Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie znów lasami Północy. Tym razem jednak dla odmiany ruszyłem na Dąbie aby wstępnie z Dąbia wybrać się do Starej Dobrzycy i wrócić przez Iglice - Łabuń Wielki. Wrócić asfaltami.. Jednak nie spodziewałem się, że będzie aż tak ciężko! I tak szybko zimno. Ruszałem późno - nie dałem rady szybciej pojechać niż grubo po 15. W zasadzie w okolicy zachodu słońca jechałem. Za szybko te zachody są.. Do tego jeszcze nie ma stabilnej i wysokiej temp. Gdy ruszałem w trasę było ok. +4℃. Gdy wróciłem temp. spadła do +1℃ chociaż w większości miejsc będzie +2℃. Przy lasach - więcej wilgoci i niższa temp. A sama trasa - w sumie skromniejsza od tej o której pomyślałem ale i tak spoko. Wyszło 22 km. A mogłem spokojnie skusić się na nocną trasę Powalickich Lasów! Mam już tą trasę wpisaną jako cykliczną. I obym z tej cykliczności korzystał.. No nie mniej jak to było dzisiaj: ciężko. Ciężko, ciężko i bardzo ciężko. Porozjeżdżane, zniszczone leśne drogi. Wszędzie błota, kałuż. Jeden wielki syf. A do tego powtarzające się epizody z dość intensywnymi wycinkami drzew. To jest wręcz maniakalne zachowanie.. Z taką zawziętością wracać i dokonywać tak ogromnych zniszczeń w lasach! A przy okazji zniszczeniom ulegają drogi i wszystko inne. Nie szło tutaj po prostu jechać... Nim się przebiłem z leśniczówki w Dąbiu do psychodelicznej drogi Wimice-Stara Dobrzyca to byłem już zjechany.. Moja ambicja spadła. A była dość duża! Jechałem z myślą, że trzeba być ambitnym. Nie chce się, jest ciężko. Ale to nic. Trzeba być ambitnym i działać. Nie tylko dla głównego rocznego celu (celu samego w sobie od 2017 r.) czy tych cholernych 5 000 km/rok. Do tego celu już nie daleko. Tylko nawet jakbym go osiągnął to przecież nie przestanę jeździć i będę jeździł dalej.. Jednak dzisiaj ambicja spadła. Nie jechałem już pod Dobrzycę. Nie miałem ochoty szarpać się z tym błotem. I tak jest ciężko i tak.. A więc skróciłem nieco dzisiejszą trasę i na wysokości skrzyżowania na Orzeszkowo wróciłem na Iglice. I z Iglic tak jak już planowałem pojechałem na Łabuń Wielki i już prosto pod Dąbie. Skrywając się w mroku coraz szybciej następujących nocy.. Dziś na ten przykład zachód słońca nastąpił o godzinie: 15:42. A zmrok nastał wkrótce..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1712
Trasa nr [łączna]: 1789
Trasa nr [na blogu]: 1703
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 177
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1775 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1689 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 29502.5 km
Stan Licznika Końcowy: 29525.04 km
Stan Licznika Końcowy2*: 29331.46 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7959 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7982 km
Maksymalna prędkość: 28.4 km/h
Przejechałem: 22.54 km
Przejechałem [msc]: 22.54 km
Przebieg roweru [rok]: 4839.56 km
Przebieg roweru [suma]: 66273.02 km
Przejechalem w 2025: 4839.56 km
Podroż dookoła świata (2025) 12.0989 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 165.6826 [%] km
Czas jazdy: 01:42:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4224:31:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4001:05:02 h
Czas Jazdy Suma (2025): 309:02:44 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 01:42:04 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:42:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:46 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:13 h
Średnia: 13.26 km/h
Dzisiejsza trasa zaczynała się niewinnie. W lasach Dąbia. Ostatnio dość często jeżdżę na Skrzydłowo. A z niego kierunek to Powalice. I te rejony. Ile można.. Dla odmiany wybrałem sobie trasę na Dąbie. Z leśniczówki Dąbia miałem jechać pod Starą Dobrzycę. I z Starej Dobrzycy miałem jechać na Iglice. Tak bez większego namysłu pomyślałem sobie o takiej ciekawej trasie.. Ostatecznie nie zrobiłem taką. Zrobiłem mniejszy wariant. Wrócę nie mniej do tego pomysłu prawdopodobnie w weekend. Najlepiej będzie za dnia pojechać. Po szkole to nie za bardzo się udaje - dzisiaj ledwo wyjechałem za dnia, a w zasadzie już w półmroku z tych leśnych dróżek. Wszystko zalane, pełno błota. Drogi rozjechane. A kto winę ponosi za ten stan rzeczy?! To oczywiste.. To ci cholerni leśnicy. Kurwy jebane. Dzisiaj tak ich wyzywałem.. Leciało równo: kurwy jebane i tym podobne wyrażenia. No ale taka prawda. Mało powycinali?! Narobili tyle problemów. Tak wszystko zrujnowali. I teraz się znowu pchają w te chore akcje. Widać, że jeżdżą. Nieustannie wjeżdżają w las i dokonują zniszczeń. Po tych deszczach, śniegach - no po tym krótkim incydencie z zimą - to wszystko mokre. I podatne na zniszczenia. To co te kurwy bezrozumne robią?! A wpierdalają się w to w najlepsze!.. No kurwa mać.. Miałem nie przeklinać. Ewentualnie mniej. No ale nie da się. Czasy i świat jest tak zły, że nie da rady.. Wykończyła mnie ta walka i mało przyjemna jazda po tym błocie. Obawiam się, że leśny przejazd z Starej Dobrzycy na Iglice wcale nie byłby lepszy. A więc najrozsądniej co mogłem dziś zrobić to sobie odpuścić ten przejazd. I pojechałem łatwiejszą a przy tym krótszą drogą.. I tak jakoś dzisiaj nie czułem ani tej jazdy ani pokładanej w niej ambicji. Słabo zaczynam kolejny tydzień szkoły.. I słabe te życie. Słabe dni. Depresyjne, smutne. A do tego wypełnione samotnością.. Wróciłem jakiś taki nie pocieszony z trasy. A mogłem dzisiaj jechać na te Powalice. Tak się zabieram za tą wieczorną trasę na Powalice i zabieram. I jakoś trudno mi się za to wziąć.. A teraz są ku temu warunki - krótsze dni - szybciej ciemno. To mogę sobie pozwolić na taką nocną trasę.. A może się w tygodniu wybiorę? Zobaczę jak to będzie. Dziś mimo pewnego sukcesu to raczej tak za dobrze to nie jest..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)