Dzisiejsza trasa, odbyła się w zimowej odwilży i już takiej wiosennej pogodzie. Temp. jaka mi towarzyszyła to ok. +4-5℃. Więc nie tak źle jak na Styczniową aurę biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze wczoraj padał śnieg. Wraz z gwałtownymi zmianami pogody, przychodzą deszcze i silny wiatr. Silne podmuchy wiatru wiały całą noc, co w połączeniu z nieszczelnymi oknami nie zwiastowało niczego dobrego. I faktycznie nad ranem mnie tylko gardło rozbolało przez to. W domu zimno, wychłodzone, ogrzewanie oczywiście nie działa a jak. I jeszcze wieje przez te nieszczelne okna. Ten defekt z każdym rokiem jest coraz gorszy. Więc zimy a raczej to co z nich zostało i tak są trudne do przeżycia. Jeden problem to właśnie zmieniająca się pogoda. Drugi to brak Internetu, który doskwiera mi od dnia wczorajszego. Rozpierdala mi to bieżącą pracę i bieżące sprawy a tych trochę mam, i pisanie stronki na zajęcia z Zastosowania Technologii, i poprawki do pracy MGR (część poprawek wczoraj zrobiłem), została dalsza część i dopisanie teorii w 2 rozdziałach, gdzie mam odpowiednio 3 i 4 strony a muszę mieć minimum 10 (min 10 maks 15) -.- Także będzie ciężko. W najbliższych dniach chciałbym to wszystko ogarnąć. Wkrótce zacznę pracę to też się moje życie zmieni. Szybciej skończę studia. W zasadzie jestem na finiszu - absolutorium osiągnę za 2 tyg. Pozostanie skończyć swoje sprawy związane z uczelnią. I zacząć kolejny etap w życiu. A póki co zaczynam kolejny etap moich rowerowych przygód, jakimi jest dzisiejsza trasa. O tej trasie myślałem pod koniec zeszłego roku (Wieczór nad Sownem). Miałem wtedy ambicje się nocą przejechać. No ale raczej lepiej by nie było w takiej zimowej porze. Błoto, mokro. Raz, że jeszcze wczoraj był śnieg, dwa, że trwa zapoczątkowana na wielką skalę w 2017 r., akcja wycinania masowego wszystkich drzew z lasów. To warunki do jazdy są naprawdę trudne. Ofiarami nie padają tylko drzewa ale także zwierzęta. I mam tu na myśli chociażby kontrowersyjny pomysł masowego odstrzału dzików. Po dzikach przyjdzie czas na inne zwierzęta. I tak - wszystko wymordować, zniszczyć, zgładzić. Przyszłość, która nadchodzi nie wpisuje się w optymistyczną.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 349
Trasa nr [łączna]: 432
Trasa nr [na blogu]: 346
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 5
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 427 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 341 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 9903.53 km
Stan Licznika Końcowy: 9931.76 km
Stan Licznika Końcowy2*: 9840.73 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9662 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9691 km
Maksymalna prędkość: 38.1 km/h
Przejechałem: 28.23 km
Przejechałem [msc]: 101.45 km
Przebieg roweru [rok]: 101.45 km
Przebieg roweru [suma]: 17249.44 km
Przejechalem w 2019: 101.45 km
Podroż dookoła świata (2019) 0.2536 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 43.1236 [%] km
Czas jazdy: 02:13:35 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1087:05:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 863:39:39 h
Czas Jazdy Suma (2019): 07:22:33 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:22:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:28:31 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:28:31 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:29 h
Średnia: 12.74 km/h
Trasę w dniu dzisiejszym zacząłem przed południem. Z myślą powrotu do obiadu. W sumie nie miałem pomysłu na samą trasę. Czy pojadę na tą Łęczną czy gdzie indziej. Nie oszukujmy się, taka pogoda jaka panuje, niezbyt zachęca do dalekich tras. A ja też niezbyt mam na to ochotę. Koniec końców postawiłem na ą Łęczną. Swoją drogą to są bardzo piękne tereny osadzone w wiejskim klimacie. Ich urok jednak przepada przez działalność ludzkiego ścierwa, które wszystko niszczy dookoła. Początek trasy był ciężki. Ciężko mi się jechało, do samej Łęcznej nie przekraczałem prędkości 14-16 km/h, głównie z naciskiem na tą dolną granicę 14-14,5 km/h. I sam rower ciężko szedł, i miałem pod wiatr. Więc jechało mi się ciężko. Po drodze mijałem postępy prac nad drogą S6 - obwodnica Płotów, oraz coraz większą liczbę dziur i zniszczeń mojej ulubionej drogi DW108. Popękana ta droga, załamana w wielu miejscach, i pojawiające się w coraz większej ilości dziury były typowym widokiem, który towarzyszył mi na trasie. Prócz tych typowych zniszczeń są nietypowe - sukcesywnie z miesiąca na miesiąc maleje liczba przydrożnych słupków - służących do określenia pozycji (zawierają km drogi i metr) w którym się znajdujemy. Przydatne, aby dokładnie określić pozycję np. 24,4 km DW108. Te słupki padają jednak ofiarą kierowców. Ciężko winić konkretną grupę, specyfika drogi DW108 wskazywać może na samochody ciężarowe, których sporo tędy jeździ. I tak moja droga prowadziła mnie dalej, pod Mechowo, z którego skręciłem na Łęczną. W porze zimowej, nie jest tu tak pięknie jak latem. Pamiętam tą wieś, te strony z okresu wakacji 2015 r., gdy jeszcze na drodze do Łęcznej rosły stare brzozy. Teraz już ich nie ma. Sukcesywnie z roku na rok wszystko co piękne jest niszczone. Ruszyłem teraz w najtrudniejszą część mojej trasy, kamienna droga do Łęcznej, droga z płyt z Łęcznej do lasu, a potem już tylko gruntowa droga. Gdzie ludzie działali - powiedzmy sobie szczerze: ŹLI LUDZIE - tam same błoto, i zniszczenia. Gdzie ich działalności nie było - tam dało się przejechać. Minąłem trochę tej trasy, byłem bliski drogi z Sowna do Potulinca gdy zastałem przestępców rżnących drzewa w lesie. Stała tylko tabliczka: "ścinka drzew, wstęp wzbroniony". Mijając ją głośno tylko rzekłem: "PIERDOLCIE SIĘ" i pojechałem dalej. Daleko nie ujechałem. Straszne błoto, kałuże, i tak pod prawie sam Potuliniec. Gdy minąłem tych ludzkich śmieci natknąłem się na piękny widok, no piękny - na ofiary działania tych ludzi. Stado jeleni. Młode jelenie, dumnie niosący ogromne poroże :) Jeden za drugim przeszły przez drogę. Cóż, wytnijmy lasy i zabijmy te zwierzęta. Bo to się tak kurwa skończyć. Kontynuując jednak moją trasę najgorzej przejechać było w miejscach gdzie te skurwysyny jeżdżą swoim sprzętem - służącym wyżynaniu i mordowaniu drzew. Tu jest takie błoto, że ja pierdole. Wystarczyła chwila aby całe buty w tym utonęły. Wystarczyła kolejna chwila by Aurelia była cała pozaklejana, cała w błocie. Przez te warunki tu panujące, z jakieś 2-3 km musiałem pokonać pieszo, ciągnąc Aurelię za sobą. Nie było wyjścia. Jestem już tym zmęczony to już nie powiem co ja o tym i o tych osobach myślę. To przecież i tak nic nie zmienia. Te złe wydarzenia wciąż się dzieją, i to wszędzie. Minąłem ten smutny widok, wyjechałem w Potulincu i udałem się na drogę DK6, wciągu budowy S6. Teraz już jechałem z wiatrem więc do drogi DK6 utrzymywałem prędkość > 20 km/h. Zaś na samej DK6 wciągu budowy S6 - nawet > 30 km/h. Dopiero w Płotach, pod koniec trasy (za Dworcem Głównym) nieco zwolniłem, znowu ciężko szedł rower i znowu się źle jechało. Z ciekawostek, za Lisowem przed Wilczyńcem zrywana jest stara droga DK6. Jest prowizoryczny objazd zrobiony. I tym objazdem jeżdżą auta. Prowizorka. Tylko po co niszczyć tą starą drogę?! Zaś sama ciekawostka, że to się stało nie dawno. Bo jeszcze w niedzielę (13.01) gdy wracałem busem ze Szczecina, jechało się normalnie, nie przez objazd. A teraz już objazd, a stara droga jest wycinana - mam na małym kadrze z kamerki, gościa go piłą tnie asfalt ;o
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)