04.09.2021
Jazda nr: 903

Tagi: Niemcy, zs, zs_tr100stka, , urbex, zach_slonca, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest oczekiwaną podróżą z GŻ, nielegalnie po Niemieckiej stronie (ale tylko kawałkiem), i oczekiwanym przeze mnie zmierzeniem się ze szlakami trasy "ZS 100 km", z którymi mimo chęci w minionym 2020 r., ponownie się nie zmierzyłem. W sumie nie miałem kiedy. Musiałbym przyjechać tu specjalnie. A przecież już od końca Kwietnia 2020 r., nie pracowałem w KWP Szczecin. Więc unikałem Szczecina, choć jeszcze parę razy tam przyjeżdżałem na rowerowanie, a ten proceder w trwającym 2021 r. nadal się powtarza. Jest jednak różnica w przyjechaniu tutaj co jakiś czas na trasę i powrotem tego samego dnia do domu. A życiem tu. Życiem w mieście. Nie potrafiłbym żyć w mieście. Najgorsze oblicza takiego życia mimo soboty, niby weekendu a więc tej hołoty powinno być mniej - dzisiaj się uwidaczniały. Panował wręcz nienormalny ruch na drogach. I to na wszystkich na jakich bywałem i to od rana po wieczór - dosłownie! Trasę zaczynaliśmy po godzinie 10 rano, a kończyła się po godzinie 20. Nieustanny spory ruch aut w każdym kierunku, w każdą stronę z każdej na każdą ulicę. Z każdej na każdą miejscowość. Chwilę spokoju mieliśmy tylko po Niemieckiej stronie, gdy jeździliśmy po utworzonych tam nowych drogach rowerowych. A tych jest coraz więcej! W tym powstaje nowy odcinek drogi rowerowej między Mescherin a Rosówkiem. Ten cholerny odcinek, rok temu jeszcze go nie było, wprawił dzisiejszą wyprawę w małe zakłopotanie. Brak oznakowań, odcinek dopiero w przygotowaniu. W większości już gotowy choć były małe kwiatki po drodze, gdzie brakowało wylanego asfaltu i po prostu droga się urywała. Nie mniej myślę, że jak serio tu niemiecka ekipa pracuje a nie pajacuje, jak na przeprawie przez most kolejowy w Sikierkach to problem tego odcinka drogi powinien się rozwiązać do końca Września. Czy ja tu jeszcze w tym miesiącu zawitam?! Może nie konkretnie na tej drodze ale w ogóle w ZS?! Na chwilę obecną tego nie wiem. To może nie będzie mi dane tak szybko sprawdzić teorii odnoszącej się do tej trasy. Czy będzie tu jakaś zmiana czy nie. Póki co jest jak jest, droga w przygotowaniu. Brak opisu, a ja się pomyliłem i zamiast pojechać do Pargowa to wyjechałem w Rosówku. Trudno jednak mieć do mnie o to pretensje! W końcu te drogi są dosłownie obok siebie. Jedna i druga z nie wiadomego powodu zakryta ogrodzeniem, tak jakby miała być nie dostępna do jazdy. Z drugiej strony mnie tu dawno nie było. Mogłem nie pamiętać wszystkiego.. I wyszło tak, że chcąc zachować ślad pierwotnej trasy "ZS Trasa 100 km" - musiałem jeszcze raz tu przyjechać. Z Rosówka przez Kamieniec do Pargowa dojechałem a stąd do tego skrzyżowania w Niemczech, co sprawiło dzisiaj tyle zakłopotania. Szybka analiza sytuacji, zdjęcia do dokumentacji - trzeba w końcu jakoś usprawiedliwiać swoje pomyłki - heheheh - i jazda z powrotem przez Pargowo. Straciło się na tej pomyłce trochę czasu. Więcej kilometrów na trasie wyszło. Zazwyczaj to jest plus. Dzisiaj nie bardzo. Jestem od paru dni w drodze. Już w okolicach 80-90 km przejechanych km było mi ciężko jechać. A mimo wszystko, mimo zmęczenia nie zrezygnowałem z całości trasy. Nie zrezygnowałem także z żadnych szczegółów bo to głównie one budowały te ostatnie kilometry trasy, bo to była walka o brakujące kilometry by cały dystans zamykał się w wyniku 100 km: ZS: Trasa "100 km - bateryjny problem". To jest ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Odpowiedzialność, którą nie może się pochwalić anty rowerowy MM, który po ostatnich przebojach: Antyrowerowe trasy mocno przesadził. Umawiał się ze mną na trasę Uwolnionego Lotniska Makowice od już dawna. W zasadzie cały Sierpień. Teraz wchodzą pierwsze dni września. Uparcie kurwa dąży do tego aby to była "sobota". Mam marnować cenny czas, wizję lepszych i dłuższych tras tylko po to aby się wkurwiać na małej trasie z nim?! Raz mu na rękę poszedłem to znowu mnie oszukał i nie pojechał: Odkrywcy historii. Mieliśmy jechać właśnie wskazanego 28.08. Miałem plan, że zrobię sobie tą planowaną trasę, gdzie chciałem sprawdzić lokalizacje pewne i co tam jest ;) A wracając zgarnąłbym typa. Pojechalibyśmy na te cholerne Makowice, a potem bym go odprowadził. No ale nie. Oszukał mnie. Umówiliśmy się więc na 29.08. Tyle, że od rana zaczęło ulewnie padać i skończyło się dopiero w nocy. Zresztą poniedziałek 30.08 też spokojny nie był. I deszczowy. Więc umówiłem się z gnojem, jebanym pasożytem, że kolejna niedziela. Gdyż jak to bywa u mnie często w sobotę nie pasuje za bardzo. A na tę konkretną 04.09 byłem umówiony już z GŻ. A nie zrezygnuję z planowanego i fajnego wyjazdu tylko po to aby męczyć się na trasie z nim. Bo to ani nie pojedzie ani nic. To jest męczarnia jeżdżenie z nim. Zaraz będzie chciał stawać, odpoczywać. Nie to jest jednak najgorsze. A ta daleko idąca bezczelność, która na długi czas mnie dzisiaj wkurwiła. Umawiał się chuj jebany na coś, a potem zakłamuje rzeczywistość, że to nie prawda. Jeszcze bezczelnie pisze mi, że już się pakuje i jedzie na lotnisko. Dodaje abym też się zbierał... No kurwa żałosny popis. Zbyt wiele razy mnie już wkurwiał dzisiaj przesadził. Nie chcę mieć już nic wspólnego z MM. Nie potrzebuje takich fałszywych znajomych. Gdyby tego było mało to ma jeszcze problem z planowaniem tras. Mam wszystko zaplanowane, a on to podważa. Bez takiego odpowiedzialnego podejścia byłaby anarchia. Ja się natomiast dzisiaj odpowiedzialnie zachowałem. Była pomyłka na trasie, mimo zmęczenia i uciekającego niebezpiecznie czasu pojechałem dodatkową rundę, zrobiłem dodatkowe kilometry po to aby naprawić błąd na trasie. I nie zrezygnowałem z dalszych etapów dzisiejszego wyjazdu tylko dlatego, że doszło do takiego zdarzenia. Przyjechałem wykończony. O późnej porze, już się ściemniało. No ale przyjechałem uczciwie i odpowiedzialnie! Tego o MM nie można powiedzieć. Żadnej odpowiedzialności za słowa i czyny. A to powinno się wiązać z konsekwencjami wobec niego i pozostałych co tak czynią. Jak powiedziało się jedno a robi drugie: konsekwencje. Inaczej będziemy mieli taką anarchię w kraju czy na świecie jaką mamy. Jak mnie kurwa dzisiaj ten typ wkurwił tym co odpierdala. Już w tygodniu pajacował. To teraz już przesadził. A tylko mu przypomniałem o umowie i ustaleniach, że to jutro tj. 05.09 mamy się spotkać. A, że to jeszcze nie będzie uwolnione lotnisko - jest to niezależne ode mnie - to pal to licho. To nie zwalnia z odpowiedzialności, którą nie wykazuje się ten anty rowerowy typ. To jest po prostu żałosne, poniżej krytyki co robi i jakie ma karygodne podejście do życia!
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 908

  • Trasa nr [łączna]: 989
  • Trasa nr [na blogu]: 903
  • W tym tygodniu: 6
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 163

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 979 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 893 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 2310.12 km
  • Stan Licznika Końcowy: 2421.45 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 2421.82 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14932 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 15044 km

  • Maksymalna prędkość: 45.2 km/h

  • Przejechałem: 111.33 km
  • Przejechałem [msc]: 244.1 km
  • Przebieg roweru [rok]: 7102.63 km
  • Przebieg roweru [suma]: 39113.99 km

  • Przejechalem w 2021: 7102.63 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 17.7566 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 97.785 [%] km

  • Czas jazdy: 06:42:36 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2468:59:16 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2245:33:08 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 444:59:28 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 14:41:07 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 03:40:17 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:43:48 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:23 h

  • Średnia: 16.62 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego mimo wielu wątpliwości, i trudów udała się. To nie była łatwa ani tym bardziej krótka droga. Nieco zwątpienia, i opisywane już nieco gorsze wydarzenia, które na niej miały miejsce. Wpisuje się to w pewną scenerię życia w mieście, od którego dość szybko uciekłem. Życia w którym nie potrafiłbym uczestniczyć. Z prowadzonych od lat (od czasu studiów) obserwacji wynika, że nie tylko ja mam takie odczucia. W co piątek jest ten sam problem. W co niedzielę jest jego powtórka. Cała rzesza Szczecinian wyrusza byle jak najdalej z tego skażonego miasta, z tego miejsca. I czekają na koniec weekendu na ostatnią możliwą chwilę by tu powrócić. Stąd co piątek i co niedzielne po południe mamy ten sam problem. Dzisiaj wyjątkowo spory ruch wszelkiej maści aut, ilość niebezpiecznych sytuacji, wyprzedzania się na siłę.. Szaleńczej jazdy szerzyła się jak najgorsza zaraza. Mimo, że to sobota, ten problem jak już wspominałem dotyczył całego dnia. Problemem tego skażonego chciwością miasta, jest także problem z drogami rowerowymi. Nie ma ich: źle. Są: źle. Brakuje dobrej, bezpiecznej a przy tym spójnej koncepcji dróg rowerowych. Powinny dawać takie same możliwości jak drogi dla aut i to jest minimum. A potem powinny dawać więcej możliwości! Fanaberie mieszczuchów nie znają granic. Miałem dzisiaj okazję unikać śmierci, jadąc przez ciągnące się te cholerne Szczecińskie miasto. Ciągnie się ono kilometrami. Wnioski? To właśnie na DDR było najwięcej niebezpiecznych sytuacji. Serio. Najbezpieczniejszy odcinek drogi w przejeździe przez miasto w dniu dzisiejszym to był przejazd przez węzeł Kijewo, który nadal jest w remoncie. Tu było najbezpieczniej! Trzy pasmowa droga DK10 bezpieczniejsza od wyznaczonej drogi rowerowej. Najgorszy jej odcinek przypadł na ul. 26 Kwietnia, ostry zjazd w dół na Plac Kościuszki. A tam urywa się droga rowerowa pod wiaduktem. Nikt tego nie przemyślał, nie przebudował. To jest po prostu żałosne. Dalsze pędzenie przez Wyszyńskiego z prędkością zbliżającą się do 50 km/h też nie należało do najbezpieczniejszych manewrów. A potem od wysokości Szczecin Port Centralny, znowu cyrk i problem nie spójnej a do tego mocno zniszczonej drogi rowerowej. Same krawężniki, dziury. Jak ja nie lubię jechać wzdłuż ul. Gdańskiej. Tam jest wszystko rozjebane. Z logiką zarządców miasta włącznie. Główna a na domiar złego z taktycznego punktu widzenia jedyna droga dojazdowa do miasta, i poza miasto. W tak tragicznym stanie. Tam jest nienormalny ruch aut. Trwają tam pewne prace, poprawiające ten stan rzeczy, remonty itd. To jednak z tego co widzę ogranicza się jedynie do jezdni. Dalsze zaproszenie, rozpieszczanie samochodziarzy... A dla rowerów co?! Nic. Ta droga przez mękę ciągnęła się jeszcze kilometrami. Właśnie pod Kijewo, które nadal jest rozjebane, i to stanowi spory problem. Przecież tu codziennie przejeżdża setki tyś aut. Kluczowa inwestycja, którą podobnie jak wiele innych spierdolił Energopol Szczecin. I cóż rzec. Jakoś przez to przejechać musiałem by dostać się na Płonie. Przydałaby się tu niezależna droga rowerowa. Jeśli takiej nie zaplanowano nie powinno być żadnej przebudowy ani remontu tego inżynierskiego obiektu, wzdłuż drogi DK10. Ciekawostką ma być to, że ma się pojawić tu właśnie od Kijewa nowe obejście - droga S10, która włączy się w projektowaną i budowaną na różnym etapie drogę S10 Szczecin - Warszawa. Kiedy to jednak nastąpi? Trudno rzec. Mogę do tego czasu już nie żyć :) Bo pewnie coś mnie prędzej czy później pierdolnie na drodze. I teraz tak przechodzimy w inny wymiar, można rzec, że w inną sferę dzisiejszej trasy. Zostawiam już praktycznie miasto za sobą. Ciągnie się teraz historia Urbexowa, która przypadkiem zaczęła się jeszcze w Płoniach albo już w dalszej części tego "zalążka cywilizacji". Przypadkiem stanąłem przy przystanku autobusowym aby iść w tutejsze krzaki, które robią za WC. Gdy tam wlazłem odkryłem nieskończony budowany dom! To nie jest pustostan tylko porzucona budowa. Chroni ją wymowna tabliczka: "TEREN ROZBIÓRKI. WSTĘP WZBRONIONY". Jasne! Od razu tam wlazłem, porobiłem parę fotek i dalej! Dalej w stronę Gryfina odwiedziliśmy jeszcze 2 miejsca. W miarę dobrym stanie opuszczony dom, niegdyś "na sprzedaż". Obecnie jest w takim stanie, że raczej "nie", oraz naprawdę z rujnowany dom. Zawalony, zniszczony, który powinien być już rozebrany a nie chroniony tabliczkami: "GROZI ZAWALENIEM. WSTĘP WZBRONIONY" czy "TEREN MONITOROWANY". Jasne. W sumie nie zwróciłbym uwagi na to cholerstwo gdyby nie pewny monument, który przyozdabiał tą posiadłość. Rozbity samochód. Co prawda bez blach, ale sporo się zachowało. Ktoś wypadł z zakrętu i jebnął w ogrodzenie tego dawnego domostwa. Zrobiliśmy tu rekonesans, parę fotek. A także zajrzeliśmy do środka posiadłości. Jedyna nienaruszona (prawie) część domostwa była chroniona świętym obrazem Jezusa "błogosławione serce Jezusa". Święty obrazek czuwa nad tym domostwem i nad wszystkimi co je odwiedzają mimo tych wymownych zakazów, i ostrzeżeń. Miejscówka była być może kiedyś "fajna". Obecnie obawiam się, że do końca roku nie przetrwa. Trochę deszczowych dni, może wiatr, śnieg i jeśli coś zostanie to pojedyncze ściany. To był ostatni urbex na dzisiaj. Choć na domiar szczęścia w Pargowie też zachował się opuszczony i trochę zniszczony dom. Jednak tu rozstałem się na chwilę z kolegą GŻ, który wracał przez Rosówek na Kołbaskowo - tak bardzo mu się spodobała nowa droga, którą Niemcy budują. A ja wracałem przez Pargowo właśnie. W obydwie strony przejeżdżając dziś przez Pargowo zwróciłem uwagę na ten domek. Odwiedzę go przy innej okazji. Kto wie kiedy takowa nastąpi :) A tym czasem trasa trwała dalej. Teraz już prosto na Przecław, z którym na nowo rozpoczynała się jazda przez te cholerne niekończące się miasto. I tak było już do końca trasy. Można różnie na ten problem patrzeć. Ale tak naprawdę to jest jedno nie kończące się miasto. Mocno zurbanizowana przestrzeń, która ciągnie się kilometrami. To jest coś niebywałego, można również rzec, że nienormalnego. Perspektywa na przyszłość: będzie gorzej. Całą drogę dzisiaj polowałem na pewny napój. Na niebieską oranżadę Jurajską. Jeździłem za nią ze sklepu Dino do sklepu Dino. W końcu trafiłem na nią w Przecławiu! :) To dodało mi sił, i wiatru "w ... plecy .... - tak w plecy hahaha". Dzień się powoli kończył, więc nie było już czasu na zabawy. Nie zważając na pieszych, dzieci, ludzi i innych imbecyli co łażą po tych drogach dla rowerów, bo im oczywiście chodnika mało, w większości trasy gnałem po nawet > 25 km/h. Tak dojechało się jakoś do Mierzyna przez Gumieńce. Z Mierzyna już ostatnia prosta do Dołuje z niego na Wąwelnicę i Bezrzecze. Tu już mijałem zachód słońca.. Przepiękny był. Zresztą jak każdy zachód.. Każdy jest wyjątkowy, niepowtarzalny. Podobnie jak każda moja rowerowa trasa - te też są niepowtarzalne, wyjątkowe. I nawet jeśli robię wiele razy te same trasy w tych samych stronach po tych samych drogach to są jednak różne historie. Zawsze będzie to inna historia i zawsze będą się między sobą różnić tłem, które je wypełnia.. Dzisiejsza historia dobiega już końca. Ostatnia prosta, ostatnie szczegóły trasy nie mogły być zapomniane! Przejazd z ul. Szerokiej do ul. Żołnierskiej i dopiero powrót na ul. Łukasińskiego, skąd zresztą zaczynała się dzisiejsza trasa. Nie wspomniałem o tym na początku bo za szybko uznałem to za logiczne. W końcu pierwszy raz robiłem tą trasę mieszkając już na ul. Łukasińskiego. Stąd właśnie tu zaczynałem dzisiaj tą podróż i tu ją kończę. Cała trasa trochę zajęła. Nawet więcej niż liczyłem. No ale koniec końców okazała się nieco dłuższa niż jej oryginalny przebieg z 2020 r. Nic się jednak nie stało :) Może będzie jeszcze okazja aby raz jeszcze zmierzyć się ze szlakami tej trasy - być może w tym roku! Teraz liczę na to, że na pewno nie pomylę drogi po Niemieckiej stronie, gdzie parę tych zmian jest. Choćby droga rowerowa zaczynająca się tuż przy granicy za Odrą, do wsi Mescherin. Ta w końcu powstała nie dawno - w tym wciąż trwającym roku..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa04wrzesnia2021zdj1.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj2.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj3.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj4.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj5.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj6.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj7.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj8.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj9.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj10.jpgtrasa04wrzesnia2021zdj11.jpg


Mapa przebiegu trasy :)