Trasa z dnia dzisiejszego uwzględniając wczorajszą przygodę: "45 000" Aurelio !:
"Nadmorskie miłości" - jej pięknym uzupełnieniem tego dalej trwającego rowerowego życia. Wciąż pamięcią sięgam do wyjątkowych lat, wyjątkowych tras, które zostały za mną setki, a niekiedy już tysiące kilometrów temu jak np: Życie po 30k km.... Z jakiegoś powodu mam do tego wielki sentyment. Nie mniejszy do dzisiaj pokonywanych dróg, choć zdarza się tak, że przecież ja (większością z nich) jechałem już nie jeden raz. Już nie jedna historia miała tutaj miejsce. Jednak żadna nie jest tak piękna jak pisana wspólna z JS historia. Można na nowo odkrywać piękno mijających miejsc... I jest tak fajnie... :) Dzisiaj jakoś szczególnie humoru nie miałem, jakiś czas dnia nie czułem się za dobrze. Wszystko a dość powiedzieć, że wszyscy dookoła jakoś mnie od rana denerwowali. Nie szło mi nic, a przecież zaległości mam takie, że nie pytajcie. Te wszystkie raporty do ogarnięcia, blog to tam konsekwentnie. Trudno by było prowadzić go na czysto. Jednak po paru dniach intensywnego jeżdżenia zaległości będą rosły. Przecież dzisiaj dochodzą już 2 nie zrobione wpisy. Nim pojechałem na 45k z Aurelią, uzupełniłem wszystkie wpisy aby być na czysto - wówczas do wpisu: Trasa "50-tka":
"prawie nieprzerwana przerwą". A teraz znowu... Znowu wszystko na nowo się dzieje. Nie zmienia to jednak faktu, że mam inne zaległości. A zaczyna mnie to męczyć. Trudno mi przez to poświęcać się na mniej dla mnie ważne sprawy jak np. sprawy zawodowe. Nie mogę przecież robić czegoś dla szkoły z myślą, że mam swoje sprawy nie ogarnięte. Niszczy mnie to i tak nie potrafię - zrezygnować z siebie na rzecz innych. Na rzecz w sumie obcych osób, którzy dla mnie by się tak mocno nie poświęcali. Co innego zrezygnować z siebie na rzecz np. przyjaciół, bliskich przyjaciół czy Rodziny. Chociaż szkołę niejednokrotnie uważałem za rodzinę, nie mogę się dla niej tak poświęcać. Dzisiaj rządziły mną takie złe uczucia. Od rana się tak targałem z tym czy coś zrobić i jeśli tak to własnie "co" zrobić. Kończyło się bardziej na marnowaniu czasu niż jakiś konkretach. Ustalałem nawet z JS od rana, że może pojedziemy a potem, że może jednak nie. I znowu, że może pojedziemy to tu czy tam. Tak szczerze to mnie ta pogoda zniechęcała. Było szaro, mocno wiał wiatr. Przebijało się słońce. Nie było to jednak coś regularnego. Nawet tego nie oczekiwałem, że będzie słonecznie. Ostatnie nie było jeszcze godz. 16 - JS zaproponowała aby się jednak przejechać. Długo na odpowiedź nie musiała czekać. Tylko przeczytałem, że o 16 chce jechać. Od razu się ubrałem, spakowałem rower. Nie patrzyłem na to, że trochę się jednak źle czuję. Pobolewała mnie od rana głowa. Podratowałem się wymieszanymi tabletkami i pojechałem. Nie byłem dzisiaj przynajmniej z początku sobą. Potem mi przeszło. Targały mną tylko te negatywne uczucia. A wraz z nimi pędziłem nieco szybciej i mało się odzywałem do czasu gdy mi przeszło. Nie mniej pewny zarys gdzie moglibyśmy pojechać miałem. Pomyślałem o pewnej leśnej drodze od Sokołów w stronę Łopianowa. I tak pojechaliśmy. A dalej już poszło. Skoro już tu byliśmy a JS nigdy tu nie była zabrałem ją na elektrownię wodną w Smolęcinie. A znów skoro już tu byliśmy.... To podjechaliśmy prawie pod Płoty. Już daleko nie brakowało. Szukać mitycznej drogi przy Redze. Tej jednak nie znaleźliśmy. Poddaję w wątpliwość w to, że takowa w ogóle istnieje... Za to, nieziemski, przepiękny widok Rezerwatu Rzeka Rekowa i same okoliczności przyrody przy Redze... były czymś zachwycającym i wartym przyjechania. Ten piękny widok, te piękne wspomnienia które się tutaj wypełniały wprost wkomponowywały się w ogromne zniszczenia, dokonane ludzką ingerencją. Nie wierzę, że to dzieło natury, że to wina wichur z przed 6 msc, których skutki nie zostały do dziś usunięte. Dziesiątki powalonych z korzeniami drzew, całe hektary wykierowywanych pozostałych, pozostawione połamane, pocięte, wręcz zbeszczone... Ludzka chciwość nie zna żadnych granic, które może przekroczyć w celu wypełniania sakw kasą. Tylko to jest brudna kasa... No ale takie jednostki nie mają żadnego honoru ani godności. To o czym my mówimy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1062
Trasa nr [łączna]: 1142
Trasa nr [na blogu]: 1056
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 100
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1130 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1044 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 8314.85 km
Stan Licznika Końcowy: 8349.2 km
Stan Licznika Końcowy2*: 8349.57 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 20927 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 20961 km
Maksymalna prędkość: 31.8 km/h
Przejechałem: 34.35 km
Przejechałem [msc]: 392.23 km
Przebieg roweru [rok]: 3794.48 km
Przebieg roweru [suma]: 45048.79 km
Przejechalem w 2022: 3794.48 km
Podroż dookoła świata (2022) 9.4862 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 112.622 [%] km
Czas jazdy: 03:16:13 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2849:12:19 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2625:46:11 h
Czas Jazdy Suma (2022): 254:52:00 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:09:27 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 04:01:35 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:55 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:21 h
Średnia: 10.52 km/h
Dzisiejsza piękna przygoda, nie spodziewana w sumie, nie planowana. Gdyby nie inicjatywa JS to prawdopodobnie nigdzie bym się dziś nie wybrał. A tak mogliśmy spędzić miło czas. Jadąc na to spotkanie, zaplanowałem trasę tak aby uwzględniła to, że dziś jest silny wiatr i wcale nie ciepło. Daje to pewną korzyść nie spotykaną w inne dni. Jest minimalna ilość (jeśli w ogóle) robactwa. A to spora zaleta. Dlatego pomyślałem aby pojechać droga, którą jeszcze nie jechałem ze wsi Sokołów w stronę Smolęcina. Mimo, że to trochę zalane deszczem, mokre i w błocie tereny nie jechało się tragicznie. Miejscami było trochę gorzej. A najgorzej to na wyjeździe z lasu, gdzie wszystko jest zniszczone ludzką chciwością. Robią tu sobie skurwysyny wycinki drzew, niszczą drogę, gdzie koleiny i wielkie dziury które urządzili zasypują sypkim piachem. Po tym się już potem nie da jechać. A dość powiedzieć, że ich działania są nie zgodne z prawem. Bo ci zasrani leśnicy (o ile można ich tak nazywać - leśnikami), mają zasrany obowiązek doprowadzić do stanu w jakim była wcześniej. Jednak mają to... I mają na to. A w tym opresyjnym państwie żadnej kontroli nad tym co się dzieje nie ma. A więc każdy robi co chce. Panuje tu anarchia, która niejednokrotnie psuła wyjazdy. Niektóre drogi są po prostu nie możliwe do pokonania jadąc na Aurelii. A prowadząc czy ciągnąć rower po tym. Co to za sens jest... No dobra... Skoro już jednak stąd wyjechaliśmy, mogliśmy jeszcze udać się na elektrownię wodną w Smolęcinie. Dawno tu nie byłem. Za wiele na lepsze się nie zmieniło. Sama elektrownia wydaje się być opuszczona, żadnego dzwonka, nic. Jedynie kamery na jej terenie. A jakbym chciał przejechać na drugą stronę, i wyjechać pod Lubinem to jak? Czemu rowerzysta ma być traktowany gorzej, jak śmieć w tym momencie. Ma się prosić o coś co powinno mu się należeć. Co za sens jest w tym, że porobione są nie połączone ze sobą szlaki pieszo-rowerowe. Jakieś logiczne ich połączenie, która umożliwia skrócenie sobie drogi i ominięcie jazdy przez Gryfice byłoby wskazane. Nie mniej dzisiaj jeszcze trochę myślałem o tym przejeździe tutaj. Wpatrywałem się w mapę: Open Street Map. I porównywałem to ze wspomnieniami "na żywo". Kto wie czy jakby się nie uparł to wzdłuż ogrodzenia elektrowni nie dałoby radę po tym wale się przedostać? To kwestia otwarta do sprawdzenia. Nie mniej nie ma co się oczywiście nastawiać. Przez samą elektrownię dałoby radę przejechać. No ale jest tu podejście jakie jest. Nie lepsze niż np. w Żerzynie gdzie w ogóle ogrodzili się gnoje od ludzi. No ale walić elektrownię. Czemu nie powstanie normalna stała przeprawa pieszo-rowerowewa w tych okolicach? Taka by była niezwykle przydatna i zwiększała sens oraz atrakcyjność rowerowania w tych miejscach. No cóż, wyjeżdżając z pod elektrowni w Smolęcinie i wybierając się na samą przeprawę przez estakadę w Płotach (nad Regą), zajechaliśmy jeszcze na teren dawnego wysypiska śmieci w Smolęcinie. Nie doczytałem się kiedy to zamknęli. Dzisiaj już nawet bramy wjazdowej na ich teren nie ma. Wcześniej chociaż brama, zawieszona wielka kłódka była. Korzystając z tej okazji wjechałem tam. Ale nic poza domkiem dróżnika nie było. Nie było żadnych hal ani niczego więcej. Te prawdopodobnie zrównano z ziemią już parę lat temu. Szukając informacji na temat śmietniska w Smolęcinie (gm. Gryfice) nie znalazłem niczego poza art. o nieprawidłowościach jeszcze w 2017 r. oraz takiego nic nie wnoszącego dokumentu z Gminy Gryfice: Nic nie wnoszący dokument z Gminy Gryfice oraz Nieprawidłowości w byłym wysypisku śmieci. Nie mniej mimo, że nie ma tu nic ciekawego i nic ciekawego się nie dzieje - mała eksploracja miała miejsce. Eksplorować wysypisko śmieci. Kto by pomyślał. Teren miał być poddawany tzw. "rekultywacji". Jak widać jednak plan nie wypalił. Bo odkąd znam te drogi, te miejsca - prawdopodobnie byłem tu pierwszy raz dopiero: Polskie drogi - dzień 3. Chyba, bo nie mam pełnych danych, w okresie 2015 r. nie wybierałem się w tamte strony. Przynajmniej zdjęcia z tamtego roku o tym nie świadczą. Czyli mogły to być dla mnie obce strony. Nie mniej pierwszy raz poznałem właśnie tę drogę w okolicy Smolęcina i Bądkowa. Jedynie w Łopianowie już byłem (ale to też w 2017 r.). Po tej małej niespodziewanej eksploracji, którą należy jedynie traktować jako ciekawostkę pokazałem JS jak jest pięknie w rejonie Kocierza. Mimo, że sam byłem tam po raz pierwszy dopiero rok temu... Ale ciii nie każdy musi o tym wiedzieć, że nie które miejsca nawet blisko rodzimych stron, poznałem tak nie dawno. Droga do "plaża Kocierz" jeszcze jak ci mogę. Ale dalej... To była porażka. Zarośnięta. W moim nie obiektywnym odczuciu jeszcze więcej zwalonych drzew i utrudnień niż w czasie gdy jechałem tu pierwszy raz: Zdradliwe oblicza lasów 2. Jakoś się jednak przemęczyliśmy. Nagrodą były wyjątkowe okoliczności natury, wyjątkowo niszczone przez ludzkie ścierwo. Samej drogi pod mostem przez Regę, w stronę Karczewia nie odnalazłem. Nie byłem pewny, że istnieje. Miałem tylko taką nadzieję. Gdyby się tak udało to przez Karczewie wróciłbym do Gryfic z JS. A tak... Po trudach, i większości przeprawie bardzo trudnej między powalonymi drzewami i zniszczonymi chciwością drogami, trzeba było wrócić pod drogę DW112. A z niej wróciliśmy już przez Kocierz, mijając bokiem Smolęcin do Gryfic. Męcząca trasa, która miała jedyny walor... Powrotu przez dotąd nie znaną mi drogę już pod Gryficami (nowy cmentarz) przez takie nieużytki rolne, niepotrzebne nikomu ogrody działkowe. Wyjechaliśmy tak przy osiedlu XXX lecia i stąd już miastem wróciliśmy na ul. Mickiewicza w Gryficach skąd wyruszaliśmy na tą dzisiejszą trasę. A jak wiadomo - każda trasa to jakaś nowa przygoda, dzisiejsza też taką była!...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)