04.04.2021
Jazda nr: 801

Tagi: urbex, drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza nie łatwa, trochę terenowa trasa - poprowadziła mnie szlakami zmieniającej się nieustannie historii, a także nie zawsze z wyboru nowymi drogami, których dotąd nie miałem okazji poznać. W ogóle to jest jeszcze tyle dróg, tyle miejsc, w których nigdy nie byłem. Nie wiadomo czy starczy mi życia, albo samego założonego limitu przejechania 100.000 km z Aurelią, na zwiedzenie tej każdej z nieznanych mi dotąd dróg, miejsc. I to tylko w bliskim obszarze w którym mieszkam, a już nie mówiąc o czymś dalej, poza województwami. Przecież drogi te liczyć mogą w sumie miliony kilometrów.. Nie jest możliwe za życia przejechanie każdej z nich.. A szkoda.. Niektóre miejsca są naprawdę wyjątkowe. I to naprawdę dobijające jak czas, jak historia na to wszystko wpływa.. I tak odwiedziłem dzisiaj po PRLowskie posiadłości, dawne dworki (pałacyki), a także zachowana w dobrym stanie gorzelnia. Tylko szkoda, że pusta.. Bez żadnego wyposażenia. Lepiej wyposażona ale niestety strasznie zrujnowana jest gorzelnia w Żelmowie, którą kilkukrotnie na moich rowerowych trasach zwiedzałem w 2020 r. A tu przypadkiem na szlakach poprzedniej, równie męczącej trasy: Dobre trasy - miałem okazję zobaczyć. Miejsce naprawdę wyjątkowe, skłoniło mnie do tego by dzisiaj, wykorzystując chwilowo dobrą pogodę, bo gdyż w najbliższych dniach aż do przyszłego weekendu ma być "tak sobie" w tej pogodzie, przyjechać tutaj. I nie tylko tutaj czyli do wsi Wierzbęcin ale także do Radzima, gdzie znajduje się pewny piękny pałac. Bardzo ładnie zachowany! Podobny w budowie i wyposażeniu do tego z Żelmowa, ale znacznie lepiej zachowany. Na razie oczywiście, bo pewnie czas sprawi, że będzie ruiną, kupą gruzów, jak posiadłości dawnych władców w takich miejscowościach jak chociażby Stara Dobrzyca, gdzie o ironio nadal nie zajechałem w te ruiny - mimo, że wiem, gdzie się one znajdują. Albo w Wicimicach, gdzie z sentymentu szkoda mi tego miejsca, choć prawda jest taka, że poznałem je nie dawno. A także w Mechowie, gdzie również nie dawno zdecydowałem się zajechać w te ruiny. Taki stan rzeczy oczywiście nie przyszedł tu z dnia na dzień, to to, że byłbym tu parę tygodni, miesięcy czy nawet lat szybciej nie wiele by zmieniło bo to i wówczas było ruiną: Trasa "20-stka": historia... Takie ruiny nie powstają przecież z dnia na dzień. To wiele lat zaniedbań prowadzi do coraz gorszego stanu, gdzie na dobrą sprawę trzymają się i to na słowo honoru mury, niektóre ściany. Prawda jest taka, że to wszystko może pierdolnąć tak nagle i nieoczekiwanie, że nie pozostanie już nic poza mglistymi wspomnieniami, i zżółkłymi czasem fotografiami.. Smutna ta historia tocząca się przez moją dzisiejszą trasę nie tylko ze względu na historię tych dworków, pałacyków i niegdyś typowych obiektów jakie były w każdej wsi: stajnie, PGRy, gorzelnie.. Ale także z powodu dalszych katastrofalnych działań ludzi, ludzkiego ścierwa, które niszczy wszystko dookoła - naturę, lasy. A jak się okazuje, równie ochoczo niszczą historię..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 806

  • Trasa nr [łączna]: 887
  • Trasa nr [na blogu]: 801
  • W tym tygodniu: 5
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 61

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 878 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 792 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9878 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9950 km

  • Maksymalna prędkość: 40 km/h

  • Przejechałem: 72.22 km
  • Przejechałem [msc]: 151.25 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1954.81 km
  • Przebieg roweru [suma]: 33966.17 km

  • Przejechalem w 2021: 1954.81 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 4.887 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 84.9154 [%] km

  • Czas jazdy: 04:51:45 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2149:57:10 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1926:31:02 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 125:57:22 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 09:20:39 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:40:20 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:03:53 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:25 h

  • Średnia: 14.89 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego miała trudny przebieg. W ogóle to w ostatnich dniach, moje ostatnie trasy to tylko takie długie, długie a to się odbija na tym, że ciężko tak jeździć mną stop długie dystanse, i ten dzień przerwy przecież nie wiele tu zmienia. Dla równowagi czasami trzeba zrobić coś krótszego, to przecież w żaden sposób nie szkodzi formie! Najgorszy to ten wiatr, i wcale nie zadowalająco wysoka temp, ta co prawda dobiła do ok. +11℃ po południu, ale wraz z jej dobiciem mocno spadła odczuwalna. Mocno we znaki dawał się silny wiatr, z którym prowadziłem mityczną walkę w pierwszych kilometrach trasy. Ta zgodnie z założeniem prowadziła mnie pod Nowogard, skąd miałem odbijać na Wojcieszyn. Miejsca, wieś, w której już dawno nie byłem.. Dawno bo prawdopodobnie ostatni raz byłem tam na trasie: Nowe trasy, nowe przygody!. Cała zabawa polegała na tym, że trzeba było w Wojcieszynie odbić w prawo, a ja o tym nie pamiętałem i pojechałem prosto. Ale dało się wyjść ze sytuacji, trochę nadrobiłem, trochę inaczej pojechałem, jednakże wyjechałem w tym samym miejscu w Nowogardzie, gdzie planowałem czyli na ul. Radosława. A wspominałem, że byłem wiedziony przez wiatr. A bo to prawda, nie dość, że prawa noga mnie bolała na początku trasy, dawało się to mocno we znaki, to jeszcze ten wiatr był sporą przeszkodą a także niechęcią do jazdy. Nawet zacząłem kombinować czy nie skręcić w Żabowie na Żabówko i pojechać na Kulice. W końcu i tak chcę dotrzeć do Wierzbęcina ;) Zwiedzić tamtejszą gorzelnię. Przypadkiem jednak w Wojcieszynie zapytałem o drogę bo nie wiedziałem jak jechać, i dowiedziałem się o pałacyku w Wierzbęcinie. A w zasadzie tym co z niego zostało. Smutna historia ale tam nie wiele jest.. Ruiny.. No oczywiście skusić się na łatwiejszą drogę nie dałem i grzecznie pojechałem pod Nowogard, na Wierzbęcin. Przypadkiem odkryłem tam nowe dróżki! :) A to był początek przygód.. Drogę do Wierzbęcina dalej znałem. I w samym Wierzbęcinie bez problemu udało się wbić do Gorzelni. Piękna. Ładnie zachowana. Mało zniszczona. Tylko mała. Zdaje się, że bywały znacznie większe gorzelnie.. Dość szybko przez nią przeszedłem i udałem się pod ruiny pałacyku w Wierzbęcinie: Wierzbęcin. Nie było za bardzo jednak po nim chodzić.. Poniszczony, zawalony.. Z daleka robił lepsze wrażenie. No ale niestety.. Najlepsza wisienka była dopiero przede mną.. Dalsza droga, i nowe strony! Drogę do Dobrej (DW144) oczywiście znam. Ale nie znałem tutejszych wiosek jak Osowo czy Bieniczki, które odwiedziłem. Miałem jechać z Bieniczek dalej aż pod Troszczyno i wrócić na Radzim, ale skierowałem się taką drogą, że przejeżdżałem przy wysypisku śmieci niedaleko Sałsina (DW147).. No pięknie ;) Nie ma jednak tego złego. Te tajemnicze polne drogi.. Kusi mnie tu wrócić i więcej w tych stronach pojeździć abym mógł się w nich lepiej orientować! A tym czasem historia prowadziła mnie do wsi Radzim i tutejszego pałacu! Przepiękny. Bogato zdobiony i zachowany w całkiem niezłym stanie. Niegdyś posiadłość barona, który rządził tymi ziemiami, a w najnowszej historii biura PGRów. A obecnie? A obecnie jakaś kurwa czeka aż się to zawali.. Tabliczki z zakazem wstępu, informacje, że obiekt jest chroniony a to gówno prawda.. Ale ładny.. Naprawdę ładny.. Pałac w Radzimie. Kilka zdjęć ze środka z Google: Pałac w Radzimie - zdjęcia. Na Google Street View, są dostępne zdjęcia opuszczonego osiedla po PRLowskiego w tej wsi. Tylko niestety to już historia, której nie miałem okazji zbadać... :( Tych domków już nie ma. Specjalnie się dzisiaj przyglądałem i ich nie ma, a przecież nie sposób by było przeoczyć. W Internecie na ich temat nic nie piszą, ale to już historia, której nie sposób cofnąć.. I ta smutno moja droga trwała dalej. Wybierałem się wzdłuż drogi DW147 w kierunku Łobza. Tylko po to aby odbić na Maliniec, krótki odcinek drogi (ok. 3 km), którym jeszcze nie miałem okazji jechać, prowadził prosto do Malinca. Piękne wiejskie tereny, które dzisiaj okupowane były przez silny wiatr. Wiało tak, że nie szło jechać. I ta męka trwała pod sam Maliniec z którego wybierałem się pod Żerzyno. Znane drogi, znane miejsca.. głównie z wyjazdów z 2015 r. Ale nie tylko. Dość charakterystyczna będzie pod tym względem trasa z 2020 r: Wpuszczony w Maliniec. Moje przygody i wspomnienia dzięki blogowi są wiecznie żywe. Jednakże dzisiaj nie jechałem pod same Żerzyno. Tak szczerze, nie mam orientacji w terenie i niezbyt orientuję się gdzie jest ta droga z Żerzyna w stronę Lisowa czy nawet Wyszogóry. Jakaś tam jest, ale pewnie nie trafię.. ;) Moja orientacja w terenie. Więc skręciłem szybciej, na Taczały z których na ów Lisowo i tak źle pojechałem. Ale to nie była moja wina. Tylko wina tych zajebanych tzw: "pilarzy", którzy wszystko tu zrujnowali, wycięli, zniszczyli. Była tu droga edukacyjna, finansowana z zasranych środków zasranej unii ubywatelskiej czy jak kto woli "nieeuropejskiej".. Były użytki ekologiczne i obszary ochrony Natura 2000. A co jest teraz!? Jedna wielka rzeź, chlew. Ja powinienem tam skręcić, ale wszystko rozjebane, rozjeżdżone.. I się pomyliłem.. Pojechałem prosto hen przed siebie... Wyjeżdżając pod Wyszogórą. No nic się nie stało. Najważniejsze jest to, że mimo wszystko trafiłem, i w miarę możliwości popędziłem z wiatrem w rodzinne strony..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa04kwietnia2021zdj1.jpgtrasa04kwietnia2021zdj2.jpgtrasa04kwietnia2021zdj3.jpgtrasa04kwietnia2021zdj4.jpgtrasa04kwietnia2021zdj5.jpgtrasa04kwietnia2021zdj6.jpgtrasa04kwietnia2021zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)