Dzisiejsza trasa jest krótką po chorobą przejażdżką w lasach.. W końcu wracam na Truskolas, na te rejony - mocne pobojowisko po zimowych szaleństwach.. Szaleństwach w wycinaniu. Ostatnie dni, od ostatniej trasy - ponad tydzień!.. Nie były za łatwe. Właśnie na nowo dopadła mnie choroba. Wrócił silny kaszel. Początkowo suchy ale szybko przerodził się z odpluwaniem wydzieliny - co ciekawe głównie biała... Gęsta, biała. Ma to diagnostycznie znaczenie. Dla historii - nie bardzo. Dzisiejszą historię pisze głównie dzisiejszy dzień. Pierwszy raz w mojej historii pracy w szkole.. Byłem na zwolnieniu. Aż 3 dni. A to i tak było dla mnie długo. W sumie gdyby nie durne branie tabletek na kaszel możliwe, że w ogóle nie poszedłbym do lekarza i nie brał zwolnienia. A ta historia sięga mojej ostatniej trasy: Powalicką trasą:
- "nie odpuszczająca zima 2". Już wtedy zacząłem się dziwnie czuć. A pokaszliwanie miałem mną stop. To dla mnie taki sezonowy kaszel.. Nie jest to nie mniej alergia.. Miałem testy alergiczne, konsultacje z alergologiem. I nie wyszło. Co prawda zrobili mi podstawowe testy i wyjebane... No ale jak bez faktycznych testów można przesądzać o alergii?! Nie ma podstaw do niej. Więc durny lekarz POZ z mojej wiochy.. Nie popisał się. I przepisał mi tabletki na kaszel suchy (LEVOSOL) a to właśnie one prawdopodobnie spowodowały moje silne ataki kaszlu... A ten wraz mi przepisał te tabletki, które swoją drogą są bez recepty -.- I zaczął wymyślać leczenie alergii sterydami. I clatrą. Już mi kiedyś te tabletki Clatra przepisywał. brałem to jakiś czas ale to nic nie dawało. A iść w stronę sterydów nie miałem zamiaru. Szczególnie, że nie powiedział co i dlaczego mi przepisuje... To tym bardziej niech spierdala. To było we wtorek (10.03). Kolejne dni spędziłem na wygnaniu. Osamotniony. Z złą sytuacją jaka ma miejsce w domu. Gdzie kurwa 9 dni kłócili się rodzice o jebaną lodówkę. No ja pierdole... Byłem blisko temu aby jeszcze w piątek (13.03) anulować te L4 i wracać. I w sumie mogłem. Trochę mi kaszel przeszedł. Leczę się na własną rękę - flegaminą, którą dziś zastąpiłem Ambroksolem. I garścią medykamentów na odporność i wspomagającą w takich chorobach - tj. rutinoscorbin -2x dziennie, neosine forte - 2x dziennie oraz sinulan duo -2x dziennie. Na ile mi to coś daje poza obciążaniem organów wewnętrznych to nie wiem. Nie czuję znacznej poprawy. Może sam rower mi pomoże? Może się ruszy. Oskrzela, zatoki się oczyszczą.. Zejdzie stan zapalny i podrażnienie gardła. I może będzie w końcu lepiej. I to na dłużej?! Na razie straciłem bezpowrotnie kilka pięknych wiosennych dni. Wyleciałem z tej rutyny rowerowej co zaczęło mnie dobijać i niekoniecznie sprawiło, że przerzuciłem się na inną konstruktywną pracę.. Może przeciwnie.. Brak roweru = brak chęci. No dobra nie mówię. W pierwsze dni chorowania - ogarnąłem sporo prac porządkowanych i poprawek w obszarze Struktury Katalogowej Stanu Plików - Struktury 18+8 TB. Przeleciałem do końca aktualny katalog z materiałami z telefonu Xperia 1 V. Zrobiłem katalog "Innych aparatów fot/tel", oraz poprawiłem katalogi Aparatów Cyfrowych i Kamery. Jednak mam małą nieścisłość, której z końcem zeszłego tygodnia nie poprawiłem... Otóż chodzi o katalog: ludzie. Założyłem, że powinni oni - bo często tak jest - stanowić część historii np. wyjazdu rowerem, samochodem. Miejsc konkretnych - czy miejscowości. A nie być tak porozbijane. I jeśli chodzi o aparaty to tak porobiłem. A w telefonach zostawiłem to nieco inaczej - i pewnie nie wszystko będę tak typowo upychał w konkretne dni i miejscowości - choćby ze względów historycznych.. No ale i tak muszę nad tym jeszcze pomyśleć. Zrobić poprawki. Rower mi pomaga myśleć. Oczyszcza mnie z trosk codzienności.. To może w końcu temat się ruszy. Bo jestem naprawdę bliski realizacji FINAŁU prac nad WIELKIMI POPRAWKAMI w STRUKTURZE KATALOGOWEJ STANU PLIKÓW 18+8 TB. Pomijając prace nad przywróceniem dat i nazw filmów (wersja ANG. i wersja PL) - to czeka mnie jedynie sprawdzenie czy wszytko jest ok. Ostatnie prace porządkowe. I zrobienie kopii dysków. A więc taka przyjemność... Jak pójdzie dobrze to już powinienem się do końca marca wyrobić wraz z zrobieniem raportów. Ze względu na przedłużające się prace nad strukturą Stanu Plików 18+8 TB oraz chujowe życie.. Myślę, że jeszcze marzec 2026 r. Będzie taki słaby... No ale mam nadzieję, że już od kwietnia przestanę brodzić w przeszłości... I w końcu będę mógł skupić się na tym co jest tu i teraz. W moich rowerowych historiach również..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1762
Trasa nr [łączna]: 1838
Trasa nr [na blogu]: 1752
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 33
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1823 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1737 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 30422.4 km
Stan Licznika Końcowy: 30434.5 km
Stan Licznika Końcowy2*: 30240.92 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8792 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8804 km
Maksymalna prędkość: 18.8 km/h
Przejechałem: 12.1 km
Przejechałem [msc]: 128.34 km
Przebieg roweru [rok]: 575.29 km
Przebieg roweru [suma]: 67202.25 km
Przejechalem w 2026: 575.29 km
Podroż dookoła świata (2026) 1.4382 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 168.0056 [%] km
Czas jazdy: 00:56:59 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4287:47:11 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4064:21:03 h
Czas Jazdy Suma (2026): 39:59:25 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:11:07 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:41:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:12:43 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:24 h
Średnia: 12.96 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest jak już wspominałem: WALKĄ o powrót do zdrowia. Znalezieniem stabilizacji w życiu. I w sumie mimo wątpliwości - bo wciąż mam odpluwający kaszel - pojechałem dziś na małą trasę. Bo nie znalazł się nikt kto mógłby mi zaoferować inne spędzenie po południa. A po prostu tego potrzebowałem. Ze względu na to, że wciąż jestem chory i wciąż kaszlę zostałem dziś w chamski sposób wygoniony z sekretariatu. A to mnie trochę zraniło. Biorąc pod uwagę jak ciężko mi było na L4... Uważałem, że to złe. Powinienem być w pracy. Nie mogę chorować. Zresztą w szkole też mam parę tematów, których nie ogarniam. I z którymi sobie nie potrafię poradzić na razie. Porzuciłem to.. I tak w zeszłym tygodniu się na niczym skupić nie mogłem bo się tak źle czułem. Ten cholerny intensywny kaszel.. Jest tak męczący... A do tego dzisiejszy dzień.. Tak smutny. Mieliśmy dziś szkolny pogrzeb. Partner Kasi z sekretariatu pojechał na ostatnią drogę. I ze względu na nią, ze względu na Kasię byłem. Zresztą delegacja szkolna była spora jak na pogrzeb o godz. 10 w poniedziałek. I taka ciekawostka, dziś tj. 16.03 (poniedziałek) w Gryficach od rana odbywało się 5 pogrzebów.. Umieralność jest bardzo wysoka. Bardzo! I widać to w statystykach. Jak ubywa ludzi w Gminie Gryfice i w samym mieście Gryfice.. Z roku na rok coraz gorzej. I ja też tak coraz gorzej to wszystko przeżywam. Może osobiście nie jest to dla mnie rodzina. No ale jakoś.. Byłem przybity na pogrzebie. Niektórzy płaczą na ślubach. Inni najwidoczniej na pogrzebach. Te słabe chwile.. Dobiło właśnie nic innego jak takie przykre uwagi. Poczułem się taki niechciany i odrzucony. Nie jest miło. Mnie też nie jest miło chorować tygodniami i tak co roku. Co mam tygodniami siedzieć na L4?! I dziczeć coraz bardziej. Jak mnie tak bardzo brakuje bliskości.. :( I tak kurwa wszystko się kumuluje. Ostatecznie bliskość o jakiej mówię, a raczej nadzieję na nią utraciłem 472 dni temu (29.11.2024) zaś początek końca relacji (z panną J.) nastąpił: 567 dni temu (26.08.2024). Wciąż nie zostawiłem tej przeszłości za sobą i wciąż do niej wracam. Ten dzień. Może i poprzednie.. Nie łatwe, bardzo trudne.. Przybiły mnie tak, że dziś się poryczałem w drodze do tego lasu. I w sumie musiałem tu przyjechać. Nie miałem z kim spędzić po południa. A po prostu brakowało mi wsparcia i czyjejkolwiek obecności. Zaprosiłem taką jedną koleżankę z Reska. W ostatni miesiąc (od 14.02) zabrałem ją 4x do McDonalds w Nowogardzie. A ona nie mogła poświęcić dla mnie czasu. Zaczęła sobie wymyślać, że pada i ona w deszcz nie będzie szła. Popadało trochę w dzisiejsze po południe to prawda - ale to dosłownie z 30-40 min deszczu i koniec! I co prawda nie jest za ciepło bo ok. 6℃. No ale w lesie jak parowało było tak przyjemnie. Chętnie bym się z kimś przeszedł. Pokazał te piękne strony. A wszystko tylko po to aby przez chwilę nie być samemu. No ale nie było mi dane... W drodze do lasów Truskolasu, które mocno się zmieniły towarzyszyła mi piosenka Maryli Rodowicz - Łatwopalni. A w drodze powrotnej: Sumptuastic - Kołysanka. I z tą piosenką wiąże się ciekawa historia. Z tych chmur wyłania się piękny zachód słońca. Przedziera się przez niebo. Choć nie trwa zbyt długo.. Jest pięknie. Ja już wracam autem - mijam Mechowo gdy widzę ten piękny zachód słońca. I co czynię?! W Sownie nawracam. Nagrywam sobie ten zachód w stronę Mechowa. Robię parę fotek. Nim ostatecznie wracam do domu. Może te słońce to jakieś przesłanie?.. Ten zachód dzisiaj jest dla mnie tak ważny.. Mimo tego, że to jeden z wielu zachodów słońca.., że postanawiam umieścić o nim tag w dzisiejszym wpisie. Aby po prostu pamiętać mimo wszystko o tym dniu. Niezbyt pięknym. Smutnym. A to dzień smutny na wielu płaszczyznach. Z powodu tego co się dzieje. Kolejnej śmierci. Czy z powodu ogromnych zniszczeń i wycinek drzew jakie wykonano na lasach Truskolasu. Widziałem już te zbrodnie. Już mam je przepracowane. No ale rowerem. Nie byłem tu tak dawno.. Dziś nadarzyła się okazja. Aby wspomnieć o tym co się zmieniło.. A jak się coś zmienia to wiadomo.. Na gorsze... Trudny dzień za mną. Poprzednie nie łatwiejsze. I ten tydzień pewnie jeszcze ciężki. No ale mam nadzieję, że mimo wszystko dzisiejszy wyjazd będzie przełomem... I kolejne dni będą łatwiejsze.. Brakowało mi.. Aurelii.. Bloga.. Wszystkiego. Bardzo brakuje mi też po południowych relacji z ludźmi.. :( Smutne te życie.. Cóż więcej dziś powiem jak nie to, że smutne te życie..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)