29.03.2024
Jazda nr: 1388

Tagi: sludwia, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa stanowi małą trasę testową. Miała być nieco dłuższa ale przegrałem w walce z samym sobą i niezbyt fajną pogodą. Tak wieje mocno aż zniechęca. I czuję się taki osłabiony i trochę słabiej. Najważniejsze jest jednak to, że pojechałem i sprawdziłem na czym stoję. Nie liczę na wiele. Kończy się miesiąc, który w sumie mogę uznać za słaby i taki jest. Wbrew oczekiwaniom marzec nie jest dla mnie udany. Pozostaje nadzieja, że kolejne miesiące będą lepsze i w końcu się odkuję. Zacznę dłużej i częściej jeździć. Dzisiejsze zmagania zaczynam od jazdy na nowym widelcu Neon T mocowany na gwint, ze skokiem 60 mm. Tak samo jak mój stary SR Suntour SF14-NEX-P, który przeżył dokładnie: 56 923 km. Można mieć po robocie wątpliwości czy ten widelec jeszcze pożyje czy nie. Prawda jest taka, że zajechany, zacina się. Nigdy nie był serwisowany. A czy opłaca się dobierać oringi, wymieniać olej? Skoro pewnie sprężyny mocno dostały przez taki czas. Przeanalizujmy ten czas tylko na podstawie bloga - przejechane od pierwszego wpisu na blogu do ostatniego na tym amortyzatorze (wpis=1387) -> 53 176 km, A prawda jest taka, że problemy z amortyzatorem miałem jeszcze w zeszłym roku. Jakoś przeszło, zaczął działać... Jak widać nie na długo - prawda jest taka, że końcówka 2023 r. i obecnie początek 2024 r. jakoś "dupy" nie urywa. I idzie mi słabo. Przy lepszych latach nawaliłbym w tym czasie więcej kilometrów i za pewne więcej czas. No ale to co przeszedł ten amortyzator to przeróżne drogi i wyzwania: drogi leśne, szutry, jakieś dziury, nasze piękne drogi asfaltowe - łatane na wielu innych łatach i dziurawe. Trasy po "kocich łbach", po płytach betonowych w różnym stanie. I teraz przejdźmy do czynnika jakim są warunki pogodowe: od upałów po kilkustopniowe mrozy, od jeżdżenia w błocie, przez deszcze po suche dni. To wszystko ma wpływ na sprzęt - no dajmy spokój - całe obciążenia lądowały na tym biednym amortyzatorze który i tak sporo przerobił (prawie 60k km). Mieści się w średniej... A teraz ciekawostka - amortyzatory na koła w samochodzie średnio wytrzymują: 70-80k km. Te w rowerze średnio: 60-80k km. Kiedyś o tym gdzieś czytałem. No i weźmy pod uwagę, że ten SR Suntour to podstawowy model. Wyrobił się. I co z tego, że po zdjęciu udało się go odblokować skoro ruch goleni jest i tak sztywny? Działa dla zasady, że działa a nie, że naprawdę działa. A więc wymiana była kwestią najbliższych tygodni. Obstawiam, że kluczowe byłoby najbliższe byłoby 1k może 2k km. I nie chodzi o tyle co sam amortyzator - bo może jakby się uparł to do przyszłej wiosny by go pomęczył a przednie koło, które wymaga pilniejszej wymiany. Obręcz jest w bardzo złym stanie - a te słowa znajdują potwierdzenie u dwóch niezależnych osób. Mówił o tym wczoraj 28.03 - WG, u którego robiłem serwis amortyzatora i mówił o tym serwisant: Spontaniczna: Szkoła & Serwis u którego robiłem hamulce. Jeśli chodzi o koła to jestem mocno wkurwiony... To są w zasadzie NOWE KOŁA - przednie zmieniane wraz z napędem w zeszłym roku: Wietrzna Trasa na Brodniki & test napędu. A tylne zmieniane w okresie wiosennym - po pęknięciu obręczy: Trasa 50-tka: "Przywitanie wiosny & Awaria koła". W ostatnich miesiącach doszło do absurdalnych sytuacji w której to obręcze nie wytrzymują a piasty żyją. Szczerze gdyby nie te przednie koło, które mam na uwadze... To może próbował przedłużyć życie widelca (przedni amortyzator) aby wraz z kołem wymienić. Wtedy rozsądnie wydaje się wymienić od razu hamulec na tarczowy. A v-brake zostaną jedynie z tyłu. W takim układzie nie potrzebnie zmieniałem hamulec z przodu w zeszłym roku... I teraz klocki - no ale nie wiedziałem ile ta konstrukcja podziała. Nie wiedziałem, że zacznie się sypać po: 7230 km (włącznie z dzisiejszą trasą). Myślę jednak, że na dobrą sprawę nic takiego złego się nie dzieje - gdyby nie raport części to w ogóle nie byłoby problemu ale - jakoś to w raporcie sobie zrobię. Bo tak: przedni hamulec i obecne klocki hamulcowe (w zasadzie nie ruszone) będę mógł wykorzystać na tylnym kole gdy będzie taka potrzeba. Zużyją się klocki, hamulec będzie sprawiał problemy. Będę miał co prawda używane ale zamienne części, które jeszcze jakiś czas posłużą. To oczywiście scenariusz najbliższych dni może tygodni. Zależy kiedy ostatecznie zdecyduję się na wymianę przedniego koła - a wtedy od razu kupuję hamulec tarczowy i robimy zmianę. Inny scenariusz nie ma sensu - bo koło przednie i tak muszę kupić i tak... Obecne się mocno sypie i prędzej czy później obręcz w końcu pęknie. Nie wiem czemu te koło jest tak przetarte po tak krótkim czasie używania. Najwidoczniej trafił mi się kompletny badziew, który nie był tani: Nexus DH-C3000-3N-NT - za 219 zł. Teraz i tak muszę zmienić koło pod tarczę. Trzymać v-brake to bez sensu. Mógłbym co prawda przeplatać koło bo piasta jest dobra... No ale to niepotrzebne komplikacje w raporcie i ostatecznie może mi się ten zabieg nie opłacić jeśli się okaże, że coś się nie uda. A w przeszłości już tak było i na tym przekładaniu byłem tylko stratny. A więc - nie będę się w to bawił. Jest zmieniony widelec to najważniejsze. Wkrótce koło przód i niestety też tył, bo te też ma osłabienie na obręczy i to prędzej czy później również pęknie. Najadę gdzieś na jakąś dziurę czy będę jeździł, materiał osłabiony i będzie się poddawał i będzie się poddawał. I w końcu skończy się tak jak na cytowanej w tym wpisie trasie 50-tce z zeszłego roku. Po prostu pęknie obręcz i tyle. Jeśli nie odłączę hamulca w porę to tylko zniszczę klocki - te pójdą momentalnie na uszkodzonej obręczy. A więc nie ma co czekać - jeśli mam kasę to wymieniać. W końcu patrzę z nadzieją na nadchodzący wiosenny miesiąc - na kwiecień. Patrzę na to, że powrócę do jeżdżenia i będę walił kilometrów ile wlezie! A więc nie będzie mi na rękę mieć awarię koła... I postoje w jeździe. Postanowiłem sobie dzisiaj, że dokonam tych nie zbędnych wymian po świętach. Jest jeszcze jedna kontrowersja związana z dzisiejszą trasą. Ta cała operacja z wymienianiem widelca nie jest taka łatwa. Nowy widelec ma nieco inne wymiary no ale za chuja się tego nie dopasuje do jakiegoś modelu z przed dekady. Nowy widelec RST ma mniejsze (węższe) golenie, nieco inne mocowanie na lampkę i błotnik. I po prostu nie pasuje. Trzeba trochę porzeźbić aby to zrobić - dzisiaj przed jazdą trochę rzeźbienia było ale bez skutku. W sumie wczoraj się nie udało więcej podziałać - późno się wzięliśmy za te działania. I jeszcze zabrało to tyle czasu... Tak się wydawało mi, że z 2h pewnie i gotowe. Ta... Jasne... To 4h na te zmiany było mało i jak zwykle wystąpiły jakieś nie oczekiwane problemy z którymi zmagałem się ja i WG. A tak naprawdę głównie WG. Koniec końców widelec siedzi. Testowa trasa była - choć krótsza niż planowałem ale była. Teraz tylko wymienić koła i przedni hamulec na tarczowy - bo to pilne i niezbędne. I jestem gotowy na kolejny pewny przygód i nieznanych okoliczności sezon rowerowy... A ten przecież wraz z wiosną zaczyna się "w pełni".
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1396

  • Trasa nr [łączna]: 1474
  • Trasa nr [na blogu]: 1388
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 11
  • W tym roku: 40

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1461 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1375 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 20224.1 km
  • Stan Licznika Końcowy: 20237.84 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 20118.44 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 32704 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 32719 km

  • Maksymalna prędkość: 29.7 km/h

  • Przejechałem: 13.74 km
  • Przejechałem [msc]: 282.87 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1078.99 km
  • Przebieg roweru [suma]: 56937.57 km

  • Przejechalem w 2024: 1078.99 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 2.6975 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 142.3439 [%] km

  • Czas jazdy: 00:42:35 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3634:37:58 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3411:11:50 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 70:41:55 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:19:36 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:39:58 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:03 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:37 h

  • Średnia: 19.63 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego stanowiła krótki test nowego widelca RST NEON: RST Neon T. Widelca którego w zasadzie kupiłem jeszcze w 2023 r. (w sierpniu). Spodziewałem się ostatecznej awarii obecnego do końca 2023 r. A skubaniec przeżył. Miałem nadzieję, że jeszcze przetrwa ale już się poddawał i w końcu poddał co sprawdziłem na trasie: Makowice: Po chorobie?. No ale prawdopodobnie już na poprzednich nie działał. Albo się częściej zacinał. Zresztą to nic nowego w 2023 r. kilka razy takie numery odwalił ale zaczął działać na nowo. I potem znowu. Jednak ile można taką agonię prowadzić? Teraz padł i myślałem, że na dobre. Jednak udało się go odblokować. A to niestety nie jest dobre... Bo mam nie ciekawą sytuację w domu z tego powodu - przecież kurwa działa, czepianie się, że kupiłem nowy. Tak kurwa. Działa. Zacina się, ciężko idzie, ruch nie jest płynny. Jest po prostu wyrobiony. Po takim przebiegu? Nic dziwnego. Można próbować go ratować i jeszcze korzystać ale to tylko przedłużanie nieuniknionego o kolejne nie wiem setki kilometrów? I co mi to da. W pewnym momencie padnie mi do końca obecne przednie koło -> Nexus DH-C3000-3N-NT. Te już teraz jest w agonalnym stanie. I w każdym momencie może dojść do pęknięcia obręczy. Myślę teraz tak o tym i myślę o tym wpisie: Gryficka Trasa Pracy & Trasa z JS. No zajebiście, że rozpędziłem się prawie do 50 km/h na nie pewnych kołach XD No ale dobra... Przednie może paść w każdej chwili, tylne ledwo zipie i też może pęknąć. Mam ratować widelec po co? Skoro wraz z padniętym kołem przednim i tak bym go wymienił. Nie opłaca mi się po prostu inwestować w kolejne koło na v-brake. Wtedy ryzyko, że koło przetrwa a widelec padnie tak, że już nic mu nie pomoże jest bardzo wysokie. Z każdą kolejną trasą, każde kolejne kilometry tylko zwiększałyby te ryzyko. Także skoro się stało tak jak się stało - to postanowiłem jeszcze przed świętami zmienić widelec. Po świętach zmienię koła - jeśli uda mi się tak szybko je nabić. I temat będzie w pełni zamknięty. Oczywiście są drobne sprawy, które chciałbym poprawić. Wymienić torbę na bagażniku. Ma rozwalony zamek i jest od środka zajechana - tak brudna, że tego nie doczyszczę. To już lepiej kupić nową torbę. Niż próbować coś z tym zrobić. I mam w planie wymienić siodło (kolejny raz) - obecne oczywiście długo nie wytrzymało. Popękało... I sztycę pod siodłową. Ta jest od dawna rozwalona i lepiej nie będzie. Czekają mnie tylko wydatki i wydatki. I to wydatki na teraz... A zawsze może coś wyskoczyć jak np. konieczność wymiany opon. Szczególnie ta przednia jest mocno zajechana... A w przyszłym roku czeka mnie wymiana napędu... Także nie kończąca się farsa kosztów i kłótni w domu o wszystko ;) Na dobrą sprawę koszty utrzymania roweru nie są duże. Obecne koszty wynoszą jedynie: suma kosztów części: 5487,15 zł i suma kosztów serwisu: 1171 zł. To stan na ostatni serwis z 23.02.2024 r. Do tych kosztów należy doliczyć 375 zł za nowy widelec czyli 5 862,15 zł za części. Czy to jest dużo? Naprawdę? Na paliwo tylko w 2023 r. wydałem ponad 9 000 zł, a gdzie inne koszty? Tylko za AC w pierwszych trzech latach wydawałem ponad 7 000 zł. Koszt utrzymania roweru przez prawie 10 lat jest nie porównywalnie mniejszy niż utrzymania samochodu przez okres krótszy i mniejszą liczbę kilometrów. Wygląda to dokładnie tak, że wstanie na te 56k km Aurelią jej łączny koszt wyniósł: 7033,15 zł. A samochodu (koszty policzone do 26.05.2023 r.) - do łącznego przebiegu samochodu na poziomie: 57 125 km. Aby było podobnie do obecnego przebiegu Aurelii (prawie 57 tyś km) - koszty samochodu wyniosły: 6830 zł (AC+OC), koszty przeglądów: 1432 zł, wymiana oleju: 1539 zł, serwis kół: 1550 zł (w tym kupno kompletu kół zimowych: 1000 zł), paliwo: 17 663 zł + inne koszty nie widzę sensu się rozdrabniać na to: jak inne filtry i usługi - to daje w sumie, a pobieżnie liczone (bez tych cen po przecinkach itd, zaokrągliłem trochę) ale i tak daje pokaźną sumę: 29 014 zł. Do kosztów należałoby dorzucić koszty płynu do spryskiwaczy, płynu AD Blue. Oczywiście kąśliwi powiedzą, że do roweru kupowałem olej do łańcucha - owszem ale ten olej kurwa kosztuje 30 zł i starcza mi na co najmniej pół roku i nie od początku historii z Aurelią go kupowałem. Tylko w ostatnich latach zacząłem - no nie mniej mamy liczbę znacznie przekraczającą 30k tak naprawdę do liczby 7k. Na ten sam przebieg. I czy jest różnica?! Policzę to sobie jeszcze dokładnie i zrobię taki uzupełniający raport, który będę uzupełniał co jakiś czas (na ten sam przebieg) - już i tak prowadzę osobne zapiski dla samochodu to będzie łatwiej. Wracając jednak do meritum nie rozumiem ciągłego dopierdalania się w domu do moich spraw. Bo sprawa Aurelii to jest moja i Aurelii. Średni koszt utrzymania roweru to 702,32 zł rocznie... Średnio wydaję ponad 600 zł na obowiązkowe OC rocznie. A to tylko OC. A gdzie inne koszty - paliwo, płyn do spryskiwaczy, wymiana oleju co 10k km kosztuje mnie więcej niż wymiana napędu co średnio 13k km... Chora sytuacja w której najlepiej by było wymienić rower bo pewnym przebiegu wymaga pewnych prac. Doszedłem do momentu w którym trzeba wymienić to czy tamto. W nowym rowerze nie byłoby przecież lepiej... I na starcie musiałbym dać z co najmniej 3k na coś sensownego a i tak po roku może dłużej - w końcu musiałbym wymienić napęd czy robić inne prace serwisowe. Także nie rozumiem podejścia z jakim muszę się zmagać w domu. Z czepieniem się o naprawy Aurelii... O koszty. Obecnie także czepianiem się o stan amortyzatora przedniego, że niby taki dobry i działający xD No kurwa... To, że jakimś cudem i z trudem wbijają się te golenie nie znaczy, że to działa. Obecny amortyzator z racji, że nowy fajnie działa. Nie nacieszyłem się jednak tą chwilą dzisiaj zbyt długo. Nie miałem sił ani weny do jazdy. Wkurwiał mnie ten wiatr, ciężko mi się jechało (prawdopodobnie przez koła). A może w ogóle miałem trudny dzień. I skróciłem nieco dzisiejszą trasę - zrobiłem jedynie trasę przez Słudwia - Dobiesław. Na drodze DW152 wróciłem do domu zamiast jechać przez Czarne na Makowice jaki był pierwotny plan. Nie mniej - test zaliczony i to zaliczony pozytywnie. Sytuacja w domu pozostawia jednak wiele do życzenia... I tak jest kurwa całe życie, takie niszczenie jednostki z racji na jej pasje czy życiowe decyzje. No dobra może nie wszystkie decyzje są dobre - no ale to moje życie i moje decyzje a tym samym moje błędy. Początkowo w moim życiu z Aurelią kilka błędów popełniłem. Pierwsze dwie wymiany napędu były zbyt pochopne i niepotrzebne. Teraz dobijam napęd mocniej... No ale ta wymiana widelca. Jak nie dziś to za miesiąc jak nie teraz to za 1-2k km. Ten temat i tak wróciłby wraz z kończącym się życiem przedniego koła. Bo gdyby nie kwestia koła to próbowałbym wydusić z tego widelca ile się da. Nie powiedziane jednak, że ten przetrwałby jeszcze nie wiadomo ile... Chwilowa zmiana i działanie (i tak z oporem) nie oznacza, że działałoby to dalej. A ponadto - serwis nie jest w zasadzie możliwy bo nie ma dostępnych części zamiennych do takich rzeczy. Nie dostanie się oringów, podkładek... Trzeba byłoby mieć drugi taki sam amortyzator i z niego wyciągać. A na ile jest to opłacalne? Przy 10-cio letnim podstawowym modelu SR Suntour'a... W zasadzie nie opłacalne a ewentualne korzyści? Wydaje się, że żadne. Prędzej czy później - a myślę, że prędzej - padłyby do końca wyrobione sprężyny. I szlak by ten amortyzator trafił i tak. A więc dobrze się stało, że wymieniłem - posłuży na kolejne lata. Koło na hamulcu tarczowym będzie również mniej obciążone i obręcz nie będzie narażona na działanie tarcia (hamulce v-brake) więc nie powinno być już problemów z słabą jakością obręczy. Może po prostu miałem pecha i trafiłem na słabe koła... I takie są efekty. Zobaczymy co przyniesie przyszłość i kolejne zakupy. Czy okażą się trwalsze? Czy również takie badziewie z jakim obecnie się zmagam. No cóż - wszystko się okaże po kolejnym serwisie, który planuję zrobić już po świętach wielkanocnych. Na dzień dzisiejszy i dzisiejszą trasę to tyle. Zrobiłem taką krótką trasę, wiem na czym stoję. I szykuję się na kolejne wyzwania jakie stawia przede mną nieprzewidywalne życie.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa29marca2024zdj1.jpgtrasa29marca2024zdj2.jpg


Mapa przebiegu trasy :)