Trasa z dnia dzisiejszego nieustanne kontynuuje moje zmagania przy nabijaniu kilometrów. Idę tu myślą, która pojawiła się wczoraj: Nieudane wojaże. Chodziło o to robienie trzech tras po 40 km tras wciągu tygodnia aby potem zrobić tylko jedną trasę 30 km. Ale to niestety jest stanowczo za mało. Dawałoby wynik 150 km/tydzień. I choć w miarę - przynajmniej na tę chwilę wydaje się to realne, w dłuższej perspektywie pewnie nie. Trzeba zrozumieć coś, co nie jest w tych zestawieniach takie oczywiste. Na okresy w których byłem chory, bądź miałem migrenę a takich okresów wciągu mijającego roku parę było, składa się wiele cennych dni, które można było spędzić na spokojnie na rowerze. Nie mówię od razu o robieniu takich normalnych dla mnie dystansów jak te 50 km czy więcej. Mogły to być z powodzeniem krótsze dystanse nawet po te 20 km. Ich suma przecież w obecnym czasie bardzo mi się przydała. A tym czasem jestem w sytuacji w której do końca kalendarzowego roku pozostało 33 dni. I w tym czasie mam zrobić 1000 km?! Daje to średnio 30 km, ale robione każdego dnia a nie tylko w wybrane. Niezależnie teraz od pogody, chęci i możliwości musiałbym w każdy dzień jaki pozostał do końca roku zrobić po 30 km. Alternatywą byłoby robienie po 60 km, co oznacza poświęcenie na ten cel 17 dni z 33 pozostałych do końca roku. Nie mogę jednak być na tyle pewny, że uda mi się przez ponad 2 tygodnie codziennie robić takie dystanse. Nie mam rozłożonego tego na dłuższy czas. Alternatywą jest zrobienie 20 tras po 50 km. Co również będzie ciężkie. Składać się będą na to różne czynniki, na które niekoniecznie muszę mieć wpływ: to jak się czuję itd. a najważniejsze: pogoda. Jakbym tego nie przeliczał, a dzisiaj próbowałem już różnych sztuczek, nie mogę zejść poniżej 200 km zrobionych w każdym tygodniu. Jeśli chodzi o to, to w obecnie kończącym się tygodniu poszło mi bardzo ładnie. Na pobieżnym tudzież nie do szacowanym policzeniu tej wartości wyszło mi 217 km. A tak naprawdę mam ich o kilka więcej. To jednak nie wiele zmienia. W okres w którym będzie 1.12 wchodzę z bagażem do przejechania blisko 1000 km. Nie widzę tego po prostu. Nie dam rady raczej przez 25 dni pod rząd jeździć po 40 km. A to byłoby jakieś rozwiązanie. Tym bardziej nie dam rady przez 33 dni jeździć codziennie po 30 km. Mógłbym ilość dni zmniejszać tylko poprzez zwiększanie dystansu. Jest to nierealne. Nie widzę tego. Po prostu byłem bardzo blisko celu jakim jest 10 000 km, choć od początku roku go w ogóle nie planowałem. Atak zimy jaki przyszedł wraz z 01.01. również wykluczał ten pomysł. Otwarcie walczyłem o tą liczbę w 2020 r. ale poległem. Niespodziewanie jednak doszło do mnie, że w tym roku mam naprawdę na to szansę. Nie mniej ten rok 2021 r. wpisuje się słabo. Rok w którym wyjątkowo często jestem chory, i wyjątkowo często mi nic nie idzie. Wobec tego nie wierzę w to, że miałoby mi się udać zrobić te kilometry. Jakiś cień szansy owszem istnieje. Ale to oznacza naprawdę spore jeżdżenie - w dalszym ciągu mówimy o 200 km /tygodniowo. I to w zimę. Nie chcę mówić, że się poddaję czy coś... Ale też nie mam w ogóle realnego pomysłu jak mógłbym o to zawalczyć, będąc tak blisko celu.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 953
Trasa nr [łączna]: 1034
Trasa nr [na blogu]: 948
W tym tygodniu: 6
W tym miesiacu: 19
W tym roku: 208
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1024 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 938 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4337.07 km
Stan Licznika Końcowy: 4373.91 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4374.28 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 16960 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 16997 km
Maksymalna prędkość: 34.6 km/h
Przejechałem: 36.84 km
Przejechałem [msc]: 667.34 km
Przebieg roweru [rok]: 9055.09 km
Przebieg roweru [suma]: 41066.45 km
Przejechalem w 2021: 9055.09 km
Podroż dookoła świata (2021) 22.6377 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 102.6661 [%] km
Czas jazdy: 02:28:30 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2582:13:16 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2358:47:08 h
Czas Jazdy Suma (2021): 558:13:28 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 39:31:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:04:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:02 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:30 h
Średnia: 14.94 km/h
Dzisiejsza trasa była takim dwuczęściowym wyjazdem. Trochę ciężkim nie powiem. Trudów dodaje mi to, że od paru dni codziennie jeżdżę i już trochę słabnę. Tylko w obliczu obecnej sytuacji trudno mi zrobić sobie po prostu odpoczynek. No na razie nie da rady, bo takowy oznaczałby, że w kolejnych dniach aby nadrobić straty trzeba by było jechać dalej. A to się robi coraz trudniejsze. Nie tylko przez te coraz krótsze dni, ale też zmiany w pogodzie. Zresztą, na dzisiaj nie miałem nawet zaplanowanego dłuższego wyjazdu. Na właściwe 50+ km liczyłem wczoraj, co się niestety nie udało osiągnąć z takich czy innych powodów. Tak naprawdę nie chcę do tego wracać. Wspominać, rozpamiętywać dawne niesnaski nic nie da. Dzisiaj wraz z nowym dniem i wstępnymi wcześniej prognozami pogody spodziewałem się, że będzie brzydko i nie fajnie. Tylko wczorajszy dzień miał być ładny. Koniec końców jednak rzeczywistość nie okazała się taka zła. Trochę się chmurzyło, ale często wybijało się wśród chmur słońce. Jedynie ten wiatr - męczący i irytujący. Nie było jednak tragedii. Pierwsza część trasy nie mniej była trudniejsza niż ta druga. W pierwszej części robiłem tą trasę 20-stkę. Trzymam się założeń, które wciąż każą mi jeździć szlakami trasy 50-tki i 20-stki raz w tygodniu. A, że do tej pory na nocną 20-stkę bo pewnie za dnia nie byłoby szans - się nie wybrałem to pozostało mi właśnie dziś mierzyć się z tą piękną trasą. Towarzyszyły mi na niej tajemnicze mgły - a także chłód i męczący wiatr, dający się we znaki w każdej stronie w jakiej jechałem. Byłem na tyle zirytowany i zmęczony tym krótkim dystansem, że nie wiele brakowało aby dać sobie dzisiaj spokój z jeżdżeniem. Choć jeszcze przed trasą planowałem ten dzień nieco ambitniej - a mianowicie, po trasie 20-stce pojechać z matką na Makowice, tam rundkę zrobić i może nawet wrócić przez Słudwia. Po cichu choć się do tego nie przyznam liczyłem na te 40 km. Po trasie 20-stce wróciłem pod dom, i jednak zniechęcony pojechałem w tą drugą część. Chwilowo poprawiająca się pogoda była bardzo motywująca do dalszego wysiłku. Koniec końców 40 km mi nie wyszło, nie chciało mi się już dobijać do nich. W tym tygodniu i tak ładnie sobie z jeżdżeniem poradziłem, nie muszę niepotrzebnie szaleć. Do końca roku jest niestety mało czasu. A ja tracę nadzieję na coraz częściej wspominane 10 000 km. Jednak nim na dobre się zniechęcę czy pogoda nie pozwoli mi jeździć, chcę dalej próbować i robić choćby te dystanse po 40 km. Oczywiście nadal raz w tygodniu chcę robić trasę 50 km. To powinno mimo wszystko pozwolić mi na robienie po te 200 km/tygodniowo. A więc na koniec roku na styk mógłbym zbliżyć się do tej upragnionej wartości. To walka prawie taka jak o moje pierwsze 5000 km /rok: Ostatnie wyzwanie - dzień 2. Wtedy nie wyobrażałem sobie robić takich dystansów z jakimi mierzę się obecnie... :) Pewnie jeszcze nie raz wątpliwości będą mnie łapać, zniechęcenie itd. To jest normalne. W końcu staję teraz do nie równej walki, która mogłaby wyglądać bardziej korzystnie dla mnie gdyby nie strata 22 dni w okresie października - początku listopada: Trasa Makowice-Słudwia:
"Powrót nadziei". Sporo straciłem, kolejne dni poszły również na odzysk sił. Jeszcze 7.11. byłem pewny, że moje szanse na te cholerne 10 000 km przepadły. Jednak z czasem, gdy tak ładnie sobie radziłem - odzyskałem nadzieję, pojawiło się małe światełko w tunelu, które mogłoby sugerować, że pomimo tego, że jest na to bardzo mała szansa, nadal osiągnięcie celu jest możliwe! Więc działam... Zdradzę wam sekret, na jutro też planuję dystans 40 km ;) Jutro rurowe odwiedzenie Makowic, a po nich planuję pojechać przez Resko na Łosośnicę i wracać tą drogą do domu... Po nocy... Ale ciiiii. To sekret. Nie chcę nawet zdradzać przed samym sobą, że wpadłem dzisiaj na taki pomysł. A ten miałby mi pomóc nabić dodatkowe kilometry w kończącym się listopadowym miesiącu, co mogłoby trochę ułatwić zdobywanie kilometrów w Grudniu. Nie mniej co by się nie działo i tak mówilibyśmy o limicie 900 km do przejechania w Grudniu. Choć oficjalnie do przeliczeń zakładam równe 1000 km. Tyle, że już na dzień dzisiejszy jest to mniej niż równe 1000 km ;) Ale to nie ważne. Te drobne ułatwienie mogłoby ostatecznie oznaczać, że zyskałbym nawet z 2 zapasowe dni, które mogłyby być użyte w okolicznościach np. w takich, których zła pogoda nie pozwala jeździć i po prostu tego dnia nie wybierałbym się na trasę. A na zbyt wiele takich dni odpoczynku sobie niestety nie mogę pozwolić. Zbyt dużo zostało do przejechania i zbyt mało mam na to czasu. Dziwne, jestem w lepszej sytuacji niż w 2020 r., gdy miałem na dzień 01.12.2020: Trasa Makowice-Słudwia mniej przejechanych kilometrów, niż dziś jeszcze przed 01.12. I wtedy jeszcze ambitnie do tego podchodziłem i wierzyłem, że się uda. A w tym roku trzyma się mnie tyle obaw :( Nie widzę niczego dobrego w wielu sukcesach, które budują moją obecną pozycję. Choć jeszcze parę dni temu byłem do tego sceptyczny obecnie widzę to, że wiele wskazuje na to, że w większości lub prawie wszystkich wskaźnikach rok 2021 r. zapisze się jako ten najlepszy. A już na pewno w najważniejszych czynnikach - ilości rowerowych dni i przejechanych km. Nawet jeśli nie dojdę do tej wymarzonej liczby 10 000 km, to i tak może oznaczać, że pokonam rekord z roku 2020. Pozostanie jednak wciąż otwarte pytanie czy zatem jeśli nie w tym roku to czy w przyszłym (2022 r.) będę miał dość dużo sił, ambicji i w rzeczy samej "szczęścia" aby poradzić sobie lepiej z jeżdżeniem niż miało to miejsce w kończącym się 2021 r.? Póki co... Póki co będę walczył dalej do końca. Bo jeśli ma się nie udać, to przynajmniej nie poddam się bez walki. A, że to nierówna walka nie ma to pewnie dla nikogo znaczenia...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)