Trasa z dnia dzisiejszego jest krótką przejażdżką po mojej ostatniej nie spodziewanie ostatniej trasie: Trasa Makowice-Słudwia z 14.12. W okolicy połowy grudnia, gdy z dnia na dzień i z godziny na godzinę zacząłem się czuć coraz gorzej - przełom nadszedł dokładnie w nocy z 15.12 na 16.12 a sytuacja "z deklarowała" się po 16.12 gdy już było pewne, że choróbsko mnie dopadło - trzymając w zasadzie do minionego weekendu - jakby nie patrzeć tydzień czasu nim faktycznie poczułem się nieco lepiej. I może w innych okolicznościach pogodowych wróciłbym jeszcze w okresie świąt Bożego Narodzenia na rower - nie czując się wówczas (a to było tylko 3 dni temu) tak dobrze jak dziś... Jednak myślę, że taki rowerek byłby dla mnie zbawienny. Dzisiejszy jest! Wczorajszy dzień również (25.12) - wczoraj co prawda jeszcze bez roweru ale za to na pieszo pokonane w sumie 5 km... I znacznie lepiej się czuję niż lecząc się "w domu". Może nie na każdego każda metoda jest właściwa. Dla mnie zamulać w domu jak jest się chorym nie jest właściwym podejściem. Ani nie śpię jak powinienem tylko się męczę z życiem... Miewając depresyjne myśli. Dla mnie właściwe to jest właśnie iść na rowerek, iść z tego domu, te sprawy... I mieć towarzystwo! To zawsze inaczej niż trwać samemu co jeszcze bardziej mnie dobija. A ta cholerna pogoda w ostatnich dniach jeszcze bardziej dobijała - cholerne wietrzyska, z porywami do 100km/h. I kolejne szkody jakie powodował wiatr. Ciągle deszczowo-śnieżne dni - w okolicy świąt trwał taki atak zimy... Szybko przegrywał jednak z wysokimi temp. a wraz z nimi silnymi porywami wiatru. Tegoroczne święta można uznać szczególnie za depresyjne i co by nie mówić: słabe. Tak nagle w dniu 30-stych urodzin zmogła mnie ta choroba i wykluczyła z życia na kolejne dni. Popsuły mi się plany na koniec roku, nie byłem siłą rzeczy w te ostatnie dni w szkole, a tam jak zwykle wielki ból dupy o wszystko mają. Aż szkoda mi pisać... Sytuacja się pogarsza wszędzie a urok jebanych świąt daje się każdemu we znaki. Na szczęście pisząc z pozycji dzisiejszego dnia, dzisiejszej trasy i tym samym "12-ście" dni później względem ostatniej trasy (WPIS=1344), jest już po świętach i mam nadzieję, że po chorobie też. Pierwsze dni były dość ciężkie i tak się źle czułem, że byłem dosłownie przykuty do łóżka. Wyjście nawet do wc było problemem. Trwałem w bardzo intensywnej migrenie, z wysoką gorączką (do 39℃) i wysokim ciśnieniem - przekraczającym 180 - 120. A i tak się czułem winny temu, że jestem chory :( Tak wiele spraw w te kilka kluczowych dni jebnęło - no ale kurwa - to do tej szkoły chodzili nieodpowiedzialni nauczyciele czy dyrekcja - będąc świadomym tego, że się słabiej czują, są chorzy. A łazili. Miałem kontakt przed zachorowaniem z wieloma osobami. I poszło... Obawiałem się, że tak będzie. Tylko szczerze? Spodziewałem się, że dopadnie mnie wraz z początkiem nowego roku. A tym czasem walnęło na koniec roku. I co minęło to już do tego nie wrócę, co się wydarzyło też się nie zmieni. W sumie mogą nastąpić teraz dla mnie ciekawe dni gdy wrócę do szkoły na te ostatnie dni w roku... Gdzie każdy nawet najbardziej pesymistyczny scenariusz może się sprawdzić. W ostatnich dniach dość często wspominałem o tym, że mam obawy, iż mój czas w szkole może dobiec końca. Słabo mi różne sprawy szły, w ogóle mijający 2023 r. mija słabo i smutno nie tylko ze względu na szkolne sprawy ale również ze względu na osobiste. A ta sfera życia osobistego mieszała się z tą zawodową. I teraz mamy taką nie fajną sytuację w której ze szkoły dosłownie nikt nie zapytał jak się czuję jak coś. Skończyło się tylko na nieuzasadnionych pretensjach - związanych z dniem 22.12 gdy robią te jebane "Jasełka". Co roku ten sam cyrk robią. Uważam, że w nie uzasadniony sposób szukają na siłę powodu do kłótni. A gdyby tego było mało to niepotrzebnie nie brałem zwolnienia (L4). Mogłem wziąć zwolnienie i byłoby wyjebane. A tak ze względu na szkołę wziąłem urlop i teraz nie uważam, że wyszedłem na tym lepiej... I jest to lepsze rozwiązanie... Wszyscy dookoła udowadniają mi, że niekoniecznie. A chamskie zachowanie osób ze szkoły tylko mnie w tym utrwala. Gdybym się kurwa lepiej czuł to bym był na tych jebanych Jasełkach. Zrobiłoby się te jebane zdjęcia, napisało ten jebany artykuł. Zresztą... W styczniu będzie powtórka Jasełek. To nie widzę problemu zamknąć to w jednym "artykule" z jednymi zdjęciami. Także zamiast się skupić na tym aby "wyzdrowieć", zamknąć swoje sprawy na koniec roku kalendarzowego, na koniec roku rowerowego to jeszcze bardziej utrwalam się w przekonaniu chujni jaką jest to życie. I ta chujowo zarządzana szkoła, w której brakuje dobrej Dyrekcji. Tylko są marionetki, które nie wiele znaczą a wszyscy w tej społeczności włącznie z nauczycielami wykorzystują, że sytuacja ma się jak się ma.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1352
Trasa nr [łączna]: 1431
Trasa nr [na blogu]: 1345
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 185
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1418 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1332 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19057.7 km
Stan Licznika Końcowy: 19069.55 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18950.15 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31534 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31546 km
Maksymalna prędkość: 28.3 km/h
Przejechałem: 11.85 km
Przejechałem [msc]: 194.31 km
Przebieg roweru [rok]: 6714.93 km
Przebieg roweru [suma]: 55769.18 km
Przejechalem w 2023: 6714.93 km
Podroż dookoła świata (2023) 16.7873 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 139.423 [%] km
Czas jazdy: 00:44:30 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3558:39:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3335:13:39 h
Czas Jazdy Suma (2023): 450:31:51 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:18:05 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:13:49 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:26:07 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:01 h
Średnia: 16.16 km/h
Dzisiejsza trasa jest takim małym gestem - można powiedzieć "symbolem" w powrocie do zdrowia. Im szybciej taki krok nastąpi tym lepiej. Nie od dziś zauważyłem, że aktywność fizyczna mi pomaga. Może są ludzie którym by szkodziła. I lepiej dla nich siedzieć w domu i się nie ruszać tygodniami... Ja jednak do tej grupy nie należę. A, że w życiu zwykle pech się mnie trzyma to w okresie "powrotu do zdrowia" nawet pogoda mnie nie rozpieszcza. Było szaro, miejscami jeszcze pokropiło. I wciąż mocno wiało. Dzisiaj kolejny dzień z silnym wiatrem (wg. ostrzeżeń IMGW: 71-90 km/h) gorzej tylko w paśmie nadmorskim (do 110 km/h). Takie ciężkie warunki są wykańczające nawet w dobrych okolicznościach, w których jestem w pełni sił i czuję się dobrze! To dzisiaj tym bardziej był to problem - pocieszała jedynie wysoka temp., której w ogóle się nie czuło i nie można było się z niej cieszyć - było +8℃. Dzisiaj maksymalnie podobnie jak w dniu wczorajszym (25.12) - będzie +10℃. Jednak do tych pięknych chwil nie czekałem. Priorytetem było jak najszybciej się przejechać - co zresztą zrobiłem jadąc przed godziną 11 na tą trasę, na której byłem nie całą godzinę. Fajnie było w końcu się ruszyć i wyjechać! Tak długo bo aż 12 dni mnie nie było na rowerze... Dość mocno mnie osłabiła choroba. Zresztą gdyby nie pogoda - śnieg, deszcz i bardzo zimno to jeszcze w Wigilię bym pojechał (24.12) albo i wczoraj - no w sumie wczoraj też mogłem! Wtedy okres absencji bez roweru mógłby się skrócić do tych 10 dni. A może i krócej? :( Tylko pogoda, pogoda... W tamte dni, w tamtym stanie sam uznałem to za nierozsądne i, że może lepiej poczekać. Jednak wyjść z domu tak czy siak musiałem bo to idzie zwariować tak zostawać w jednym miejscu na tak długo. Szczególnie, że ja nie mam usposobienia "domatora". I po prostu męczę się w życiu taki sposób. Teraz pozostaje mi mieć nadzieję, że chociaż zdrowotnie będzie lepiej. Dużo w sumie zależy jeszcze od tego jaka będzie sytuacja w szkole, gdy jutro (27.12) tam wrócę... I od tego będą zależeć kolejne dni jakie przyjdzie mi w tym chujowym życiu przetrwać. Bo jak na razie wkroczenie w kolejny etap dorosłości i w wiek (30 lat) nie przyniósł niczego dobrego, co innego pojedyncze wydarzenia z tych przeżytych 10957 dni (30 lat) czy do obecnego 10967 dnia życia... W okresie ostatnich 10 dni to chyba największa radość to wyjście z domu (22.12 - chociaż na chwilę i dalej się źle czując) - ale co najważniejsze w nocy z piątku na sobotę (22.12 / 23.12) nastąpił przełom i zacząłem się lepiej czuć. I wczorajsze spotkanie z JS i jej rodziną (25.12). Oczywiście dzisiejszy rowerek też mnie cieszy! :) W ostatnich słowach dzisiejszego wpisu należałoby wspomnieć o pogodzie z ostatnich dni... A ta bardzo dynamiczna i bardzo słaba: 22.12 - rekordowo niskie ciśnienie - TwojaPogoda.pl, Świąteczne wichury - TwojaPogoda.pl, Rekordowo deszczowy grudzień 2023. Jak widać dzieje się wiele nie dobrego... Nie tylko w życiu ale i w pogodzie, która ani zbyt dobra ani radością nie napawa...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)