Trasa z dnia dzisiejszego jak się okazało, jest moją najdłuższą w tym roku i najcięższą wyprawą, na którą początkowo miałem wziąć GŻ, potem nikogo i jechać samemu a ostatecznie wziąłem ze sobą MK. Dawno ze mną nigdzie nie jeździł. To go wziąłem... Ostatecznie pierwotnego planu na dziś nie dotrzymałem a to wyszło przez te niepotrzebne jeżdżenie po Berlinie. W pierwotnym planie miałem pod Berlinem od razu zjechać w prawą stronę, i dążyć do dojazdu do drogi B2, którą jechałbym na Bernau bei Berlin a z niego na Eberswalde i stąd planowo na Siekierki, na most w Siekierkach - gdzie ostatecznie MK pojechał. Ja nie dałem rady. To jednak znaczny dystans. Całość miała się dzisiaj zamykać tak w granicach 140-150 km, ale miała właśnie obejmować w sobie Siekierki. Jeśli dodatkowo bym tam pojechał i wracał (jakimś cudem) to całość zamykałaby się w 170 km. Na ten rok, na dziś nie jestem wstanie polecieć aż na takie odległości. W zeszłym roku czy poprzednim (2020-21) w okresie Sierpnia powinienem dać radę, wtedy przecież we wcześniejszym czasie roku robiłem takie dystanse jak dziś... Dziś, w tym roku jednak sytuacja jest inna. Dużo trudniej mi się jeździ na coś dalej niż 100 km. Dlatego trochę tak ryzykownie, ale wybrałem się na ten Berlin. W sumie jak nie teraz to kiedy? Nadchodzi Covid-22, nie wiadomo co im odpierdoli... Nie wiadomo co będzie z pogodą. A ja już tak szczerze mówiąc od czerwca bieżącego roku, trochę rozjeżdżony jestem... Więc trzeba było o to walczyć! :) I pojechało się. W sumie nie jest tak źle, a to, że nie pojechałem przez ten most w Siekierkach to tam pal licho z nim. Jeszcze jedną trasę w te strony planuję. A to sobie mogę na spokojnie nawet we wrześniu pojechać! Trasa przez Cedynię, Siekierki, Moryń. Niemiecka strona też ale tak blisko granicy od Siekierek do Hohenwutzen (przy granicy w Osinów Dolny). Z moich większych planów na ten rok jeden zrealizowałem. Ostatnie sukcesy: Trasa Świnoujście - Zinnowitz i Trasa Siekierki - Eberswalde. Pozwalały mi myśleć nawet o tym aby spróbować swoich sił na trasie 200 km... Takie trasy nie są u mnie częste i dosłownie kilka razy się odbyły. I to nie co roku... Więc wypadałoby w taki dystans pojechać. Jednak czy jestem na niego gotowy? W końcu 200 km nie udało mi się zrobić w bardzo udanym rowerowym roku 2021 r: Nadmorskim szlakiem:
"z Singlowymi". To dlaczego miałoby się udać w gorszym pod względem ostatnich 2 lat (2020-21) rowerowym orku 2022?... Po dzisiejszej jeździe mam wątpliwości, w końcu zniszczyło mnie 150 km... A gdzie jeszcze 50? Ale w sumie. Gdybym jechał sam. To też byłoby inaczej... Z siłami itd. A zresztą te Niemieckie tereny, Brandenburgii... Może i piękne i w ogóle... Ale wyniszczające. Tyle tu wzniesień... Nie powinienem jednak tak mocno narzekać. Na wspominanym już wpisie: #1067 było gorzej... A jednak dałem radę. Dzisiaj tylko na początku trasy było kilka wzniesień towarzyszyły one nam od Osinowa przez Hohenwutzen i Bad Freienwalde wzdłuż drogi 158, którą jechaliśmy do samego Berlina. Mijając tam pierwsze wzniesienia, które kończyły się zdaje się po wsi Platzfelde... Było już w miarę z górki lub płasko i tak do samego Berlina. Jednak droga i tak się dłużyła i była męcząca. Niepotrzebnie na początku trasy goniłem za MK. To też odebrało mi siły. I niepotrzebnie wjechaliśmy do samego miasta, a te się ciągnie i ciągnie. To też odebrało siły i nadzieje na powrót, a ten przecież bliski nie był. Jechaliśmy w tym Berlinie od dzielnicy Lichtenberg, pod dzielnicę Weißensee a z niej kierowaliśmy się na Alexanderplatz. A potem z niego wrócić... Tą samą drogą, skrzyżowanie po skrzyżowaniu po to aby dojechać i tak do drogi B2, mając dodane niepotrzebnie przejechanych trochę kilometrów. To ostatecznie mnie złamało, i już w drodze do Eberswalde czułem, że kończą mi się siły i nie dam rady jechać na Siekierki dalej. Zresztą wróciłem taki skrajnie zmęczony, a jeszcze wracać samochodem tyle kilometrów. Mało kto to rozumie ale jazda samochodem też wykańcza. A do tego dzisiaj wcześnie wstałem, jeszcze przed godz. 4 nie mogłem spać. Nie chciałem się męczyć z dodatkowymi kilometrami do Siekierek, z których trzeba by było wrócić. Jeśli bym w ogóle dojechał w co powątpiewam to i tak czekałaby mnie wyniszczająca podróż samochodem do domu, a ta nie jest krótka ani szybka to aż 170 km... Najgorzej to dojechać do Szczecina, wbić się tam na A6 i dalej leci... Ale dojechać do Szczecina to zajmuje na dobrą sprawę z 1,5h ... To tak tylko się wydaje, ale to jest długa i męcząca podróż. Z tego względu na te Siekierki, w te strony jakoś za bardzo już nie chcę jeździć. Co pojechałem w tym roku tu samochodem (włącznie z dziś 3x) to już mam dość tej drogi, i dojazdu tutaj... To wydaje się fajne, ale na pewno nie z perspektywy kierowcy. Jednak mimo wszystko jeszcze raz się we wrześniu poświęcę. I zrobię jeszcze jedną trasę w tych niezwykłych stronach. Mam nadzieję, że na tej wyjątkowej trasie będzie mi towarzyszyć wyjątkowa osoba jaką jest JS... :) Zobaczymy jak to będzie... A póki co to trzeba się cieszyć z tego co jest i co się do tej pory osiągnęło a to naprawdę sporo. Jeszcze dopowiem parę słów o tym moim braku "sił" dzisiaj. Bo to takie nie musi być oczywiste. To nie tylko droga samochodem dzisiaj, wcześnie wstałem i w ogóle. Ale także męczący tydzień. W którym sporo się najeździłem nie tylko rowerem. Miałem 2 dni przed trasą odpoczywać ale nic z tego nie wyszło... I to pewnie nie pozostaje obojętne wobec tego jak minęła mi dzisiejsza podróż. Nie mniej powtórzę jeszcze raz, gdyby nie wycieczka po Berlinie, zaliczyłbym powrót przez Siekierki, a ilość km dalej mieściłaby się w 150 za całość... Czyli możliwy do przejechania dystans. Z takim się liczyłem... Na więcej nie chciałbym ryzykować bo i też nie czułem się na tyle na siłach...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1075
Trasa nr [łączna]: 1155
Trasa nr [na blogu]: 1069
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 19
W tym roku: 113
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1143 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1057 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 8972.85 km
Stan Licznika Końcowy: 9121.45 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9115.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 21586 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 21735 km
Maksymalna prędkość: 42.2 km/h
Przejechałem: 148.6 km
Przejechałem [msc]: 1164.48 km
Przebieg roweru [rok]: 4566.73 km
Przebieg roweru [suma]: 45821.04 km
Przejechalem w 2022: 4566.73 km
Podroż dookoła świata (2022) 11.4168 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 114.5526 [%] km
Czas jazdy: 08:25:52 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2897:40:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2674:14:17 h
Czas Jazdy Suma (2022): 303:20:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 72:37:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:49:21 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:29:16 h
Średnia: 17.66 km/h
Dzisiejsza piękna trasa rozpoczynała się wcześnie rano. Po niej dochodzę do wniosku, że jakbym się nie starał, zakładając to, że gdzieś muszę dojechać nie jestem wstanie zrobić trasy sensownie (czasowo) i wyjechać sensownie wcześnie. A już w szczególności jeśli nie jadę sam... Wjazd na Szczecin, czas zabiera. I poczekać na innych też. Potem z stamtąd wyjechać też... I co z tego, że ruszyłem jeszcze po 4 w drogę dzisiaj, jak ostatecznie na rowerze ruszyliśmy po godzinie 7? Może nawet bliżej godziny 8 rano... I tak beznadziejnie. Inaczej by było ruszać z Osinowa np. o godzinie 6 rano. I mieć sensowny powrót - chciałem wracać tak gdzieś 18-19 z Osinowa. I mniej więcej w ten czas się wpiąłem. Z tymże droga powrotna i tak sporo trwała. I ostatecznie wracałem po zachodzie słońca do domu. Nim wróciłem to już zbliżała się godzina 22. Więc chyba się nie da tego rozsądnie zaplanować i pojechać (szczególnie z kimś) tak aby sensownie wrócić... Nie wiem o której musiałbym wyjeżdżać aby miało to sens... Po prostu czas potrzebny na podróż jest zbyt długi. To daje mi sporo do myślenia, że po prostu założenia są złe. Bo muszę się zmieścić w jednym dniu... I to mnie niszczy. Gdybym miał nockę gdzieś na miejscu i wracał na drugi dzień to by było inaczej i rozsądniej czasowo. Inaczej po prostu się z tym nie wyrobię. A najlepiej by było jeszcze mieć kierowcę, bo ja sam się na takie ekscesy nie nadaję. Nie dość, że po rowerze zmęczony, to jeszcze jazdą... To jeszcze nocna jazda... I tak wszystko na raz. To się kiedyś skończy tragicznie... No ale dobra. Ogólnie zarys trasy już opisałem w pierwszym akapicie, jechaliśmy przez Osinów Dolny - Hohenwutzen wzdłuż drogi 158 do Berlin-Lichtenberg. Po drodze piękna trasa, duże okoliczności przyrody, drzewa przy drogach... :) I sporo wsi. Trwające w najlepsze żniwa. Życie jakoś się toczy. Samochodów jakby mniej niż w Polsce i kierowcy nie tak przyjebani umysłowo jak w Polsce. No coś jednak nie daje spokoju w tej historii. Nie jest taka piękna jaką się wydaje. Trwa w niej pechowy tydzień jaki mam od początku tygodnia: Trasa "50-tka": szał samochodziarzy. Przez szczególnie: Nieudane wojaże: Świnoujście. I tak wszystko w jednym tygodniu. Dzień po dniu coś. Szczególnie wydarzenia i ich następstwa z wpisu: #1073. Są dla mnie niszczące... Nie dość, że w 3 dni straciłem bak paliwa... I dzisiaj musiałem się dolać, to jeszcze "oddaj za te paliwo". Więc wychodziło, że matka i jej koleżanka miały darmową jazdę do Świnoujścia. I jeszcze mają kurwa pretensje, że szybko wracałem...?... Zależało mi na czasie to jeszcze się opierdalali z powrotem ze Świnoujścia wracając ponad 2h do samochodu. W tym czasie mógłbym spokojnie zaliczyć jakieś serwisy... Zorientować się co i jak... Zdarzyła się taka tragedia to zdarzyło. Co ja umyślnie do tego doprowadziłem? Co to moja wina, że ta zasrana sakwa doprowadziła do takiej sytuacji? No mam wrażenie, że tylko mnie przydarzają się takie sytuacje... Te wydarzenia pociągnęły za sobą kolejne. Tragiczna noc z wtorku na środę (26/27.07). I kolejne kilometry autem. Jeździłem 2x do Górzycy, byłem w Trzygłowie, w Gryficach ostatecznie jeszcze w Szczecinie i po Szczecinie - kupowałem nowe sakwy. A na koniec jeszcze test sakw: Makowice-Lotnisko: Światło nadziei. I myślicie, że to wszystko?... W czwartek (28.07) za bardzo nie odpocząłem. Dokupiłem kolejną część do sakw, byłem znowu w paru miejscach autem. To już nie tyle jeżdżenia co we wtorek (26.07) bo wtedy Świnoujście, potem w Gryficach, w Nowogardzie... No i tak się wszystko zesrało, że w ogóle nie odpocząłem przed trasą ten Berlin. A nie zamierzałem z niej rezygnować. Jak się rezygnuje czy zmienia plany to nic z tego dobrego nie wynika. Także, męcząc się w zasadzie na tej trasie jakoś ją pokonywałem. Od początku nie jechało mi się za fajnie. A jeszcze dzień zaczął się kolejną awarią, którą spowodowały nowe sakwy do Aurelii.... Aurelia stała blisko platformy na rower. I wyjeżdżając nią, zahaczyłem sakwą o platformę tak mocno, że się rozpierdoliła, połamała - takie plastikowe gówno, z lampami i tablicą rejestracyjną. Chrzanić to. Pojechaliśmy. Dopiero jak wróciłem to pozbierałem te śmieci, lampę pasem przywiązałem aby nie odpadła. I wykończony pojechałem... Trasa sama w sobie zła nie była. Choć jej początek, te wzniesienia... Wykończyło mnie to. Do tego nie byłem wstanie przyzwyczaić się do nowych sakw. A to też wpływa na komfort jazdy. Te sakwy działają trochę inaczej od tego co miałem. To takie, workowane, zwijane. Niezależne boki. I inaczej się rozkłada na nich ciężar. Ja z nimi zrobiłem dosłownie małą trasę na Makowice. A tak naprawdę powinienem chociaż te 500 km z nimi przejechać i to pod obciążeniem aby się przyzwyczaić i dopiero jechać gdzieś dalej. Tu wszystko pozornie nie istotne miało znaczenie. Także obciążenie psychiczne. Długi czas myślałem o tym czy dobrze zrobiłem, że zaproponowałem MK aby ze mną jechał... W sumie gdyby nie on to nie robilibyśmy dzisiaj dodatkowego urbexu, w miejscowości Bad Freienwalde. W zasadzie już na wyjeździe. Tam musiały być takie bursy żołnierskie. Kilka już przerobiono na domy. Jeszcze jedno się ostało. Dość duży obiekt, z podwójnym strychem. Z jednego strychu wejście jeszcze wyżej :O Ogromne przestrzenie w piwnicach. Jeśli chodzi o piętra były ich 3 to były to takie same małe pomieszczenia. Nie mniej warto było zajrzeć. Ciekawy obiekt. Jednak ja już teraz już w Bad Freienwalde, byłem zmęczony jazdą. A do Berlina jeszcze 60 km... Jakoś to jednak poszło. Piękne okoliczności przyrody rekompensowały trudy trasy, a tych było sporo... Gdyby jednak przykrości na ten tydzień było mało... To gdzieś na wyjeździe z Berlina, między Berlinem a Lindenberg - przesunął mi się magnes od głównego licznika Sigma BC 16.16. To się zdarzało ale zwykle widziałem to od razu. A nie po kilku km jak dziś... Chociaż czasowo wychodzi ok. 11 min. Jednak jak ja w 11 min miałbym zrobić różnicę 6 km? Bo tak jest różnica między Sigmą 600 (148,6 km) do Sigmy BC 16.16 (142,07 km). Nie ukrywam, że te różnice trochę utrudniały mi dalszą jazdę... Przecież odkąd je odkryłem do Osinowa było jeszcze kawał drogi (ok. 70 km). I po każdych kilometrach było coraz ciężej jechać. Może sama pogoda też miała na to jakiś wpływ? Nie wiem. Dziś było dość ciepło, w Berlinie do 28℃. Choć nie to wyniszczało. A silny wiatr, który towarzyszył nam dzisiaj od Osinowa po Berlin a z Berlina pod Osinów. Silny, zwykle boczny wiatr. Dawał się we znaki... I to poważnie... A tak szczerze, między nami jak chodzi o towarzyszy na długo dystansowe trasy to jednak wolę jechać z GŻ... On tak nie szaleje jak MK. Za którym gonić bym nie dał rady i to zbyt szybko wykańcza... Koniec końców najważniejsze, że trasa się jakoś udała. I to pomimo tych różnych sytuacji jakie miały miejsce w tym tygodniu. Szczególnie ta trasa, ten dzień z tym cholernym Świnoujściem (#1073). Tylko same straty po nim mam... A czy to wszystko się jeszcze jakoś ułoży? No chyba musi minąć od tych wydarzeń naprawdę sporo kilometrów... Bo np. od wydarzeń: Goleniów: test nowego osprzętu. Do dziś (bez dzisiejszej trasy) minęło: 8337 km. A jednak wciąż jak sobie przypomnę to mnie to wyprowadza z równowagi, podnosi ciśnienie... I jakbym gdzieś spotkał tego skurwiela co tak mi Aurelię skrzywdził... No może lepiej nie będę pisać. Nie mniej, musiałoby minąć naprawdę sporo kilometrów aby te wydarzenia przestały mieć na mnie większy (szczególnie destrukcyjny) wpływ.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)