Dzisiejsza trasa jest konsekwencją dzisiejszej Trasy pracy, na której udało mi się w końcu poustawiać kamerkę. To także pewny mój cel - jakim jest niedzielna (02.06) wycieczka do Berlina na Sternfahrt 2019. Pojawiła mi się realna, wygodna okazja podwózki do Eberswalde ze Szczecina. I planuję z niej skorzystać. I wziąć udział w wydarzeniu Sternfahrt 2019. Traktuję to jako nową szansę, nowy początek w 2019 r., początek rowerowych przygód i powrót do wysokiej formy, jaką z końcem Kwietnia utraciłem i przez cały miesiąc Maj, nie udało mi się jej odzyskać. Może to kwestia pracy, w której jestem już czwarty tydzień. Nie wiem. To taka nagła poważna zmiana w życiu, która powoduje nieco zawirowań i problemów.. Przez to w samym miesiącu Maju, zrobiłem bardzo mało kilometrów.. Mam nadzieję, że od Czerwca się w końcu odbiję, że powrócę do długich tras (50+, 100+ km), przez chociaż weekendy i jakieś dłuższe wolne okresy. A po pracy ewentualnie jakieś krótsze trasy - lub trwający póki co format wpisów: "Trasa pracy", który też jest jakąś formą treningu i to dość regularną. W końcu codziennie robię nie całe 7 km (3 km w pierwszą stronę do pracy) i nie całe 4 km w powrotnej drodze przez Starówkę (Stare Miasto). No i dzisiaj tak w sumie spontanicznie pojawiła się potrzeba pojechania na Niebuszewo. Tak na serio to mi się nie bardzo chce jechać. Przez ostatnie dni tego tygodnia się mocno namęczyłem, w pracy też się męczę.. I jeszcze ta jazda. No trudno, pojechałem. To w końcu także mojej sprawie. Potraktowałem tą trasę jako formalne potwierdzenie poprawnego ustawienia kamerki rowerowej, z czym walczyłem od poniedziałku (27.05) przez wtorek (28.05). I wygląda na to, że się udało :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 416
Trasa nr [łączna]: 499
Trasa nr [na blogu]: 413
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 72
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 493 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 407 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 6 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 47.19 km
Stan Licznika Końcowy: 57.48 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11491 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11501 km
Maksymalna prędkość: 29.9 km/h
Przejechałem: 10.29 km
Przejechałem [msc]: 298.74 km
Przebieg roweru [rok]: 2012.55 km
Przebieg roweru [suma]: 19160.54 km
Przejechalem w 2019: 2012.55 km
Podroż dookoła świata (2019) 5.0314 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 47.9014 [%] km
Czas jazdy: 00:48:42 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1207:41:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 984:15:09 h
Czas Jazdy Suma (2019): 127:58:03 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:57:12 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:06:31 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:38 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:58 h
Średnia: 12.86 km/h
Trasę rozpocząłem późnym po południem. Z małym problemem, do tej pory w tym tygodniu, nawet na trasy "sprawdzające kamerę" ubierałem przepocone już, ciuchy do normalnego chodzenia, dżinsy, jakaś koszulka i sweter. Ze względu na to, że było chłodno. Dzisiejsze po południe też nie było za ciepłe. I przez to, że w tym tygodniu jeszcze nie ubierałem rowerowego stroju nie wiedziałem, że z minionego weekendu w domu, z rowerem, nie wziąłem normalnych krótkich spodenek rowerowych. Mam tylko spodenki na szelki, które przywiozłem prawie miesiąc temu, gdy zaczynałem pracę. Gdyby nie one to okazałoby się, że nie mam żadnych krótkich spodenek -.- Musiały zostać w domu. Tu co najwyżej mam tylko koszulki rowerowe i ze względu na taką zmienną aurę pogodową mam głównie cieplejszy rowerowy strój - długie spodnie, kurtka, długa koszulka.. A takiego letniego stroju nie mam. A to bardzo nie dobrze. W zasadzie takiego letniego stroju nie mam ;] A to właśnie nie dobrze.. Bo na weekend zapowiadają temperatury zbliżające się nawet do +30℃! Także mój mały problem to ubranie się odpowiednie. Wyprowadzić Aurelię. Oczywiście jak się spieszę to nie wezmę kluczyka do zapięcia eh. I ganiam w tą i z powrotem. I w końcu pojechałem na te całe Niebuszewo. Mniej więcej wiedziałem gdzie mam jechać. Ale i tak trochę pobłądziłem XD Pojechałem na początku raczej dobrze.. Ruszyłem z akademika wzdłuż ul. Sikorskiego do Al. Piastów i wzdłuż Al. Piastów do Placu Szarych Szeregów, skąd pojechałem wzdłuż ul. Wielkopolskiej. Odbiłem z niej na ul. Unisławy. I gdzieś podświadomie miałem dobry pomysł aby zjechać na al. Wyzwolenia i pojechać na ul. Kołłątaja. Ale nie! Zamiast tego, wycofałem się z pomysłu wjechania na al. Wyzwolenia, gdzie był spory ruch aut, chwilę by to zajęło. Wolałem poudawać, że wiem co robię, że znam miasto i trafię. Cofnąłem się do ulicy Unisławy, kolejny raz próbowałem zjechać na al. Wyzwolenia z ul. Felczaka, gdzie też się wycofałem z tego pomysłu i pojechałem dalej do ul. Kliniskiego gdzie już się poddałem, i jednak po pokręceniu się tam, pojechałem na Al. Wyzwolenia. Ale od razu na nią nie miałem jak wjechać, za dużo tramwajów, aut, więc do ronda Giedroycia pojechałem chodnikiem i dopiero z ronda Giedroycia wjechałem na ul. Kołłątaja. Na rondzie Sybiraka wjechałem na ul. Niencewicza i odbiłem na ul. Naruszewicza. I już trafiłem ;) Wystarczyło patrzeć na nazwy przecinanych ulic, i dojechałem do mojego celu podróży do ul. Ejsmonda. Chciałem się tu dostać używając nawigacji ale się nie udało. Nawigacja odmówiła posłuszeństwa i byłem skazany na swoją orientację, którą nieco spierdzieliłem na ul. Unisławy. Bo mogłem tak naprawdę pojechać z Unisławy na Jasne Błonia, albo wprost przez Park Kasprowicza na Jasne Błonia i wyjechać na ul. Piotra Skargi do ul. Naruszewicza i bym trafił. Heh. Najważniejsze, że trafiłem :) Sprawy swoje załatwiłem i powróciłem do akademika, już bez większego problemu przez ul. Rodziedziczówny do ul. Kołłątaja i wzdłuż Al. Wyzwolenia pojechałem do Placu Rodła, skąd odbiłem na Plac Grunwaldzki i pojechałem przez Szarych Szeregów do skrzyżowania z al. Piastów. I wzdłuż al. Piastów wracając zajechałem do KFC na Placu Kościuszki, gdzie kupiłem sobie moją dzisiejszą kolację (mmm, qurrito..). A na ul. Boh. Warszawy, jeszcze zajechałem do żabki, i wreszcie, już całkiem późnym po południem była godzina 1824 nim wróciłem do akademika, w końcu wróciłem.. Ostatnie dni były dla mnie męczące.. Pod wieloma względami męczące i bardzo niespokojne. Sprawy się już jednak wyjaśniły. A ja mogłem się spokojnie zająć kolacją w dnu dzisiejszym.. Postanowiłem także w dniu jutrzejszym (30.05) zrobić sobie przerwę od roweru. Dzisiejszy wyjazd przyniósł mi też inną ważną informację! W piątek, w ten piątek szykuje się ciekawy wyjazd.. Informacja o wydarzeniu na Facebooku: Rowerem po Puszczy Wkrzańskiej. Podobno spokojne tempo, fajnie.. Rozważam czy nie jechać. Choć tak szczerze to trochę niepokoją mnie te późne godziny wyjazdu, i ewentualne późne godziny powrotu.. A nie chciałbym być przypadkiem przez to chory -.-, aby kolejny rajd rowerowy poszedł się w tym roku jebać. No bo nie pojechałem na IX Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego, a miałbym nie jechać jeszcze na Sternfahrt 2019 to już całkiem bym się załamał.. Póki co co rozważam tą wycieczkę na Puszczę Wkrzańską. A co będzie.. to czas pokaże.. A może nie tyko czas a tytuły kolejnych wpisów. Póki co, w dniu dzisiejszym nieco mnie niepokoi to, że mam do nadrobienia aż 4 wpisy. Z czego 2 wpisy będą dość nie miłe.. To wpisy z ustawieniem kamerki.. Ważne, że kamerkę w końcu ustawiłem. Odzyskałem spokój ducha. Ja jestem naprawdę prostym człowiekiem i nie potrzeba mi do szczęścia w życiu zbyt wiele. Dużo szczęścia dają mi wspólne przygody z moją Aurelią, przygody, które ciągną się już od ponad 19 tyś km..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)