Dzisiejsza trasa jest spełnieniem moich oczekiwań z dnia wczorajszego: Trasa do szkoły - "zmęczenie". Choć akurat dzisiaj się nie spodziewałem, że dam radę jechać. W końcu wczoraj byłem taki zmęczony. A dziś jakby nigdy nic - pełny sił jadę! I to całkiem ładnie jak na moje możliwości. Przez większość dnia pogoda była fajna, wiadomo im szybciej bym wyjechał tym lepiej. Bo już bliżej po południowych godzin nieco się psuł ten fajnie wyglądający dzień. Wpisuje się w aurę ostatnich dni (poza poniedziałkiem - 13.02) - chłodny poranek, i wciągu dnia temp. rośnie. Niestety to przejściowy efekt. Jutro może nie być tak fajnie - przewiduje się groźne zjawiska, kolejne wichury wraz z gwałtownym ociepleniem: Gwałtowne ocieplenie i wichury - TwojaPogoda.pl. Tak naprawdę czuć tą zmianę pogody - wczoraj też było czuć. Może stąd te zmęczenie, i dlatego się tak gorzej czułem. Dzisiaj nie mniej mi przeszło. Spodziewałem się tego, że po południu może na wieczór pogoda się zmieni w deszczową... Jednak zaryzykowałem. Miałem dzisiaj w sumie wybór. Ale to żaden wybór - jechać pod Biały Bór (Kaszuby) do kolegów WG i KW którzy nie spodziewanie w środku tygodnia pojechali sobie na wyjazd. Czy zrobić tą 50-tkę. Tylko, że ja nie miałem w planach tam jechać. To daleko jest, nie będę tam jeździł po nocach. A do tego w tą nie pewną pogodę. Tu jestem na miejscu - blisko. Co na tej 50-tce ma się stać? Jak coś się zacznie psuć to będę w drodze powrotnej. A nie z dala od domu. I w sumie tak było - przez ponad połowę trasy świeciło słońce, i tylko lekkie chmury były. Potem nieco się pogorszyła pogoda, zachmurzyło i padała taka lekka mżawka. Czuć było mocniejsze porywy wiatru. Tylko gdy pogoda się zaczęła psuć miałem do domu gdzieś 15 km. Będąc już za Grabinem. To inna sytuacja niż mieć jeszcze 200 km do przejechania samochodem z Białego Boru... Myślę, że źle nie zrobiłem. Nie mogę sobie tak o wszystkiego rzucić i jechać w taką wyprawę. Może jakby to było lato. Długie dni i spokojniejsza pogoda. To bym pojechał... A teraz? Wszystkie znaki wskazują na to, że będzie jakieś załamanie pogody i mam się w to pchać? Bez sensu. Lepiej mi było zrobić tą 50-tkę, którą zresztą zrobiłem i to w ładnym czasie. Jestem z niej zadowolony! I co trasę coraz bliżej do 50k km z Aurelią! A to już za: ~409 km - więc naprawdę niedługo...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1186
Trasa nr [łączna]: 1265
Trasa nr [na blogu]: 1179
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 19
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1253 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1167 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 12842 km
Stan Licznika Końcowy: 12892.22 km
Stan Licznika Końcowy2*: 12817.22 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 25312 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 25363 km
Maksymalna prędkość: 31.9 km/h
Przejechałem: 50.22 km
Przejechałem [msc]: 315.56 km
Przebieg roweru [rok]: 537.29 km
Przebieg roweru [suma]: 49591.54 km
Przejechalem w 2023: 537.29 km
Podroż dookoła świata (2023) 1.3432 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 123.9789 [%] km
Czas jazdy: 02:37:18 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3146:24:46 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2922:58:38 h
Czas Jazdy Suma (2023): 38:16:50 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 22:28:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:14:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:00:53 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:52 h
Średnia: 19.19 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego przecinają różnego rodzaju wydarzenia. W tym również postępująca zmiana pogody. Nie powiem - mocno skusiło mnie słońce, nie pozwalało skupić się nad niczym innym jak nad tym aby pojechać w trasę. Jednak trasa wiąże się z pewnymi przykrościami, które powtarzają się dość często. W minionym 2022 r. temat omawiałem 60 razy na różnych trasach. W rozpoczynającym się dopiero 2023 r. temat przewija się już: 8 razy włącznie z dzisiejszą trasą. Chodzi o nic innego jak kolejne wycinki drzew. Te nie spodziewanie się pojawiają wszędzie. Przy drogach czy niegdyś zalesionych terenach. Te traktuje się jak maszynę do pieniędzy. A wiele zła zdaje się zwalać na niekorzystną pogodę. A przecież przez zmiany klimatyczne do których prowadzą ludzie (w nie porównywalnym stopniu wycinają drzewa) - niż niszczy je natura. Wielokrotnie o tym na przełomie lat pisałem. Wskazywałem przykłady tego co się dzieje. I proszę. Początek 2022 r. przyniósł nie spotykaną dotąd skalę wichur - po której porządki nie zakończyły się do dzisiejszego dnia. A mimo to, nieustannie te kurwy pozbawione wszelkiej moralności... Przyjeżdżają do lasów i dokonują kolejnych zbrodni. Kolejne ary, potem i hektary giną bezpowrotnie. To wszystko miesza się w zmiennej pogodzie o której wspomniałem. A także przelotnymi innymi problemami, które odczuwam - głównie przy niektórych zmianach biegów w Aurelii. Tu głównie w przełożeniach powracających na te najlżejsze blaty (28t i 32t). Takie dziwne szarpnięcia, niepokojące dźwięki. A gdyby było tego mało to na cięższych przełożeniach łańcuch nie chce się utrzymać (już nie mówię o 11t ale nawet na takim 15t czy 18t. Po prostu łańcuch jest tak wyciągnięty, że nie daje rady. Czułem to w różnych momentach trasy gdy chciałem trochę przyspieszyć. Miałem ku temu sposobność - korzystnie wiejący wiatr. To czemu nie skorzystać... Niestety nie da się. To wina zjebania przerzutki (jest wykrzywiona, i ma skrzywiony wózek). A także wyrobionego łańcucha, którego przebieg przekracza 12k km. A więc naprawdę sporo. Kończy się napęd z każdą moją trasą. A także kończy się żywot drzew. Kończy się natura i jej piękno, które znamy. Pierwsze niespodziewane wycinki były za Uniborzem. Były tu fajne drzewa - zawsze ładnie wyglądały na wiosnę i jesień. Dziś dwóch z nich już nie ma. Bezczelni mordercy je wycięli. Wycinali również drzewa w sporym lesie ciągnącym się od Golczewa do Błotna. Na wysokości leśnego parkingu (na zakręcie). Wjechali tam kurwy samochodem. Wzięli piły i wycinali. A ja im życzyłem tylko tego aby spadły te drzewa na nich i zakończyły ich nic nie znaczące żywoty. Były to ostatnie chwile gdy na trasie było jeszcze ładnie. Wkrótce się zachmurzyło na dobre. Wiatr się zmógł. Lekka mżawka towarzyszyła mi do końca trasy. Gdy już zjechałem do domu nieco się pogorszyło - mocniej wiało i padało. Zła pogoda dopiero ma nadejść. W jutrzejszy wieczór zaatakować i jeszcze psuć weekend. A przecież tych wolnych dni tak wiele nie mamy. A jeszcze pogoda nie sprzyja... Ja chcę już wiosny :( Nim ją jednak ujrzę podzielę się ostatnimi myślami z dzisiejszej trasy. Odcinek drogi Nowogard - Miętno - Wierzchy - Truskolas. Na przestrzeni ostatnich 8 lat (od 2015 r.) co jakiś czas tu bywałem. I co jakiś czas (regularnie) robi się podchody do wycinania tutejszych drzew... Od mojej ostatniej trasy 50-tki do dziś: Świątecznie i wiosennie:
"na Trasie 50-tce". Ofiarą padły kolejne sztuki. Wkrótce - bo pewnie do tego się dąży - nie przeżyje tu już żadne drzewo. Takie smutne te ostatnie refleksje. Zakończę jednak wpis pozytywnie. Większego wpływu na te skurwysyństwo nie mam... Jednak mam wpływ na to jak spędzę czas. Dziś spędziłem go na trasie 50-tce. I to był dobry wybór. W 2022 r. często robiłem 50-tki i często na końcu mimo zmęczenia była taka pozytywna energia, taka satysfakcja która przeradzała się w absurdalne jak dla mnie uczucie. Te kazało twierdzić, że może być lepiej =) Po dzisiejszej trasie oczywiście te uczucie było. I choćby dla niego było warto jechać. A zapomniałbym jeszcze o jednej ważnej myśli z dzisiejszej trasy! W miejscowości Sikorki mijałem ten stary dom - coraz mocniej zniszczony czasem. Nie mogłem przejechać obojętnie. Zatrzymałem się i porobiłem kilka zdjęć. W końcu nie wiem kiedy (i czy w ogóle) będzie mi dane widzieć go ponownie. Tak samo jest z ludźmi - nie wiemy kiedy zobaczymy się znów i czy w ogóle będzie nam jeszcze taka szansa dana... Smutne te nasze dzieje...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)