Trasa z dnia dzisiejszego jest wyjątkowa i ważna. To moja pierwsza trasa w nowym życiu, gdy już pokończyłem wszelakie studia, kursy, i zacząłem pracę zarobkową. O samej pracy nie będę mógł za wiele powiedzieć po za tym, że takową mam i normalne godziny pracy: 730 - 1530 od poniedziałku do piątku. Normalne 40 h tygodniowo. Po pracy można sobie jakieś trasy rowerowe robić i to dzisiaj ćwiczyłem. A tak pozostają wolne weekendy, wypadające różne święta, i inne okazje. Myślę, że nie będzie źle, bo mogę na spokojnie po południu jechać nawet po 50 km ;) Dzisiaj zrobiłem znacznie mniej, chodź mogłem więcej. Jeśli chodzi o pogodę to jak na maj jest słabo. Zimno, wietrznie. Chociaż nie było takiej tragedii to jednak przeszkadzał fakt, że po mojej ostatniej trasie: Makowice-Lotnisko: "trasa wielu tytułów" - ktoś, nie powiem kto -.-, znowu wpychał łapska do roweru, co się musi oczywiście kończyć rozregulowaniem przerzutki. Szarpie łańcuchem. Nie może się ustawić. Denerwuje mnie to tylko. I utrudnia jazdę. Na najmniejszej tarczy korby nie dało się jechać w ogóle, na średniej tak sobie, chociaż większość biegów nie działa więc co to za jazda. Pojawia się ten sam problem, który tyczył się mojej ostatniej trasy.. na te Makowice. Problem tyczy się tylnej manetki (8rz). Zaczyna się ona coś zacinać. Przycisk nie puszcza linki. I przez to była poprawiana regulacja przerzutki, która przecież KURWA nie ma z tym nic wspólnego. A ja nie po to zawoziłem rower ze sobą aby nim nie jeździć. I w dupie mam to, że faszystowskie skurwysyny z telewizji, pokazują, jakoby miałaby być zła i deszczowa pogoda. Te skurwysyny z tej jebanej telewizji, tych jebanych programów pogodowych nie będą mi życia ustalać! I tak będę jeździł. Z tym, że jutro, albo na kolejnej jeździe będę musiał zajechać do jakiegoś serwisu, który jest po południu otwarty i zrobić coś z tą przerzutką, bo raz, że się tak nie da jechać. A dwa, że szybciej zniszczy mi się napęd (łańcuch, kaseta) najbardziej tu ucierpią.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 401
Trasa nr [łączna]: 484
Trasa nr [na blogu]: 398
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 57
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 479 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 393 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11588.9 km
Stan Licznika Końcowy: 11601.39 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11510.36 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11304 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11304 km
Maksymalna prędkość: 26.4 km/h
Przejechałem: 12.49 km
Przejechałem [msc]: 57.36 km
Przebieg roweru [rok]: 1771.17 km
Przebieg roweru [suma]: 18919.16 km
Przejechalem w 2019: 1771.17 km
Podroż dookoła świata (2019) 4.4279 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 47.2979 [%] km
Czas jazdy: 00:55:05 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1191:54:15 h
Czas Jazdy Suma (blog): 968:28:07 h
Czas Jazdy Suma (2019): 112:11:01 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:10:10 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:23:23 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:58:05 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:54 h
Średnia: 13.63 km/h
Dzisiejsza trasa jak już wspominałem pod względem rozpoczęcia przeze mnie pracy jest dość ważnym wydarzeniem. To taka wyraźna linia, która rozgranicza moje dawniejsze życie od obecnego. Chodź jak to bywa, początki bywają trudne. Dzisiaj jeszcze się czuję taki zdezorientowany.. To w końcu moja pierwsza praca, i duża zmiana w życiu. W tym zmiana czasowa. Co może być pewnym wyzwaniem, bowiem do tej pory miewałem te 3 msc wakacji. I często jakieś wolne. Teraz się może dużo zmienić. To w sumie ciekawe w jakim kierunku pójdą moje treningi rowerowe, jak będę się dalej rozwijał. Czy jednak ta zmiana w życiu nie wpłynie negatywnie na samego bloga, i sam proces jeżdżenia.. Zobaczymy. Póki co to dopiero początki. Jeszcze za wiele nie wiem jak to będzie, to się zobaczy. Póki co ponarzekam na licznik Sigma. Przez moje ostatnie dwie trasy: Makowice-Lotnisko: "trasa wielu tytułów" i Miejski Wojaż i Obwodnica Płotów, trochę się psuł. Nie działał. I chuj wie czemu. Ale dzisiaj przeszedł sam siebie. Nabił mi tylko 10 metrów jazdy. Po czym się już nie załączył.. Nie zważając jednak na ten problem, wyprowadziłem rower z akademika, sam nie mając pomysłu gdzie jechać ruszyłem wzdłuż ul. Ku Słońcu w stronę Mierzyna. I tak sobie jechałem mijając po południowy świat wielkiego miasta, aż zjechałem w ul. Przygodną. Jechałem koło ogrodów działkowych "Kolejarz", i czegoś co się zwie ROD "selfa". Chodź nie wiem co to jest te całe ROD. Ale takie coś jest na mapie. Nawet fajnie tutaj, spokojnie. Trochę natury w centrum miasta. Gdy wyjechałem w tych stron wyjechałem na ul. Taczaka, z której skręciłem na ul. Łukasińskiego. I zwiedziłem tutejsze osiedla doków jednorodzinnych - Osiedle Samosierry, które ma oczko wodne! I tam wodne zwierzątka! Kaczki, łabędzie! ;)) Jak fajnie. Sielanka długo nie trwała. Czas było wracać. Powrót nastąpił przez ul. Chłopskiego i Samosierry do ul. Witkiewicza, z której skręciłem na Derdowskiego nim znów znalazłem się na ul. Ku Słońcu. Nie chciałem jednak zakańczać ani dnia ani trasy. Pojechałem jeszcze na ul. Karola Miarki i z niej na ul. Świerczewską aby wyjechać w okolicy osiedla na ul. Tenisowej. Chodź tam nie wjeżdżałem. Zrobiłem jeszcze rundę koło akademika gdy wracałem z ul. Ku Słońcu. Powrót do akademika okazał się jednak trudniejszy niż zazwyczaj. Duży rower, niewygodny. Nie jest wygodnie przenosić go przez portiernię, jakoś się dziwnie dzisiaj ustawiłem, że przez drzwi wejściowe, było mi ciężko przejść -.- i zrobiłem to mocno nieporadnie, na co portierka, swoją drogą jakaś nowa brunetka, zareagowała uśmiechem ;) Wkrótce byłem już na terenie akademika. Dzisiejszy dzień dobiegał końca. Dzień w pracy się udał, trasa się udała. Dzisiaj musiała się odbyć trasa i to niezależnie od pogody. Chociaż z tą pogodą nie było tak źle.. Miejscami wciągu dnia i trochę słońca, i chmur. I trochę padało.. Różnie tak bywało. Chciałbym teraz wyrazić, dużą nadzieję, że to mój pierwszy taki wyjazd w tym nowym życiu i, że nie ostatni. Jak to będzie jak to wszystko będzie się układało pokażą kolejne miesiące. Mam nadzieję, że jakoś w miarę uda się pogodzić pracę i rower. Przy tym nie tracąc roweru ... czy nie ograniczając go do jednego wyjazdu w weekend...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)