Dzisiejsza trasa miała się w ogóle nie odbyć. Dziś w ogóle i całkowicie nie mam na to ochoty. Nie mam na nic ochoty. Czuję się dobity. I wprost nie dowierzam, jak przez kilka msc mogłem się nie skapnąć, że coś jest nie tak! A poszło tym razem o te cholerne zdjęcia co robiłem aparatem Sony DSC HX350. Ten miniony rok 2021 r., był pod wieloma względami ciężki. A już szczególnie robieniu na bieżąco swoich spraw. Dopiero w Grudniu robiłem pierwsze katalogowania zdjęć, poważniej za katalogowania plików w ramach projektu StanPlików2021 się zabierałem. Może gdybym robił to na bieżąco i szybciej nie byłoby tej chujni. Nie mogę jednak zrozumieć JAKIM CUDEM okazuje się, że z aparatu zniknęło mi ok. 5 tyś zdjęć no może 4 tyś w sumie całe zbiory za Maj, wiele za Czerwiec i nawet Lipcowe wyjazdy! A ja się nie skapnąłem, że coś jest nie tak! Po całym katalogowaniu okazuje się, że mam 56 folderów z tras od 11.04 do 31.12. Przecież często robiłem zdjęcia właśnie aparatem a nie telefonem. Zabierałem go właśnie na Urbexy, gdzie potrafiłem nawalić po 200-300 zdjęć z jednego wypadu. A teraz się nagle okazuje, że wszystko przepadło. Tak przypadkiem to odkryłem choć wiedziałem o problemie wcześniej - to chyba była druga połowa Grudnia. Gdy chciałem po zgrywać w końcu zdjęcia z aparatu ale się nie dało części folderów po zgrywać. Bo właśnie wywalił się błąd na karcie pamięci, a wraz z nim niebyt przepadły te pliki! Już to mnie załamało do końca, w godzinach pracy. Kilka msc starań, jakieś zabawy czy małej radości w tym chujowym życiu. I wszystko przepadło. Wyszło tak przypadkiem, tak nagle do mnie dotarło, że tak się stało. I, że tych kurwa plików mam za mało! Powinienem mieć znacznie więcej. No kurwa... Taki dobity, próbując ratować to, odpaliłem parę programów do odzyskiwania danych. Najbardziej chciałem znaleźć ślad po zaimportowanym folderze z aparatu, w którym byłaby ta struktura katalogów. Wiedziałbym wtedy dokładnie o które dni chodzi. W najgorszym rozwiązaniu pozostaje mi kopia z Facebooka, pewnie nie kompletna w 100%. Ale to nie jedyny problem. Drugi, nie byłby to ten sam plik i ta sama jakość. A to znowu nie wszystkie problemy. Nie miałbym już żadnych metadanych nic do tego pliku. :( Życie naprawdę kurwa nie ma sensu. Starać się. Robić coś w życiu. I po co? Skoro wszystko może w jednej chwili przepaść... A jeszcze nie tak dawno: Noworoczne ognisko. Zabawa tym aparatem wypełniała smutne chwile w moim życiu. Była naturalnym uzupełnieniem radości jakie dawał mi rower, zwiedzanie wsi, pięknych choć starych miejsc. Często czasem i życiem zniszczonych jak ja... Może widzę w tym jakąś analogię do swojego życia? Eh...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 965
Trasa nr [łączna]: 1045
Trasa nr [na blogu]: 959
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 3
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1035 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 949 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4605.46 km
Stan Licznika Końcowy: 4624.7 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4625.07 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17215 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 17234 km
Maksymalna prędkość: 30 km/h
Przejechałem: 19.24 km
Przejechałem [msc]: 62.93 km
Przebieg roweru [rok]: 62.93 km
Przebieg roweru [suma]: 41317.24 km
Przejechalem w 2022: 62.93 km
Podroż dookoła świata (2022) 0.1573 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 103.2931 [%] km
Czas jazdy: 01:07:06 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2598:06:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2374:40:17 h
Czas Jazdy Suma (2022): 03:46:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:46:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:15:22 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:15:22 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:39 h
Średnia: 17.23 km/h
Trasa jak już wspominałem miała się w ogóle nie odbyć. Jednak ostatkami rozsądku, choć przybity, choć z nadzieją, że coś mnie pierdolnie po drodze... Skorzystałem z tego ostatniego ciepłego dnia na początku roku. Nie wiadomo kiedy znowu taka okazja się powtórzy. Tak bardzo brakuje mi wiosny, jakiegoś celu w życiu. Wszystko już straciłem, wszystko przegrałem i zniszczyłem. I co mi pozostaje teraz? Żyć w smutku i zapomnieniu? Tak sobie jeszcze parę dni temu myślałem, że tak bardzo chciałbym zacząć życie na nowo. Naprawdę na nowo, na czysto, z czystą kartą. Bez żadnych dawnych błędów, które się za mną ciągną od niepamiętnych już lat. Może byłoby mi wtedy lepiej jakby się udało uniknąć pewnych błędów. Może obecna rzeczywistość byłaby dla mnie lepsza. A tak jestem sam, bez nadziei, bez życia. W takiej pustce robiłem tą trasę. Mając nadzieję zamknąć w niej jak najwięcej z tego cholernego dnia. Ten pomysł zepsuła mi nie mniej pogoda. Ciągle padało i padało. I teraz znowu się tak stało, wraz z nadchodzącym mrokiem spadł deszcz. A moja podróż się przed wcześnie skończyła. Może gdybym jeździł dzisiaj dłużej nie doszłoby do kolejnych złych zdarzeń jakie miały miejsce dzisiejszego po południa? Najwidoczniej tylko w tym pierdolonym życiu potrafię wszystko spierdolić :( A jeśli chodzi o samą trasę. Realizowałem cel, którego nie udało mi się zrealizować wraz z dniem 01.01. obecnego już 2022 r. A mianowicie spojrzeć czy te pierdolone rury nadal na lotnisku w Makowicach są. I niestety były. Nic się nie zmieniło. Ani jednej nie ubyło. Nadal jest ich całe 37 sztuk. Jak z końcem Września 2021 r. porzucili tak te 37 sztuk, tak te cholerne 37 sztuk nadal tu jest. Wracając z lotniska, zajechałem jeszcze na wierzę kontroli lotów, i budynki które były za nim. Mam do tego miejsca sentyment, tym większy, że Makowice-Lotnisko:
"Śladami historii 2". Właśnie z tych miejsc przepadły mi zdjęcia... Gdy robiłem nowe szlakami śladami historii Makowic Lotnisko. Robiłem je już z tym cholernym aparatem. Wcześniejsze (w 2019 r.) robiłem z telefonem. Ale to nie było to samo. Teraz jakość, przemyślenie czy scenerie. Teraz tak będzie. Tyle sytuacji, tyle miejsc będzie mi przypominać o tym co straciłem, co bezpowrotnie ode mnie ubyło. A wszystko przez pewne zaniechania. Gdybym robił kopie, na bieżąco katalogował te pliki. To może by tego nie było. No ale kurwa nie zakładałem, że coś takiego może się wydarzyć! Nigdy żadna awaria, nie pochłonęła aż tyle danych co na tym pierdolonym aparacie. I to już po kilku miesiącach używania go. Zniechęciłem się tym samym do dalszej zabawy nim. Zniechęciłem się do roweru. I życia. Najlepiej by było kurwa umrzeć. Jeszcze najlepiej dziś. Po co dalej tkwić w tym czymś co nawet nie jest życiem. Jebaną egzystencją. Oczekiwaniem na ten dzień,w którym w końcu stąd odejdę. Wracając z tego cholernego lotniska dopadł mnie deszcz. Mając jednak na niego wprost mówiąc: wyjebane, pojechałem dalej na Dobiesław i Słudwia. Jakoś nie miałem ochoty wracać przez Jarzysław, wzdłuż drogi DW152... Wolałem tamtymi stronami wrócić... Może gdybym dzisiaj więcej pojeździł to losy dzisiejszego dnia ułożyłyby się inaczej? :(
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)