Dzisiejsza trasa jak wskazuje tytuł nie była zbyt udana i przyjemna. Ta coraz bardziej zimowa pogodowa daje się we znaki. Te zbyt krótkie dni również... Najlepsze chwile dnia marnuje się w szkole. I później już nic dla siebie się nie ma. Od tygodni, poza małymi "incydentami" nie widywałem słońca. A te incydenty najczęściej pojawiały się w godzinach, w których na rower się nie wybiorę. Po południami to nie ma co na to liczyć... Ani zachód słońca ani na pogodne niebo. Ciągle tylko ten mrok, mgły i mrok. A to wiąże się z oczywistym - spadkiem efektywności i innymi złymi odczuciami, które powoduje taka pogoda (depresyjnymi odczuciami). Toczy się przy tym walka o to czy iść na rower czy nie iść. Stoi się w obliczu nie możliwych wyborów. Albo rower, albo w niezbyt dobrych warunkach siedzieć w domu. Mimo wszystko poszedłem. Trudno było mi się jednak dzisiaj wybrać. Raz, że długo byłem w szkole, potem nim udało mi się wyjść a to ciągle coś... I tak się wyjazd opóźniał. Nie udało mi się ruszyć o tej równej godzinie 15. A na tym mi bardzo zależy - tak sobie badam, tak sam dla siebie - kiedy będzie jeszcze bardziej "chujowo" niż jest. Czyli gdy wyjeżdżając o godzinie 15 nie jestem wstanie przed zmrokiem zrobić nawet trasy "20-stki", której maksymalny czas wynosi 75 min. Czyli byłby to powrót na godzinę 16:15. Zakładając czas maksymalny i żadnego postoju (zdjęcia itd.). Jak nie jestem wstanie tego zrobić to jest już źle. Oczywiście w Listopadzie tak się nie dzieje. Jednak ta granica się coraz bardziej zaciera. A pogoda nie pomaga. Jest ciągle tak ponuro, z gęstymi mgłami. Przez to ciemności wdzierają się w naszą rzeczywistość coraz szybciej. Dzisiaj np. w trasę ruszałem w okolicach 15:30. I już taki półmrok panował - przez tą mgłę i gęste chmury. Długość dnia przez to się skraca. A tak mogłoby być jeszcze te parę minut dłużej jasno. Zawsze przyjemniej. Niż tylko widywać mrok, i z rana i z wieczora nic więcej tylko mrok i mrok. Takie małe składowe wpływały na to, że dzisiaj tak szczególnie źle mi się jechało. I tak szczególnie nic mi nie szło...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1146
Trasa nr [łączna]: 1226
Trasa nr [na blogu]: 1140
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 15
W tym roku: 184
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1214 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1128 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11691.5 km
Stan Licznika Końcowy: 11709.88 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11703.72 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 24306 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 24325 km
Maksymalna prędkość: 26.5 km/h
Przejechałem: 18.38 km
Przejechałem [msc]: 446.92 km
Przebieg roweru [rok]: 7155.11 km
Przebieg roweru [suma]: 48409.42 km
Przejechalem w 2022: 7155.11 km
Podroż dookoła świata (2022) 17.8878 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 121.0236 [%] km
Czas jazdy: 01:09:29 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3066:32:58 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2843:06:50 h
Czas Jazdy Suma (2022): 472:12:39 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 29:46:55 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:59:08 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:51 h
Średnia: 15.98 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego - cóż więcej mogę powiedzieć: nie udolna. Niezbyt szło mi to jeżdżenie, pogoda mnie niszczyła. Cała otoczka przed wyjściem i wyjście. Ambicje duże, możliwości praktycznie zerowe. Jest te kilka stop. na plusie, mianowicie granica +3℃. To ma się nadzieję, że jest ok. Będzie fajnie a nie jest. Dzisiaj największym przeciwnikiem był bardzo silny wiatr. Skutecznie utrudniał przyjemność z jazdy. Zresztą nie tylko to mi nie szło. Dzisiaj miałem taki gorszy dzień i nic mi nie szło. Włącznie z odpowiednim czasem wyjazdu. To się nieco przedłużyło i efekt jest jaki jest. Czyli próba sfałszowana... Co mi taka daje, jak nie wyjeżdżam równo o 15 to nie wiem gdzie bym dojechał nim dopadłby mnie krok. A może bym zdążył umknąć jemu? A dziś nie zdążyłem - mrocznie było już w Mechowie. Potem było gorzej. A na koniec jeszcze się lampka Magicshine rozładowała do końca... Na szczęście byłem już blisko domu. Rozładowała mi się na sam koniec Słudwii. A poszła do końca w zasadzie w trakcie trasy - bo zaczęło tak stopniowo znikać oczko po oczku z poziomu jej naładowania. I ostatecznie została tylko ciemność. Można to porównać na zdjęciach z trasy - z lampką i bez. No od razu widać, że komfort jazdy drastycznie spadł. No jakoś się w tej trasie przemęczyłem i jakoś dojechałem nie mniej było ciężko. Napęd dawał się we znaki, ciągle coś. Ciągle mi koło ucieka w hamulec, i to mnie wkurwia. Biegi słabiej szły. Jakoś też weny do jazdy nie miałem. Może lepiej było dzisiaj nie jechać? Skoro to ma tak wyglądać to jest bez sensu. I tak całą zimę... Przecież do wiosny lepiej nie będzie. A do wiosny jeszcze daleka droga. I jak tu przetrwać?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)