Dzisiejszy dzień miał poprowadzić mnie szlakami nowych przygód i wyzwań. A tym czasem jest niczym innym jak powtórką z zeszłorocznego serwisu, który się nie powiódł: Gryfice: serwis i Gryfice: test nowego osprzętu. Choć w odróżnieniu od tych odległych wydarzeń wszystkie awarie, niosące kolejne niepotrzebne koszty nie ukazały się od razu jak w tym wypadku. Po nie całych 35 km trasy jebnęła nowa przerzutka Shimano m4000. Straty są jednak zgoła większe aniżeli tylko przerzutka. Rozerwany łańcuch, pokrzywione szprychy na tylnym co dopiero zrobionym kole. Jedna szprycha aż zrobiła wyrwę w obręczy. Widoczne wybrzuszenie. To może się powiększać i w konsekwencji może dojść do uszkodzenia całej felgi, która po prostu pierdolnie i tyle. Więc cały serwis, nowe części - idą się jebać. Same straty. A szło tak dobrze. Nie jestem nawet na to finansowo przygotowany. W końcu od paru miesięcy po kolei zbierałem kolejne części i szykowałem się powoli na ten duży serwis. Nie brałem jednak pod uwagę wymiany tylnego koła. Co prawda miało luz, ale myślałem, że wystarczy go usunąć. Okazało się natomiast, że wyrobiona była lewa czy prawa miska z kulkami, gdzie się posypały kulki i szlak trafił konus. Wobec spartolenia dzisiejszej roboty nie widzę sensu w naprawianiu koła. Te zostało naprawione ale co z tego skoro tą naprawą nie zdążyłem się nacieszyć a koło i tak będę musiał wyjebać bo serwisant spierdolił robotę. Tu wszyscy kurwa dookoła pierdolą wszystko i nie ma żadnej odpowiedzialności za to co robią. Do kurwicy doprowadza mnie to podejście i brak możliwości żeby coś z tym zrobić. Przynajmniej w majestacie prawa. Bo ja widzę jedno rozwiązanie: podpalić im kurwa ten zakład. Żadna firma ubezpieczeniowa nie powinna gnojom nic wypłacać. Jak można stwierdzić, że coś się zepsuło bo jest stare, skoro nim trafiło w łapska tych pseudo serwisantów to działało. Więc to ich wina. U mnie poszło w sumie o przerzutkę. Ta rzekomo miała nie współgrać z manetką Shimano Tourney ST-EF65. To skoro coś nie działa to po jakiego chuja gościu w ogóle to montował?! I to bez żadnej konsultacji. Jak tak to bym mu tego nie kazał robić. A tak zamontował wiedząc dobrze, że to nie działa, że przerzutka nie działa prawidłowo. Szarpie łańcuchem, nie ustawia poprawnie przełożenia. Jazda na tym była masakrą, co jakiś czas się jednak uspokajało to pozwalało mi twierdzić, niepotrzebnie i ze stratą dla mnie utrzymywać w przekonaniu, że jakoś dojadę. A teorię serwisu, że to wina manetki potwierdzę po niedzieli jadąc do innego serwisu. I ew. jadąc z nadzieją kupienia nowej manetki. Choć to może być problem. Od 2020 r. jest problem z dostępem do części rowerowych. Nie dość, że ceny są wyjęte z dupy tych materialistycznych kurw, to jeszcze jakość tak spadła, że żadne niecenzuralne słowa w żadnej kombinacji tego nie oddadzą. Na domiar złego mamy jeszcze do czynienia z brakiem dostępu do części. A tu dochodzi do ich marnotrawienia i niszczenia! W Sierpniu 2020 r. kupowałem tą polecaną wówczas przerzutkę Shimano M4000. Kosztowała 120 zł. Obecnie kogoś pojebało i to naprawdę równo - nie jest praktycznie dostępna na rynku. A jej koszt to blisko 500 zł: Przerzutka Shimano m4000 (tył). Na domiar złego okazało się, że to przerzutka 9s a nie 8s. Ale skoro ją zamówiłem to musiałem mieć informację, że się nada. Teraz mam problem aby to potwierdzić. Chyba na grupie Rowerowe Porady (Facebook) mi ją polecili. Ale te kurwy parę dni czy już tygodni temu mnie tam zablokowali. W ogóle w nieuzasadniony sposób. Banda kurwa śmieci i ćwoków. Wszędzie brakuje tej kontroli nad tym co się wyprawia. Niczym nieuzasadnione banowanie, odcinanie od dostępu do wiedzy, informacji. To powinno być całą stanowczością karane przez niezależne instytucje, które rozpatrywałyby odwołania. Tego chamstwa i skurwysyństwa jest coraz więcej. A przecież normalnych "forów", miejsc dyskusji itd. Praktycznie już nie ma. Wszystko przeniosło się na te zasrane socjal media w tym największe zło jakie można sobie wyobrazić w postaci Facebooka. Mamy ponadto jakieś Tłik Tłoki, Twłittery i inne zło. Jak dochodzi jednak do jakiś spornych sytuacji jak u mnie to oczywiście winnych nie ma. I żaden serwis, serwisant nie weźmie odpowiedzialności na siebie. A będzie trudno z poszanowaniem prawa go do tego zmusić i coś mu udowodnić. Pozostają więc metody samodzielnego szukania sprawiedliwości w postaci np. podpalenia mu tego jebanego zakładu aby już nikomu nie zaszkodził!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 874
Trasa nr [łączna]: 955
Trasa nr [na blogu]: 869
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 13
W tym roku: 129
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 946 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 860 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 608.4 km
Stan Licznika Końcowy: 642.99 km
Stan Licznika Końcowy2*: 642.36 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13229 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13264 km
Maksymalna prędkość: 33.2 km/h
Przejechałem: 34.59 km
Przejechałem [msc]: 642.99 km
Przebieg roweru [rok]: 5323.32 km
Przebieg roweru [suma]: 37334.68 km
Przejechalem w 2021: 5323.32 km
Podroż dookoła świata (2021) 13.3083 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 93.3367 [%] km
Czas jazdy: 02:08:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2359:30:27 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2136:04:19 h
Czas Jazdy Suma (2021): 335:30:39 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 40:33:04 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:07:10 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:36:03 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:38 h
Średnia: 16.21 km/h
Trasę czy dzisiejszy dzień trudno w ogóle uznawać za udany. Zbyt dużo na nim poniosłem strat i to jeszcze w specyficznym okresie, gdzie jest problem z dostępem do jakichkolwiek rowerowych części. To nie są takie jak dawniej czasy, że bez trudu wszystko było i to w rozsądnych cenach. Teraz ceny są przesadne. Wiem to po tym ile wydałem na napęd, i drobne rzeczy dzisiaj - dodatkowo jeszcze ile dopłaciłem - kupując 3mb pancerza, kupując linki, oraz końcówki do linek i pancerzy. Ponadto kupiłem 2 pary klocków, które już w tym roku testowałem i są niezłe. Na długo starczają, dobrze sobie radzą. To wziąłem - choć nie są najtańsze jak na zwykłe v-braki. No ale po kolei, moje koszta rozchodzą się następująco: Korba Shimano Tourney FC-TY301 48T 170mm - 89 zł, Łańcuch HG71 - 94 zł, Przerzutka Shimano M4000 - 120 zł, Kaseta CS-HG41 - 170 zł. Przesada jest pod względem kasety - zamawiałem ją w Marcu 2021. I już wówczas były problemy z dostępem do części. I takowe nadal są. Ceny przesadzone, z kosmosu. A to nie koniec wydatków. Przed serwisem kupiłem właśnie wspominane klocki 2 pary po 26 zł za jeden komplet (52zł) - Nexelo, wspominane już 3mb pancerza - 12 zł (4 zł za mb), 2 linki hamulcowe - 6 zł (3 zł za jedną) oraz końcówki pancerza - 3 zł (0,50 zł za 1 sztukę) - kupiłem 6 sztuk. Niektóre rzeczy naprawdę tanie, parę złotych, nic nadzwyczajnego. Tylko, że suma kosztów i tak wyniosła mnie 73,60 zł. Do tego koszt samego serwisu: 70 zł. Podsumowując za części dałem w sumie (cały napęd + te dodatki): 546,60 zł + 70 zł za usługę serwisową. Ta usługa, biorąc pod uwagę ilość zrobionych czynności nie była przesadnie duża. Nawet bardzo mała. Tyle, że serwis ani wycieczka się nie powiodła. Od razu odbierając rower dowiedziałem się, że przerzutka czy raczej manetka "przekłamuje" i na tym się nie da jechać. Wobec tego dlaczego w ogóle zostało to złożone, skoro wg. serwisanta to nie działa?! Faktycznie jechało się na tym strasznie źle. Ale jechałem. Robiłem pierwsze kilometry po Goleniowie, jechałem na te Maszewo. Strasznie się męcząc po drodze przez źle działającą przerzutkę. Pagórkowata droga DW113 też się dawała we znaki. Moim celem była opuszczona octownia w Maszewie: Octownia Maszewo. Nie udało mi się jednak na nią wejść. Obejrzałem z zewnątrz piękny wielki budynek, przy nim blaszane hale. Stały również jakieś "beczki", takie wielkie drewniane w których musiały być wyrabiane jakieś materiały do działania ów octowni. Szczerze to nadal nie wiem jak dokładnie działały takie budynki jak te całe gorzelnie. Czasami zostaje ich bogate wyposażenie, i można się domyślać jak to działa. Dzisiaj umknęła mi piękna przygoda - zwiedzania Octowni wraz z jej całym wyposażeniem. Niestety nie miałem gdzie przypiąć roweru i ostatecznie na teren Octowni nie wszedłem. A przecież nie zostawię roweru bez opieki. Na jej teren też od razu nie trafiłem. Wyjechałem nieco za daleko. Na szczęście natrafiłem na lokalnego przewodnika, który mnie tu zaprowadził. Ale bał się tam wchodzić ;) Wejście było możliwe - jest wybite okno od portierni. I nim można przejść. Brałem się już za te przejście, ale nie wziąłem klucza do zabezpieczenia uLock. Więc ostatecznie nie wszedłem do tej Octowni. Miałem tu niedługo wrócić samochodem. Miałem dojechać do Goleniowa i wrócić. Taki był plan. Parę kilometrów później plan wziął w łeb. Problemy zaczęły się już w zasranej wsi Mosty, gdzie przystanąłem na dłuższy odpoczynek. Pogryzły mnie jakieś osy czy inne skurwysyństwo, tylko oblałem się w wyniku tego niespodziewanego ataku pitą właśnie pepsi... Kawałek dalej - dosłownie - spadł mi łańcuch z korby ze środkowej zębatki na najmniejszą i nie chciał się ułożyć. Nie szło kręcić ani w tył ani w przód - blokowało się. Zmniejszyłem na manetce przełożenie na 1, i tak nie szło. Pokręciłem trochę na manetce śrubą od jej regulacji i jakoś poszło. Pokręciłem w miejscu działa. Nie ujechałem nawet 1 km. Przerzutka tylna a przecież regulowałem przód, przegięła się w stronę koła. Walnęła i wygięła szprychy. Pękła obręcz. Przerzutka przegięła się przez łańcuch, rozrywając go. Same kurwa straty. Długo tam stałem i kląłem na tych wszystkich partaczy. Fajna przerzutka Shimano m4000. Teraz praktycznie nie do kupienia - zresztą jak wszystko, idzie do śmieci po nie całych 35 km. Do tego rozwalone koło. Przecież ten śmieć z serwisu mi za to nie odda. Ja już ich kurwa bajki znam, to nigdy nie jest ich wina. Nic mi nie poszło dzisiaj. Ani serwis ani wycieczka. Nic. Same straty. Cały dzień przeklinania, wkurwiania się i szukania ofiary na której się wyżyję. W tym na pierdolonych samochodziarzach, którzy mieli czelność się odzywać, że stoję na ulicy. A gdzie mam kurwa stać?! Co to kurwa moja wina, że tu mi pierdolnęło?! Do Goleniowa już daleko nie zostało. A jednak się spierdoliło do końca. Same straty. W tym czas, paliwo na dojazd. Trzeba będzie przecież kupić nowe koło. W takim razie nie rozumiem po jakiego chuja było w ogóle te koło naprawiać.. znaczy piastę (FH-TX-500). A tak myślałem aby zmienić te koło od razu przy serwisie. Tylko wówczas byłbym dodatkowo stratny bo straciłbym nową obręcz. Znowu płacić za przeplatanie co dopiero kupionego koła... Każdy kurwa mój serwis, no kurwa każdy musi się tak kończyć?! Rok temu ta sama historia. Same straty, denerwowanie się. Jeżdżenie na nowo. I teraz z powrotem ten sam problem?! To już mnie doprowadza naprawdę do granic wszystkiego. Dzisiejszy dzień to załamka. No ładnie sobie kurwa rozpoczynam przymusowy urlop na który nawet nie chciałem iść.. No ładnie.. Do Goleniowa i już dalej wróciłem autem. Dzisiejszy dzień bardzo się dłużył. Jeszcze nie jedno zło mnie dzisiaj czekało. Jechałem autem do Stepnicy po matkę. Potem wracaliśmy alternatywną drogą na Babigoszcz, ostatecznie jednak tam nie trafiłem przez remonty, ciągnące się kilometrami remonty drogi w zasadzie z pod Stepnicy po sam Wolin. A przy okazji jebanego remontu, co kawałek zwężenia, przejazd jedną stroną drogi bądź w ogóle brak przejazdu - był również brak oznakowań na drodze. Bo po co one nie? Były kiedyś tablice gdzie skręcić by gdzieś dojechać teraz ich zabrakło. Jedynym pocieszeniem na koniec tego chujowego dnia było zrobienie przeze mnie paru fajnych zdjęć - zachodu słońca i połówkowego księżyca.. Chociaż tyle, na pocieszenie po tym nieudanym dniu.. W tym moim nieudanym życiu..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)