Dzisiejsza trasa była moją drugą z NatureTrip, z którym już tyle lat nie jechałem - to tyle km temu było 38 937 km temu (bez dzisiejszej trasy oczywiście), a wciąż pamiętam te wydarzenie -> Puszcza Wkrzańska! W między czasie oczywiście chciałem jechać. Nawet byłem zapisany na jeden wyjazd ale choroba mnie rozłożyła i musiałem zrezygnować. Zresztą jakoś mi nie po drodze na takie zorganizowane wyjazdy i stąd może jest ich tak mało? Można znaleźć konkretne wpisy w TAGACH jako grupa: [ZESPOŁOWE TRASY]. Nie jest ich dużo... I nie są tym samym co trasy z konkretnymi towarzyszami. To takie zorganizowane wyjazdy jak własnie ten dzisiejszy - już jakiś czas temu się na niego zapisałem. A obecnie miałem taki okres "śpiący" w życiu. I było trochę ciężko się zorganizować. Czasami mam takie okresy, że bym tylko spał i spał. Zresztą nie jestem odporny ani nie jestem mocny od strony "psychicznej" związku z czym ta myśl o wyjeździe trochę mi ciążyła ale nie potrzebnie. Choć jeden niuans trasy był. Wbrew deklaracjom nie było to spokojne jeżdżenie spokojnym tempem... Prędkości bliskie 30 km/h. Jak kurwa z Gryfusami... Oczywiście byłem na szarym końcu... Jakby inaczej... No ale sam nie jechałem. Zawsze się do kogoś przykoleguję. Dziś się przykolegowałem do takiej babki z ZUT. I większość trasy z nią jechałem i do niej zagadywałem :) A, że też trzymała się z tyłu... No może momentami bym jechał szybciej ale wtedy jechałaby sama także zwolniłem do jej tempa wcale nie takiego złego - tylko właśnie jak dla mnie jak najbardziej optymalnego. I tak można było sobie spokojnie jechać niż niepotrzebnie gonić w cale nie łatwym terenie i ciężkiej pogodzie. Panowała duchota. Zbierało się na burzę, która nas akurat minęła - gdy byliśmy na rowerach. Jednak gdy wracałem ze Szczecina to padało na całego i przechodziły burzowe chmury. Dobrze, że w czasie rowerowania tak się nie działo. I trasa minęła spokojnie - poza tym tempem. Nie widzę powodu gnać bo potem i tak się stoi i czeka no ale trudno... :) I sama trasa czy wydarzenie było trochę oszukane. To miała być trasa Berlin - Siekierki a ostatecznie była Chorin czy tak jak napisałem w tytule wpisu: Sandkrug do Morynia. Nie było zakończenia trasy w Sierkierkach a finał w Moryniu. Na trasie od zajebania komarów... Te atakowały już na parkingu przy klasztorze w Chorin: Klasztor Chorin. A dalej było jedynie gorzej... Gdy mijało się leśne drogi między Chorinem a Niderfinow. Można było oczywiście jechać ulicą... Po tych lasach to tak średnio. Po tych deszczach jakie przechodziły w ostatnich dniach, sporo błota i jeszcze więcej tych komarów. A nie wszędzie był asfalt czy utwardzona szutrem droga. Momentami była zwykła droga - na szczęście w miarę przejezdna. Inaczej to nabierałbym wątpliwości co do tego czy ten wpis mógłby w ogóle powstać. Zważywszy na ilość tego krwiożerczego robactwa... No przecież momentalnie zeżarły by człowieka... :) Komar jest wstanie wypić: około 0,001-0,01 ml krwi zaś człowiek ma jej: 5L. A więc aby zginąć "komarzystą" śmiercią potrzeba jedynie 0,5 - 5M owadów.. Myślę, że bylibyśmy blisko tej ilości :D W końcu stanąć nawet na chwilę aby sprawdzić trasę... Czy poczekać na część wycieczki kończyła się licznymi ugryzieniami i wręcz odganianiem się od tego cholerstwa... Dopiero w dalszej części trasy było spokojniej - jak dojechaliśmy do Niderfinow i zwiedziliśmy tutejszą podnośnię statków. Jechaliśmy stąd już spokojniejszymi drogami, gdzie te krwiopijne bestie nie atakowały. W samych Sierkierkach również. Ich powrót natomiast nastąpił w Moryniu. Iść za drzewko to nie dało rady... Wszędzie polowały... I to w takich ilościach...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1430
Trasa nr [łączna]: 1508
Trasa nr [na blogu]: 1422
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 74
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1495 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1409 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 21403.8 km
Stan Licznika Końcowy: 21473.93 km
Stan Licznika Końcowy2*: 21336.63 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 33885 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 33956 km
Maksymalna prędkość: 36.5 km/h
Przejechałem: 70.13 km
Przejechałem [msc]: 568.94 km
Przebieg roweru [rok]: 2315.16 km
Przebieg roweru [suma]: 58173.74 km
Przejechalem w 2024: 2315.16 km
Podroż dookoła świata (2024) 5.7879 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 145.4344 [%] km
Czas jazdy: 04:25:06 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3711:04:57 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3487:38:49 h
Czas Jazdy Suma (2024): 147:08:54 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 35:45:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:15 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:59:19 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:20 h
Średnia: 15.88 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była fajną wyprawą z NatureTrip, na której miałem w końcu okazję zwiedzić podnośnię statków w Niderfinow. Widziałem te miejsce, gdy jechałem z GŻ od Odeberg. Swoją droga bardzo malownicze rejony - ale te wzniesienia - na samą myśl o nich czuję się zmęczony :D -> Trasa Siekierki - Eberswalde. I popatrzcie jak to jest, że czasami niektóre trasy czy wyjazdy tak zapadają w pamięć, że nawet po setkach tras później się o nich pamięta. A te setki tras to nie jednokrotnie oznaczają tysiące kilometrów... Już teraz, w tym czasie potrafię się cofać w pamięci do wydarzeń, które miały miejsce 40k km temu czy nawet 50k km temu... A w przyszłości te wartości mogą być jeszcze większe! Oczywiście z początkiem trasy nie było wiadomo jeszcze jak będzie dokładnie wyglądała wycieczka. Organizator również nie był świadomy tego jak wygląda sprawa na tym Niderflow. A to wstęp płatny - nie dużo niby - 6Є za jedną część podnośni stara czy nowa i 12Є za dwie części. Przy czym przy dwóch częściach - i 12Є dostaje się przewodnika ;) I tak dostaliśmy - polskiego przewodnika. Fajna sprawa. Fajnie było to zobaczyć i tu być. Największa dodatnia wartość na tej trasie. Nim jednak dojechaliśmy do Niderfinow... Start przygody miał miejsce o 7 rano w Szczecinie na ul. Staszica gdzie spakowało się rowery do busa. I wyjazd... Szybko się okazało, że jednak nie Berlin bo wówczas trasa byłaby z 40 km dłuższa. W sumie szykowałem się na to. Ruszaliśmy z okolicy miejscowości Eberswalde. A nawet nie samego Eberswalde a z pod klasztoru Chorin i miejscowości Sandkrug. Stąd pierwsze kilometry - najtrudniejsze. Jeszcze nie było tak gorąco. To na plus. Tylko ten atak robactwa wszystko psuł... Tyle tego cholerstwa tu lata... Jechaliśmy przez bogate ścieżki leśne, które prowadzą dosłownie wszędzie. Niemcy to umieją się ustawić. Nie to co w Polsce... Chociaż i u nas się zmienia ale te zmiany są zbyt wolne. Nim dogonimy zachód to minął dziesięciolecia. A więc dla naszego życia nie będzie miało to znaczenia. Tylko dla przyszłych pokoleń... No cóż... Trudy minęły. I skończyły się przy drodze L291. I stąd zamiast po prostu jechać tą drogą (to tylko 7 km)... Do tego Niderlinow to było kombinowanie na jakieś boczne trasy. W sumie skończyło się to bardzo urokliwym dojazdem (więc na plus) ale myślę, że nie potrzebnie się na siłę kombinuje... Jak się nie jest pewny gdzie powinno się jechać. Dojechaliśmy do Niderlinow przez ul. Waldstraße i nie opisaną drogę odbijającą od drogi między landami L291. Tutaj jest taki zalesiony teren, kopalnia Kiesgrube Niderflinow - co tłumaczy się jako "żwirowania". Cały teren jest bardzo urokliwy. Dojechaliśmy więc, wkrótce udaliśmy się na podnośnię. Tam zrobiłem pierwsze dzisiaj loty dronem. Zwiedzanie podnośni. I w zasadzie "wspólna część" trasy zakończyła się w tym miejscu. Na dojeździe do Siekierek każdy już jechał w swoim tempie. Wyłoniły się przodowniczki co tak dowaliły, że nawet organizator od NatureTrip - Patryk - nie dawał rady. A właśnie. Jestem trochę zawiedziony, że Arek nie pojechał. No ale cóż... No dobra... Dojazd do Siekierek trochę zajął i się trochę dłużył. Jechaliśmy przez Falkenberg a potem polnymi drogami w stronę wsi Schiffmühle. Z tym miejscem też wiąże się dla mnie historia, historia pewnej trasy z MK: Trasa Osinów Dolny - Berlin. Może dlatego, że w Niemczech często nie bywałem... To tak dobrze pamiętam trasy z tych rejonów?... W wspomnianym Schiffmühle odbiliśmy w stronę Odry. I był to w zasadzie "koniec" tej części przygody - prawie koniec trasy. Nudny, ciężki i w miarę intensywny odcinek wzdłuż Odry prowadzący do mostu w Sierkiekach gdzie był dłuższy postój. Tu drugi raz i w dniu dzisiejszym ostatni - używałem drona - aby zrobić parę ujęć. Mam nawet taki ambitny plan! Aby powrócić na ten most przy zachodzie słońca... Zrobić tutaj krótką trasę w okolicy. Z pewnością będzie to fajna przygoda, którą nie raz będę wspominał przy okazji innych wpisów... Jak przygody o których wspomniałem w tych wpisach. A to przecież nie wszystkie! :) Są też takie: Nieudane wojaże: "Siekierki - most". No dobrze... Godzinna przerwa - może nawet dłużej. Czas coś zjeść. I czas na ostatni odcinek trasy czyli właśnie Moryń. Byłem tam i co najlepsze również z Siekierek: Trasa: "Siekierki-Moryń-Hohenwutzen". Piękna przygoda. A dziś znów była okazja tutaj zajechać i zrobić mały objazd Morynia. Na końcu atrakcja? Chyba nie... lody kraftowe ;) Niby "lepsze" niż te "złe"... A ja tam jakoś różnicy czy ich lepszości nie widzę ;) Nie mniej być a nie skorzystać z okazji? W końcu lody czy w moim przypadku: wolę gofry... Muszą być. Tyle, że dziś postawiłem na lody. Zwykle tak nie czynię ale co tam! :) Było inaczej niż standardowo i też było dobrze. I tutaj się już nasza przygoda kończyła. Wkrótce trzeba było ruszać w drogę powrotną do Szczecina. Na nowo spakować rowery i niestety jak to bywa z każdą przygodą: miała swój czas, a ten kiedyś musi przeminąć.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)