02.05.2020
Jazda nr: 596

Tagi: iglice, drzewa, zach_slonca, urbex, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest nieco bardziej złożona, niż opisujący ją skromny tytuł :) Składa się na nią kilka czynników, moje kolejne podboje, poniekąd nowe przygody, odkrywanie nowych i zarazem bardzo zdradzieckich leśnych dróg, które stały się nieco bardziej przystępne do jeżdżenia dzięki temu, że w ostatnich dniach, włącznie z dzisiejszym dniem trochę popadało. Przelotne, czasem intensywniejsze opady deszczu nie ominęły mnie na tej po południowej trasie, która w planie miała mieć ok. 50 km. W sumie wyszło mi nieco ponad 60 km. Deszcz mnie nie oszczędził.. Nie mógł jednak wpływać na to, że nie pojadę czy pojadę. Sam dzisiejszy dzień nie zaczynał się zbyt idealnie. Od rana byłem jakiś taki przemęczony, rozkojarzony. Dzień zaczął się od porannych prac na ogródku, we wsi Makowice, potem byłem u wujka na wsi, trochę czasu zleciało. I po obiedzie w trasę. Choć patrząc na tą zmienną pogodę i idące zniechęcenie byłem zniechęcony ale się nie poddałem. Pocieszający był fakt, że było ciepło. Gdy wyjeżdżałem na trasę temp. była w okolicy +16℃. Trochę obniżał ją wiatr i deszcz. Ten jednak nie wpłynął na moje plany, które narodziły się u mnie dzisiaj w głowie.. A mianowicie zachciało mi się pojechać na Starą Dobrzycę, wzdłuż starej drogi DK6 z której odbijałem we wsi Wicimice właśnie drogą prosto na Starą Dobrzycę. Na krainę bujnej roślinności, wielu lasów.. W zasadzie tego co po tym pozostało. Wszystko jest coraz bardziej rujnowane, dewastowane. Drzewa są wprost mordowane. Pierwsze takie negatywne widoki widziałem na wjeździe do Modlimowa. Niegdyś rosły tu wieloletnie dęby, kasztanowce. Obecnie unosi się smród materializmu.. Jebanych pierdolonych skurwysynów, co dosłownie wszystko zniszczyli, wyorali. I jak to kurwa wygląda?! Piękny drzewostan stał się historią.. Kadr z tymi drzewami wstawiłem kiedyś na bloga, jako jedno ze zdjęć z tras: Dąbiowskie lasy. Proszę zobaczyć sobie na to ujęcie z 27.09.2018 r.: Drzewa na wjeździe do Modlimowa 27.09.2018 r.. A na obecne: Drzewa na wjeździe do Modlimowa 02.05.2020 r.. Nie wiem kiedy to niewymowne skurwysyństwo miało miejsce, bo już dawno w tych stronach nie jeździłem. Niegdyś to było miejsce często odwiedzane przeze mnie, na masowej trasie 100 km, na trasie przez Gryfice do Reska.. Bądź na niektórych mniejszych bądź większych wyprawach. Tak samo jak niekiedy odwiedzałem drogę do Starej Dąbrowy. Motywacją do podjęcia dzisiejszej trasy w tych stronach, była moja trasa z przed 3 lat: Podążyć za marzeniami. Był to co prawda 03.05.2017 r., ale tak właśnie 02.05 / 03.05 kojarzyłem tą datę z taką wyprawą :) Dzisiaj podjąłem ją ponownie. Ponownie pogoda nie zachwycała. Nie było zimno, ale deszczowo, z przeplotem słoneczka.. Nie było komarów co jest dużym plusem. Były nowe niekoniecznie planowane przeboje, w lasach pod Łabuniem Wielkim, które ciągną się pod Luboradź-Słowikowo. Te lasy to jest jakiś koszmar.. Wjechałem tam byłem pewny wyjazdu inną drogą ale się zawiodłem.. Pobłądziłem tam, wyjazdu nie mogłem znaleźć. Masakra jakaś :) A to nie koniec przygód i wieści płynących z dzisiejszej wyprawy. Ostatnią przygodą był planowany wyjazd do Iglic do Pałacyku, i tu zaczynamy złe wieści. Pałacyk jest w coraz gorszym stanie. Ostatni raz w środku byłem w Marcu (Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Marzec). Nie było dobrze ale też nie aż tak źle. Na moim Kwietniowym odwiedzeniu Pałacyku w ramach większej trasy: Pożegnalna trasa - nie miałem czasu wchodzić do środka. Byłem chwilę, symbolicznie. Dzisiaj też ze względu na późną godzinę nie miałem sporo czasu na zabawy. To chwilę byłem.. Porobiłem parę zdjęć w jednym z newralgicznych punktów Pałacyku, gdzie zaciągnąłem Aurelię.. To tak mniej więcej środek Pałacyku.. Tam już runęła ściana, podłoga się zapada, kolejne piętra budynku się sypią. Nie jest dobrze. Ale mimo wszystko nie poddaję się i chcę i to robię, zgodnie z założeniami, planami rowerowymi na rok 2020 r., raz w miesiącu odwiedzam Pałacyk w Iglicach.. Z nazwą: Iglice: "Pałacyk jak ze snu" - Kwiecień się spotkać nie możecie, co prawda miałem w planie w Kwietniu raz jeszcze tam zajechać ale nie zajechałem, co nie zmienia faktu, że taka trasa się odbyła. Tylko pod nazwą: "Pożegnalna trasa". Miesiąc MAJ może być jednak kluczowy dla odwiedzin Pałacyku. Może w końcu uda się wbić tutaj większą ekipą ze Szczecina. Normalnie spotkanie byłoby jeszcze w Kwietniu.. Ale wybuchła w Marcu ta cała wyimaginowana pandemia koronaświrusa.. Świat do reszty rozum postradał.. I plany się w czasie odsuwają. Nalegałbym nie mniej aby wdrożyć plany w życie maksymalnie do Czerwca. Obawiam się, że kolejne miesiące mogą przynieść większe zniszczenia w Pałacyku. A w konsekwencji uniemożliwić swobodnego przemieszczania się w nim.. A chciałem w nim, w miarę możliwości, po oprowadzać Aurelię.. Porobić nowe filmy, zdjęcia ze środka.. A kolejne odwiedzenie z kamerą planowałbym dopiero na Jesień.. Gdzieś Wrzesień / Październik. A to po to aby ostatnie 2 msc w tym rowerowym roku, już na spokojnie móc podjechać tylko pod mury Pałacyku, już tam nie wbijać, nie kombinować.. :) Kolejne odwiedzenia z kamerą, aby dokumentować zmieniające się na gorsze oblicza Pałacyku, następowałyby w kolejnych latach: 2021, 2022 rok.. Ale już na pewno nie z takim natężeniem i poświęceniem jak w tym wciąż trwającym roku ;)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 600

  • Trasa nr [łączna]: 682
  • Trasa nr [na blogu]: 596
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 76

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 673 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 587 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 260.12 km
  • Stan Licznika Końcowy: 321.5 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1328 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 1389 km

  • Maksymalna prędkość: 33.4 km/h

  • Przejechałem: 61.38 km
  • Przejechałem [msc]: 61.38 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2767 km
  • Przebieg roweru [suma]: 25332.73 km

  • Przejechalem w 2020: 2767 km
  • Podroż dookoła świata (2020) 6.9175 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 63.3318 [%] km

  • Czas jazdy: 04:51:38 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1601:07:26 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1377:41:18 h
  • Czas Jazdy Suma (2020): 179:17:58 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:51:38 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:51:38 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:21:33 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:46 h

  • Średnia: 12.66 km/h
Dzisiejszy wyjazd pełny niespodziewanych zdarzeń, które zahaczają zarówno o te złe jak i dobre informacje. O wielu złych już wspominałem w pierwszej części wpisu: sypiący się Pałacyk w Iglicach, trwający bezprecedensowy mord na naturze, wyżynanie masowo lasów, drzew po północnej stronie, którą można pamiętać od wyjątkowej trasy: Lasy północy i jego obrońcy. Dzieje się w świecie bardzo źle a skutki tego będą długo widoczne w nieustannie zmieniającym się świecie. Ale to nie wszytko. Po dzisiejszej trasie, przeglądając z niego nagrania jestem pewny czegoś czego spodziewałem się po ostatnich trasach, jak wymieniłem osłonę kamery, i miała odwrotnie zamontowaną blaszkę z gwintem. Trzeba było na nowo ustawiać kamerkę, i się zesrało.. No może nie od razu bo widziałbym to szybciej ale z każdą kolejną trasą jest coraz gorzej, bo sytuacja ciągnie się od wpisu: Magia wsi. Już na ostatniej trasie miałem pewne podejrzenia, dzisiaj zostały mi w pełni uświadomione, że prawdopodobnie statyw się przesunął, i kamerka jest znowu źle ustawiona. To jest nieustająca walka, no bo z problemem z pozycyjnym ustawieniem kamerki borykam się od początku gdy z nią jeżdżę - od 2016 r. Co jakiś czas trzeba ustawienia poprawiać, przez wiele tras (niestety) potrafię jeździć ze skrajnie złymi ustawieniami. Pal to sześć jeśli chodzi tylko o skrzywienie obrazu, gorzej jeśli mam kamerkę nieco za wysoko ustawioną. A i to niestety się zdarzało, i niestety zdarzało mi się jeździć tak tygodniami. Przykre :( No cóż, po dzisiejszej trasie jak już jestem pewny i widzę co się dzieje, dokonam poprawy tych ustawień. I wybiorę się na tradycyjną trasę 20-stkę, na której się zweryfikuje czy ustawienia są poprawne. Potem już kolejne dni, przyniosą mi kolejne trasy pełne przygód, jakimi były dzisiejsze szlaki. Gdy wyruszałem na trasę od strony naszego pięknego Polskiego morza, nieco się chmurzyło. Lecz wciąż słonko świeciło. Pogoda mnie nie zniechęciła.. Zawziąłem się w sobie i pojechałem. Mimo tego, że miałem dzisiaj słaby dzień. Czułem się od rana taki zmęczony i niezbyt dobrze. Ale pojechałem, minąłem smutne, puste ulice mojej rodzinnej mieściny i wybrałem się w stronę Wicimic, jadąc wzdłuż drogi DK6. Raz, szybciej, a raz wolniej sobie spokojnie jechałem. Pogoda się nieco zmieniła, zaczęło mocniej wiać, i z lekka padać deszczyk. Ten deszcz towarzyszył mi długi czas, dość powiedzieć, że tylko do Wicimic, bo towarzyszył mi znacznie dalej. Pod Starą Dobrzycą, wjeżdżałem na chwilę do lasu, w pewną z wielu leśnych dróżek, na dłuższą przerwę. W lesie spotkałem rodzinę wyrośniętych jeleni. I właśnie tam deszczyk odpuścił. Zrobiło się słonecznie ale nie na długo. Finalnie nie zdążyłem dojechać do Starej Dobrzycy, gdzie droga do niej była długa i nie tak ją pamiętam. Wszystko jest tutaj zniszczone, droga jest strasznie zniszczona, piachem zasypana. Pobliskie lasy, zrujnowane, wymordowane.. Ludzie nie mają żadnej godności aby za parę groszy się tak zachowywać, doprowadzać do zniszczeń natury i śmierci zwierząt.. No nie mniej nie zdążyłem do Starej Dobrzycy dojechać jak pogoda się znów zepsuła. Zrobiło się szaro, wiele chmur od zachodu zaszło.. A ja na chwilę nad Jeziorko Dobrzyca zajechałem. Mała przerwa, kilka fotek. I kolejny powód aby tu wrócić! Kolejny pałacyk, albo inne opuszczone "coś", rzuciło mi się w oczy na dróżce za jeziorkiem.. Ciekawe.. Na pewno tu jeszcze wrócę, zobaczę co to jest. Dzisiaj tam jakieś młode gnojki jeździły. A ja na pewno wrócę :) A póki co chciałem przed deszczem dojechać do Iglic, lecz niestety się nie udało. Deszcz i to mocniejszy niż wcześniej mnie dopadł.. A ja cel swojej podróży i tak zaliczyłem. Do Pałacyku się wbiłem, z Aurelią. Jednak była pora już późna gdzieś po godzinie 16 a może już po 17. Nie miałem czasu na wycieczki za bardzo. I jakoś pewnie się nie czułem. Prócz mnie coś tu było w tym Pałacyku, jakaś siła nie czysta.. Może jakieś duchy, bądź inne zjawy. Dzisiaj się nie przyglądałem. Na chwilę byłem.. Parę fotek zrobiłem, i wróciłem. Wracając z Iglic miałem w planie jechać przez Komorowo do Gostynia i wracać przez Bród Gostyński. Jednak pora robiła się późna, a mnie się już nie chciało po lasach jeździć :( Postanowiłem, że za Łabuniem Wielkim skręcę w las, i powinienem nim wyjechać w okolicy wsi Luboradź. A stamtąd jest prosta droga przez las do Dobiesławia i bym sobie przez Słudwia wrócił. Taki był plan. Tylko za bardzo nie wiedziałem, gdzie ta droga jest. Zaryzykowałem. Wjechałem w las, i póki mogłem jechać na wprost przed siebie wszystko było ok. Do momentu jak się okazało, że nie ma stąd wyjazdu. Drogi leśne zakręcają, łączą się ze sobą. Jedyną drogę wyjazdową jaką znalazłem gdzieś w okolicach Słowikowa, okazała się prywatna droga na prywatną posesję rolnika. Nie dało się tą drogą inaczej jechać jak prosto na czyjeś podwórko, gdzie czekała mnie duża nie wiadoma, przecież nie wiedziałem co i kto tam będzie.. Nie miałem wyjścia i wróciłem w las, kręcąc się po nim dalej, wbrew sobie wróciłem na tą samą drogę, w te same miejsce z którego mnie tutaj przywiodło.. I musiałem zrobić coś czego chciałem wcześniej uniknąć. Na wysokości skrzyżowania na Porąbkę, jest skrzyżowanie do Komorowa. Problem jest taki, że tam jest starodawna kamienna droga, po której jazda doprowadza mnie do kurwicy.. Nie było wyjścia.. Musiałem nią wracać.. I na początku wsi Komorowo od razu odbiłem polną drogą do Gostynia Łobezkiego. Pogoda ostatni raz na chwilę się zmieniła. Ciągnęło się tu przepiękne pole żółciutkiego rzepaku, powoli zachodziło słoneczko, było już po godzinie 19.. Z lekka padał deszczyk a po przeciwnej stronie (od strony Iglic, skąd wróciłem) rozciągała się barwna tęcza.. Przepięknie było :) Kilka fotek na pamiątkę i jazda! Gdy minąłem już Gostyń Łobeski rozważałem czy wracać przez Bród Gostyński do Słudwi czy lecieć prosto na asfaltową drogę (DK6). Wybór padł już na drogę DK6. W końcu do domu, pod osiedle zostało mi do zrobienia jakieś 8 km, które szybko minęły w szybszym tempie.. Na wjeździe na drogę DK6 podziwiałem dzisiejszy zachód słońca. Jakoś strasznie imponujący nie był, przez gęste zachmurzenie, ale to zawsze zachód słońca.. Wkrótce mój dzisiejszy wyjazd dobiegł końca. To niby tylko 61 km, ale było męczące.. A jeśli chodzi o Aurelię to sprawuje się nieco lepiej, cięższe epizody są już rzadsze i krótsze..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa02maja2020zdj1.jpgtrasa02maja2020zdj2.jpgtrasa02maja2020zdj3.jpgtrasa02maja2020zdj4.jpgtrasa02maja2020zdj5.jpgtrasa02maja2020zdj6.jpgtrasa02maja2020zdj7.jpgtrasa02maja2020zdj8.jpgtrasa02maja2020zdj9.jpg


Mapa przebiegu trasy :)