Trasa z dzisiejszego dnia jest kontynuacją fatalnej pogody z jaką rozpocząłem tego roczne wakacje. I nie tylko to jest problem. Do dnia wczorajszego (23.06), żyłem w błogiej niewiedzy, że dzieje się coś złego. Gdy już wiem, że się coś dzieje, jest o wiele gorzej trwać, mieć chęci na cokolwiek. Chętnie bym to wszystko pierdolnął i nic nie robił - nie widzę w tym sens ehhh. Z powodu wyprowadzki z akademika w dniu (20.06) i nieprzykręconego dysku w komputerze, doszło prawdopodobnie do uszkodzenia mechaniki dysku, który wykorzystywałem w akademiku. A zamknięte są tam moje pliki z całego semestru letniego na studiach (i końca semestru zimowego), a także pliki z kamery do bloga rowerowego (jazdy: Poniżej 2,5h na trasie "50-tce", Bałtyckie Morze: Mrzeżyno oraz Trasa 50-tka). Dobija mnie myśl, że mógłbym mieć straty i to duże, moich bez cennych, ważnych plików. Gdzie jedne z ważniejszych to właśnie pliki z kamery, zdjęcia z telefonu z okresu po 08.06 do 16.06 -.- ehh. Kilka dni będę żył w niepewności. Skontaktowałem się z firmą do odzysku danych w takich wypadkach. Za to trzeba będzie niestety trochę zapłacić, to naruszy moje finanse i to na długo i może mieć znaczący wpływ na plany na najbliższe tygodnie oraz na to czy udadzą mi się wakacje 2018 r., czy będą jedną z wielu katastrof! No żyć się odechciewa przy takim nastawieniu a co dopiero cokolwiek robić. Mało problemów? To jeszcze ciąg dalszy chujowej pogody, która się od początku moich wakacji (21.06) bardzo zepsuła. Mam coraz więcej problemów, niepewności. Jeszcze jutro mam cholerny egzamin z jednego przedmiotu (AED), gdybym jakimś cudem to zaliczył to miałbym już oficjalne wakacje od dnia jutrzejszego (25.06). A dzisiaj wypada mały trening. Miałem i nadal mam silne postanowienie jazdy co drugi dzień. Póki co, nic nie jest stracone (prócz finansów), może nie jest jeszcze tak źle. Mając odpowiednie warunki, wiedzę i umiejętności można wymienić mechanikę dysku, to pozwoli na zgranie danych (w większości wypadków, jeżeli nie doszło do uszkodzenia talerzy dysku) da radę zgrać dane w 100% lub blisko 100%. Więc nadzieja jest, to nie ma się co na razie martwić. Tylko żyć w tej dobijającej niepewności co teraz, co dalej, co to będzie. Póki ta sytuacja się nie wyjaśni, póty nie zastanie u mnie spokój. A to może się negatywnie odbić na moje treningi, moją formę :( Na tę chwilę nic na to nie poradzę. Co przyniesienie przyszłość, czas pokażę. Mogę jedynie żyć w wielkiej nadziei, że będzie dobrze i uda mi się odzyskać pliki. Bo jak nie, to nie wiem czy znajdę w sobie tyle sił i motywacji aby przetrwać kolejną porażkę i stratę, która mnie tak bardzo dobija i osłabia. Także, dzisiejszy wyjazd był ciężki pod wieloma względami. Znowu przez pogodę, musiałem wybrać taki jesienny strój. Tyle, że mam krótkie spodenki, a tak długa polarowa koszulka, opaska na uszy. I w drogę.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 248
Trasa nr [łączna]: 332
Trasa nr [na blogu]: 246
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 61
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 328 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 242 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5972.16 km
Stan Licznika Końcowy: 6006.78 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5951.48 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5719 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5753 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 34.62 km
Przejechałem [msc]: 581.5 km
Przebieg roweru [rok]: 2453.63 km
Przebieg roweru [suma]: 13324.44 km
Przejechalem w 2018: 2453.63 km
Podroż dookoła świata (2018) 6.1341 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 33.3111 [%] km
Czas jazdy: 02:01:00 h
Czas Jazdy Suma (ever): 846:58:08 h
Czas Jazdy Suma (blog): 623:32:00 h
Czas Jazdy Suma (2018): 156:27:39 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 35:02:54 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:30:17 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:33:54 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:51 h
Średnia: 17.17 km/h
Na dzisiejszą trasę miałem zaplanowany niedługi wyjazd do Rzesznikowa. Wzdłuż drogi DK6 byłoby to 20 km w jedną stronę i wrócić czyli 40 km. Jednak po drodze, zdałem sobie sprawę, że to bez sensu. Bo skoro moim celem nie jest kuszenie losu, na ruchliwej drodze (a może coś mnie przejedzie i nie będę miał już zmartwień żadnych), tylko podążanie śladami budowy, drogi S6 - to nie ma sensu jechać do Rzesznikowa, bo ta droga za Wicimicami odbija tak w bok i leci między innymi do Kiełpina, a dalej Jarkowo itd. Czyli droga zmierza do Kołobrzegu. W takim razie - po co miałbym jechać do Rzesznikowa, skoro jak minę Wicimice, nie będę już widział postępów prac przy budowie S6? Ani zmieniającej się rzeczywistości bo w tych miejscach się nie będzie zmieniała. Także, postanowiłem zaliczyć Wicimice. A co dalej? Nie miałem zaplanowanego żadnego scenariusza. Postanowiłem się zdać się na los, gdzie mnie zaprowadzi tam pojadę. Więc wyjechałem w tą chłodną niedzielę, w taki szary dzień, który był do dupy pod wieloma względami (nie tylko pogody, ale mojej sytuacji). Udałem się ruchliwą nawet w niedzielę drogą DK6. Zjechałem z niej za skrzyżowaniem Kocierz->Gostyń Łobeski, wjeżdżając na nową drogę S6, która będzie przecinała obwodnicę na Płoty, zjazd na Kocierz czy Gostyń Łobeski. Prace w tym miejscu są zaawansowane. Czego nie można powiedzieć o budowie mostu przez rzekę Regę i drogi, za mostem. Odwiedzałem te miejsca końcem Marca na trasie: Zdjęcia, S6, Błoto. I prace nie były zaawansowane. Jeden wielki syf i nic więcej. Nie spodziewałbym się, że teraz jest lepiej. Bo gdyby tak było, to bym mógł wracać do domu, czy jechać z domu w te tereny, alternatywną drogą ;) Która do tej pory nie istniała. To chyba jedyna korzyść z budowy S6 i obwodnicy Płot. Pewnie z takiej możliwości nie będzie mi dane skorzystać szybciej niż w 2019 r. Będę miał to jednak na uwadze i gdy przydarzy się okazja, to ruszę szlakami budowy S6, przy lesie, przy którym mieszkam, tuż w obrzeżach wsi Karczewie, aby zobaczyć co się tutaj zmieniło i czy ruszyły już prace nad budową mostu. W końcu minęły już 3 msc. Ile będą się z tym bawić?! No to mówię, będzie okazja zobaczę. Dzisiaj chciałem znów skorzystać z możliwości przejechania się gotowym odcinkiem drogi S6 do Modlimowa, a dalej ruszyć na Wicimice. Nie mniej, w połowie drogi na Modlimowo (w połowie drogi po S6) zawrócić musiałem. Za bramką, która dalej tam stoi, i z którą kilka razy się spotkałem, ostatni raz na trasie: Mniejsza trasa 2, trwały ZNOWU jakieś prace -.- To jest chamskie, bo tak - zdarli przy bramce kawałek asfaltu, który jeszcze kilka tygodni temu tam był. Znowu coś wylewają i jeżdżą zabawkami po tej drodze -.- A przecież już była gotowa. Na to samo złapałem się w innej trasie, gdzie chciałem się przejechać fragmentem wybudowanej S6 do Modlimowa, na trasie Wrong Turn. Tylko, należy zwrócić uwagę, że między trasą Wrong Turn a dzisiejszą minęły 2 msc. A te prace się w nieskończoność powtarzają. A chciałem sobie po prostu ominąć bramkę i pojechać dalej. Nie było wyjścia innego jak zawrócić. Nie będę się tam pchał, gdy na trasie są pracownicy! Ale żeby oni tam byli w niedzielny dzień?! Żadnej świętości nie szanują! I po co robić coś co już było robione?! Gdy wracałem z S6, zastanawiałem się czy nie pojechać techniczną drogą, biegnącą wzdłuż S6, ominąć budowniczych i pojechać dalej. Ale nie. Ostatecznie nie zdecydowałem się na taki krok. Gdy wracałem w stronę skrzyżowania na Kocierz, na budowany odcinek S6 zajechał samochód Budimex'u. Nie zwrócił na mnie uwagi to ja na niego też nie, wyjechałem na DK6 i ruszyłem w stronę Modlimowa. Wtedy przyjrzałem się temu samochodowi! To przyjechała rodzina - wyprowadzili z auta rower i młodego obywatela, który sobie jeździł po S6 - pewnie dlatego, że jego ojciec pracuje na budowie i go tu zabrał. Minąłem ten obrazek rodzinnego szczęścia, który nie jest dla mnie niczym budującym, wręcz przeciwnie i minąłem wkrótce Modlimowo. Od razu nie zjechałem na S6 za Modlimowem bo znowu - trwają tam prace. Wbijane są barierki oddzielające pasy drogi. Jednak na tą drogę wróciłem i pojechałem nią tak daleko jak się dało, mijając tymczasowe organizacje ruchu, i wiele problemów wzdłuż DK6 - nie daleko samych Wicimic, gdzie budowane są drogowe "potworki", z wielka obwodnicą. Powstanie tu rondo, parę zjazdów. Będzie możliwość jazdy albo po DK6 na wioski, albo właśnie po S6 na Kołobrzeg. Stąd tyle tutaj działań, które bacznie obejrzałem i pojechałem na same Wicimice, skąd odbiłem na Natolewice, gdzie prac przy budowie S6, naprawdę jest sporo. Sporo drogi już gotowej, niektóre wiadukty prawie gotowe. Na taki jeden wiadukt, na wprost Natolewic wjechałem, porobiłem kilka zdjęć. I wpadłem na ciekawy pomysł. Aby w którąś niedzielę (np. za tydzień), pojechać szlakami S6 do samego Kołobrzegu! Nie wiem czy ta droga jest w całości gotowa, bo ja co najwyżej widzę fragment drogi do Kiełpino. A tam jest gotowa! I kusi mnie taka przejażdżka! Aż wielce prawdopodobne, że tak zrobię! Zostałem tam jeszcze chwilę, zakręciłem się po placu budowy S6, i ruszyłem w powrotną drogę, omijając Natolewice, i jadąc w "zakazane" tereny budowy :) Potem wracałem już po DK6. Nie pchałem się na S6 i wróciłem. Niedługa trasa. Miejscami męcząca i ta słaba pogoda, i moje słabe samopoczucie. Miałem na dzisiaj do zrealizowania inne plany, i to mnie powstrzymało przed dalszym jeżdżeniem np. w celu dobicia do wyniku 40 km ;) Tylko po co mi to?! Regularne jeżdżenie - jeżdżę regularnie, to najważniejsze. Wierzę w to, że w kolejnych dniach, kolejnych tygodniach na nowo zmierzę się z długodystansowymi wyprawami.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)