Dzisiejsza trasa jest kontynuacją wczorajszego wyczynu: Trasa na Unimie. Dużo o tym wczoraj myślałem. Po odpowiednim przygotowaniu się do trasy ruszyłem w te przeboje. Na szczęście nie sam! Towarzyszyła mi dzisiaj trójka fajnych dziewcząt. Chociaż trasa (nie cała 30 km - ale nie jest to najważniejsze) wydaje się dość ciekawa, to koniec dnia nie był takim jakim się spodziewałem aby był :( Zrobiło się pochmurnie. Słońce się za chmurami schowało. I akcja z nagrywaniem zachodu słońca się nie powiodła. Pozostałe cele trasy - owszem powiodły się. Przejechałem się kawałek i co ważne: dzisiaj. Gdyż jutro chcę mieć wolne od roweru :) Na sobotę planuję większą i również ciekawą trasę - ze Szczecina przez Stargard po Maszewo. A powrót przez Goleniów - Pucice - Załom. To również daleka i wymagająca trasa. Podobnie jak ta wczorajsza, już dzisiaj wspominana. Wis na blogu #1032. Ale skoro wczoraj dałem radę to i teraz dam radę! :) Na dzisiaj w sumie miałem początkowo inne plany. Jednak ostatecznie w trasę ruszałem i powracałem z Łobza. Początkowo myślałem, że może od Starogardu pojadę. No i trasa miała być trochę krótsza. Jednak wczoraj trochę pojechałem a w tym roku nie mam takiej formy aby jeździć nie wiadomo ile. I dało się to dzisiaj we znaki. Miejscami nie jechało mi się wcale fajnie. Czułem się trochę zmęczony! Jednak nie mogę dać tego po sobie poznać :) Najważniejsze, że trasa się prawie udała. Nie każdy jej cel się udał. Niestety nie było jak już chyba wspominałem zachodu słońca. Za to byłem we wsi Klępnica. Niby opuszczony dwór z XIX w.: Pałac (DWÓR) w Klępnica, takim się nie okazał. Chronił go ogar lub ogary piekieł. A ja się tam na pewniaka wbijam. Nie wyglądało to na nadal zamieszkałe i pod czyjąś ochroną. Nie wierze również w brednie, które znalazłem na Internecie. Miałyby one udowodniać, że pałac w prywatnych rękach przechodzi "remont" czy miał przejść remont. To nie prawda. Zaniedbane podwórko, zarośnięte. Żadna ochrona w postaci zdejmowanego łańcuszka. Wybite niektóre okna na piętrze tego dwu kondycyjnego budynku oraz częściowo zrujnowany dach. No nie powiem, dworek prezentuje się ciekawie z zewnątrz. Od środka nie udało mi się wbić bo pogonił mnie ogar piekieł. Już się cieszyłem nawet bo znalazłem wejście. Otwarte od boku okno. Miałem tu później wrócić z JS i się wbić. I tak, wbiłbym się tam w potyczkę z ogarem piekieł, który nie spodziewanie się odezwał... Jedna wpadka jednak nie przekreśla całej wyprawy :) Było sympatycznie. Choć nie powiem. Spodziewałem się czegoś więcej. A przede wszystkim ładnego zachodu słońca. To w końcu myśl o nim zawiodła mnie dzisiaj tutaj. A ta złośliwa natura nie dała mi dzisiaj tego czego tak bardzo chciałem ujrzeć...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1033
Trasa nr [łączna]: 1113
Trasa nr [na blogu]: 1027
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 71
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1102 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1016 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 11 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7055.51 km
Stan Licznika Końcowy: 7083.74 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7084.11 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 19668 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 19696 km
Maksymalna prędkość: 31.8 km/h
Przejechałem: 28.23 km
Przejechałem [msc]: 572.16 km
Przebieg roweru [rok]: 2529.02 km
Przebieg roweru [suma]: 43783.33 km
Przejechalem w 2022: 2529.02 km
Podroż dookoła świata (2022) 6.3226 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 109.4583 [%] km
Czas jazdy: 01:37:55 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2762:48:00 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2539:21:52 h
Czas Jazdy Suma (2022): 168:27:41 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 37:27:46 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:07:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:22:22 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:30 h
Średnia: 17.46 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest potrójną kontynuacją. Kontynuacją wspominanej już trasy z dnia wczorajszego: Trasa na Unimie a także znacznie wcześniejszej wyprawy: Odkrywcy historii, a także: Szlakami PRLu. Cały pic miał polegać na odwiedzeniu Przemysławia gdzie przy okazji odkryłem jeszcze jedną ciekawostkę. To zastanawiające, że wcześniej nie zwróciłem na to większej uwagi. Chodzi o odremontowany blok widziany od ulicy (DW148). Dzisiaj zwróciłem na coś uwagę. Na to, że ten blok nie jest wcale zamieszkały. A więc tak naprawdę stoi jako pustostan. Nie wiadomo kto o niego dba i na jakich zasadach. W końcu czy jest sens utrzymywać obiekt, który nie przynosi zysków? Zdaje się, że nie. A tutaj tak może być. Obiekt niestety zamknięty. Sprawdziłem. Rzekomo chroniony przez firmy ochroniarskie. Zastanawia jego bardzo dobry stan! Wstawione plastikowe okna. Tylko chyba jedno od frontu jest uszkodzone. Wbijająca się w oczy czerwień dachu, na którym majstrzy pozostawili drabinę. I zapomnieli o niej na lata. Nie mam na to dowód, ale zdaje się, że ta drobina była tam nawet w Grudniu 2020 r. Prócz bloków w Przemysławiu, które dokładnie dzisiaj oglądałem skupiałem swoją uwagę na drugiej ze wsi, którą odwiedziłem na początku trasy: Klępnica. Ostrzeżenia o psie, że teren prywatny, że jest monitorowany jakoś nie robiły na mnie wrażenia. I tak wszedłem. Oglądałem z zewnątrz. Szarpnąłem za każde drzwi. Na końcu gdy już zbliżałem się do roweru odezwał się w środku jakiś pies. Od razu się stąd oddaliłem i pojechałem byle jakoś drogą do Naćmierza. Po drodze wyskoczyło na mnie kolejne wielkie bydle, które nie było odpowiednio zabezpieczone przez właścicielkę. Wielkie psisko i mała drobna kobieta. Na pewno ma jakiś wpływ na nie. Oj na pewno. Dalsza część trasy pod sam Naćmierz była jedynie nieprzyjemna. Nie fajna droga, mocno zaniedbana i zniszczona. Nawet jak na te po PRLowskie realia tych wsi. Zaściankowej prostej ludności, która niegdyś zamieszkiwała te ziemie. Wspominałem parę razy o Przemysławiu ale on był ostatnim punktem podróży. W Przemysławiu zwróciłem również uwagę na dawne PGRy. Do nich ostatecznie jednak nie wbiłem. Wydaje mi się, że ktoś może mieć nad nimi pieczeń. A, że w ogóle tym się nie przejmuje i popada to w ruinę. Takie podejście powinno być surowo karalne. Skoro ktoś kupił pewne nieruchomości, podjął się opieki nad nimi powinien być za nie odpowiedzialny! Także po pooglądaniu powróciłem do Łobza, skąd wjechałem już na właściwy urbex do Przemysławia. Pozwiedzałem z moimi drogimi Paniami ten obiekt. I zawiodłem się na końcu na pogodzie. Zdarza się. Na pocieszenie jednak za Przemysławiem (mam nadzieję, że ostatni raz używam nazwy tej miejscowości) - przynajmniej w dzisiejszym wpisie - zrobiłem uroczą fotkę nieba na tle żółtych kwiatów. Trochę słoneczka wyszło. Czerwone wyglądało jak ufo, które chciało ukraść ziemianinom nasz rzepak... :) I tak kończy się dzisiejsza historia i fajna trasa.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)