Dzisiejsza trasa jest zaplanowanym w tygodniu wyjazdem nad morze, które dotrwało z planów do realizacji, choć z tym bywa różnie, to ja się nie poddaję i z planów w żadnym razie nie rezygnuję - nigdy. Przecież nikt nie będzie mi dyktował tego co mam robić, czy chce jechać czy nie, to już sprawa tej osoby nie moja. A sprawa jak zwykle opiera się o znajomych matki, którzy mieli jechać, mieli jechać - jeszcze wczoraj wszystko było na tak, że pojadą. Dzisiaj w dzień wyjazdu, że jednak nie pojadą. To nie - jebać ich. Nie będę uzależniony od kogoś i ich widzi misiów. Nastawiłem się na wyjazd i chcę jechać i pojadę niezależnie od tego co ta pierdolona prognoza pogody w tej propagandowej telewizji (TVN) pokaże. A bo podejrzewam, że o to poszło, że prognoza straszyła, że będzie zimno, że będzie padać i w ogóle armagedon, katastrofa normalnie. Mnie to jednak nie przeraziło i wyjazd się odbył. No jakoś tam super ciepło nie było - ale, żeby od razu zimno i żeby była taka tragedia jak pisze telewizja?! To już nie pierwszy raz jak straszą i nic z tego nie wynika! Jak byłem w tym Świnoujściu cały dzień to dosłownie chwilę popadało i to lekko. Mocniej popadało po drugiej stronie Świnoujścia (od strony Wolina), no ale dobra.. Tak szczerze co by się stało jakby z pół godziny wciągu dnia popadało?! Tragedia jakaś? Ja jej jakoś nie widzę. Czas i tak dobrze wykorzystałem, przejechałem się trochę po samym mieście, które niestety słabo znam.. Nie często się przyjeżdża do Świnoujścia, i jakoś nie ogarniam topologii miasta ;) Gubię się tu często, a niby są tu tylko dwie główne ulice, no ale jednak.. Nie mniej pokręciłem się trochę po mieście, pojechałem nielegalnie na Niemiecką stronę. Land Niemiecki od strony Świnoujścia nie zezwala na jednodniowe, bez podanej przyczyny przekraczanie granic.. A tak szczerze mam to w dupie ;) Bardzo mocno do tego sprowokowała mnie sytuacja w Świnoujściu. Setki Niemców na rowerach po naszej granicy, co drugie auto na blachach "D jak Deuchtland", na ulicach pełno Niemców - zaryzykowałbym nawet wnioskiem, że więcej niż Polaków! A tak być nie może i tak być nie będzie! Związku z czym pewny siebie pojechałem w Niemieckie strony i to dwukrotnie. W razie kontroli "Polizai", domagałbym się rozprawy w Polskim sądzie ;) I poszłoby o nierówne traktowanie UBywateli z Polski, skoro niemieckie ścierwo bez precedensu sobie może do nas wjeżdżać i wszystko jest OK, to my tym bardziej możemy do nich wjeżdżać! Obyło się jednak bez incydentu z władzą. Może szkoda? Odwiedziłem Niemiecki Alhbeck, bezpośrednio graniczący ze Świnoujściem, a drugim razem odwiedziłem Garz, i drogą rowerową od drogi B110 jechałem prawie równolegle do drogi L266 (Zirchow - Korswandt - Alhbeck). Niestety pod sam Alhbeck nie dojechałem, doszukałem się jednak analogii w mijanej drodze z Korswandt do Alhbeck. Ja już nią jechałem - bardzo dawno temu w 2017 r.: Świnoujście-Niemcy z 13.08.2017 r.. Właśnie sobie na trasie przypomniałem ;) Niestety fragmentem drogi L266 nie mogłem się udać dalej, bo podli Niemcy tego zabraniają. No ale niezabranianą robienia kółek.. W końcu z Korswandt do Alhbeck jest dosłownie 3 km. A ja zrobiłem tą cholerną drogą rowerową jakieś 7-8 km, i wyjechałem już na końcu mieściny Alhbeck. Chcąc do niej wracać musiałbym nadrabiać kolejne kilometry.. Mała wizyta w Niemczech i to dwukrotna była tylko epizodem dzisiejszej trasy (choć dużym) ale tylko epizodem. Odwiedziłem dzisiaj ponownie wyspę Karsibór. Niestety ponownie nie udało mi się jej całej zjechać, jest na niej wiele dróżek, jest dość dzika, i ciekawa.. Warto będzie ją jeszcze nie raz odwiedzić: Trasa Świnoujście-Międzyzdroje. W ogóle odwiedzić Świnoujście i te strony też będzie warto. Aby to dobrze zwiedzić i poznać, trzeba byłoby mieć kilka dni czasu na to, a nie tylko godzin. To dużo jeżdżenia.. Nie da się tego ogarnąć w jeden dzień, podczas jednej trasy..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 637
Trasa nr [łączna]: 719
Trasa nr [na blogu]: 633
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 113
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 710 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 624 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3082 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3162 km
Maksymalna prędkość: 34.5 km/h
Przejechałem: 80.12 km
Przejechałem [msc]: 316.63 km
Przebieg roweru [rok]: 4597.76 km
Przebieg roweru [suma]: 27163.49 km
Przejechalem w 2020: 4597.76 km
Podroż dookoła świata (2020) 11.4944 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 67.9087 [%] km
Czas jazdy: 05:04:31 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1715:24:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1491:58:21 h
Czas Jazdy Suma (2020): 293:35:01 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:21:12 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:45:53 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:35:53 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:32 h
Średnia: 15.81 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była dość sporą wyprawą, w nieco lepszej, choć nieidealnej pogodzie względem tego co przyniosły ostatnie dni, o czym zdążyłem już trochę ponarzekać w poprzednim wpisie: Trasa: mimo deszczu.... Dzisiaj mogę ponarzekać co najwyżej dalej, na pogodę, czy jej skutki. Miało być upalne lato, nowe rekordy temperatur a tym czasem co mamy? Co prawda bywa upalnie po +30℃ ale nie na Pomorzu Zachodnim. Zjawiskowe zjawiska pogodowe też omijają mój region. Są widoczne w innych stronach kraju.. Tutaj jedynie padało w ostatnie dni, i było strasznie zimno. Wciąż jest strasznie zimno. Noce to już w ogóle, często temp. spada poniżej 10℃. Można zmarznąć. Aż można pozazdrościć tym na Śląsku.. Im to dobrze.. Mają po 30℃ w dzień, po kilkanaście nocą. Dzisiaj tak źle nie było, choć odczuwa się skutki tych pogodowych zawieruch. Zimne noce, to od rana jest chłodniej.. Co było początkowo problemem, choć w samym Świnoujściu gdzieś koło godziny 10, może już po godzinie 10 jak startowałem nie było tak źle. Zazwyczaj słonecznie, choć czasami się chmurzyło.. Przez chwilę późnym po południem padało. Nie było jednak tragedii, na plaży można było podziwiać przepiękną podwójną tęczę na tle czarnego nieba ;) Thor się mocno gniewa, związku z jutrzejszymi wyborami prezydenckimi! Bo ludzie zamiast się szykować do wyborów, to sobie balangi na plaży urządzają! ;) Przechodząc do trasy: w pełni się udała, choć miejscami bywała bardzo męcząca. Trasę w dniu dzisiejszym zacząłem od zaparkowania w dzielnicy nadmorskiej na ul. Żeromskiego. Z tej samej ulicy, i tutejszego miejsca parkingowego startowałem w tym roku, na ostatniej trasie ze Świnoujścia: Trasa Świnoujście-Międzyzdroje z 13.06. Tylko tym razem skierowałem się na Niemcy w stronę Alhbeck. Ruch na granicy - rowerowy i pieszy, bardzo spory ;) Trochę się po tej pięknej mieścinie pokręciłem, ona jest wiecznie w remoncie, te drogi tam pozamykane, remontowane. Pamiętam, że jak byłem tutaj z Aurelią w 2015 r., było to samo, w 2017 r. to samo. I teraz w 2020 r. to samo. Wiecznie remonty i remonty. Pokręciłem się tu nie mniej chwilę i miałem ubaw z Niemieckich turystów. Była zamknięta droga przez remont, zakaz wjazdu. Niemcy się więc zatrzymali i się zastanawiają jak objechać tą przeszkodę xD A ja im pokazałem jak, normalnie wjechać tam niezależnie od znaków. Na tym powoli kończyła się moja początkowa przygoda w Niemczech w Alhbeck. Pokręciłem się tutaj chwilę po tych uliczkach tyle, ze nigdzie nie dawałem rady wjechać, jak nie jednokierunkowe to rozkopane i remonty.. Więc wróciłem już nadmorski pas, i do Polski. Tutaj pod względem remontów podobnie. Główna ulica (ul. Wojska Polskiego) w Świnoujściu. Środek sezonu. Mądrzy zarządcy miasta rozkopali połowę ulicy, zamknęli ruch.. Bardzo mądrze, popieram.. Dobra, nie komentując tego pajacowania, próbowałem się pokręcić chwilę po mieście. Ale jakoś do tego weny nie miałem. Kilometry nabijały się wolno, dużo czasu szło, a ja jakoś nie ogarniam tego miasta, tych uliczek tutaj. Nie mniej zrobiłem sobie rundkę po osiedlu Matejki, i jakimiś tam uliczkami wyjechałem bliżej centrum skąd ul. Moniuszki wróciłem do obrzeży miasta. Wypatrzyłem przeprawę promową "Bielik", i pojechałem, znaczy popłynąłem! ;) Na drugi brzeg... Gdzie była stacja PKP, jeszcze większe statki, promy na Borholm, na Szwecję.. I budowa tunelu, jako stałej przeprawy w Świnoujściu. Pokręciłem się tutaj chwilę.. I pojechałem w stronę wyspy Karsibór przez Ognicę. Na wyspie Karsibór, nie miałem pomysłu gdzie jechać. Niesiony przygodą skręciłem w prawą stronę na zachęcającą z nazwy ul. Kanałową, która w pewnym momencie zaczęła się kończyć. Wzdłuż wody (Kanał Piastowski) ciągnęła się ul. Barkowa, a dalej ścieżka rowerowa, początkowo szrutowa, potem piaszczysta z kamieniami.. Nie wiedziałem gdzie dojadę, jechałem przed siebie dobre kilka kilometrów, dojeżdżając do końca wyspy, na koniec świata.. Czuję się jak w filmie: Piraci z Karaibów: Na końcu świata, tyle, że ja byłem na końcu kanału Piotrowskiego i podziwiałem w całej okazałości Zalew Szczeciński. Przede mną rozciągały się ostatnie Polskie Ziemie, a hen dalej już Niemcy. A może i Szczecin bym dostrzegł? ;) Tyle, że raczej bym do niego nie dojechał.. Na krańcu świata wiało jak skurwysyn od tej wody.. A to trzeba wracać. Choć męczyła mnie myśl, że nie po to jechałem na koniec świata aby z niego wracać! Niestety czas powrotu był nieunikniony a wraz z nim ponowna przeprawa promowa tym razem przeprawa Karsibór. I już na lądzie wzdłuż drogi DK93 do Świnoujścia, po drodze mijałem plac budowy, gdzie będzie łączył się tunel z drogą DK93, będą tu jakieś ronda i inne bzdury robione. To mnie jednak dzisiaj nie obchodziło, jechałem dalej drogą DK93 w stronę granicy z Niemcami, i nazwy miejscowości Garz. Dawno już ją widziałem. I chciałem ją odwiedzić.. Dzisiaj w końcu to się stało. Wyjechałem z Polski w stronę wrogą B110 dojechałem pod Garz, odbijając z drogi B110, jedynie pod tablicę miejscowości gdzie zrobiłem sobie fotkę i jechałem dalej. W powrotną drogę przez Korswandt do Alhbeck i Świnoujścia na obiadek ;) Kilka kilometrów drogi mnie jednak czekało. Nie łatwej. W Niemczech z drogi B110 odbiłem na rowerową ścieżkę, a tam kawałki leśne były bardzo wyczerpujące.. Pod górkę, i pod górkę.. Męczące strasznie.. Piękne widoki i fajnie, ale te wzniesienia dały mi się mocno we znaki, i na dłuższy czas mnie osłabiały. Ale przynajmniej droga była asfaltowa. A tego nie można powiedzieć o ścieżce rowerowej z Korswandt do Alhbeck.. Leśny odcinek.. Męczący i drażniący.. I w końcu Polska.. Świnoujście. Na nowo Dzielnica Nadmorska, a na jej końcu (no prawie) pizzeria.. Obiadek ;) I nabijanie ostatnich kilometrów kręcąc się po nabrzeżu.. Byłem też na plaży 2x. Drugi raz pojechałem w stronę tęczy.. :) W drodze powrotnej do samochodu, nabijałem ostatnie kilometry po to aby mieć te 80 km.. Bo normalnie pod pizzerią miałem nieco ponad 70 km. Nie wiele brakowało, wciąż miałem siły.. W ogóle na koniec się okazało, że dzisiaj bym spokojnie 100+ km mógł zrobić :) No ale już nie było na to czasu. Trzeba było wracać :( Teraz w moich myślach pozostaje to, żeby pogoda się poprawiła, żeby tego pierdolonego wiatru nie było. A ja bym mógł wtedy spróbować zmierzyć się z wyzwaniem 200+ km.. :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)