Dzisiejsza trasa jest pewną miłą odmianą w tej mojej rowerowej tendencji. Nowa znajomość, nowe możliwości! I co najważniejsze znajomość blisko mnie. A więc jest szansa na częste wspólne wyjazdy. Szczególnie, że jest na takie chętna ;) Nowa towarzyszka niejaka JS z Gryfic. W przeciwieństwie do tego anty rowerowego MM z Reska może coś z tego być. Na MM się zbyt wiele razy zawiodłem. A do tego się ostatnio przestał w ogóle odzywać. Mam takie wrażenie, że najpierw ten pierdolony Covid - co najgorsze temat nadal nie jest przeszłością, a teraz ta pierdolona wojna Ukraina - Rosja, poróżnia ludzi. Może jest taki cel? Poróżnić, zniszczyć ludzi i łączące ich relacje? To w sumie dość logiczny wniosek. Także różnice kulturowe, obyczajowe czy w końcu inne spojrzenie na niektóre sprawy, najpierw aneksja Krymu w 2014 r., teraz pewnie próba zmiany rządu, poglądów Ukrainców nieco szerzej (w całym kraju), wpływa nie korzystnie i tak na ograniczoną ilość moich znajomych. Od wczoraj, dzisiaj również szły nieprzyjemne komentarze na ten temat. Niepotrzebne wymiany zdań, poróżnienia które generuje ten temat. No ile można? Będzie tak jak z tym pierdolonym covidem? Ponad 2 lata minęły a niektórzy się nadal srają jakby nie wiadomo co to było. Takie problemy uwidaczniają to jacy ludzie są naprawdę. Jak naprawdę mocno są pierdolnięci. Także początek mojego dzisiejszego wyjazdu, mimo wprost przepięknej pogody za oknem nie był takim wymarzonym obrazkiem, jakim mógłby się wydawać. Wszystko właśnie przez te różnice poglądowe. I w konsekwencji to co powodują. Te niepotrzebne złoszczenie się, oskarżanie o wszystko. Wyjechałem taki dość powiedzieć zniesmaczony. Trzymała mnie jednak dobra myśl osobistego poznania JS. Póki co kilka dni wymieniliśmy parę wiadomości na messengerze. Dość szybko jednak sprawy idą do przodu. Dość szybko wiosna się zaczyna! A więc można było wdrożyć takie pewne plany jak pewne nowe znajomości na rowerku... :) Więcej rowerku. Tak było dzisiaj! Cały dzień dosłownie jeździłem. Zrobiłem kilka fajnych zdjęć :) I na tym nie koniec, inauguracja nowej znajomości w pełni się udała. Na żywo jest jeszcze fajniejsza! :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 985
Trasa nr [łączna]: 1065
Trasa nr [na blogu]: 979
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 23
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1055 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 969 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5084.55 km
Stan Licznika Końcowy: 5147 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5147.37 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17694 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 17756 km
Maksymalna prędkość: 39.1 km/h
Przejechałem: 62.45 km
Przejechałem [msc]: 284.59 km
Przebieg roweru [rok]: 585.23 km
Przebieg roweru [suma]: 41839.54 km
Przejechalem w 2022: 585.23 km
Podroż dookoła świata (2022) 1.4631 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 104.5989 [%] km
Czas jazdy: 04:47:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2631:32:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2408:06:40 h
Czas Jazdy Suma (2022): 37:12:29 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:25:51 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:59 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:37:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:41 h
Średnia: 13.06 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego początkowo zabrała mnie do miejscowości Gryfice. W pewną dość dobrze znaną ulicę w centrum miasta. Dotychczas często tam bywałem. Jednak teraz te bywanie tam będzie miało nowy wymiar! To tak jak przejeżdżanie przy Szkole Podstawowej w Trzygłowiu. Niby nim zacząłem pracować to tam kilka razy przejeżdżałem przy różnych trasach. I nie było w tym nic nadzwyczajnego. od teraz, też mijam wiele budynków które nie wiele dla mnie znaczą. Ale od 01.09.2020 r., tak wiele się jednak zmieniło. I teraz jestem mocno przywiązany do Szkoły. I te wizyty tam mają jednak inny wymiar. Tak samo będzie z tą pewną ulicą w Gryficach. Raczej nie powiem o którą chodzi. Chociaż, w centrum tej małej mieściny aż tyle ulic nie ma ;) Jednak nie będę nikomu kto czyta w przyszłości te wpisy życia ułatwiał! :) Wybrałem się tu po tą koleżankę, z którą wkrótce w coraz cieplejszy dzisiejszy dzionek wybieraliśmy się na nie wielką przejażdżkę w okolicach Gryfic. I tak miałem okazję poznać dotąd nieznane mi drogi przy Gryficach! Tam od tyłu Borzyszewo czy Zaleszczyce. Tyle razy bywam rowerkiem to tu to tam. Ale po tych dróżkach nie bywałem. A to takie piękne strony. Tam będzie warto wrócić z dronem. Zrobić parę ujęć. Bo teraz jest naprawdę pięknie. Obawiam się jednak, że najbliższa przyszłość zabierze te wyjątkowe strony i zmieni je w kolejne niekończące się osiedla domków jednorodzinnych. W końcu pod Gryficami to w sumie jedyna przestrzeń, gdzie miasto się może rozwijać. Więc z całą pewnością będzie tu taka zabudowa. Może powstanie też strefa przemysłowa. I chociaż dosłownie jadę tu pierwszy raz to jednak szkoda mi tych stron. Jednak natura, i jej piękno jest dla mnie bardzo ważne. I trudno się zgodzić z tym co się dzieje. A póki co jest tu wyjątkowo. Spokojnie. Trochę mokro :) Te deszczowe dni dają się we znaki. Takich trudniejszych chwil kilka było, a tu jakaś kałuża a tu błoto. Co poradzić, na szlakach tras tak się zdarza! Nic nie może przeszkodzić w realizacji kolejnych kroków trasy.. <3 Ta jednak nie była planowana i okazała się całkowitym spontantem w którym wyjeżdżaliśmy w Borzyszewie, skąd pojechaliśmy do Rzęsina. A stąd niespodziewanie do Kukania. Skąd zabrałem koleżankę do Rybokart przez las. Droga, którą raz w życiu jechałem i to tak dawno: Zbrodnie, Krakowice i Rybokarty. A jednak z tej strony trafić do Rybokart to nie problem. Obawiam się, że w drugą stronę bym sobie nie poradził. Kiedyś próbowałem autem pojechać i nie trafiłem :( Także w Rybokartach ta piękna historia się kończyła. Oczywiście odprowadziłem koleżankę do domu. A sam niedługo potem pojechałem polować na zachód słońca! Miałem plan wracać na Łopianów. A potem przez Gostyń do domu. Chyba, że by mi się już nie chciało. W końcu to był jeszcze kawał drogi. Tak się jednak złożyło, że mnie się jednak chciało. I to mimo lekkiego zmęczenia które co jakiś czas dawało o sobie znać. Jednak do samego Łopianowa nie jechałem. Nie miałem ochoty przeprawiać się przez te pole. Odbiłem na Kocierz. Tu zrobiłem parę fotek. I minąłem smutny widok wielu połamanych drzew. Szczególnie w obszarze który niegdyś oddzielał drogę od tutejszego nieczynnego wysypiska śmieci. Wkrótce za Kocierzem zrobiłem sobie małą przerwę, podczas której upolowałem na aparat liska :)) A to był początek pięknych zdjęć! Kolejne zrobiłem już za Gostyniem w stronę Dobiesławia. Tutaj na domiar złego wpakowałem się w ogromną kałużę, w której umoczyłem do końca buty... I tak stałem jeszcze ponad 30 min, czekając aż przybliży się zachód słońca. Miałem tutaj jednak przepiękną scenerię do fotografowania. Całe pole zalane wodą. Można było poczuć się jak nad jeziorem. Słońce się tutaj pięknie odbijało. I mimo tego, że już przy zachodzie słońca robiło się strasznie zimno! Zaczynają mnie już irytować te nocne przymrozki -.- To jednak piękno tych chwil wynagradza wszystko! Kilka udanych fotek i można było czym prędzej wracać do domu. Trzeba było się jeszcze ogarnąć, a jutro można było ruszyć do szkoły <3! Pięknie, miło i naprawdę wartościowo spędzona niedziela. Tak mógłbym spędzać każdy weekend. Przynajmniej nie czułbym się samotny...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)