie będąc pewny czy jadę dobrze - chciałem sprawdzić to na mapie, i wtedy te chmury komarów mnie zaatakowały. Na całe szczęście - broniąc swojej teorii o wietrznej pogodzie - powiem tak, że ich atak i zbyt duża ilość była w zasadzie tylko w jednym miejscu. Tu musiało być mokro. Znowu dochodzimy do sytuacji - już na to narzekałem: Narnijska droga, że niepotrzebnie padało kilka dni temu. I wszystko się zepsuło. Gdyby czas bez deszczu był dłuższy można by było mieć w końcu nadzieję na to, że te cholerstwo zdechnie... Wyczytałem w necie, że komar żyje ok. 21 dni. To w końcu by zdechło. A bez wody, kolejne by się nie rodziły w takiej ilości. Więc z dnia na dzień sytuacja powinna się poprawiać. A względny spokój został zakłócony... Chmara się rzuciła i trzeba było spierdalać... Na szczęście dalej już tego gnojstwa nie było. Skłamałbym mówiąc, że w ogóle ich nie było. Przynajmniej była ich mniejsza ilość - jakieś pojedyncze, w tym coś gorszego niż komary: strzyżaki. Pierdolone skurwysyństwo. Utrzymuje się w lasach dość długo, ciężko to zabić. Pamiętam z poprzednich lat, że już liści na drzewach nie było, a te skurwysyny dalej się pojawiły - przełom listopada początek grudnia a one nadal są. Dziś też towarzyszyły w niektórych miejscach. Jednak to natura, jakoś się przetrwa, nie było tak źle. Co innego ludzka działalność - bardzo szkodliwa, o coraz większych zasięgach. Jeśli chodzi o okolicę Żerzyna tak mocno tego nie odczułem jak na odcinkach za Malincem w stronę Piasków. Tam jest po prostu masakra. Było sporo odcinków, które tylko niepotrzebnie wydłużały tą trasę i uniemożliwiały swobodnego przemieszczania się. Pomijając jednak te problemy - udało się. Przejechałem. Patrząc po mapie - ale tak, patrząc na mapę to każdy mądry - mogłem pojechać trochę ciekawiej. A tak w większości skupiłem się na przejechaniu odcinka Maliniec - Piaski tak jak jechałem z kolegą MM na wspominanej trasie: Niezawodny Nawigator. Te lasy kryją sporo dróg i tajemnic. Fajnie by było je odkrywać. No ale na to przyjdzie czas - najlepiej w listopadzie (nie szybciej) - gdy zrobi się w lasach bezpieczniej i będzie jeszcze mniej owadów. Dzisiaj najważniejsze było dla mnie przejechać tą trasę - samą tą trasę - nie drogę z Płotów do Reska. Więc skorzystałem z małego ułatwienia. Pojechałem do Reska samochodem, w sposób pretensjonalny, stanąłem blisko domu MM ;) Nie mógł mnie jednak widzieć bo go nie ma... No ale niech widzi, że pewne zaleciałości anty-rowerowe i u mnie są. Takie małe ułatwienie. W końcu chodzi o konkretne drogi i aby to raz dwa zrobić (a i tak zajęło to ponad 3h). A nie koniecznie jechać drogą DW152 do Reska... Zresztą tą drogę nie raz wciągu rowerowego roku mijam. Kolejny przejazd nie jest mi potrzebny. Najważniejsze jest to, że po ponad 3 latach w końcu wróciłem i zrobiłem zaplanowaną jeszcze na sierpień 2020 r. trasę! Trochę późno ale ważne, że się udało.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1308

  • Trasa nr [łączna]: 1387
  • Trasa nr [na blogu]: 1301
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 141

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1375 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1289 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 17826.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 17856.15 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 17736.75 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 30303 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 30333 km

  • Maksymalna prędkość: 33.8 km/h

  • Przejechałem: 29.95 km
  • Przejechałem [msc]: 464.14 km
  • Przebieg roweru [rok]: 5501.59 km
  • Przebieg roweru [suma]: 54555.84 km

  • Przejechalem w 2023: 5501.59 km
  • Podroż dookoła świata (2023) 13.754 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 136.3896 [%] km

  • Czas jazdy: 02:39:41 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3476:52:50 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3253:26:42 h
  • Czas Jazdy Suma (2023): 368:44:54 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 27:49:01 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:19:05 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:55 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:14 h

  • Średnia: 11.3 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już szeroko opisałem w pierwszym akapicie - była w końcu udaną wyprawą odkrywając Maliniec, jedną z wielu dróg tutejszych lasów. To co było planowane na koniec sierpnia 2020 r., w końcu się spełnia. A przede mną jeszcze wiele tras, i pewnie wiele zapomnianych planów i projektów. Mimo, że miałem tak robić - to tak nie robię, że sobie zapisuję co miałem zrobić, i odznaczyć co zrobiłem a co nie. Więc spełnia się takie powiedzenie, że plany planami a życie i tak swój scenariusz pisze. Dzisiaj mimo moich początkowych dobrych myśli co do zasady: nie sprzyjającej pogody, nie udało się utrzymać :( Pogoda niestety się poprawiała. Normalnie to by mnie to cieszyło ale dziś nie! Właśnie chłodniejsza, i wietrzna pogoda była prowodyrem tego, że jechałem i nie obawiałem się ataku robactwa, które po prostu przesadziło ze skalą ataków, które były obserwowane od początku miesiąca: Komary: totalne opętanie - trochę dni minęło, sytuacja nieco się uspokoiła. Pewnie trochę tego gnojowa wyzdychało. Czułbym się jednak z każdym dniem coraz bezpieczniej gdyby kontynuowany był trend - zero opadów deszczu. A ten został zachwiany przez 13.09... I problem z owadami, tymi cholernymi komarami dziś powrócił. Choć nie było takiej tragedii. Zresztą co już miałem zrobić gdy byłem w trakcie trasy. No nie było wyjścia jak kontynuować... Dzisiaj dla ułatwienia przyjechałem sobie do Reska autem. I stąd ruszyłem dalej - początkowo do Smólska. Skąd odbiłem w leśną drogę. Byłem pewny, że nie znaną. A jak się okazuje to nie do końca prawda - już tą drogą jeździłem w 2020 r. i wspominanym wpisie: Wpuszczony w Maliniec. Dzisiaj miałem miałem kolejną okazję nią pojechać, dookoła wielu wycinek. I durnych tabliczek nadleśnictwa Resko "UWAGA! NIEBEZPIECZNE DRZEWA". No kurwa... Drzewa wychodzą i stwarzają niebezpieczeństwo. Najlepiej je kurwa wszystkie utylizować... Skoro takie niebezpieczne... To jest tak pojebane, ludzie są tak zjebani. I tak nie wielu zauważa problem i to co się dzieje. Te nielegalne wycinki na coraz większą skalę. Tak są opustoszałe lasy a oni dalej je rżną... Tak przejechałem dłuższy kawałek drogi aż wyjechałem w Żerzynie. Tu zmieniła się nieco droga, jechałem już po tej kamiennej drodze... Przez kolejne kilometry, mijając las za Żerzynem w stronę Mołdawina. Już kilku minutach szlak człowieka trafi, gdy jedzie po czymś takim. A to się tak ciągnie i ciągnie... Kurwicy idzie dostać. I tylko się wyczekuje momentu gdy to się skończy... W końcu dojeżdżam do Mołdawina a ta chujowa droga nadal trwa. Kończy się wraz z ostatnimi zabudowaniami Mołdawina. Odcinek do Malinca (1 km) to chujowa droga - chujowa ale asfaltowa - choć pełna dziur to lepsze to niż ten bruk. Dojeżdżam do Malinca i tam skierowałem się początkowo na dawne PGRy. Już nie pamiętałem jak tam jechać... Tylko wg. mapy tam gdzie wjechałem też powinna być droga. Jednak jej nie widziałem, wszystko pozarastane. I to takie miejsca niezbyt przyjemne. Ze względu na zbyt dużą ilość owadów, które nadal się pojawiają nie czułem się tam komfortowo. Szybko sobie jednak przypomniałem jak powinienem jechać i dojechałem do rzeczonego pola, przy którym są stawy (sztuczne jeziorka) w Malincu. Teraz już poprawnie pojechałem przez te pole - ta pojechałem - przeprowadziłem, bo porozjeżdżana droga. I o jechaniu to zapomnij. Za Malincem już za tym polem nie lepiej. I tam się w sumie trochę walnąłem. Zamiast skręcić w drogę opisaną jako PŻ... To pojechałem dalej - wyjeżdżając prawie pod drogą - swoją drogą nie daleko Święciechowa. Jednak cofnąłem się stąd w głąb lasu i dalej drogę znalazłem. Jednak wg. mapy mogłem wybrać i inne trasy i tak wyjechałbym w tych Piaskach. Sporo tam było dróg - nie chciałem jednak kombinować. Dzień się kończył, warunki tutaj nie są przyjemne. Wolałem wracać. Najważniejsze - bo nie było określone jak - tylko, że przez las - z Malinca do Piasków dojechałem. I z Piasków już na Resko wróciłem. Cała trasa zamykała się w prawie 3h. I dystans ładny te 30 km... Nie spodziewałem się, że to tyle jest ;) No może gdybym pojechał "lepiej", bez pewnych niepotrzebnych dojazdów jakie zrobiłem po Malincu i za Malincem to pewnie dystans byłby krótszy o jakieś 2-3 km. I na pewno szybszy. Przecież w tym lesie wiele odcinków to nie byłem wstanie jechać. Tak są drogi zniszczone, rozjeżdżone przez ciężki sprzęt służący zarzynaniu lasów. W wielu miejscach w wyniku zniszczenia dróg, te skurwysyny bezrozumne śmiecie nawieźli piachu, który został tu wszędzie rozsypany. I jak po tym jechać?! No nie dało rady. Tylko złość powoduje takie zachowanie - co najgorsze bez karne. Bez karnie skurwysyny niszczą wszystko dookoła. I jeszcze z tego tytułu mają wygodne i dobre życie (w luksusach) bo ich w końcu na to stać. A szarki zdychają za marne pensje... Tak mnie wkurwia ten temat lasów, niestety zbyt często wałkowany. Za każdym razem to są przecież nieodwracalne tragedie, kolejne drzewa - idące w setki, w tysiące wyciętych... A ta ekspansja nie zwalnia tylko wciąż postępuje i w kolejnych i w kolejnych latach. Nie chcę się wkurwiać. A więc nie chcę o tym zbyt dużo pisać... Skupię się na pozytywach. Mimo wielu trudności przejechałem trasę. I to w sumie najważniejsze - fajnie zaczynam nowy tydzień. W końcu z jakimś sensownym sukcesem. I realizacją jednego z dawnych celów. Wiadomo, że teraz zrealizuję jakąś trasę a nie długo będę miał pomysły na kilka kolejnych... I kiedy to wszystko realizować? Życia na to nie starczy... A życia jak życia - a obecnie dnia też będzie brakować. Dzisiaj to ledwo mi tego dnia starczyło. Gdy już autem wyjeżdżałem z Reska żegnał mnie zachód słońca. Te zachody są coraz szybsze... Gdybym jechał całą trasę z domu to nie wyrobiłbym się w przejechaniu jej za dnia - po szkole po prostu nie byłoby na to szansy. I musiałbym poświęcić na to weekend. A przy tej fajnej pogodzie to trochę szkoda weekendów na te prostsze (i bliskie) trasy. Wolę przeznaczyć weekendy na fajniejsze wyzwania - jak np. moje ostatnie wyzwanie i fajna trasa: Trasa Czaplinek - Płoty - w trakcie której i po której się za dobrze nie czułem :( No ale nie żałuję, że pojechałem. I właśnie dobrze się nie czułem. W nocy z niedzieli na poniedziałek nie spałem. I ostatecznie wczoraj - 18.09 do szkoły rowerem nie pojechałem. Zresztą dziś też nie - ale mam na to usprawiedliwienie - po szkole realizowałem właśnie tą trasę. Pomysł jaki miałem na poniedziałek (18.09) jednak bezpowrotnie upadł. No nic... Zdarza się i tak...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa19wrzesnia2023zdj1.jpgtrasa19wrzesnia2023zdj2.jpgtrasa19wrzesnia2023zdj3.jpgtrasa19wrzesnia2023zdj4.jpgtrasa19wrzesnia2023zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)