Dzisiejsza trasa, jest moją kolejną z serii powrotnego do domu czasu. Kolejną po trasie o tym samym tytule z dnia 24.05: Powrotu Czas z 24.05. I podobnie jak wówczas nie udało mi się dojechać do samych Płot, czy choć by dalej aniżeli pod Łoźnicę. O ile jeszcze 24.05 - mogłem walczyć i jechać, a po prostu taksówka po mnie za szybko przyjechała, o tyle dzisiaj byłoby to trudniejsze. Po prostu wszystko bardzo mocno mi się opóźniło. Ja tuż po trasie nie wyruszyłem. Dzisiejsza noc była ciężka dla mnie. Przez pół nocy się bardzo źle czułem, sporo nie spałem. W pracy byłem też taki przemęczony i od rana pogoda była taka dość niepewna. Na tle ostatnich dni, bardzo się różniła. Zresztą od wczorajszego dnia następują bardzo duże zmiany w pogodzie. Wczoraj był burzowy czas, gwałtowne silne burze, ulewne deszcze. Trochę się na noc ochłodziło, a pech chciał, że nie wiele na tym zyskałem. Z rana taki przemęczony wstałem, bardzo źle się czułem. Wbrew sobie i siłom, poszedłem do pracy, gdzie jakoś dzień minął, dzień przeżyłem. Ale właśnie ze względu na nocne ekscesy nie przygotowałem się do wyjazdu na weekend. Nie miałem już spakowanego i przygotowanego ze sobą roweru. A wiadomo, że nim po pracy wrócę itd. itp. To jednak gdzieś ta godzina czasu mi uciekła. I to było dla mnie decydujące. No a tak swoją drogą to jest i tak anormalne aby koło godziny 16 jechać na podróż liczącą 80 km.. Powinienem wyjechać maksymalnie gdzieś koło 14 godziny.. Jeśli już. A nie tak późno.. Nie wiem jak to będzie na przyszłość, ale może być problem przy takich podróżach. A dwa dni weekendu, z których robi się w zasadzie jeden to jest stanowczo za mało. Przywykłem po prostu do innego życia, i wygodna, nudna, nie męcząca przy tej okazji praca jest niezbyt satysfakcjonująca. I właśnie zbytnio ograniczająca życie, które prowadzę.. A to jest niby tylko 80 km.. I to z pod akademika - dokładnie jakieś 83 km. Z pod pracy byłoby trochę mniej. Więc jazdą samochodem powinienem się zmieścić w koło 50 min, i to wcale nie szalejąc przy tym za bardzo. I to będzie prawdopodobnie możliwe. Pozostanie tylko problem korków w mieście. Korki poza miastem dotyczą remontowanego odcinka S3/A6 Węzeł Rzęśnica do Węzeł Dąbie. Zakładając, że kiedyś się ten remont zakończy (a zaczął się z opóźnieniem w Grudniu 2016 r.), to powinno być lepiej.. I można będzie można normalnie pociągnąć samochodem do domu. Bo rowerem to słabo to widzę. W ogóle przyszłościowo słabo widzę moje zatrudnienie w takich warunkach jak obecnie - czyli po te 8h przez 5 dni w tygodniu. Co jest zbyt męczące, dłużące się. Jednak te 3 dniowe weekendy miałyby większy sens. Choć najoptymalniejsze dla mnie byłyby 4 dniowe weekendy. Wtedy ja przez 3 dni mogę pracować, starać się i działać :) To byłoby najefektywniejsze. Bo tak to nie ma sensu.. Jestem tylko przemęczony, zirytowany, sfrustrowany a nade wszystko bardzo mocno przemęczony. A taki stan rzeczy, utrzymujący się dłuższy czas, no nie będzie korzystny dla nikogo. Ani dla pracodawcy ani dla mnie.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 422
Trasa nr [łączna]: 505
Trasa nr [na blogu]: 419
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 78
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 498 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 412 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 224.03 km
Stan Licznika Końcowy: 253.73 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11665 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11695 km
Maksymalna prędkość: 49.5 km/h
Przejechałem: 29.7 km
Przejechałem [msc]: 137.83 km
Przebieg roweru [rok]: 2208.8 km
Przebieg roweru [suma]: 19356.79 km
Przejechalem w 2019: 2208.8 km
Podroż dookoła świata (2019) 5.522 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 48.392 [%] km
Czas jazdy: 01:33:23 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1219:47:52 h
Czas Jazdy Suma (blog): 996:21:44 h
Czas Jazdy Suma (2019): 140:04:38 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:41:49 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:10:27 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:45 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:40 h
Średnia: 19.16 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia, mimo niepewnej sytuacji zdrowotnej, i niepewnej pogody rozpoczęła się bardzo późno o godzinie 1614. Możliwości powrotu praktycznie nie miałem. Nie byłem także przygotowany na trasę należycie. Co prawda jakąś tam wodę miałem. Ale już np. nic do jedzenia nie miałem. I tego co ważniejsze na długiej trasie: czasu też nie miałem. A spiesząc się, jadąc ponad siły, i szybko i co za tym idzie niebezpiecznie i tak bym za daleko nie dojechał. To nie są godziny na takie wyjazdy, aby potem wracać po nocy, zmęczony. Choć dzisiaj się na to nie zdecydowałem to nie wiadomo czy w przyszłości, przy kolejnych okazjach, jednak nie spróbuję mimo wszystko jechać do końca. Najchętniej bym jednak się mierzył z takim wyzwaniem mając świadomość kilku dni wolnych.. Bo jeden dzień wolny mnie nie urządza do tego abym wracał po nocy. I wtedy naprawdę na spokojnie sobie pojechał, wyjeżdżając nawet o tej godzinie 16 - przyjechałbym pewnie po godzinie 22. No ok. Nic się nie dzieje, to już wtedy i tak od razu spać. Dzisiaj się nie mniej na to nie zdecydowałem. Uważam, że praca do godziny 1530 to za długo, a już na pewno przed weekendem.. Gdyby problemów w nowej / pierwszej pracy było mało, to przez łącznie 7 dni, i to w okresie szykującego się długiego weekendu (19-23.06), zostaję wysłany na kurs SEP -.-, który będzie w godzinach 16-19. Pogoda na dni od przyszłego tygodnia, nie zachęca. To znowu będzie duchota, gorąco. A jeszcze iść po pracy na ten głupi kurs, to już życia się wcale nie ma. Gdyby tego było mało to wciąż nie wiem, czy dostanę wolne na 21.06 -.- a chcę mieć ten kurwa długi weekend. Potrzebuje tego nie tylko dla odpoczynku ale też na swoje sprawy. Tak dużo nie oczekuję, jednego kurwa wolnego dnia. Może wymuszę ten dzień zważywszy na ten kurs.. który trwać będzie przez łącznie 7 dni. W tym także 19.06.. Gdy już wszyscy udadzą się szybciej na weekend. A ja będę się do godziny 19 męczył ze wszystkim. I co mi z tego weekendu zostanie, skoro to będzie tylko jeden dzień (20.06), a w piątek (21.06) do pracy!! Co mnie się bardzo nie podoba. I co kurwa, 22.06 mam do dentysty i muszę jechać i kurwa 23.06 wrócić. To nic kurwa nie wypocznę, będę jeszcze bardziej zdenerwowany, zażenowany i wymęczony.. Aby kurwa od 24.06 zacząć cały cyrk od nowa a do tego zdawać egzamin z SEP. Gdzie jestem pewny, że go nie zdam.. To nie są łatwe sprawy. A skoro kurs ma trwać 21h to raczej na od jebanie się go nie zrobią.. Gdyby tego było mało to z pewnych moich planów nie mogę zrezygnować. Tak jak np. szlaki S6 do Kołobrzegu, które byłyby finałem pierwszych takich szlaków z dnia 30.03: Na szlakach S6 - Kołobrzeg. Ja nie mogę tego zrobić w dowolnym czasie i w ogóle. Bo ta możliwość się kończy. Wraz ze szlakami S6 Kołobrzeg chciałbym zaliczyć obwodnicę Płotów. Może będzie szansa na to, że zaliczyłbym całą obwodnicę! :) Czego do tej pory się nie udało. A szansa się na to kończy, gdyż szlaki S6 od Nowogardu po Kołobrzeg będą wciągu najbliższych tygodni ukończone. Zostanie puszczony tam ruch samochodów. I wszystko szlak trafi. Także ja z moich planów, które mam od tak dawna nie mogę, i nie chcę zrezygnować. Bo ja nie będę miał kurwa kiedy tego zrobić. Chciałem zrobić te szlaki na Majówkę 2019 r., tylko wtedy przez pogodę i zdrowie się nie udało. To mam daleko idącą nadzieję, że teraz się uda.. teraz już w zasadzie musi, gdyż ja myślę, że już w Sierpniu droga S6 będzie oddana do użytku. I nie będzie już więcej szansy i okazji na takie wojaże. Także jak już wspominałem - dzisiaj niebezpiecznie, szybko i późno wyjechałem przez zakorkowane miasto. Najgorszy był przejazd do Dąbia, lawirowałem między autami, zwykle trzymałem szybką prędkość i jakoś ciągnęła się ta zabawa. Na prawobrzeżu wciągu ul. Przestrzennej już od okolicy Lotniska w Dąbiu, zaczął się spory korek, który ciągnął się do Dąbia.. W tym korku stało kilka autobusów podmiejskich, które bez problemu jadąc z prędkością 19-21 km/h wyprzedzałem jeden po drugim. Masakra jakaś co tu się dzieje. Ten cyrk minąłem zaraz na początku Dąbia, gdzie ja pojechałem wzdłuż DDR, aby wyjechać przez ul. Notecką na ul. Goleniowską - i wszystko po omijać. A dalej jechałem przez Załom, Pucice i Kliniska Wielkie, aby na końcu wyjechać przez Rurzycę pod Łoźnicę. Niedługi dzisiaj dystans zrobiłem. Za to bardzo szybki, z ładnymi prędkościami i w męczącej pogodzie. Niby ponad 20℃ ale i tak męcząca pogoda. I od zajebania robactwa.. jakby się zbierało na jakąś burzę, choć żadnej burzy dzisiaj nie było. Ale serio, jeszcze w mieście atakowały setki, tysiące - muszek i innego latającego gówna.. co dodatkowo męczyło i irytowało.. Jakoś jednak dojechałem pod tą Łoźnicę. Zmęczony trudami trasy i życia w jakim się znajduję. Jestem też trochę zdenerwowany tym zewnętrznym kursem. Jakby nie mieli kiedy go robić. I dlaczego nie odbywa się w godzinach pracy tylko po pracy?! Cholerny kurs SEPowski. A po co mi on potrzebny. No i sobie wymyślili, że związku z kursem można przyjść do pracy o 3h później, albo wyjść o 3h wcześniej. Tyle, że żadna z opcji nie jest idealna i tak czy siak oznacza, cały dzień i to ciężki w pracy.. I jak jeszcze na koniec się okaże, że nie dostanę wolnego na ten cholerny 21.06 to ja nie wiem co zrobię.. cały czas mam nadzieję, że dostanę. Zresztą serio potrzebuję tego wolnego z kilku względów, raz, że mam do lekarzy poumawiane wizyty, a dwa, po prostu odpocząć od tego biegu, życiu w biegu - życiu na czas.. Teraz, bo sprawy co dzisiejszej jazdy są już jasne, to teraz pozostaje mi jedynie nadzieja, że w zbliżającą się niedzielę (09.06) uda mi się zmierzyć z wyzwaniem 100 km trasy i, że podołam. Mam tylko takie szczęście (zwodnicze pewnie), ale na lepsze jednak nie mam co liczyć, że mogę wrócić na Szczecin w poniedziałek rano. A nie koniecznie w niedzielę. Także w niedzielę mogę sobie na spokojnie na trasę pojechać. Nacieszyć się dniem, i moimi ulubionymi rodzinnymi stronami.. A wszystko po to aby tuż po weekendzie na nowo oglądać miejskie życie.. tą szarą rzeczywistość jaką jest miasto, jaką jest życie w mieście.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)