Trasa z dnia dzisiejszego kontynuuje moje codzienne jeżdżenie w pewnych niezależnych od siebie "cyklach". Oddzielają je konkretne zwykle pojedyncze wolne od rowerowania dni. W końcu nie da się zbyt długo jeździć codziennie. Tak w dzień w dzień. Jeśli ktoś tak mówi, że tak jeździ to mija się z prawdą. No chyba, że jego jazda to 5 km dziennie - no to ok. Da się tak tygodniami jeździć bez żadnego dnia przerwy bo niby od czego miałaby ta przerwa być? :) No ale w normalnych warunkach, wśród normalnych rowerujących osób coś takiego jest nie możliwe. Eh, z nostalgią i z niedowierzaniem patrzę na dawno minione czasy jak jeździłem bardziej oszczędnie - jeden dzień jazdy, i dzień przerwy. Był jakiś czas na inne sprawy. A nie tylko zabijania się o te jeżdżenie. Po ponad 200 tras w roku, a sądzę, że podobnie jak w 2020 r., w tym także mi tyle wyjdzie jest jednak sporym obciążeniem. Póki co jednak się nie poddaję. Mimo zmęczenia, nie chęci do życia - wciąż to robię. Trudno mi było się jednak dzisiaj zabrać za te jeżdżenie. Wstałem taki wykończony po nocy, zmęczony jakbym nie spał parę dni. Nie czułem się zbyt dobrze. Nie czułem się na siłach do jechania. A do tego znowu zmiana pogody. Budziłem się wiele razy minionej nocy, raz wstałem po 4 rano. W kompletnych mglistych ciemnościach. Dookoła sama gęsta mgła, skrupulatnie wypełniała każdą wolną lukę. Z rana co prawda nieco opadła ale wciąż na trasie się z nią widziałem. Dziś ostatni mój rowerowy dzień przed urlopem. I praktycznie ostatnia trasa na starym napędzie - na napędzie nr 4 licząc, że oryginalny to napęd nr 1. Kilometry a wraz z nimi przygody lecą w nieopisany sposób. Wkrótce minie 40 tyś km z Aurelią a czuję się jakbyśmy się dopiero poznali.. Jakbyśmy dopiero pierwsze kilometry ze sobą robili. Jakbym chciał teraz móc wstawić tak dawne wpisy, tak dawne wspomnienia - ale niestety nie mogę. Nie prowadziłem od początku bloga. W sumie nawet o tym wówczas nie pomyślałem. Myśli takie naszły mnie już w trakcie 2015 r. Postanowiłem jednak od początku następnego roku (tj. 2016 r.) zająć się tym tematem. I tak zajmuję się nim do dziś dnia. Co nie zmienia faktu, że nie pamiętam o dawnych przygodach z Aurelią i naszych wspólnych dawnych trasach, którymi (w 2015 r.), zaczęły się moje dłuższe wyprawy. Lepsze zwiedzanie i poznawanie świata..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 873
Trasa nr [łączna]: 954
Trasa nr [na blogu]: 868
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 128
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 945 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 859 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 581.28 km
Stan Licznika Końcowy: 608.4 km
Stan Licznika Końcowy2*: 611.11 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13202 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13229 km
Maksymalna prędkość: 31.9 km/h
Przejechałem: 27.12 km
Przejechałem [msc]: 608.4 km
Przebieg roweru [rok]: 5288.73 km
Przebieg roweru [suma]: 37300.09 km
Przejechalem w 2021: 5288.73 km
Podroż dookoła świata (2021) 13.2218 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 93.2502 [%] km
Czas jazdy: 01:45:51 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2357:22:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2133:56:15 h
Czas Jazdy Suma (2021): 333:22:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 38:25:00 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:12:05 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:16 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:40 h
Średnia: 15.5 km/h
Dzisiejsza trasa nie była długa. Nawet nie miałem tego w planach, no i nie dałbym rady dużo jeździć. Nie czułem się na siłach, czułem się jeszcze gorzej niż wczoraj. Te nieustanne zmiany pogody mi nie służą. Bo to najwidoczniej jest ich wina. Ciężki dojazd do pracy, leniwie mijający dzień, gdzie nie udało mi się za wiele zrobić. Nie jest mi na myśl iść na ten cholerny urlop. Co miałby mi on dać. Ani nie odpocznę, ani nic nie zobaczę ani nigdzie nie pojadę. Bez sensu. Więc przebolałem dzisiejszy dzień w mniejszym czy większym nic nie robieniu. Po nim miałem w sumie w planie robić szlaki jak dla Trasy Brodników i wracać na Narnię. Ostatecznie z tego zrezygnowałem w sumie przez niespodziewane ale wkurwiające awarie. I znowu się zaczyna ta akcja. Pisanie poprawek dla licznika - bo stan wyliczonych kilometrów nie zgadza się z tym na zdjęciach. jak mnie to w nieopisany sposób wkurwia, doprowadza do kurwicy. Tym razem idzie o nowy licznik, który przecież od paru dni działał dobrze! Ale tak - działał. Bo już zaprzestał. Licznik Sigma BC 16.16. W dojeździe do pracy było wszystko ok. Ale jak już wychodziłem ze szkoły nie chciał się włączyć. Stara Sigma 600 na spokojnie się uruchomiła. Ale te nowe badziewie nie. Stanąłem nieopodal szkoły na przystanku ale to nic mi nie dało. Jakbym nie kręcił czujnikiem, magnezem tak skurwysyństwo się nie włączało. Zrezygnowany ale już zdenerwowany bo już tak szybko trzeba robić na nowo poprawki, pisać te cholerne poprawki, które będą się cały czas we wpisach od dzisiejszego wpisu tj. #873 pojawiały. Wkurwia mnie to no mam powiedzieć. Zrezygnowany ze wszystkiego, z brakiem sił i zaangażowania to co robię pojechałem w drogę powrotną na Baszewice z nich udałem się na Wanierowo. Po drodze - po ponad 3 km niespodziewanie licznik zaczął działać. Jednak poprawkę i tak trzeba zrobić, uzupełniając brakujące kilometry. No ale chociaż wyciągnę sobie dane o MAX prędkości. Chociaż tyle. Zgodnie z założeniami pojechałem na niedługi czas do Narnii. Nie było to jednak miłe spotkanie. Rżnięcie drzew, nieustanne jej niszczenie trwa dalej. Wygląda na to, że wraz z medialnym szumem, medialnym gównem wkoło tematu covidu i tych pierdolonych przestępców, którzy się nie zaszczepili - powraca temat drzew. To nie tylko coraz więcej ciężarówek wywożących tak zamordowane drzewa, ale powracający nieustannie ruch ich mordowania i wycinania. Widać wielkie tragedie jakie się dzieją, zmiany w pogodzie niczego nikogo nie uczą. To przecież nie normalne co się dzieje. Natura się mści. Ale ludzkie ścierwo nadal idzie na przekór jej i nadal ją nieustannie niszczy: Pogodowy armagedon z 09.07. TwojaPogoda.pl, Pogodowy armagedon z 15.07. TwojaPogoda.pl. Także dzisiejszy dzień, dzisiejsze wojaże nie można uznać za takie w pełni szczęśliwe czy udane. Bardziej takie smutne, także zważywszy na to, że prawdopodobnie to moja ostatnia wspólna trasa z kończącym się 4-rtym napędem Aurelii. Co prawda mam w planie jutro na serwis do Goleniowa jechać rowerem ale czy ostatecznie tak zrobię i jakie będą plany - nadchodzący czas dopiero to pokaże..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)