29.04.2026
Jazda nr: 1778

Tagi: wiejskie_przygody, zagorcze |

Dzisiejsza trasa jest powtórzeniem historii z zeszłego tygodnia: Droga na Zagórcze... Z jedną istotną różnicą - no może dwoma.. Przejechałem mały odcinek po lesie :) A tam sporo jagód! A bynajmniej tych jagodowych krzaczków - mam nadzieję, że to są jagodowe krzaczki. Bo się okaże, że głupoty prawię :) I jeżyn od jagód nie rozróżniam ale raczej jagody. Czuję się przemęczony codziennością. Szkoła, tam różne sprawy. W domu nie lepiej. Codzienna samotność. No ale też codzienne jeżdżenie - jest wykańczające. Nie mniej - na dziś zaplanowałem sobie pojechać właśnie na te Zagórcze.. Tym razem wziąłem ze sobą drona a także moją cyfrówkę. Odtwarzam taką trasę jak ostatnio. Nie najkrótszą a także nie najłatwiejszą. Długa trasa - na której przekraczam granicę 40 km. A tak swoją drogą przekraczam granicę swoich możliwości. Choć mógłbym zrobić dziś coś mniej ambitnego - tylko po to aby przekroczyć brakujące kilometry do 500 km/msc.. I z głowy! No ale nie! Czasem bywam ambitny i się nie poddaję. Nie bardzo mi się chce, jestem zmęczony. Nawet szybciej ze szkoły dzisiaj poszedłem. Znowu taki jakiś nie do życia jestem. Takie dziwne zmęczenie mnie dopada. Brak sił. Może po prostu jestem przeciążony codziennością. Zbyt wiele się dzieje, zbyt wiele bodźców. I po prostu tak reaguje mój organizm. A jeszcze ta nie łatwa trasa. I kolejne dni.. Z wiatrem i wcale nie tak fajną pogodą jaka miała być! Miało być już cieplej i fajniej. A wciąż na to czekam. I wciąż się nie mogę doczekać. Prawdopodobnie dopiero od weekendu będzie fajnie - bo ma być już po 20℃! W końcu..! W końcu ściągnę przepocone, brudne ubrania. W ostatnich dniach ciągle jeżdżę w tym samym. Co najwyżej co kilka wyjazdów zmieniam koszulkę na rower. W lato to jest zresztą nie do pomyślenia aby przez kilka dni jechać w tych samych spodniach np.. To by się zaraz skończyło odparzeniami.. Niech będzie w końcu ciepło! Trzeba działać! Trzeba kilometry robić.. I nieustannie wierzyć w siebie! Wierzyć w to, że się da radę, że się potrafi jeździć jak kiedyś.. Dzisiaj sobie coś właśnie takiego udowadniam.. Przekroczyłem w końcu granicę 500 km/msc dla kwietnia 2026 r. Zamykam miesiąc z przejechanymi: 523 km (włącznie z dzisiejszą trasą), i w roku: 1269 km (włącznie z dzisiejszą trasą). Dla porównania na koniec kwietnia 2025 r. Wyglądało to tak: 508 km (w msc), 1051 km od początku roku a także 46 tras w roku. W tym roku to już moja 59 trasa. Idzie mi ciut lepiej. Nie porównuję się na razie z latami poprzednimi - nawet z 2024 r. Bo jeszcze ta pierwsza połowa roku była w miarę ok. Dopiero w drugiej połowie 2024 r. zwalił się mój świat.. No ale to były inne - lepsze czasy. Teraz dopiero powoli do tego wracam. Można powiedzieć, że rok 2025 r. był taki przejściowy. Między tym najgorszym czasem. A obecnym - z nadzieją, że obecny będzie lepszy. No ale czy będzie?... I może kolejny będzie jeszcze lepszy? No ale znowu: czy będzie? Nie mogę w końcu niczego zakładać. Najważniejsze aby: żyć dalej. I dalej w siebie wierzyć. Jak dawniej. W sumie w siebie i w Aurelię, z którą wiąże mnie tyle tysięcy kilometrów pięknych wspomnień i tras.. W ogóle dzisiaj jadę tak jakby z przymusu, konieczności. I mam takie jakieś dziwne uczucie co do dzisiejszego dnia. Poranek - jeszcze w szkole zaczął się z złymi wieściami odnoszącymi się do nowych rowerów. Konserwator w szkole - w grudniu 2024 r. zmienił swojego krossa - trans atlantyka - na nowszego krossa. Firmowo założone hamulce tarczowe przód - tył. Nawet niezły osprzęt. Tyle, że po tych 1,5 roku jak ma ten rower - a przecież jakoś ekstremalnie go nie używał - bo w końcu kiedy?... No chyba faktycznie, nie każdy ma tyle czasu co ja. Tyle czy mieć ten czas to takie dobre? Może dla osoby lubiącej być samemu byłoby to ok. U mnie się ten model nie sprawdza. Nie mniej - nie sądzę, że ten rower mógłby mieć większy przebieg niż nie wiem jakieś 2-3 tyś km? I pękła rama na rurze podsiodłowej. Smutne kurde. Taki młody rower. A już kończy życie. A tak sobie pomyślę o Aurelii. Przecież ile przejechaliśmy - zbliżam się do 68 000 km.. Tyle lat - we wrześniu będzie 12 lat razem. A tu takie młodziaki - nawet 2 lata nie mają. I się poddają. I gdzie tu takie pierdolenie MM z trasy: Stronami MM. O zmianie roweru.. Ja już lata temu słyszałem w domu tylko o tym, żeby zmienić rower. Bo mój stary. Czy, że sobie zmienię na jakiś lepszy! No ale cholera nie chcę. To nie jest tylko rower, to nie jest tylko narzędzie.. To jest członek rodziny.. To moja Aurelia. To jedyny byt (już nie chcę mówić: "osoba" bo zaraz ktoś powie, że jestem jeszcze dziwniejszy niż jestem) - no ale ten byt, Aurelia jest dla mnie ważna. Była w różnych momentach mojego życia. I jest stałą, która łączy te wszystkie elementy z dobijającą codziennością. Więc nie chcę jej zmieniać. I nie wiem jakbym przeżył - taką sytuację jaka miała dzisiaj miejsce u dyrektora gospodarczego (konserwatora) szkoły w której pracuję. Dla mnie to by był kompletny dramat i koniec.. Kolejny koniec w życiu. Kolejny cios po którym mógłbym się nie podnieść. Jakieś takie dziwne uczucie mnie dziś trzyma. I jeszcze ta majówka. Nie lubię wolnego czasu bo bardzo źle mi się kojarzy. No właśnie z dobijającą samotnością. Ludzie jakoś sobie jeżdżą, cieszą się tym czasem. A mnie to wszystko dobija..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1788

  • Trasa nr [łączna]: 1864
  • Trasa nr [na blogu]: 1778
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 17
  • W tym roku: 59

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1849 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1763 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 31085.6 km
  • Stan Licznika Końcowy: 31128.27 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 30930.11 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9447 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9490 km

  • Maksymalna prędkość: 34.6 km/h

  • Przejechałem: 42.67 km
  • Przejechałem [msc]: 523.69 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1269.2 km
  • Przebieg roweru [suma]: 67896.16 km

  • Przejechalem w 2026: 1269.2 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 3.173 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 169.7404 [%] km

  • Czas jazdy: 02:35:25 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4333:15:51 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4109:49:43 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 85:28:05 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 34:25:35 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:01:30 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:26:55 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:55 h

  • Średnia: 16.52 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego pomijając szkolne okoliczności - zaczyna się w trudnych warunkach. Jadę od razu pod wiatr. Nie jest tak źle jak wczoraj ale dalej wieje. Wiatr jest chłodniejszy. I ogólnie nie jest tak ciepło jakbym chciał aby było.. Jednak nie przejmuję się tym co mam za sobą a tym co mam przed sobą! A więc podejście typowo zadaniowe. Przejechać kolejne odcinki trasy. Pokonać kolejne trudne momenty! Już od początku wyjazdu towarzyszyła mi myśl aby skręcić w Truskolaski las. Tak całkowicie spontanicznie. Chociaż czy całkowicie? Jak o tym myślę i nastawiam się, że pojadę? No ale dobra.. Jadę! Mam jakiś cel na dzisiejszej trasie. Przemykam przez kolejne wioski wzdłuż drogi DW108 na której jak na środek tygodnia panuje dość mały ruch aut! A nawet przy tak małym ruchu aut zdarza się ruch kontrowersyjny - otóż na końcu wsi Truskolas - na objazd wsi wjeżdżają 2 ciężarówki z drzewem. Już dawno takich nie widziałem. Przynajmniej na rowerze. A nadal jeżdżą. Kontrowersyjną sytuację mamy już za sobą! Wkrótce odpoczynek na leśnej drodze. Wjeżdżałem już w gm. Golczewo w te dobrze znane lasy. Niestety - pocięte i zniszczone z każdej strony. Mijałem całe jagodowe pola.. Gdzie moje jedyne skojarzenie sięga do: "sok z gumijagód!" :D W głębinach lasu, w spokojnym zielonym zaciszu, gdzie jedynie krążył przerośnięty trzmiel - korzystałem z chwili wyciszenia. Szkoda, że w samotności.. Bo zawsze fajnie by było w takich pięknych okolicznościach przyrody mieć kogo za rękę potrzymać, do kogo się przytulić. Z kim po prostu spędzić tą chwilę. W tych głębinach nie czuć było w ogóle wiatru. Było spokojnie i dość ciepło. Co piękne jednak nie trwa długo. Bo trzeba jechać. Bo jeszcze kawał drogi przede mną! Ja dopiero ruszyłem.. Więc wracam. Wyjeżdżam z powrotem na DW108 dróżką obok tej, którą wjechałem. Znów jestem narażony na wiatr. Znów jest chłodniej. No ale trzeba jechać. Wkrótce Unibórz za nim Ościęcin, Jasiel. I nie jest już tak źle! Niektóre gorsze momenty trasy już minęły. Teraz już tylko pozostało zjechać na Zagórcze. Jednak w odróżnieniu od ostatniej mojej trasy na Zagórcze - nie wjeżdżałem pod tablice wsi. Stanąłem na skraju lasu - skąd puściłem drona. Obleciałem całą wioskę z każdej strony. Porobiłem zdjęcia, krótkie ujęcia filmowe. Wypaliłem praktycznie całą 1 baterię do drona. Po czym walczyłem z drogą powrotną. I tu podobnie jak ostatnim razem - czyli w zeszłym tygodniu - najtrudniejsza była droga do Trzygłowa. Nim minąłem Kołomąć, nim dojechałem do skrzyżowania na Trzygłów - na tej całkowicie rozjebanej drodze... To trochę się musiałem namęczyć. W końcu jednak jadę z korzystnym kierunkiem wiatru.. Mijam Trzygłów. A potem Baszewice i Grębocin. Za Grębocinem tradycyjnie robię sobie ostatni krótki postój. Dziś nadal męczy mnie ten katar. Czasem kaszel. A dziś mam szczególnie ciężką sytuację.. Bo.. wczoraj (Kołobrzeskie nowe przygody!) wykończyłem cały papier. A chusteczek nie mam już od dłuższego czasu.. No ale dobra.. Dzisiaj i tak idzie (w końcu) wszystko do prania to najwyżej będzie bardziej brudne niż mogłoby być :) Jakoś trzeba sobie radzić. A na przyszłość pamiętać o uzupełnieniu chusteczek, wrzucić znowu z rolkę, dwie papieru - bo się akurat skończył. I na jakiś czas będzie. A widać pewne sprawy zaniedbuję podobnie jak kwestię regularnego kontrolowania ciśnienia w oponach Aurelii.. A swoją drogą - w ostatnich trasach - a szczególnie wczorajszej, chociaż dzisiaj też - bardzo wkurwiały mnie te zajechane już pedały. Jak się źle obrócą to noga mi się ześlizguje. I mnie to wkurwia już.. A jeszcze dochodzi takie odczucie, że jakoś tak niestabilnie mnie się ta noga trzyma na pedałach.. Pewnie dlatego, że są mocno zjechane - tylko najgorsze jest w tym wszystkim to, że łożysko się na tyle nie rozwaliło, że po prostu nie słychać tego, że jest już do wymiany. Zawsze wymieniałem pedały kiedy było słychać, że jest już na nie czas.. A te? A te są zjechane ale nie dają znaku.. No ale i tak będę się przymierzał do wymiany - bo tak jeździć jest coraz trudniej. No i na czym skończyłem? Ah tak. Minąłem Grębocin - te cholerne dziury. Tej drogi chyba nigdy nie zrobią... Ostatni odcinek trasy - minął spokojnie. Bez większych trudności. Wróciłem taki zajechany życiem. A to jeszcze nie koniec atrakcji na dzisiejszy dzień. Jadę jeszcze w odwiedziny do takich znajomych, co niegdyś mieszkali bliżej mojego osiedla. No ale się wybudowali na obszarze, który administracyjnie należy już do Makowisk (nie są to już Płoty) - za technikum w Płotach - gdzie jest sporo działek - i w ostatnich latach pobudowało się sporo domów. Jakąś tam sprawę do mnie mają. Więc zdeklarowałem się, że jak wrócę z dzisiejszej trasy - to zajadę. Więc wróciłem - dosłownie chwilę odpoczynku miałem i pojechałem..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa29kwietnia2026zdj1.jpgtrasa29kwietnia2026zdj2.jpgtrasa29kwietnia2026zdj3.jpgtrasa29kwietnia2026zdj4.jpgtrasa29kwietnia2026zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)