Trasa z dnia dzisiejszego stanowiła kolejną leśną przejażdżkę. Ciężka trasa taką samą robiłem w piątek: Trasa Dąbie - Iglice: powrót formy?. I już wtedy cieszył mnie czas jej realizacji w poniżej 2h. Dziś zrobiłem tą trasę jeszcze szybciej i tak się udało, że już na ostatnią - ostatnią chwilę zdążyłem przejechać trasę bez wymiany baterii! I praktycznie bez postoi cały czas! No dobra. Jeden postój był na chwilę w Iglicach aby zrobić zdjęcie zabytkowemu ciągnikowi - prawdopodobnie był to ciągnik Fordson: Fordson - farmer.pl. Chociaż nie wiem. Nie znam się na maszynach rolniczych. A tak to nie było żadnego postoju. Nie było także słońca choć było ciepło. No ale za to było ciężko, wietrznie. Na tyle ciężko, że przejechanie pierwszych 2 km mnie cieszyło do tego stopnia, że już sobie odliczałem, że tylko 25 km.. Jeszcze.. :) Dziś jechałem wariantem trasy przez Łabuń Wielki na Iglice. A więc od razu z parkingu leśnego w Dąbiu wbiłem się w wzniesienia - i miałem od razu pod wiatr i dlatego było ciężko. Za Łabuniem Wielkim w tą stronę co prawda nadal walczyłem z wzniesieniami ale.. Drzewa które przetrwały dawały jeszcze jakiekolwiek schronienie przed wiatrem. Więc nie było tak źle! A już najlepiej było na drodze z Starej Dobrzycy w stronę Wicimic. Z tej psychodelicznej drogi jak mam w zwyczaju ją nazywać odbijałem na leśny odcinek PŻ9, z której odbijałem na PŻ7. Nigdy nie pamiętam tych oznaczeń tych dróg leśnych.. Posiłkowałbym się w sumie mapą OpenStreetMap z której korzystam od lat ale tam są błędne informacje w tym zakresie.. Więc może być tak nie zdziwcie się, że w wpisach w przeszłości te numery są źle napisane :\ No niestety bazuję na tym co sobie zapisałem ewentualnie w notatkach lub pamiętam.. No nie mniej ten odcinek który zawsze jest dla mnie taki ciężki to dziś nie był.. Wystarczy odwrócić strony :-) I mamy do czynienia z lepszą perspektywą. Przynajmniej na powrocie. Gorzej było na początku trasy no ale w momencie powrotu się już o tym nie myśli..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1777
Trasa nr [łączna]: 1853
Trasa nr [na blogu]: 1767
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 48
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1838 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1752 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 30756 km
Stan Licznika Końcowy: 30783.18 km
Stan Licznika Końcowy2*: 30585.56 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9117 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9144 km
Maksymalna prędkość: 25.2 km/h
Przejechałem: 27.18 km
Przejechałem [msc]: 178.66 km
Przebieg roweru [rok]: 924.17 km
Przebieg roweru [suma]: 67551.13 km
Przejechalem w 2026: 924.17 km
Podroż dookoła świata (2026) 2.3104 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 168.8778 [%] km
Czas jazdy: 01:51:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4310:07:25 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4086:41:17 h
Czas Jazdy Suma (2026): 62:19:39 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 11:17:09 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:52:52 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:17:55 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:59 h
Średnia: 14.69 km/h
Dzisiejsza trasa może podsumowywać mój pewny sukces! No bo w sumie pewny sukces osiągam.. Jestem już bliski (w końcu)! Skończenia zmagań z projektem Stanu Plików a dokładnie z projektem: Wielkich Poprawek w Strukturze Katalogowej Stanu Plików 18+8 TB (obecna struktura, która obowiązuje od 2022 r.). Wraz z Wielkimi Poprawkami w Strukturze - o czym pisałem w nie jednym wpisie tegorocznym.. No bo.. Te działania trwały już trochę.. A mianowicie ponad 3 msc (od 05.01.2026 r. po w sumie dzień dzisiejszy tj. 14.04.2026 r.). Dzisiaj mam zamiar to skończyć! No ale nim się biorę za te prace.. To biorę się za rower. Muszę trochę odreagować ostatnie dni. Tyle się dzieje. Chujowo się zaczyna tydzień w pracy, gdzie jest całe czepianie się i dopierdalanie do tej pierdolonej monografii, którą "składam". Poprawiam po innych debilach, którzy korzystają z materiałów, które mają od lat, które się do niczego nie nadają no ale dalej aktualizują tą książeczkę w ten sposób. Co nie miało żadnego technicznego sensu ani lata temu gdy powstawało ani obecnie. No ale poszła duża afera wczoraj (13.04) o to. Ja w sumie w piątek (10.04) dałem dyrekcji a dokładnie wicedyrektor kopię do zobaczenia jak wygląda po złożeniu ta jebana książeczka - jak wygląda jako broszura 4x4. Nie dawałem jej po to aby sprawdzała ewentualne błędy redaktorskie.. Bo nie było korekty redaktorskiej. Na ten moment nie miała ona sensu! Problem i to spory stanowiła sekcja absolwentów szkoły. Nieudolnie zrobiona wielka tabela ciągnąca się na 17 stron A5. Stanowi ona spis prawie 1400 absolwentów, którzy ukończyli tą pożal się boże szkołę w ostatnich 79 latach. I być może ta szkoła kiedyś jakikolwiek poziom reprezentowała. Obecnie jest to przerost formy. Szkoły wypakowane w pomoc psychologiczno-pedagogiczną, niepotrzebne zajęcia które psują plany i powodują zatrudnianie sporej ilości pracowników. Kiedyś ta szkoła miała z 20 pracowników może mniej. I miało to jakiś sens. Teraz ma ponad 40.. Taka mała szkoła. I jest po prostu za dużo ludzi. No i ludzie są zbyt pierdolnięci.. I to się jakby nie patrzeć - to wszystko co się dzieje na mnie odbija. Mam świadomość przytłaczającego mnie tyle czasu projektu. Serio - myślałem, że chociaż do marca ogarnę projekt Wielkich Porządków i Zmian w Strukturze Katalogowej. Potem do końca marca.. I tak się przekładał czas na realizację z dnia na dzień i przekładał.. I tak dochodzimy do dnia dzisiejszego - gdy mam szansę to skończyć! A jak nie dziś to pewnie jutro. I w końcu nie będę żył przeszłością. A przez chwilę będę mógł się skupić na tym co jest tu i teraz. A co jest tutaj? Jak widać nic dobrego. Same afery w szkole, nie porozumienia i ciśnienie nauczycieli i pozostałych pracowników, jak ważna jest organizacja hucznej i ogromnej imprezy na 80-cio lecie tej placówki.. Tyle, że: po jakiego chuja to wszystko?! Przecież z czasem i tak nikt tego nie doceni, nikt nie będzie pamiętał. A te stresowe sytuacje i źle dobrane zespoły do działania w konkretnych obszarach prac wyznaczonych przez dyrekcję - będą tylko wpływać bezpośrednio na nas.. I powodować kolejne podziały. Jakby w tym świecie - w tym pojebanym świecie.. Było mało podziałów.. To dowalić kolejne.. W sumie tak po prawdzie to ja jeszcze wczoraj (tj. 13.04) chciałem się po południu przejechać. Zresztą dużo rzeczy chciałem.. I rower.. I pojechać w końcu na groby do dziadków z Karlina. Przed świętami Wielkanocnymi kupiłem znicze, których jeszcze tam nie zawiozłem.. Bo w sumie nie było kiedy. Ciągle coś. Dużo czasu i poświęcenia szło w ten ważny dla mnie projekt.. Projekt wielkiej aktualizacji i poprawek w strukturze katalogowej stanu plików 18+8 TB. I było poświecenie. W tym rezygnacja z roweru. Bo wszystkiego się po prostu nie da pogodzić.. I wszystkim zając jednocześnie również. I tak.. Sytuację w domu mam jaką mam i to nie pomaga. Sytuacja w szkole robiąca się coraz bardziej napięta również.. Mam jednak nadzieję, że w końcu schodząc z pewnych obciążających mnie zadań - będzie po prostu ciut lepiej. I będzie więcej takich rowerowych pięknych dni jak dzisiejszy. Co prawda nie było słońca, trochę wiało ale była temp. tak w granicy 13-14℃. I to mnie pociesza.. Wrócę jeszcze jednak do wpisu z piątku (10.04). Tyle się działo, że nie wspomniałem. Sam piątek był na tyle ciężki, i na tyle się spraw w nim kumulowało, że po prostu nie mogłem nikomu pomóc. Bo nie dość, że mam w piątek planowe 4h zajęć z potworami.. To działałem przy tej jebanej monografii. I było kilka innych tematów, które mną stop się pojawiają. A tym czasem: koleżanka z Golczewa potrzebowała pomocy w transporcie chorego kota do Nowogardu, koleżanka z Iglic zamieszkała w Resku potrzebowała pomocy z przeprowadzką, podstawieniem przyczepki. No akurat w piątek wszystko. I ten piątek. No chciałem każdej pomóc ale się nie da.. To dodatkowo był jeszcze dzisiaj pogrzeb tej P. Jadwigi z Makowic.. Wspominałem o niej w wpisie: Wietrzna trasa 20-stka z 07.04. No i taka kumulacja. I co robię po południu na koniec tego nie łatwego tygodnia? Jak widać to co zawsze.. Czyli rower. No bo co ja innego mogę robić.. Prawda?... To nie jest jakieś celowe, że akurat takie dni i jestem na rowerze. No nie.. Po prostu jestem często. A, że często a nawet za często mają miejsce takie różne wydarzenia.. To już na to się nic nie poradzi.. Nie mogę przecież rezygnować z jeżdżenia. Bo i tak nie jest mi łatwo się ruszyć i jechać. Najłatwiej by mi było nie jechać.. To jest najłatwiejsza droga.. Zrezygnować z roweru i czegokolwiek.. No ale to oznaczałoby całkowity mój koniec. Rozpad tożsamości i rozpad mnie..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)