Trasa z dnia dzisiejszego jest moją ostatnią trasą w kończącym się 2019 r. Jeszcze nie tak dawno, przynajmniej w mojej perspektywie, nie tak dawno, gdy kończył się rok 2018 r., tak sobie myślałem o przyszłym roku. Co przyniesie, jak potoczą się moje rowerowe wojaże.. I rok sam w sobie jest taki sobie. Udało mi się skończyć studia MGR, i obronić PRACĘ MGR. I to chyba jedyny pozytyw tego roku, bo szukać pozytywów w pierwszej pracy to chyba nie bardzo. Im dłużej w niej tkwię tym bardziej tam się męczę.. Męczę się z idiotyzmem pracy w budżetówce, która pewne swoje korzyści ma, nie przyćmiewają one jednak jej licznych wad, z którymi od Maja się męczę. Te wady mają wpływ na moje rowerowe wojaże, i na mnie. Brakuje mi elastycznych godzin, brakuje mi wakacji, pełnych ferii świątecznych. Nawet o ten durny Sylwestrowy dzień musiałem z durniami walczyć. Do pracy jednak pójść bym nie poszedł i tak. Nawet jeśli mieliby mnie zwolnić to chrzanię to. Są dla mnie dla ważniejsze priorytety a nią praca nie jest. O takich priorytetach i ich ważności pisałem we wpisie: Wiatr nostalgii. Chodzi o cytat: piękne pożegnanie mijających dni stają się obietnicą ich przyszłych powrótów.. powrotów pięknych chwil, które będą odradzać się tak długo, jak długo będziemy pięknie je żegnać... Chodzi w nim o nic innego jak o moje cykliczne pożegnanie roku rowerowego, jako oddanie nadziei, że kolejny będzie równie dobry. Trasa Sylwestrowa, o specjalnym, dla mnie wyjątkowym znaczeniu, przebiegu - jest swego rodzaju tradycją. Dość krótką niestety tradycją, ale tradycją, którą zamierzam pielęgnować. Zamierzam każdego Sylwestra, którego będę żył kultywować tą tradycję i robić takie trasy, które zostały zapoczątkowane w 2017 r: Ostatnie wyzwanie - dzień 2. Ta piękna idea musi przetrwać, bo niesie dla mnie nadzieje, jest dla mnie ważna.. Widzę to na przykładach, w końcu rok 2018 r. rowerowo był udany. Rok 2019, pomijając wiele jego wad, i nie miłych dni - nie był taki zły - rowerowo oczywiście. Nie udało mi się pokonać rekordów, które nabiłem w 2018 r., nie jest jednak źle, granicę 5 000 km udało mi się przekroczyć i zostawić ją jakiś kawał za sobą. W końcu kończąc pewny rok i zaczynając nowy nie wiem co mnie tam czeka, jakie będą przygody, trasy, co się wydarzy. Jedno jest jednak pewne niezależnie od okoliczności i trudów pogodowych trasę Sylwestrową pokonać muszę! A piszę o tym nie bez powodu. W końcu durnie z pracy, i durna praca chciałaby ograniczyć taką możliwość. A ja się na to nigdy nie zgodzę. I choćbym miał iść na L4, to do pracy w Sylwestra mnie nie zaciągną. Tego dnia mam do zrobienia i ogarnięcia inne sprawy niż marnować czas w pracy. Tak jak marnowałem go przez ostatnie dwa dni (30.12 i 27.12). Przynajmniej marnować je w pracy na policji.. Związku z owym, dzisiejszy wpis dedykuję wiecznie żywemu slangowi: CHWDP!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 523
Trasa nr [łączna]: 606
Trasa nr [na blogu]: 520
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 179
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 597 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 511 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2369.82 km
Stan Licznika Końcowy: 2424.06 km
Stan Licznika Końcowy2*: 2429.33 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14616 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14670 km
Maksymalna prędkość: 35.2 km/h
Przejechałem: 54.24 km
Przejechałem [msc]: 428.94 km
Przebieg roweru [rok]: 5417.74 km
Przebieg roweru [suma]: 22565.73 km
Przejechalem w 2019: 5417.74 km
Podroż dookoła świata (2019) 13.5443 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 56.4143 [%] km
Czas jazdy: 03:21:26 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1421:49:28 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1198:23:20 h
Czas Jazdy Suma (2019): 342:06:14 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 28:56:47 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:48:33 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:02 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:13 h
Średnia: 16.19 km/h
Dzisiejszy wyjazd był dla mnie sporym wyzwaniem. Zmierzyłem się z nim tuż przed godziną 11 gdy wyruszyłem na pole walki. Pogoda była ładna w cyferkach i prognozach. Było dość ciepło! Bo aż +7℃. Ale za to wiatr.. Wiatr wszystko zmieniał.. I był dla mnie ogromną próbą, która na myśl przywiodła mi moje dawne dzieje, zwycięskie boje: Próba charakteru i siły. Wówczas się nie poddałem, walczyłem i zwyciężyłem. Dzisiaj mimo trudności też się nie poddałem. A powiem, że było ciężko. Gdy już miasto minąłem oko w oko z silnym wiatrem, który dmał prosto na mnie. Przeraźliwie huczał, groził, moją łajbą zwaną rowerem kołysał. A ja się mu sprzeciwiałem. Prawie cały 18 km odcinek, do lasu za Uniborzem (przed skrzyżowaniem z DW106) pokonywałem na 1 przełożeniu. Rzadko kiedy posiłkując się wyższymi. Nawet las, a raczej co z niego zostało za Truskolasem, nie dawało mi zbytniej ochrony przed wiatrem. A na to liczyłem, że tu odpocznę. Niestety myliłem się. Walka trwala. Ani w myśl miałem aby się poddać. Dzisiejsza trasa zbyt wiele dla mnie znaczy i nie wyobrażam sobie marnować takiego dnia w pracy! Moje różne sprawy mógłbym co prawda zdalnie ogarnąć ale już przejażdżki nie ogarnę. A wiedzcie, że warto było mierzyć się z tymi trudami, które do samego Golczewa nie odpuszczały. Nie było dzisiaj zimno. Tylko wiało. Nie poddałem się jednak. Z trudami, i ostatkami sił udało mi się dojechać do Golczewa, gdzie zabłysnęła nadzieja, zaczęło robić się słonecznie! :) Wkrótce słonko już mnie nie opuszczało, towarzysząc mi przez całą trasę. Teraz było już lepiej, nieporównywalnie łatwiej. To nagroda za trudy i poradzenie sobie z wyzwaniem. Kolejnym wyzwaniem była droga między Golczewem przez Upadły po Mechowo, do którego dziś jechałem. Na tej drodze dzisiaj ruch jak w Madrycie. A niektórym ludziom na koniec roku rozum odebrało. Wielokrotnie pisałem na łamach bloga, że ta droga nie nadaje się do ruchu aut. Jest strasznie zniszczona, dziurawa. Dziś mijałem kilka niebezpiecznie wielkich dziur. Mijałem również 2 wariatów w samochodach co dopierdalali po tej drodze. A potem taki skurwysyn rozbija się o drzewo i jest lament, że trzeba wycinać bo zabijają.. I bardzo kurwa dobrze, że zabijają. A jak już o tym wspominam.. drzewo przygniotło jej mordercę - wp.pl. Świat pełny nienawiści i znieczulicy ma na mnie zły wpływ. Bo uważam, że bardzo dobrze się stało. Ba! Takich przypadków i zemsty od strony natury będzie więcej! I bardzo dobrze.. Nie może być tak, że debile w samochodach szaleją, i jeżdżą po drogach, które powinny być ZAMKNIĘTE DLA RUCHU jak wspominana droga z Golczewa do Stuchowa przez Mechowo.. To jeszcze dopierdalają, to jeszcze niszczy się tam drzewa! Nie chcę się rozwodzić na ten temat. Już dość o tym powiedziałem we wpisie, do którego będę się pewnie często odnosił: Szlaki zbrodni. Tymczasem trasa trwała dalej, wyjechałem z Mechowa i udałem się w stronę wsi Popiele. Tu też trwa wycinka drzew. Tu też droga to masakra.. Trudy szlaków wynagradzały przepiękne, urokliwe wiejskie widoki. Szlaki wypełniały również moje myśli o przeszłości. O tym w ilu miejscach już z Aurelią byłem, o tym ile z nią kilometrów narobiłem.. I o tym ile jeszcze przed nami przygód! A tu się nie obrócę, a tu nie zauważę, a wiejskie strony już za mną, już pędzę na drodze DW105. O ile pierwsze kilometry trasy z trudem osiągałem prędkość 12km/h to teraz jadę ponad 30 km/h.. I tak do samych Gryfic, gdzie wjeżdżam na ostatnią drogę do domu. Wyremontowaną w prawie całości drogę DW109, po której też nieźle sobie gnam (20-30 km/h). Jeśli chodzi o samą drogę DW109 towarzyszył mi na niej początek zachodu słońca. Czuć było chłód, który będzie towarzyszył nocy.. Nie sposób wspomnieć o debilach z firmy, która remontuje drogę DW109. Remont przerwano przed świętami, zostawiając dwa małe nieskończone fragmenty (skrzyżowanie na Baszewice) i na wysokości Barkowa, gdzie dosłownie kawałek drogi nie zrobiono. Aby było ŚMIESZNIEJ - tylko prawy pas drogi nie zrobiono.. Masakra.. Nie byłbym sobą gdybym nie wtrącił takich uwag. W końcu mijający rok i remont DW109, dał się mocno we znaki. Dał mi się mocno we znaki, jeżdżąc samochodem do Gryfic, bo w tym roku rowerem jeździłem mało.. To przez pracę, to przez ten cholerny Szczecin, którego tak bardzo nie cierpię. Wkrótce moja trasa dobiegła końca. Myśli wybiegają gdzieś dalej.. Co będzie dalej, co przyniosą następne dni? Que Sera, Sera,
Whatever will be, will be.... Korzystając z okazji: ROWEROWEGO ROKU - 2020 i do zobaczenia na szlakach tras!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)