Trasa z dnia dzisiejszego na nowo rozwija swoje skrzydła w leśnych stronach. Choć podobnie jak wczoraj: Ambitne Iglice 2!. Las całkowicie nie pochłania mnie.. I czasu jaki w nim spędzam. Może być epizodem. Choć na wczorajszej trasie lepiej to widać - jest w końcu dłuższa i bardziej zmienna niż dzisiejsza. Dzisiejsza miała bardziej przypominać wyjazd: Chichot losu w lasach Północy. Z większą ilością lasu! Tak jednak nie jest. Początkowo planowałem właśnie stanąć pod Powalicami, wyjechać na Rzesznikowo. Wjechać może nawet do samego Rzesznikowa. I potem zacząć wracać na leśniczkówkę przy Powalicach. W wpisie (WPIS=1671), na który się powołuję - napisałem ale to nim sprawdziłem ślady GPS, że kierowałem się zamiast na Rzesznikowo w stronę Rymania. Tak mnie się przynajmniej wydawało... Prawda jest nieco inna. Kierowałem się z powrotem na Powalice (od strony leśniczówki). I gdybym w porę nie nakręcił to w ogóle bym na tą leśniczówkę wyjechał. No ale wtedy nie pomógłbym starszemu małżeństwu z wnuczką.. Wydostać się z lasu. I albo sami by się domyślili, że źle idą albo by bardziej pobłądzili nabijając sporo kilometrów.. A to już nadchodził wieczór w odróżnieniu od dnia dzisiejszego.. No właśnie dzisiaj szykowałem się na wieczór i na taki wariant trasy. Na której to zaliczam Rzesznikowo. I wracam lasem, tą słabej jakości drogą w stronę leśniczówki Powalice. Ale... ale właśnie. W trakcie dojazdu do leśnego parkingu w Skrzydłowie wpadłem na pomysł, który zrealizowałem. Aby właśnie pojechać pod Powalice. I wrócić przez Rymań na Rzesznikowo i Skrzydłowo (wzdłuż ścieżki rowerowej) biegnącej przy drodze DW112. Jakoś lasu już nie czułem. Jestem po prostu nadal zmęczony po wczorajszej trasie.. Po bezsennej nocy.. Nie spało mi się za dobrze. I niestety ale wczorajszy wieczór miałem bardzo słaby. Dorwały mnie gorsze myśli. Wyrzuty sumienia, za wszystkie błędy jakie zrobiłem w ostatnim czasie.. Do tego dochodzi nie zrozumienie rzeczywistości w której żyję :( No i wieczór.. W zasadzie noc miałem załatwioną. Jak to dobrze, że dziś w ogóle wolne. Z okazji Dnia Edukacji Narodowej. I jak to dobrze, że wczoraj pojechałem na tą Ambitną Iglicką trasę. Dziś była gorsza pogoda. Padało z rana. Było szaro. Mglisto. W ogóle tak wilgotno i nieprzyjemnie. Bliżej po południa nieco się uspokoiło. Ja w końcu nadrobiłem bloga. Zrobiłem ostatnie wpisy (od WPIS=1668) po WPIS=1672. I mogłem z czystą głową dzisiaj jechać. A i tak się złożyło, że dzisiejszy wpis robię na bieżąco. Wróciłem w miarę szybko. Wciąż mam siłę to robię.. Wróciłem jeszcze za widnego.. Lampki mi się dzisiaj nie przydały. No ale przezornie warto być zawsze przygotowanym! Szczególnie, że to już ten czas, że dni coraz krótsze.. Dzisiejszy dzień zapewnił mi fajne po południe i mile spędzony czas na rowerze..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1682
Trasa nr [łączna]: 1759
Trasa nr [na blogu]: 1673
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 147
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1745 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1659 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28790.2 km
Stan Licznika Końcowy: 28813.6 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28620.02 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7247 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7271 km
Maksymalna prędkość: 24.5 km/h
Przejechałem: 23.4 km
Przejechałem [msc]: 227.79 km
Przebieg roweru [rok]: 4128.2 km
Przebieg roweru [suma]: 65561.66 km
Przejechalem w 2025: 4128.2 km
Podroż dookoła świata (2025) 10.3205 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 163.9042 [%] km
Czas jazdy: 01:44:12 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4179:04:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3955:38:21 h
Czas Jazdy Suma (2025): 263:36:03 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:10:27 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:54:30 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:36 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:06 h
Średnia: 13.5 km/h
Dzisiejsza trasa była jak już wspomniałem nieco inna niż planowałem. A i tak fajna. I tak przy lasach. I nie koniecznie przy samych lasach. No ale spokojnie. Jeszcze zdążę się po lasach najeździć. Do planowanych 5k km/rok - znaczy tyle muszę zrobić.. Jeszcze trochę mi brakuje. Bez dzisiejszej trasy to 895 km. Jeśli z tym wynikiem skończyłbym październik oznaczałoby to konieczność robienia po prawie 450 km przez listopad i grudzień. A więc wciąż dużo. Wciąż muszę się jeszcze postarać. Najbardziej zależy mi na tym aby zrobić jak najwięcej kilometrów w październiku. Np. z 500. Dzięki temu będę miał mniej do zrobienia i w listopadzie i w grudniu! I jakoś dociągnę do tych 5000 km. Muszę. A czas mi nie sprzyja. Wracają dawne wspomnienia i smutki. I w ogóle są takie ciężkie dni. Wypełnione samotnością w momentach gdy najbardziej potrzebuje się wsparcia i innego człowieka. To o to najtrudniej. Ratuje mnie jakakolwiek interakcja ale o to jest trudno. I nie mogę liczyć na to, że codziennie uda mi się z kimś pogadać choćby przez telefon.. I jakoś przetrwam kolejny dzień. A co później? A co dalej..? Nie mogę żyć tylko na nadziei, że może się uda a może się nie uda.. Mniejsza.. O to. Dzisiaj w ogóle myślałem, że ruszę się nieco później na tą trasę. Przygotowałem sobie moją główną lampkę Magshine F3. Nieco wysłużona. W końcu w grudniu minie 10 lat jak ją mam. I tyle razy co była naprawiana.. Wysłużona. No ale nie ma godnego dla niej następcy bym mógł wymienić na coś nowszego. Dzisiaj jednak z lampki nie skorzystałem. Udało się wrócić przed zmrokiem. A dni coraz krótsze. Na ten przykład wczoraj w Płotach zachód słońca następował o godzinie 18:06. A dziś już o godzinie 18:04. To już kolejne 2 minuty różnicy. Za 2 dni zachód słońca spadnie do godziny 18. I poleci. Więc.. Nie bez powodu napisałem w tytule wpisu: "jeszcze za dnia". Dziś owszem. A następnym razem? Może się nie udać. A na pewno jeszcze tu wrócę. Możliwe, że nawet na tej samej trasie - tym samym wariancie co dziś. Bo wydaje się ten wariant bardzo ciekawy. Ruszam spokojnie po PŻ15 z parkingu leśnego w Skrzydłowie. Problemem i trudnością jest przejazd przez tą kamienną drogę. Prawie 2 km męki. A potem już idzie. Choć mi nie szło. Mokra od deszczu ziemia. Nie pod pomowane opony. Dawno nie sprawdzałem stanu powietrza. I na bank mam mało i z przodu i z tyłu. Gdzie z przodu to najgorzej.. Bo z przodu mam tę wykończoną życiem i przebiegiem oponę Schwalbe z 2018 r. Której przebieg zbliża się do 50 000 km! A ja męczę tą oponę w dużej mierze jazdą w niesprzyjających warunkach i leśnym terenie. Jakoś mi te lasy weszły w potrzebę w połowie września: Leśnymi drogami Powalic. I trzyma mnie to nadal. I nadal jeżdżę po tych lasach! Mimo, że przebieg przedniej opony zbliża się właśnie do 50k km. Powinienem uważać. A tym czasem nawet nie napompowałem ani przedniej ani tylnej opony (gdzie z tyłu mam Continentala). Trochę o tym dziś myślałem by czymś zająć głowę. A to pierdoły właśnie o pompowaniu opon. A to planowana Ambitna Trasa Iglic z MM. O ile da się jego wyciągnąć. Pewnie będzie oponował. Choć tak źle dla niego nie będzie bo tak naprawdę nawet 40 km w sumie nie zrobi, uwzględniając pewne ułatwienia jakie mogę jemu zapewnić na trasie! W moich rozważaniach skupiałem się także na kolejnych sukcesach.. W tym roku rowerowym mimo tego, że trochę mi nie idzie.. To ciągle na coś czekałem. Na 65k km z Aurelią: "65 000" Aurelio !:"
- Trasa Gdańsk - Tczew. I to już nastąpiło. Teraz czekam na 50k km przedniej opony. I to nastąpi.. Wkrótce. Te 50 000 km przedniej opony nastąpić ma za dokładnie 1088 km po 65k z Aurelią. A więc już niedługo. Licznik km musi dobić do 66 088. A bez dzisiejszej trasy dobił do: 65 538. I kolejny moment.. na który się czeka.. To 1500 tras na przedniej oponie z Aurelią. O ile oczywiście to nastąpi. Bo do tego wyniku jeszcze sporo brakuje (do WPIS=1805). A jeszcze nie mamy wpisu 1700 ani tym bardziej 1700+. Moje rozważania o oponie łączą się również z małymi dolegliwościami, które powracają. Te cholerne stukanie, odczuwalne na kierownicy. I to bardziej na prostych drogach! W lasach nie czuję. Na 95% to widelec. Myślałem, że stery. Byłem pewny, że stery ale nie. To musi być widelec. Narażony na różne atrakcje.. :-) Zmienność pogody, temp. I różne, róże dni! Bo z tym wiąże się każdy wpis. A im ich więcej - tym właśnie te zmienności są istotniejsze.. No i mam czym zająć głowę. No cóż - jak już wspominałem. Trasę rozpoczynałem drogą PŻ15. Tu jeszcze w miarę. I coraz bardziej kolorowo. Głównie żółto.. :-) Mimo, że dziś szaro.. To i tak ładnie. Najgorsze jest jednak to, że ta ziemia mokra. Ciężko się jedzie. Jechałem tak bez sił - wlekąc się tak 12-13 km/h. Ja prawie godzinę czasu wlekłem się pod Powalice - gdzie jest ok. 11 km. To masakra. Nie jest jednak na szczęście dużo kałuż. Jednak i tak było ciężko. A po szutrówce w ciągu drogi PŻ14. Wcale nie lepiej. Tam też nie miałem sił. Nieco lepiej jechało mi się już samym asfaltem na Rymań. A potem DDR na Skrzydłowo. Gdzie było już sporo liści na tej DDR.. Jesień.. Jednak najbardziej dobija mnie ta szarość dni. Wiąże się z nią taki smutek.. Ostatnim fajnym wydarzeniem z dzisiejszej trasy było minięcie wsi Rzesznikowo. Gdzie na pobliskich przy DDR ławkach, takim punkcie na odpoczynek - gdzie są ławki, stolik - było sporo młodzieży z Rzesznikowa. Chciałbym być w ich wieku. I mieć znajomych.. Być członkiem takiej ekipy.. Sporo w życiu straciłem.. Mimo wewnętrznego smutku te minięcie tej młodzieży jakoś podniosło mnie na duchu. Wkrótce wjechałem już w Skrzydłowo. I pomimo tego, że mógłbym skrócić sobie drogę i odbić z DDR na DW112 postanowiłem wrócić w urwaną w lesie DDR, po której czekało mnie jeszcze 0,5 km jazdy brukową drogą. To tak w nagrodę za ambicje. Nie ominę przecież przeszkód i gorszych dróg.. Po to aby wykpić się łatwością! Nie o to przecież chodzi. A o to aby pomimo chujowości życia, trzymać iluzję ambicji. Zresztą już podobnie pisałem w wpisach z ostatnich dni: Zwątpieniami, Nocami i Lasami - pisałem we wpisie tak: Trzeba mimo smutku i żalu w życiu zachować jakieś pozory ambicji... I w pełni się z moimi słowami z przed kilku dni zgadzam. W sumie te kilka dni temu (a dokładnie tydzień temu) - ładniej napisałem niż dziś. I obyło się bez pisania, że życie czy dni są chujowe... :-) Niech będzie, że po prostu dni są smutne, wypełnione żalem, zwątpieniem.. I chyba najbardziej tą nie pewnością jak to będzie jutro. Jak to będzie kolejnego dnia.. Dla mnie to niepewność i nieznane, a dla czytelników to pewnie już odkryta historia, jeśli po dzisiejszym wpisie są opublikowane kolejne..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)