Dzisiejsza trasa po moich ostatnich sukcesach (i w Szczecinie) itd. Była porażką. W sumie rozważałem czy dzisiaj jechać na rower czy nie. W 90% byłem przekonany, że mi się dzisiaj nie uda. Zawiodły kwestie zdrowotne, znacznie gorzej się czułem co utrudniało mi jazdę. I pogoda jest też taka do dupy. Co prawda świeci słońce, wydaje się, że jest fajnie - słonecznie. Ale to tylko oszukiwanie siebie. Tak naprawdę jest silny wiatr, jest chłodno i nieprzyjemnie. Nie mniej myślę, że gdyby nie kwestie zdrowotne - trasa by się udała. No tak po prostu niekiedy bywa, że się nie udaje, ma się gorszy dzień. Nic na to poradzić nie można. Rodzi się jednak odwieczne pytanie. Czy właściwe jest podjęcie próby działania nawet w obliczu prawie 100% szansy porażki? Ja myślę, że tak. Bo mimo wszystko podjąłem próbę pojechania na trasę (chciałem dzisiaj na Brodniki jechać), ale mi się po prostu nie udało. Przegrałem sam ze sobą, swoimi słabościami. Taka porażka nie mniej nie jest powodem do hańby. Spróbowałem i nie wyszło. Może następnym razem będzie lepiej, w końcu po mojej ostatniej porażce: Porażka, przyszły lepsze dni, i nowe sukcesy. Podobnie rzecz miała się z porażkami w poprzednich latach o np: Las albo (także z 2017 r.) Nieudana trasa. Także, porażki nie oznaczają wcale niczego złego :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 334
Trasa nr [łączna]: 418
Trasa nr [na blogu]: 332
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 7
W tym roku: 147
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 413 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 327 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9596.2 km
Stan Licznika Końcowy: 9600.04 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9509.01 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9354 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9358 km
Maksymalna prędkość: 28.1 km/h
Przejechałem: 3.84 km
Przejechałem [msc]: 178.28 km
Przebieg roweru [rok]: 6046.91 km
Przebieg roweru [suma]: 16917.72 km
Przejechalem w 2018: 6046.91 km
Podroż dookoła świata (2018) 15.1173 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 42.2943 [%] km
Czas jazdy: 00:26:40 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1066:13:15 h
Czas Jazdy Suma (blog): 842:47:07 h
Czas Jazdy Suma (2018): 375:42:46 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:16:16 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:11 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:31:24 h
Średnia: 8.86 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego miała być w najgorszym razie drugą trasą 20-tką pod rząd, albo lepiej trasą na Brodniki, na które w tym roku wyjątkowo wiele razy jeździłem. Nie wyszło jednak ani nic z trasy 20-stki ani nic z trasy Brodniki. Dzisiaj nie byłem po prostu wstanie nigdzie dojechać. Już sam fakt, że mimo bardzo nie sprzyjających warunków zdrowotnych wyszedłem z domu i pojechałem. A mogłem z powodzeniem to olać, i dać sobie spokój. Nie zrobiłem jednak tego licząc się z porażką. Już pierwsze metry za domem były ciężkie. Już przed wahadłem na Karczewie wiedziałem, że jechać dalej nie ma sensu. Związku z czym skręciłem na wieś Karczewie. Na końcu wsi Karczewie w stronę lasu, wpierdzieliłem się w błoto.. Boże co tu się odpierdala. Błoto po kolana, porozjeżdżane te drogi, pola, poniszczone wszystko. I trwa w najlepsze wesoła zabawa w piasku z dużymi zabawkami ... Jak ta budowa drogi S6 jest męcząca. Trwa ona już prawie 2 lata, wkurwia, męczy. Co prawda widać już jakieś postępy. Ale jak przyjdą takie dni jak dzisiaj to jest masakra. Nie da się tutaj przejechać. Błoto, syf. W ogóle wychodzi na to, że nie będzie przejazdu z Karczewia do lasu (ani w drugą stronę) jak było do czasu rozpoczęcia budowy drogi S6 -.- i obwodnicy Płotów. Pozbawia się mieszkańców Osiedla na którym mieszkam, wsi Karczewie, bliższego dojazdu do wioski. Nie wiem jak to będzie ale nie podoba mi się to. Sytuacja jaka mnie tutaj dzisiaj zastała jest bardzo podobna do sytuacji z początku roku, gdy odwiedziłem te strony na trasie: Las Ofiarny. Na tej trasie podjeżdżałem pod Karczewie. Chodź pod same Karczewie nie zajeżdżałem. Nie mniej problem odnosił się do syfu, błota, i syfu na placu budowy. Mija sporo czasu, a nie wiele się zmienia. Budowa, prace wciąż trwają. Gdyby tego było mało, to kolejne problemy wciąż są aktualne (piszę o nich właśnie we wpisie Las Ofiarny) - wyniszczone, wycięte drzewa w lesie, który widzę za okna domu. Ten syf, burdel - pozostał tutaj do dzisiaj. Porozjeżdżana ciężkim sprzętem droga. Poniszczone drzewa, połamane, pocięte. I tak zostawione na wiele miesięcy. Tak zostawione po dziś dzień. Całą drogę, odkąd minąłem Karczewie, kląłem na tych wszystkich skurwysynów. I tych od wycinki drzew i tych od budowy drogi. Z żalem opuściłem te spustoszone ludzką chciwością miejsca i pojechałem okrężną drogą na rodzinne osiedle.. by skończyć dzisiejszą trasę. By zapomnieć o tym obrazie nędzy, i rozgoryczenia, jaki ujrzałem. Przy tym co zobaczyłem, moja dzisiejsza porażka nie ma żadnego znaczenia.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)