06.07.2021
Jazda nr: 860

Tagi: wiejskie_przygody, drzewa, RK |

Trasa z dnia dzisiejszego jest reaktywacją trasy z przed kilku dni: Lasy Golczewa z 23.06. Wtedy też miałem plany lepiej poznać lasy Golczewa, jechać do Łęgna i przez niego wracać do domu. Plany, trasy w zasadzie wywodzą się z ambitniejszego planu i ambitniejszej trasy, której myśli narodziły się w dniu, na trasie: Szlakami nowych przygód... Przeszło mi w myślach to aby wracać przez Golczewo tak aby wyjechać na Łęgno lasem. No ale słusznie zrezygnowałem bo przygód i tak miałem co nie liku.. A błądzenia przy tym ile! Podzieliłem sobie te wyzwanie, wróciłem do niego we wspominanym już wpisie #857. Bez rezultatu. Aż do dzisiaj. Dzisiaj dzieląc wyzwanie z nowym kolegą RK, udało się je zrealizować! Była mała wpadka, jak nie skręciłem od razu dobrze w las, i zrobiłem małą pętelkę przez wieś Kłodzino! W sumie nic się jednak nie stało. Dodatkowe kilometry w terenie. A tu nachodzą mnie w sumie takie myśli, przecież nie tak dawno męczyłem się z głupim projektem 100 km terenowo. I była to dla mnie udręka. Na siłę, nie chętnie jeździłem w takich warunkach. A teraz.. Teraz drugi dzień z rzędu jeżdżę terenowo i to nie mało jak na moje standardy! To nie łatwe, pełne przygód trasy: Elektryczne pastwiska. Wczorajsza trasa pozwoliła mi zrealizować jeden z obecnych projektów, sprawdzić przejazd przypadkiem odkrytymi drogami. A dzisiejsza trasa była uzupełnieniem tych zmagań, o kolejne niełatwe spędzane w terenie trasy! W sumie nastawiłem się na dzisiaj, że dziś pojadę na te Golczewo tylko ze względu na pogodę! Dzisiaj było do +30℃. Ładnie, słonecznie a od jutra do końca tygodnia ma być kolejne załamanie pogody. Pewnie po tym załamaniu znowu kilka dni będzie grzało, potem znowu załamanie. Aż się boję tego jaka będzie jesień w tym roku nieciekawa. Pewnie tj. zima i wiosna.. Będzie to wyzwanie dla rowerowania. Skoro lato nie rozpieszcza to później też nie będzie lepiej. No ale cóż, przygoda musi trwać i trwa dalej w najlepsze.. Dzisiejsze przygody, dzisiejsze zmagania prócz towarzysza RK, miał dzielić ze mną BB. Ta fałszywa osoba z Płotów.. Jakoś mu szczególnie nie wierzyłem, że poleci ze mną. Ewidentnie unika jeżdżenia, nie jeździ rowerem tygodniami. Potem nagle siądzie i pojedzie i pewnie mu się uda pojechać. I nie będzie ważne jaka to będzie trasa i jak trudna (147 UltraBike 2021: porażka). I gdzie sprawiedliwość.. Dzisiejsze zmagania, mijały mi pod znakiem różnych myśli..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 865

  • Trasa nr [łączna]: 946
  • Trasa nr [na blogu]: 860
  • W tym tygodniu: 2
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 120

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 937 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 851 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 98.02 km
  • Stan Licznika Końcowy: 165.39 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12719 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12786 km

  • Maksymalna prędkość: 37.1 km/h

  • Przejechałem: 67.37 km
  • Przejechałem [msc]: 165.39 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4845.72 km
  • Przebieg roweru [suma]: 36857.08 km

  • Przejechalem w 2021: 4845.72 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 12.1143 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 92.1427 [%] km

  • Czas jazdy: 04:28:41 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2329:41:00 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2106:14:52 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 305:41:12 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:43:37 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:40:54 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:51 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:06 h

  • Średnia: 15.08 km/h
Dzisiejsza trasa nie była łatwa. Trochę męcząca. Co z tego, że jest ciepło temp. lokalnie dochodziła do +30℃, przeważnie jednak oscylowała w granicach 27-29℃. Skoro wiał silny wiatr. Na mnie dodatkowo działało również to, że jeżdżę od kilku dni już. W zasadzie od niedzieli codziennie jestem w trasie: Obwodnica Gryfic. Najbliższe dni mam bardzo mocno rowerowo zaplanowane. Tylko czy sprzęt sprosta tym zmaganiom?! Napęd w coraz gorszym stanie. Coraz częściej strzela łańcuch. Nie podoba mi się też to jak wygląda opona.. Powoli się szykuję na drugą, właściwą pożegnalną dla obecnego napędu trasę. Ze względów sentymentalnych i nie tylko postanowiłem, że będzie to taka sama trasa jak rok temu: Pożegnalna trasa - 05.04.2020 r.. Raczej tej trasy w tym tygodniu nie zrobię, więc planuję ją zrobić w przyszłym. Tak w ogóle od 19.07 mam zaplanowany urlop - 2 tyg. Tylko jak nie będzie pogody czy wizji aby gdzieś pojechać to po prostu nie wezmę tego urlopu ;) No ale jeśli miałbym iść to w najgorszym razie już od 19.07, już nawet 19.07 (tj. poniedziałek) mógłbym z rana jechać do Goleniowa, robić serwis Aurelii. Skoro obecny napęd wytrzymał aż tyle, przejechał aż tyle - na obecną chwilę na spokojnie ponad 12k km.. To jeszcze te parę dni da radę. I właśnie o tym życiu napędu, coraz gorszym stanie opony dzisiaj sporo myślałem, mijając kolejne etapy dzisiejszej trasy. Zaczynała się nie łatwo. Dojazd do Golczewa, mimo, że zrobiony ze średnią prędkością 20,0 km/h (pod UM Golczewo), to jednak był ciężki. Pod wiatr cały czas. Potem było lepiej. No ale nowy kryzys złapał mnie po wyjeździe z lasu z Łęgna. Na drodze DW106 w kierunku Błotna, z której za chwilę skręcałem na Grabin, Sikorki, Glicko.. Kolejny raz ta droga. To było dla mnie męczące. Musiałem jakoś ten gorszy moment przetrwać, aby wkroczyć w nowe przygody rysujące się już od Orzechowa, przez Orzesze na Boguszyce. Znowu leśne, polne drogi. Parę ładnych zdjęć zrobiłem w tych wyjątkowych okolicznościach natury i zmierzałem ku dawnej drodze DK6, przez las od Boguszyc. I tu miałem sporo myśli, na niewielkich sporadycznych przerwach tak spojrzałem na tylną oponę Aurelii. I można się po prostu załamać jak ona źle wygląda. Coraz bardziej popękana, zniszczona. Nie ma się jednak co dziwić. Przednia opona już dawno przekroczyła 20k km, tylna do tego momentu śmiało dąży. I tak sobie myślę - każda trasa to jakieś kilometry, każdy tydzień.. Od różnych prób, momentów w moim rowerowym życiu mija ileś kilometrów. Przecież tylko od początku próby 100 km terenowej: Trasa buszującego w zbożu. Mija już ponad 1000 km.. A gdy kolejne 1000 km minie od ostatniej jazdy z antyrowerowcem MM: Makowice-Lotnisko "Odkupienie antyrowerzysty?". To już w ogóle.. Do 20k tylnej opony będą pozostawały ostatnie kilometry.. Taaak. Wczoraj, dzisiaj zrobiłem sporo km terenowo. Ile dokładnie - nie wiem. Nie liczę tego. Próba 100 km minęła i nic mnie nie obliguje do wyliczeń, ale na oko sporo - bo tylko wczoraj z jakieś 18 km. Dzisiaj pewnie nie mniej. I to takie przyjemne trasy w miarę - same szutry i piaszczyste leśne bądź polne drogi. Nabijam więc kolejne kilometry robione terenowo na wcale nie nowej, i dość doświadczonej jazdą tylnej oponie Schwable Mundial, na której pęknięcie czyli dość poważną wadę odkryłem dawno temu, przypadkiem na trasie: Dreżewo: Pałac von Boninów. Od tej pory nie śpię spokojnie. Wcześniej były ślady zużycia, małe pęknięcia na przedniej oponie. Teraz nękają też tylną. Lecą kolejne kilometry. Więc na dobrą sprawę ja po te 100 km czy więcej w sumie nabiję tylko jeżdżąc po samych piachach czy szutrach.. To mnie tylko utwierdza w przekonaniu, że próba 100 km była bez sensowna i niczego nie dowodziła - 1000 km asfaltem do 100 km w terenie. Czego miało to dowodzić? No ale cóż. Najważniejsze, że mam to za sobą. Najważniejsze, że jeżdżę dalej a rowerowe życie nadal trwa! Jak się czepiłem teraz tego jeżdżenia to nie mogę przestać. Kolejne trasy, kolejne piękne przygody. W tym odkrywanie nowych tras, nowych dróg. A to jest najpiękniejsze - wciąż mam co odkrywać, i wciąż mam gdzie powracać! Dzisiaj wracałem znaną mi dawną drogą DK6 od okolic Wyszogóry. Jednak długo nią nie jechałem. Pod Płotami w Wilczyńcu skręciłem na dawno nie jeżdżoną przeze mnie drogę, która prowadziła mnie ku staremu zamkowi w Płotach - prędzej oczywiście cmentarz. W Płotach też zrobiłem sobie rundę po mało znanych zadupiałych dróżkach, skrótach, i mniej oficjalnych przejazdach - aby na końcu wracać wzdłuż torów.. I ostatnim objazdem wjechać na rodzinne osiedle. Niech BB żałuje, że nie pojechał. Minęła go fajna przygoda, jaka wynikła z dzisiejszej trasy. I tak szczerze wkurwia mnie to, że takie ścierwa jak BB mają od losu, od życia znacznie więcej - zdrowie i możliwości. Wcale nie musi się tak przykładać do jeżdżenia aby sporo osiągać i mieć szanse / prawdopodobieństwo ograniczone z pewnością, że uda mu się przejechać zaplanowaną trasę czy dystans. Czego przykładem jest niechlubny 147 UltraBike, o który mam nadal do niego żal. O to jak się wtedy zachował. Nie byłem w dobrej formie w tamte dni i to z całą pewnością odbiło się na tym, że poległem. No ale cóż, nie poddam się. Przejadę samodzielnie trasę 147 UltraBiku, a za rok w Czerwcu 2022 r. spróbuję się zmierzyć z nią na nowo. Jeśli miałoby się znowu nie udać to już więcej tego wyzwania nie podejmę. A jeśli wręcz przeciwnie udałoby się to i tak nie powróciłbym do tego wyzwania.. Póki co, na tę chwilę cieszę się z dzisiejszej trasy i dzisiejszych osiągnięć. Nawet dzisiaj ale może w kontekście wczorajszych elektrycznych tematów - skonstruowałem takie słowa: prawdziwe rowerowanie zaczyna się tam gdzie diabeł mówi: pierdolę, dalej nie jadę!.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa06lipca2021zdj1.jpgtrasa06lipca2021zdj2.jpgtrasa06lipca2021zdj3.jpgtrasa06lipca2021zdj4.jpgtrasa06lipca2021zdj5.jpgtrasa06lipca2021zdj6.jpgtrasa06lipca2021zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)