Dzisiejsza trasa jest kontynuacją nie jako "tradycji" - aby po kolejnych "5k" km z Aurelią - zrobić taki wpis, którym zaznaczę nowy etap w życiu, w którym wiele się może zmieniać: "65 000" Aurelio !:"
- Trasa Gdańsk - Tczew. I tym razem mam nadzieję, że te zmiany pójdą w końcu na lepsze. Ile może być źle? A precyzyjniej jak długo.. Zgodnie z przewidywaniami czuję się dość mocno zmęczony i wykończony dniem wczorajszym. Sama trasa rowerem nie była tak męcząca. No ale ten dojazd i powrót samochodem.. Po tej wciąż nieukończonej drodze S6.. Gdy już mija się Sianów i trzeba zjechać na DK6.. To jest tak ciężko. Pocieszające jest jednak to, że wciąż trwają prace na drodze. I może coś z tego będzie. Tylko te "może" będzie w przyszłym roku. A tym czasem kilka razy w te rejony już jeździłem. I zawsze były to nerwowe sytuacje.. Miejmy nadzieję, że te problemy to jest jedynie przykra przeszłość.. I postępy na budowie jakże potrzebnej drogi.. Przyspieszą. I będzie lepiej. A tym czasem - jestem po tej ważnej trasie - 65k km z Aurelią. Korzystam z pięknej pogody. Mimo, że coraz bliżej do jesieni to jest ładnie.. Ciepło. Choć mocno wieje. Jednak ponownie: nie przejmuję się deszczem. I z zgodnie z założeniami - robię właśnie dziś trasę 20-stkę! A tak sobie zaplanowałem. Wciąż jest ładnie. I dlatego warto skorzystać z pogody i możliwości. I zrobić tą trasę 20-stkę..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1663
Trasa nr [łączna]: 1740
Trasa nr [na blogu]: 1654
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 128
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1726 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1640 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28316.9 km
Stan Licznika Końcowy: 28335.32 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28141.74 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6725 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6744 km
Maksymalna prędkość: 27.8 km/h
Przejechałem: 18.42 km
Przejechałem [msc]: 274.63 km
Przebieg roweru [rok]: 3601.64 km
Przebieg roweru [suma]: 65035.1 km
Przejechalem w 2025: 3601.64 km
Podroż dookoła świata (2025) 9.0041 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 162.5878 [%] km
Czas jazdy: 01:02:27 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4139:28:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3916:02:02 h
Czas Jazdy Suma (2025): 223:59:44 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 16:20:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:02:34 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:45:00 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:17 h
Średnia: 17.83 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego odbywała się jeszcze na niezmienionych w Aurelii częściach. A szkoda mi teraz na to czasu. Pilne i najważniejsze jest dla mnie pojechać. Jest ryzyko, że pogoda się po południu popsuje. A do tego może nie będzie mi się chciało. Więc póki mi się chce.. To jadę. I to od razu. Ważniejszy jest dla mnie rower niż cokolwiek innego w tej chwili. Pomimo tego, że jestem zmęczony - nie tylko życiem a także trasą, brakiem snu.. Jadę dziś ambitnie na kolejną trasę. To już krótka, w znanych stronach.. Nie ma żadnych wyzwań na tym krótkim odcinku trasy, który muszę pokonać. Rozpoczynam trasę od dojazdu na Waniorowo i powrotu na Mechowo - czyli najczęściej odtwarzany wariant trasy.. Dopiero po dzisiejszej trasie biorę się za serwis Aurelii.. A dzisiaj podobnie jak wczoraj lecę na starych częściach. Szczególnie z irytującą i dość mocno rozwaloną sztycą. Dzisiaj robiłem dokładniejsze testy Aurelii. I wydaje mi się, że stuki, które od dłuższego czasu mnie wnerwiają pochodzą jednak od amortyzatora przedniego (czyli widelca).. Nie dobrze.. Niepotrzebnie zmieniałem stery - będąc pewny, że to ich wina. Dziś udało mi się pojechać na stojąco (a więc to nie sztyca), i dociskać kierownicę. I wtedy słychać stukanie. Będę musiał dać Aurelię na serwis amortyzatora.. Oby to była jakaś pierdoła i dało się naprawić. W przeciwnym razie czeka mnie wymiana amortyzatora - bo najwidoczniej trafiło mi się jakieś gówno.. Nie zawsze się trafiają dobre części, które służą i służą.. A sama dzisiejsza trasa? Spokojna. Tylko ten wiatr.. Nie przejmuję się nim jednak.. I jechałem sobie spokojnie. W sumie dobrze, że tak pojechałem i nie jadłem obiadu w domu bo bym nie dał rady zjeść obiadu od razu tak. W szkole się najadłem kanapek ze smalcem własnej roboty od naszej Pani Dyrektor :) Miała swoje imieniny i robiła taki poczęstunek. Prócz ciasta to właśnie ten smalec własnej roboty.. To się dzisiaj udało :-) I miałem się na czym wzmocnić po wczorajszym ciężkim dniu.. Pełnym emocji i trudów..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)