28.01.2018
Jazda nr: 189

Tagi: MM, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa zaczęła się dla mnie z konieczności przejechania się, zrobienia trasy i kolejnego treningu. Chęci - niby są, niby ich nie ma. Wystarczy spojrzeć co się dzieje za oknem. To konkretnie zniechęca do jeżdżenia, ale trzeba się przemóc, nie patrzeć na pogodę, działać! Bo już miałem np. w piątek (26.01) pojechać w trasę, ale nie pojechałem, więc ten obowiązek wypadł na dzisiejszy dzień. Nie żałuję, że pojechałem i zmierzyłem się z tą paskudną pogodą. Sprawdzają się wnioski, które wielokrotnie powtarzam, że winne całemu zajściu jest niszczenie przez ludzi natury. Dzisiaj takich haniebnych obrazków widziałem wiele. Zacznijmy jednak od samej jazdy, znacznie po godzinie 11 ruszyłem. Na dworze jest w miarę ciepło (ponad 7^) ale nieco wietrznie. Początkowo jednak wiatr mi nie przeszkadzał, ale już pierwsze przejechane metry wskazywały na to, że coś jest z rowerem nie tak. Ciężko się jedzie, jakbym miał mało powietrza a to nie możliwe, bo dobrze napompowane jest. I po prostu ciężko idzie. Nie przejmowałem się jednak tą niedogodnością i ruszyłem przez rodzinne miasto na DW152 w stronę Reska, którą dojechałem do Reska! Co się kurwa z tą drogą stało?! Ostatni raz jechałem nią końcem Grudnia 2017 r. powiedzmy, że z miesiąc temu. I była w dobrym stanie, a teraz od skrzyżowania Słudwie-Czarne, to co kawałek dziura na dziurze, popękana ta droga, dziurawa. Im bliżej Reska tym gorzej. Tyle dziur w jezdni to ja dawno nie widziałem a do tego wszystkiego pędzące samochody, głównie jakieś luksusowe, nowe pojazdy - w ogóle ich kierowcy nie przejmują się jeżdżeniem ze znaczną prędkością po dziurach i radośnie sobie w nie wjeżdżają. Co nie którzy może w nie wjeżdżają bo im nie zjeżdżam do krawędzi drogi? ;) No co? Ja nie zamierzam jeździć po dziurach. Tego rowery nie zrobiły. Winne są samochody, to niech samochody ponoszą z tego tytułu odpowiedzialność i albo zwolnią albo niech się próbują wyprzedzać gdy z nad przeciwka co jakiś czas coś jedzie, i to często jakieś większe coś niż malutki samochodzik. Gdyby problemy z infrastrukturą drogową były jedyne. No nie są. Po drodze widać wiele wy haratanych drzew i innych zniszczeń. Część pochodzi jeszcze z zeszłego roku. W zasadzie to ciężko powiedzieć co zostało zniszczone w tym roku a co jeszcze starym, nie jeżdżąc po niektórych drogach często. Wkrótce dojechałem do Reska, a tam na początku miasta oczekiwał już na mnie kolega, który zabrał się ze mną w kawałek dzisiejszej i tak niedługiej trasy. Wiele kilometrów bym nie dał rady zrobić, pogoda, i kondycja - która niestety kuleje. Za mało jeżdżę i nie jeżdżę dość regularnie, planuję to jednak w pierwszych dniach Lutego zmienić. Ciekawe czy mi się uda? ;)
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 191

  • Trasa nr [łączna]: 275
  • Trasa nr [na blogu]: 189
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 4

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 271 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 185 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 3611.57 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3637.69 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 3641.69 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3350 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 3376 km

  • Maksymalna prędkość: 36.6 km/h

  • Przejechałem: 26.12 km
  • Przejechałem [msc]: 84.54 km
  • Przebieg roweru [rok]: 84.54 km
  • Przebieg roweru [suma]: 10955.35 km

  • Przejechalem w 2018: 84.54 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 0.2114 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 27.3884 [%] km

  • Czas jazdy: 02:06:56 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 696:44:02 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 473:17:54 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 06:13:33 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:13:33 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:33:23 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:33:23 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:41 h

  • Średnia: 12.44 km/h
Trasa nabrała rozmachu gdy z Reska wraz z kompanem wybrałem się w drogą w stronę Modlimowa przez Luboradz. Do samego Modlimowa tymi dziurami się nie wybierałem, ale w mych planach było zajechać właśnie do wsi Luboradz by z niej odbić leśną gruntową drogą do Dobiesławia. Sama droga do Luboradzia tragedia, tutaj zresztą tragedia tragedię goni, dziury na dziurach, pozalewane pola, łąki i bardzo nieprzyjemnie. Do tego nadal jedzie mi się ciężko, i ciężko. No ale staram się nie narzekać. Ciężko nie lekko ale jechać trzeba ;) Wszystko po to aby się dalej rozwijać, wzmacniać i spełnić kilka ze swoich marzeń, co planuję już wkrótce uczynić. Wkrótce za zaledwie 7 msc. Właśnie tyle czasu pozostało mi na ostatnie przygotowania, pewnie zmagania się zwiększą w okresie typowo letnim (Czerwiec, Lipiec oraz sam wspominany Sierpień), gdy już od planowego Lutego zacznę bardziej intensywnie trenować. Z tygodnia na tydzień powinno być coraz lepiej, coraz bliżej wiosna. Na to liczę, że wkrótce będzie ciepło, że może poprawi się ta paskudna pogoda, bo na razie to słabo to widzę. Chłodno, wietrznie, i wciąż deszczowo. Wszystko dookoła pozalewane i taki obrazek nie opuszcza mnie po sam Luboradz i kawałek za niego do skrzyżowania (53.811641, 15.378778), gdzie wraz z kolegą odbijaliśmy na Dobiesław. Jak ja dawno nie byłem w tych okolicach, na tej drodze. Jak dobrze pamiętam ostatni raz jechałem nią w 2016 r. No ale nie wiedzieć czemu, moje myśli jednak znacznie częściej sięgają do tras rowerowych i historii z długich wakacji 2017 r. Gdy właśnie w takim okresie ostatnich dni Stycznia, kończyłem pewny okres w życiu jakim było studiowanie na AM, i zaczęły się moje długie wakacje, które umilałem sobie oglądając serial i bajki Pokemon, gdzie powrót do tej serii anime z dzieciństwa pojawił się u mnie w Sierpniu 2016 r a właściwie końcem Lipca (28.07.2016 r). Przed dość charakterystyczną na tamten okres trasą Wspomnienie oraz Smutek jesieni. Rok 2016 r. zapisał się dla mnie bardzo słabo pod względem rowerowych tras i przygód, ale narodziła się wtedy we mnie ta wielka nadzieja na spełnianie swoich marzeń, która trwa do dziś. Do dziś dnia często w myślach wracam do okresu Sierpnia 2016 r. Odegrał ten miesiąc kluczową rolę w moim życiu, czemu zawdzięczam moje sukcesy za 2017 r. I żywię nadzieję, na kolejne sukcesy, w rozpoczynającym się właśnie 2018 r. Kto wie, co ten rok dla mnie przyniesie. Wiem tylko co przyniósł dzisiejszy dzień. Udaną trasę, której poświęciłem dość wyjątkowy tytuł. To znak, że tereny, które dziś odwiedziłem w nadchodzącym 2018 r. będę częściej odwiedzał. Będę na ich bazie budował moje nowe przygody, wycieczki i wyjątkowe trasy, wyjątkowo spędzony czas. Powracając do samej drogi, no cóż, nie za ciekawie to wyglądało. Pełno zniszczeń powodowanych przez ludzi, uśmierconych drzew. Najwięcej tego egoizmu wobec natury widziałem tuż przed Dobiesławiem. W części drogi, w której już kolega mi nie towarzyszył, ten znacznie szybciej pojechał w swoją trasę, a ja zmierzałem dalej na Dobiesław. Poodcinać nogi i ręce tym bandytom co w taki sposób niszczą tutejszą naturę. Najgorzej było tuż przed samym Dobiesławiem, gdzie po kamiennej drodze płynął strumyk wody, ja zmierzałem pod niego, walczyłem z wiatrem i z tym aby się nie wywalić na tych śliskich kamieniach. Sama droga przez las - w miarę OK, miejscami było nieco gorzej, gdzie spotkałem się z grząskim terenem oraz zbyt dużą ilością wody, która torowała przejazd. Jednak naprawdę ciężka próba była dopiero przede mną. Minąłem Dobiesław w stronę Słudwi. Znalazłem się na otwartym terenie i byłem pod ścisłym działaniem coraz silniejszego wiatru, który w podmuchach mógł osiągać 100 km/h. Jechałem dzielnie pod wiatr. W ostatnim czasie, z podobnym wyzwaniem już się mierzyłem w trasie z 2017 r: Trasa: Siła,Wiara,Nadzieja! Więc i dziś dałem sobie radę, dziś było o tyle lepiej, że w tych ostatnich kilometrach przebijało się słoneczko, które z nadzieją oświetlało mi drogę. Jednak ciężko było mierzyć się z tym wiatrem, który bujał mną na lewo i prawo. Najgorzej już w rodzinnych stronach było. Nie mogłem jechać zbyt blisko krawężnika, bo jak mnie wiatr dopcha to się wywalę. Lecz dałem radę, dojechałem i dobiłem sobie kilometry by osiągnąć dziś wynik 26 km. Nie jest to może imponujące wobec tego co planuję zrobić za 7 msc, ale uwierzcie mi czy nie, ale to i tak najdłuższa Styczniowa trasa w mojej historii. Biorąc pod uwagę takie lata jak 2015-2017 r. Pamiętając, że na skraju tych lat 2015, 2017 - zapisały się w historii dla mnie duże osiągnięcia, najdłuższe trasy w życiu 206 oraz 150 km. Gdzie jestem szczerze dumny za trasę: CIĄGNIKOWE DROGI z 2017 r. Trasa, którą bardzo mile wspominam - ciężka, wymagająca oraz ciężki i wymagający teren. Lecz wiele miesięcy pracy nie poszło na marne. To właśnie takie małe jazd, jak ta z dziś budują we mnie tą siłę walki, nieocenioną siłę jaką jest WIARA, NADZIEJA przede wszystkim we własne możliwości oraz ciężka regularna praca, niezależnie od pogody i innych czynników, gdzie niestety często te czynniki biorą górę nad mym rozsądkiem i rezygnuję z robienia trasy :(

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa28stycznia2018zdj1.jpgtrasa28stycznia2018zdj2.jpgtrasa28stycznia2018zdj3.jpgtrasa28stycznia2018zdj4.jpgtrasa28stycznia2018zdj5.jpgtrasa28stycznia2018zdj6.jpgtrasa28stycznia2018zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)