Dzisiejsza trasa otwiera nowy tydzień. Nieco inne podejście choć smutek i żal niezmiennie pozostaje i jest niezmiennie dobijający. Minęły kolejne dni bez roweru. Nie były jednak całkowicie stracone. Gdyby nie to, że pojawia się jakaś nadzieja.. To pewnie dalej pozostawałbym zamknięty w sobie wraz z swoimi problemami i smutkami. Dzisiaj nie prowadzę zajęć w szkole. Pominę to, jak mi idzie to prowadzenie. Ciągle coś. Dzieci trudne. Może jednak do tego się nie nadaję? Bo ta młodzież z roku na rok coraz gorsza. A w tym roku już przechodzą wszelkie granice i to nie jest moja czy tylko moja opinia bo od początku roku pojawiają się takie głosy od różnych nauczycieli w tym o wiele bardziej doświadczonych, którzy już wiele lat pracują w szkole. A nie jak ja, co tak naprawdę samodzielnie pierwszy rok prowadzę zajęcia. A nie jest to dla mnie w tym roku jakoś za szczęśliwy czas na rozpoczynanie nowej drogi w życiu. Zbyt wiele smutku w tych dniach, zbyt wiele problemów. I to wszystko się tak sypie. Pojawiają się dobijające myśli czy już nie powinienem zrezygnować z tego nauczania.. Czy na pewno sobie poradzę.. Może to dopiero pierwsze dni czy pierwsze lekcje. Może jak jeszcze sytuacja się poprawi i będzie lepiej.. To będę miał inne spojrzenie na ten temat. Jednak tych zajęć nie ma wcale dużo. Czas szybko minie. Nawet bardzo szybko. I okaże się, że dzieci nie wiele się nauczą. Jeszcze te młodsze klasy to tam dobra.. Mają jeszcze czas! Aby rozwinąć się w tym wciąż zmieniającym się świecie. A klasa, która kończy w tym roku szkolnym swoją przygodę i odejdzie?... No cóż... Oni są już niejako na straconej pozycji. Z jednej strony ile będą chcieli się sami nauczyć. A z drugiej strony.. Ile będzie można ich nauczyć uwzględniając różne czynniki tak jak osobiste życie... Te może i nie powinno wpływać na "pracę". Jednak wpływa. Łatwo się tak mówi, że nie powinno. A takie hasła wydają ci, co są dość silni psychicznie czy mają dość stabilną sytuację. A cała reszta co? Ma się jedynie podporządkować?... Ostatnie dni a teraz już nawet tygodnie są dla mnie bardzo ciężkie. Gdy w końcu jednak widzę jakąś małą nadzieję na to, że może będzie lepiej. I pogoda fajna. I nie mam dziś zajęć.. To się wybrałem na małą wycieczkę do Czaplinka i zwiedzać Czaplinek. Po raz kolejny wybieram się na poszukiwanie kamieni pod Czaplinkiem: Kamienne kręgi pod Czaplinkiem. Nie jest tam jednak łatwo się dostać. Prawdopodobnie są gdzieś przy jeziorze i do tej pory nie udało mi się tam trafić: Czaplinek:
"to co nie było i się nie wydarzyło" i Trasa Czaplinek - Borne Sulinowo. Dzisiaj też się nie udało. Choć byłem już bliższy celu. To blisko samego jeziora od strony wsi Stare Kaleńsko. Jak zwykle jednak nie wybieram się tam gdzie powinienem i takie są efekty :( Przejechałem za daleko w głąb lasu, a potem zamiast wrócić w stronę jeziora Krzemno to całkowicie się od niego oddaliłem po takiej całkowicie zrytej drodze po wycinkach drzew... Wielkie i głębokie koleiny... i wycinki... I dalsza część trasy... Jaką nie było już szukanie kamieni. Na dzisiaj dałem sobie spokój. Jestem bliższy w realizacji tego celu i może w końcu się uda... Po porażce ruszyłem dalej w stronę Psich Głów. Byłem tam w zeszłym roku podczas PolAndRocka. Znaczy wracałem po nocy i w deszczu to nie wiele było widać. Jednak mimo tych warunków ujęła mnie zarówno ta droga jak i te strony... I od tamtej pory chciałem tu wrócić ale do dnia dzisiejszego nie było okazji. A teraz taka się pojawia. Więc korzystam z okazji dojechania do Psich Głów. W zasadzie byłem tutaj dwukrotnie. Pierwszy raz wracając z ogromnych lasów przy Czaplinku, gdzie znowu nie natrafiłem na kamienne kręgi. Jednak po drodze - nastąpiła mała awaria kamerki. Droga do Psich Głów prowadziła takimi kamiennymi drogami. I gdzieś się wyłączyła kamerka, i część śladu GPS utraciłem. Od razu się nie cofałem. Nie chciało mi się teraz cofać... Jechałem dalej! W zasadzie to wracałem na Czaplinek. Zajechałem jeszcze na obiad. I zrobiłem sobie jeszcze jedną wycieczkę przy Czaplinku wybierając się do Wrześnicy z niej wracałem na Stare Kaleńsko i zrobiłem jeszcze jedną dojazdową rundę do Psich Głów aby uzupełnić zagubiony ślad GPS. Po czym wróciłem do samego Czaplinka.. Miałem nadzieję na oglądanie zachodu słońca ale wciąż byłem za szybko jak na niego. Dzisiaj zachód słońca następował o godz. 19:05. Musiałbym długo na niego czekać ale byłem gotowy na takie poświęcenie! Niestety... Okazało się, że nie było sensu czekać... O tej porze roku gdy dni coraz krótsze to słońce oddala się od stojących jachtów nad jeziorem w Czaplinku... A gdy dni były coraz dłuższe, bliżej najdłuższych dni w roku (czerwiec) to słońce wręcz byłoby za nimi.. Dawało to swój urok.. Podziwiałem go ostatni raz dnia 01.05.2024 r., gdy byłem w Czaplinku - tym razem bez roweru. Ten piękny dzień zakończył się jednak tragicznie. Utonął mój dron. A wraz z nim ostatnie ujęcia z drona. Nigdy nie zobaczę tych pięknych zdjęć z tego dnia. Chciałem jednak odtworzyć te wspomnienia. Dziś była ku temu idealna okazja. Był piękny ciepły dzień, który kończył się wyjątkowym zachodem słońca.. Tego jednak nie podziwiałem w Czaplinku widząc, że tutaj nie ma co podziwiać... Słońce jest prawie na końcu jeziora, za kilka dni przy jeszcze krótszych dniach będzie już całkiem za jeziorem... Podziwiałem zachód pod Drawskiem Pomorskim w równie ciekawych i pięknych stronach... Mój wyjazd zakończył się bez zachodu słońca ale i tak było wyjątkowo. Nie często w ostatnich dniach jeżdżę... Wręcz przeciwnie. Nawet rower mnie nie cieszy w tych smutnych dniach... Jednak ten wyjazd... Może stanowić pewny powolny powrót do jakieś normalności.. Na jakieś większe szczęście nie liczę.. Zbyt wiele się w życiu wydarzyło aby mogło być lepiej. Nie wierzę w to... :( W nic już nie wierzę...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1496
Trasa nr [łączna]: 1574
Trasa nr [na blogu]: 1488
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 140
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1560 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1474 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 23813.6 km
Stan Licznika Końcowy: 23876.4 km
Stan Licznika Końcowy2*: 23726.38 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2224 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2287 km
Maksymalna prędkość: 37.4 km/h
Przejechałem: 62.8 km
Przejechałem [msc]: 234.77 km
Przebieg roweru [rok]: 4717.53 km
Przebieg roweru [suma]: 60576.11 km
Przejechalem w 2024: 4717.53 km
Podroż dookoła świata (2024) 11.7938 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 151.4403 [%] km
Czas jazdy: 04:43:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3859:58:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3636:32:17 h
Czas Jazdy Suma (2024): 296:02:22 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 15:19:36 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:54:57 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:52 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:51 h
Średnia: 13.31 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego po wspominanych wielu dniach smutku, pozwoliła w końcu wyjechać. W końcu zrobić coś dla siebie. Nie dość, że te pierwsze dni września były dość ciężkie... To były mocno nieudolne. Nie byłem wstanie nic robić, patrzeć na ludzi czy z nimi przebywać. A przynajmniej z większością z którą nie wiele mnie łączy. Żyję w poczuciu winy za to jak skończyła czy kończy się pewna znajomość... I to w sumie z tej przyczyny mam takie dni jakie mam... Zamknąłem się całkowicie w sobie. Analizuję moje kroki, moje błędy. Bywa to bardzo wykańczające. Nie znajduję dla siebie usprawiedliwienia. Ani żadnej pociechy. W miniony weekend jednak coś we mnie pękło. I pomyślałem tak nie śmiało, że może pojechałbym na ten Czaplinek? Jest tu tak pięknie! I lubię tutaj przyjeżdżać. Wtorek wydaje się na to idealny. To jedyny dzień w tygodniu w którym nie mam żadnych zajęć. W pozostałe dni mam i to bywa już męczące. Przywykłem do pracy w szkole ale na stanowisku administracyjnym. Gdyby nie zajęcia to bym w ogóle nie wychodził z mojego pomieszczenia... Z nikim się nie widział i z nikim nie rozmawiał. Tak byłoby najlepiej. Siedzieć samotnie. A tak te zajęcia może trochę pchają mnie do ludzi ale tak.. Te dzieci są takie jakie są. Sprawiają wiele problemów wychowawczych. Jest wiele niefajnych sytuacji w klasie, między sobą.. Z nauką u nich ciężko. Z rozumieniem tematów u nich ciężko... Najchętniej to by tylko grali i nic więcej nie robili. A do tego w tym stanie w którym jestem tak bardzo rozjebany emocjonalnie... Nie jestem wstanie niczego tych dzieci nauczyć... Czy z nimi pracować... Bo tak naprawdę nie chcę tu być. Na tych zajęciach. Nie chcę cokolwiek robić... Wszystko się tak rozwala i gdzieś krąży wokół jednego tematu. Wokół tego co się działo z końcem sierpnia i co ostatecznie tak mocno na mnie wpłynęło... To widać po mojej pracy czy dalej w administracji tej szkoły czy w tym roku wyjątkowo w roli nauczyciela.. W której się chyba nie odnajduję i chyba nie będę potrafił odnaleźć. Przy założeniu, że z roku na rok będzie jedynie coraz gorzej... To nie wiem czy się odnajdę w jakiejkolwiek roli na tym świecie... Jak mnie tak wszystko w życiu dobija i tak wszystko dołuje... Przechodząc do samej trasy. Cieszę się, że ostatecznie pojechałem. Spędziłem miło czas. Choć samotnie. Ile bym dał aby nie spędzać tego czasu samemu... To takie ważne mieć kogoś komu zależy równie mocno i z kim można dzielić te chwile w życiu niezależnie od tego czy są one dobre czy złe... Trasę tradycyjnie jak dla Czaplinka zacząłem z parkingu przy jeziorze, skąd udałem się drogą w kierunku Mirosławca (DW177). Dosłownie kawałek za Czaplinek. Za wsią Pławno skręcałem w prawo. W las, który okalał tutejsze jezioro Krzemno. I miejsce, które chciałem odnaleźć a po raz trzeci tu nie trafiłem... Czyli te tajemnicze kamienne kręgi. Sugerując się zaznaczonym miejscem na mapie Google, byłem blisko. Tym razem jednak znowu się nie udało. Jest jednak szansa, że jak pojadę kolejny raz to może wreszcie trafię? Na sam początek to za szybko skręciłem uciekając w prawą stronę. Znalazłem się po części jeziora od strony wsi Pławno a chciałem po przeciwnej stronie. Wyjechałem na już znanej mi drodze do wsi Stare Kalenko. Pojechałem tą leśną drogą właśnie pod same Stare Kalenko gdzie odbiłem w lewo w głąb lasu. I nie trafiłem pod te kamienne kręgi. Wjechałem w głąb pięknego lasu, który jest obecnie coraz mocniej przecinany i regularnie niszczony. Nawet dzisiaj trwały wycinki, które go niszczyły... Nie widziałem tych bandytów ale ich słyszałem. Miałem się kierować jak najbliżej jeziora i jechać drogą przy samym jeziorze to jednak okazało się trudne... Bo zboczyłem dość mocno z trasy. Wpakowałem się w wielkie błoto. W koleiny. I wyjechałem w już znanych stronach. Już błądziłem tą leśną drogą (PŻ), prowadzącą do wsi Wierzchowo. Tam jednak dzisiaj się nie kierowałem. Zacząłem wracać do drogi DW177 i odbiłem na Psie Głowy. Nie zawiodłem się tymi stronami. Piękne rejony. Całkiem inny, piękny świat... I ogromne pole z kukurydzy... Zrobiłem tu piękne ujęcia z drona. Kilka zdjęć... I trasa trwała dalej. Z Psich Głów wracałem na Byszkowo aby z nich odbić na Broczyno. Mijając słynne lotnisko w Broczynie. To tutaj w ostatnich latach organizowany jest festiwal PolAndRock. A sama wieś też fajna. Duża, zadbana. Z Broczyna wracałem drogą DW163 do Czaplinka, w którym gdy już się znalazłem to udałem się na jedyny otwarty punkt gastro - czyli do baru u Moniki. Jadłem tutaj najlepsze kebaby z jakimi miałem do tej pory do czynienia. I w sumie dzisiaj też się skusiłem na kebaba. Tylko te porcje tutaj. Tak duże, że nie jest się wstanie na raz całego zjeść. Wziąłem sobie na później okolicę połowy tego rolla bo nie byłbym wstanie sam zjeść całego. Wzmocniony posiłkiem udałem się dalej. W ostatnią część dzisiejszej trasy - aby zrobić kolejne kółko wokół Czaplinka tym razem przez wieś Wrześnica. Jest na nią oznakowane skrzyżowanie - trzeba się wrócić w stronę Stargardu (wzdłuż drogi DK20). I odbić w lewo. Prowadzi tam taka zaszyta wśród starych drzew droga. Sama wieś Wrześnica dość mała. I jakby wymarła. Jakby nikt tu nie mieszkał... Z niej prowadzą utwardzone leśne drogi, którymi można wrócić do Starego Kaleńska - byłem tutaj dzisiaj. A w zasadzie pod wsią. A teraz przejechałem ją całą. Wracałem stąd leśną drogą do Psich Głów - jedynie po to aby zaliczyć ślad GPS, który mi dzisiaj uciekł przez awarię kamerki. O ile plik video naprawię bo ten zapisuje się cały czas o tyle śladu GPS nie - bo on zapisuje się dopiero wraz z wyłączeniem nagrywania lub osiągnięciem swojego limitu, który jest o wiele dłuższy niż limit pliku video (35 min) - zdaje się, że coś ok. 1.5h ciągłego nagrywania nim plik GPS sam z siebie się podzieli - czyli dotychczasowy się zapisze. I znowu męczyć się tą drogą z kamieni jakieś 2 - 2,5 km. I zaraz przy znaku Psie Głowy - powrót... I znowu jakieś 2-2,5 km nim wrócę do drogi DW177. Do Czaplinka pozostają ostatnie kilometry a mnie trochę zmęczenie dopada... Nie jeżdżę jak kiedyś, jeżdżę znacznie mniej i mniej regularnie. A dzisiaj trochę już przejechałem. Więc nieco opadnięty z sił.. Powracam.. I gdy już wróciłem spakowałem Aurelię i siebie na wyjazd. Zrobiłem krótkie loty dronem na tą godzinę przed zachodem słońca i stwierdziłem, że nie ma to sensu. Nie ma sensu tutaj na ten zachód czekać. Zacząłem wracać i zdążyłem dojechać jeszcze do Drawska Pomorskiego nim zaczął się zachód. Zdążyłem zrobić kilka ładnych zdjęć. I ujęć z drona.. I tak w sumie kończy się ta historia, dzisiejszy dzień i trasa...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)