Dzisiejsza trasa jest kolejną trasą do pracy, to już się robi nudne i męczące, takie dojazdy do pracy. Dzisiejszy wyjazd jest jednak wyjątkowy. Pierwszy raz odkąd zacząłem moją pierwszą pracę, mam taką okazję, aby zacząć pracę na godzinę 1030. Nie mogłem z tego zrezygnować. Powód? Zaczęcie trwającego łącznie 7 dni kursu (4 dni w tym tygodniu i 3 dni w przyszłym). Po tym ekstremalnie szybkim kursie, będzie egzamin, z SEP. I wydanie uprawnień SEPowskich. Nim jednak doczekam się tego szczęśliwego wydarzenia, muszę przetrwać ten kurs, kolejne dni w pracy. A to przy panujących upałach bywa ciężkie. Dzisiaj nie o tyle co są upały (choć w trakcie dnia było gorąco) - to dzień zaczął się od ulewnych deszczy. A ja dopiero dzisiaj wracałem z weekendu do domu, gdzie zrobiłem sobie w dniu wczorajszym wyjątkową trasę: Trasa "50-tka" & Obwodnica Płotów. Pełny nadziei, na przyszłość, zacząłem dzisiejszy dzień z moją osobistą tragedią. I uszkodzeniem licznika Thorn - mój główny wysłużony przez lata wiernej służby licznik.. który podczas dzisiejszego przyjazdu do Szczecina został zalany przez ulewne deszcze. Miejscami tak padało, że świata nie było przed sobą widać. Ja już z tego roztrzepania, zmęczenia - zapomniałem go zdjąć. Eh. No tak jest, pracuję dopiero kilka tygodni, ale to mnie już tak męczy. Te dojazdy, te życie w wielkim mieście. Na nic czasu nie mam. Z przemęczenia robię różne błędy. Prowadzić samochodu też raczej nie powinienem. Na dzisiejszej trasie do Szczecina, co jeszcze przywoziłem rower autem miałem takie chwile, że mnie zamuliło, i mógłbym przysnąć. Po prostu zbyt szybkie tępo w życiu, do którego nie przywyknąłem. Potrzebuję więcej spokoju.. A nie tylko w biegu, w biegu aby kurwa żyć na czas.. Z tego pośpiechu jeszcze jakaś tragedia będzie. A przypominam, że do jednej było blisko: Trasa pracy z 21.05. Dzisiejszy dzień sam w sobie męczący, i jeszcze ten cholerny kurs SEP, który trwał i trwał. Pocieszenia mnie to, że jutro mogę iść tj. dzisiaj na godzinę 1030 do pracy i mieć po prostu wywalone :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 424
Trasa nr [łączna]: 507
Trasa nr [na blogu]: 421
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 80
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 500 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 414 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11727 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11737 km
Maksymalna prędkość: 34.8 km/h
Przejechałem: 10.12 km
Przejechałem [msc]: 201.15 km
Przebieg roweru [rok]: 2272.12 km
Przebieg roweru [suma]: 19420.11 km
Przejechalem w 2019: 2272.12 km
Podroż dookoła świata (2019) 5.6803 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 48.5503 [%] km
Czas jazdy: 00:40:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1223:26:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1000:00:49 h
Czas Jazdy Suma (2019): 143:43:43 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:20:54 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:03:29 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:48 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:31 h
Średnia: 15.18 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest tak naprawdę dwu częściowa, bo raz to trasa do pracy i to z akademika, gdzie jeszcze licznik główny Thorn działał. Co prawda było zaparowane, ale działało. Miałem nadzieję, że taki stan rzeczy się utrzyma. Niestety. Po skończeniu dnia pracy okazało się, że życie ma dla mnie inny scenariusz.. i licznik się już nie załączył.. Częściowo z dzisiejszej trasy mam dane.. Tylko z dojazdu do pracy. Dalszych danych brak. Dodatkowo mnie to dobija. Nie mniej przechodząc do samej trasy, rozpoczęła się grubo po godzinie 10 rano. Mimo, że wyjechałem z rodzinnych Płotów po godzinie 8 rano, mimo tego, że już od Nowogardu do Goleniowa i obwodnicy z drogą S3 jest droga S6, dwupasmowa, zajebiście - to i tak pozostał problem korków w mieście, przejazdu przez miasto, przez co przed godziną 10 to ja dopiero byłem w akademiku. A trzeba było coś sobie na śniadanie zabrać ze sobą do pracy, i potem na ten cholerny kurs. No to jeszcze chwila czasu minęła. Po czym już w biegu, po rower do samochodu, i w drogę. Ruszyłem szybkim tempem w nieco niesprzyjającej aurze, było bardzo duszno, i wilgotno. Co dopiero przecież obficie padało.. A teraz nagle wszystko paruje, jest gorąco, duszno. Ale słońce się za chmurami póki co chowało. Ruszyłem tradycyjnie przez ul. Sikorskiego do skrzyżowania z Placem Kościuszki i na Bramę Portową. Za mną pojechał ojciec, który już był w tym akademiku ze mną wiele razy, i wciąż nie pamięta jak stąd wyjechać XDD To pojechał za mną. Rozdzieliliśmy się dopiero na Bramie Portowej, gdzie on utknął w tutejszych problemach z przejazdem, a ja to po omijałem i pojechałem. Całe skrzyżowanie było zablokowane, auta stoją, tramwaje na skrzyżowaniu stoją. Lawirując po między autami, i tramwajami przejechałem przez ten cyrk i ruszyłem wzdłuż Al. Wyzwolenia do Placu Żołnierza Polskiego, skąd już ostatnia prosta pod miejsce pracy ;) Po pracy, w zasadzie już w dniu pracy, zrobiła się ładniejsza pogoda. Coraz goręcej, duszno i słonecznie. Do pracy i tak ledwo zdążyłem. W parowałem cały przepocony, mokry. I z rowerem ;] A po pracy pojechałem do budynku NOT przy pl. Szarych Szeregów. Mniej więcej wiedziałem jak tu jechać. Pojechałem na Plac Rodła, z niego skierowałem się na o tej porze (było bliżej godziny 16) - po korkowane całe miasto przez cały Plac Grunwaldzki - Szarych Szeregów aż po al. Piastów. Z tymże, na al. Piastów nie zajeżdżałem. Pojechałem ul. Wojska Polskiego, szukając tego cholernego budynku NOT. A on jest tak w ogóle, zaraz za rondem.. A ja pojechałem daleko, daleko. I nie widzę, go nie widzę.. I jadę i jadę. W końcu stwierdziłem, że jestem za daleko. Wracam. I nie ma, nie widzę tego cholernego budynku. Pytam ludzi, nikt nic nie wie. Eh. Dobra w końcu trafiłem :) Przypiąłem Aurelię do kraty w szybach na tyle budynku, gdzie jest dodatkowo kamera ;] Mam nadzieję, że jakby co to ona działa. I poszedłem na dłużący się kurs, który skończył się dopiero o godzinie 1850. Straszna nuda. Dzisiaj były zagadnienia związane z PPOŻ, gaśnice, i jakieś bzdury. Ciągnęło się to i ciągnęło. Jeszcze się trafił taki urzędas dzisiaj, co tylko patrzy jakby tu przedłużyć te bzdury aby przypadkiem nie puścić przed czasem.. Ja pierdole, normalnie. Miałem ochotę, wcześniej wyjść na przerwie i już nie wrócić. I mieć na to po prostu wyjebane i tyle. No dobra. Tak się nie stało. Nadszedł jednak czas powrotu do akademika, po długim - męczącym dniu, po którym nie chce mi się na ten pierdolony SEP chodzić. Do tego wciąż mam w pamięci, moje dalekie plany na zbliżający się długi weekend w dniu 20.06. Nie jest mi w myślach ani w planach aby w dniu 21.06 iść do pracy na ten jeden dzień i już całkiem nic z wolnego nie mieć. Już teraz jest mi za ciężko, dni się dłużą. Potrzebuję wolnego, kilka dni aby odpocząć, nie przemęczać się w tej gonitwie. A takie plany mogłyby się nie sprawdzić.. właśnie przez przedłużające się dni w pracy.. No dobrze, jeśli chodzi o mój powrót z kursu na ul. Wojska Polskiego to odbył się on przez ul. Mickiewicza, z której zjechałem na ul. Tarczyńskiego z niej zaś na ul. 5 Lipca i z niej zaś (znowu te zaś - kolejne z kolei :)) - zjechałem na ul. Bohaterów Warszawy, którą powróciłem do rodzimych stron, zamieszkiwanego aktualnie akademika DS1 ZUT zwanego "slamsy". Tu wyrażę, moją dużą nadzieję, że uda mi się przenieść do dawniej zajmowanego akademika DS4 Portowiec, co będzie oznaczało dla mnie przede wszystkim koniec z kłopotliwymi dojazdami do pracy. Teraz te dojazdy to jest masakra. Potem ich nie będzie, będę mógł na spokojnie stawać o późniejszej godzinie (teraz muszę o godzinie 6), po zmianie akademika będę mógł na spokojnie o 640) a może nawet o 7. Będzie szybszy i wygodniejszy dojazd do pracy (tramwaj linii nr 1 z Bramy Portowej), lub - iść na pieszo, to nie jest daleko, ok. 1 km. I nie będę się musiał targać z rowerem. Odejdą te kłopotliwe wpisy związane z trasą pracy. Które zaczynają powoli wypychać moje normalne trasy po pracy, gdyż mi się na nie już kurwa, po prostu nie chce iść.. I to jest kurwa dopiero po kilku tygodniach pracy. A co to będzie dalej. Może się okazać, że ze mnie i z mojej pasji to już nie pozostanie nic.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)