22.05.2026
Jazda nr: 1790

Tagi: drzewa, GPS, iglice, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa tworzyłaby taką krzywą "ósemkę" - stąd wyjątkowa nazwa tego wyjątkowego wyzwania jakim zamykam obecny tydzień.. W szkole bynajmniej.. Z nadzieją, że będę się lepiej czuł.. Pogoda będzie lepsza.. I, że znów zacznę jeździć. Znów się okłamuję jak na początku miesiąca - gdy w majówkę poszło mi całkiem nieźle. A w majówkę: "bum". I wszystko padło. Do tego stopnia, że martwię się znowu o kilometry - a tych mi do limitu - co najmniej 500 w miesiącu brakuje... A co gorsza, zdałem sobie sprawę z tego, że właśnie kończy się kolejny miesiąc! Znów kończy się maj. A wkrótce pewnie skończy się 2026 r. Który przecież nie dawno się zaczął. Jak ten czas leci.. Nie wiadomo kiedy.. I tak zleciał kolejny tydzień w szkole, gdzie już w poniedziałek (18.05) miałem depresyjne podejście do tego tygodnia - wieszcząc to, że jak poniedziałek minie to zaraz weekend nastanie. I znowu właśnie weekend. A ja co do zasady weekendów nie lubię.. Bo kojarzą mi się z taką samotnością :( I kolejny tydzień.. A ten kolejny tydzień też minie nie wiadomo kiedy.. I to wszystko się tak toczy.. Także moje przypuszczenia były słuszne. Dość szybko nadszedł weekend. Jeśli chodzi o poprzedzający go tydzień to był dość ciężki. Nadal się czułem taki wypompowany z sił każdego dnia.. Jednak coraz ładniejsza pogoda.. Może to pogoda.. Może inne czynniki? Sprawiły, że powróciły mi siły do walki! I tak jadę dziś. Miałem w sumie jechać wczoraj na skromną trasę (21.05) - tylko, że wczoraj właśnie dopadło mnie całkowite zmęczenie. To przypomina jakieś przesilenie wiosenne. I to całkiem możliwe.. Bo znowu zmienia się pogoda - na cieplejszą, wakacyjną. Tylko jeśli ten stan nie potrwa zbyt długo i znów temp. będą gwałtownie spadać.. To znowu będę się przez ileś dni kiepsko czuł.. I co w takim układzie te życie warte?! Gdy nie jest się wydajnym ani w szkole ani tym bardziej w swoich sprawach? Wiecznie się tylko martwię o te kilometry. I dołuję się samotnym życiem pozbawionym celu.. Tylko właśnie. Nie musi tak być! Niekiedy jest mi dane "zakosztować" takiego normalnego życia. I tak było w środę (20.05) gdy spędziłem całe po południe z koleżanką Asią z Reska. W normalnej rodzinnej relacji.. Fajnie by było mieć rodzinę. Jakiś sens. Stabilizację. I pewną powtarzalność, która dla mnie oznacza właśnie stabilizację.. Tylko na razie nie mam tej stabilizacji w życiu.. I choć wróciłem w środę taki już całkowicie padnięty - ale przynajmniej z poczuciem spełnienia. Fajnie było mimo wszystko.. I chciałbym aby było tak częściej niż tylko raz na jakiś czas.. Mimo zmęczenia po tygodniu i trochę dzisiejszym dniem - bo trochę dziś poganiałem - to pojechałem! I powiem więcej.. Udało się zrobić naprawdę fajną trasę. Stanowi ona nowy wariant - pod wariant? Już testowanej trasy: Dąbie - "Iglicka pętla". Tym razem jednak nie wracałem lasem do leśniczówki Dąbie. A wracałem na Łabuń Wielki. I z niego drogą pod leśniczówkę gdzie parkowałem.. Taki nowy wariant trasy. Niestety z uciętym fragmentem śladu GPS. No ale może dobrze, że wypadało tak dziś. A nie innym razem. Na ważniejszej trasie.. Dzisiejszą jeszcze sobie powtórzę. Może w przyszłym tygodniu nawet - głównie ze względu na chęć odzyskania całego śladu dzisiejszej nietuzinkowej trasy!..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1800

  • Trasa nr [łączna]: 1876
  • Trasa nr [na blogu]: 1790
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 12
  • W tym roku: 71

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1861 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1775 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 31456.9 km
  • Stan Licznika Końcowy: 31492.57 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 31293.22 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9819 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9854 km

  • Maksymalna prędkość: 30.5 km/h

  • Przejechałem: 35.67 km
  • Przejechałem [msc]: 364.26 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1633.46 km
  • Przebieg roweru [suma]: 68260.42 km

  • Przejechalem w 2026: 1633.46 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 4.0836 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 170.6511 [%] km

  • Czas jazdy: 02:33:13 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4355:41:08 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4132:15:00 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 107:53:22 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 22:25:17 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:52:06 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:31:10 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:45 h

  • Średnia: 13.99 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego udowadnia coś bardzo ważnego: zawsze trzeba być ambitnym! I zawsze warto próbować. I tak dzisiaj wracając ze szkoły po godz. 15. Nim zjadłem obiad to było bliżej 16. I nim pojechałem to w ogóle minęła ta 16.. Pojechałem w ten las. Z nadzieją na zrobienie dłuższej i przy tym ciekawszej trasy. Za dnia była ciekawa pogoda. Z temp. nieznacznie przekraczającą 20℃. Tyle, że po południem zrobiło się szaro. Kilka razy przebiło się słoneczko ale nie na długo. Na chwilę. Po czym zniknęło za chmurami. Do tego znów wiał mocniej wiatr. Aby nie walczyć niepotrzebnie z wiatrem postanowiłem jechać do lasu. Właśnie na Lasy Północy do Dąbia. Nie byłem przygotowany z naładowaniem baterii. A więc chwyciłem co miałem w domu. Mam już jedną odłożoną czarną baterię NEWELL 1300 mAh. Bo powodowała problemy. Mam takie przypuszczenie bynajmniej, że niektóre z problemów z kamerką, oznaczanych na blogu tagiem: "GPS" można by było uniknąć gdybym od razu wyłapał baterie, które powodują problem. Na razie mam odłożoną jedną taką - po akcji na majówkę: Dobre trasy: "Majówka". A dziś wyłapałem i odłożyłem drugą. Takie miałem przeczucie, że nie była to jedna bateria a dwie. Pech chciał, że na taką trafiłem. Tylko na ile był to pech - a na ile dobrze, że dziś? Bardziej bym się wkurwiał gdyby była to fajniejsza trasa w miejscach gdzie tak często nie bywam. Może będzie to lekko uciążliwe.. No ale jest możliwe.. Pojechać tu znów - takim samym wariantem jak dziś. I mieć trasę z pełnym śladem! O ile oczywiście moja teoria jest poprawna.. Chociaż po kilku trasach bez jednej felernej baterii - można założyć, że owszem. Mogę mieć rację.. Dziś odkładam drugą, która zrobiła mi problem na początku moich zmagań. Po dokładnie: 3.81 km i 16 min jazdy. Fakt, te drogi leśne są wymagające. Pełne dziur. Walających się kamieni na tej zniszczonej warstwie szutru. No ale mimo wszystko. Jest to irytujące. I co ciekawe - właśnie nie jest tak zawsze! To jest dowód na to, że może winna jest konkretna bateria? A w tym przypadku dwie konkretne?! Są dobrze oznaczone aby się nie pomylić. I teraz jedyne co muszę zrobić to jeździć dalej. I obserwować. I tak już lekko zdenerwowany ruszyłem dalej. Na pierwszą część dzisiejszego wyzwania, pokonując nieco gorsze drogi w tych lasach.. Nim wyjechałem na drogę Wicimice - Stara Dobrzyca. Niestety ale nadal jest sporo drzew.. Które były już tygodnie temu wycięte. Nadal są. Nadal nie są zabrane :( Co prawda ten temat trochę się ruszył ale liczyłem już na to, że zabrane będzie wszystkie drzewo. No ale niestety. I tak przemierzałem te leśne drogi z wieloma myślami jakie krążyły mi dziś po głowie. I tak pokonywałem jeden z gorszych odcinków drogi - właśnie ten na Starą Dobrzycę. Dziś jechałem tym gorszym (trudniejszym!) wariantem. A co! Nie zawsze może być łatwo. Dziś musiało być trudniej. Jednak fajnie jest pokonać takie trudniejsze momenty. Potem się przyjemniej jedzie. Choć dziś, bez tego słońca. I mimo wszystko przedzierającym się wietrze, przez dość przerzedzone lasy.. No ciężko mówić o przyjemności. Temp. gdy jechałem była w okolicach 17-18℃ ale mnie jakoś średnio było przyjemnie jechać na krótki rękaw. W krótkich spodenkach. No dobra.. Krótkie spodenki jeszcze nie były najgorsze. Bo najbardziej to po rękach dawało.. I nie było przyjemnie. A znowu w czymś cieplejszym to bym się zapocił i zagrzał. Także jechałem tak jak jechałem - byle dalej. I tak odbijałem pod Starą Dobrzycą na Iglice. Aby tuż przy Iglicach odbić na Orzeszkowo. I z Orzeszkowa na Wicimice. Odcinek skąd teoretycznie miałbym powrót na nieco ponad 11 km.. Wyszło jednak dalej.. Bo powrót przez Łabuń Wielki okazał się dalszy.. Odcinki leśne co tu dużo mówić.. Ciężkie. Przez wciąż zalegające zamordowane drzewo.. W okresie zimowym - dość irytujące. Mimo, że pod wiatr i szarówa taka.. To najprzyjemniejszy był odcinek z Łabunia Wielkiego do Dąbia. Choć dziś wyjątkowo - miałem wiatr w twarz a nie standardowo w plecy. Więc było trudniej. Mimo to.. Lubię ten odcinek drogi. Miło mi się kojarzy ta okolica.. I tak mam już od lat.. Lubię wracać wspomnieniami do tych chwil - zdaje się okresu wakacji 2021 r.. Gdy tak sobie jeździłem po szkole. Wracałem do domu. Jakiś taki inny czas.. Lepszy. Nie to co teraz.. :( Może jeszcze tak będzie? Szczęśliwie.. No ale wątpię. Jak wspominałem w pierwszym akapicie - miałem w tym tygodniu szansę przekonać się o tym co to znaczy radość. Być szczęśliwym. I mieć rodzinę. To było jednak dane tylko na ulotną chwilę. A ja potrzebowałbym tego na stałe.. Wtedy - być może wtedy dopiero bym odżył - doceniając każdy dzień i każdą mijającą w życiu chwilę. A takich szczególnych chwil - nawet na dzisiejszej trasie było sporo.. Tylko w życiu jest tak, że zwykle nie zwraca się na te chwile uwagi.. Pomimo pogody - taka szara, z męczącym wiatrem po południu - była to ciekawa i na pewno ważna trasa. Co jeszcze ważniejsze - pierwszy raz od dawna, nie mam mojej typowej co weekendowej depresji.. Przyczynę w poprawie mojego samopoczucia z pewnością nie można szukać w samym rowerze. Wszak często towarzyszył mi na weekendy a nie przynosił takich korzyści.. W sumie ciekawe co / albo właściwie kto - mógł tak na mnie wpłynąć.., że chociaż w ten jeden weekend wchodzę jakoś spokojniej..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa22maja2026zdj1.jpgtrasa22maja2026zdj2.jpgtrasa22maja2026zdj3.jpgtrasa22maja2026zdj4.jpgtrasa22maja2026zdj5.jpgtrasa22maja2026zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)