Trasa z dnia dzisiejszego stanowiła małą przejażdżkę. Najbardziej motywowało mnie słońce. Od rana było słonecznie choć w prognozach miało być dzisiaj szaro - tak było jednak dopiero po południu. Za dnia słonecznie... Ładnie... I trochę ciepło. Tylko trochę - temp. tak w granicy +10℃ ale odczuwalna nieco niższa przez wiatr. Nie był to jakiś duży wiatr - trochę powiało. Nie był zbyt męczący ale wystarczający aby obniżać temp. Pomimo tej niesprzyjającej okoliczności czas na rowerze był ciekawym doświadczeniem. Czyżbym powracał do starej miłości jakim jest rower? Jeżdżenia mimo wszystko? Czy ktoś mi zabrania, pozwala czy nie? To i tak pojadę?... Może i tak. Chociaż jedna czy druga trasa sukcesu nie czyni. Po wczorajszym nieco trudniejszym powrocie do formy: Trasa Bobolice-Biały Bór nie mogłem się przecież zniechęcić! I pojechałem. Jechało mi się słabo momentami tak 14-16 km/h maksymalnie. To naprawdę słabo. No ale jedzie mi się jakoś ciężko i nie wiem dlaczego. Mam wrażenie, że przyczyna jest w Aurelii, może hamulec trzyma (albo tył - vbrake) albo przód - tarcza, klocek ściśnięty do tarczy? I tak ciężko mi się jedzie? A może faktycznie przyczyna w suporcie. Zawsze można też uznać, że przyczyna jest w mnie - siedzi w głowie. I tyle... A skoro tak to może z czasem minie? Na takie problemy dziwne, nie zidentyfikowane z Aurelią zwykle pomagało przetrwać do wiosny. Dłuższe dni. Jak jest już ciepło i fajnie to inaczej się jeździło i przynajmniej niektóre problemy mijały samoistnie. A jak ma się coś zepsuć czy jest jakaś faktyczna przyczyna (np. problemy z suportem) to w końcu zepsuje się powodująca problem część w taki sposób, że będzie jednoznacznie jasne, że to tu był problem. A skoro na razie tak nie jest to nie pozostaje mi nic innego jak jeździć i obserwować co się będzie działo...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1515
Trasa nr [łączna]: 1593
Trasa nr [na blogu]: 1507
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 159
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1579 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1493 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 24360.9 km
Stan Licznika Końcowy: 24379.58 km
Stan Licznika Końcowy2*: 24228.6 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2772 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2791 km
Maksymalna prędkość: 28.9 km/h
Przejechałem: 18.68 km
Przejechałem [msc]: 57.72 km
Przebieg roweru [rok]: 5220.77 km
Przebieg roweru [suma]: 61079.35 km
Przejechalem w 2024: 5220.77 km
Podroż dookoła świata (2024) 13.0519 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 152.6984 [%] km
Czas jazdy: 01:10:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3893:40:02 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3670:13:54 h
Czas Jazdy Suma (2024): 329:43:59 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 04:16:47 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:08:24 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:04:26 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:21 h
Średnia: 16.01 km/h
Dzisiejsza krótka trasa niestety powraca do smutnych dni. Kolejny weekend. Kolejna niedziela. A niedziele mają ostatnio coś do siebie, że mało kto się do mnie wtedy odzywa. Jak jeszcze mam takie dni jak np. piątek (1.11) czy wczorajsze po południe w sobotę (2.11), że mam nawet z kim popisać na msg, czy ktoś zadzwoni... To tak łatwiej jest. Mija dzień... czy wieczór. Dopada mnie permanentne zmęczenie. Mam tak wykończony organizm, że się położę i zaraz zasypiam. Dzięki temu nie myślę, nie analizuję. Zaraz znajdę się w kolejnym dniu... A wraz z nim pewnie powrócą smutki i żale. Dzisiaj powraca tradycyjne dopierdalanie się od strony współlokatorów w postaci rodziców. Standard. Tak mija każdy dzień w tym jebanym życiu a w ostatnich tygodniach (od końca sierpnia 2024 r.) jestem na to bardzo ale to bardzo wyczulony. Jeszcze bardziej mi to przeszkadza niż wcześniej. Powoduje to tylko nerwowe sytuacje, dobija mnie. Nie pomaga to na stan w jakim jestem, w którym jestem i tak dość przygnębiony :( Żyję z dnia na dzień z poczuciem winy. Nie chcę mówić, że coś odpuszcza czy odchodzi. Nie zmieniło się nic co mogłoby na to wpłynąć. Wciąż mam nadzieję, wciąż liczę na to, że odezwie się do mnie ta osoba, na której tak mi zależy... A nim to zrobi... To chociaż tyle co dla siebie zrobię to to, że się przejadę z Aurelią jak za dawnych i niekoniecznie lepszych czasów. Były to czasy wypełnione samotnością, smutkiem i żalem. Podobnie jak teraz. Czuję się tak każdego dnia.. Taki pusty, nie chciany i odepchany. Najgorsze są weekendy czy takie okolice świąt. Jak te minione - dobrze, że minęły. Niech jeszcze minie niedziela.. I przynajmniej dni w tygodniu dadzą jakiś sens. A zaraz kolejne święta, kolejny weekend. I historia się będzie powtarzać. Znowu smutek, smutek i żal.. Nie wiem jak długo będę wstanie tak żyć. Rower może dać zapomnienie ale tylko na chwilę. Potem i tak wszystko do mnie powróci. I znów będę się czuł sam, samotny i odrzucony przez ten świat :( A może tą małą pozytywną zmianą jest to, że wróciłem do roweru? A przynajmniej tak to wygląda jakbym wrócił. Nie odpuściłem sobie okazji jaka się dzisiaj nadarzyła na to aby się przejechać. Za to odpuszczam sobie okazję aby komentować to co się działo na trasie ;) Czyli przedłużający się i nieukończony remont drogi w Słudwi. Remont miał się ukończyć do dnia 31.10 a nie został ukończony. W zasadzie od października jak jeździłem... nic się tam nie zmienia. Jak było rozkopane czy zrobione do pewnego momentu tak jest. A co gorsza, zrobiony fragment drogi (wyjazd na drogę DW112) jest do poprawy. Miejscami popękała ta droga i ma takie podłużne pęknięcia. Jak się jedzie to jest takie charakterystyczne odczucie, że podbija rower. I na asfalcie też widać takie punkty. Czułem to na trasie: Halloweenowa trasa i chyba nie wspomniałem o tym w jej opisie ale tak było...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)