Trasa z dnia dzisiejszego była szybkim porannym wyjazdem. Szybkim aby zdążyć na msze o jak myślałem 13 w Karlinie. Jest jednak zmiana na godz. 12. To trochę komplikuje sprawy. Do tego jestem dość mocno uzależniony od rowerowania i mam wciąż bardzo dużą potrzebę jeżdżenia. Tę potrzebę dość dużą miałem wczoraj: Ambitnie północnymi lasami. Nawet do tego stopnia, że nie skupiałem się na niczym innym jak na tym, że pojadę! I pojechałem tak szybko jak to możliwe, realizując piękną trasę. Jak się okazuje, nie pierwszy raz w mojej rowerowej historii taki wariant wybrałem.. No ale fajnie było. Dziś też wracam do dobrze znanej trasy. Wczesnym rankiem bo jeszcze nie ma godz. 10. W piękny słoneczny dzień. Gdzie już od rana trwa dość nerwowa sytuacja związana z tymi cholernymi świętami. Serio. Nienawidzę żadnych świąt. To zawsze się kończyło i zawsze wyglądało tak samo. Nieustające kłótnie, nerwowe sytuacje. To jest jakaś szopka. Nie przypomina to w niczym normalnych "świąt". Okresu jebanej zadumy. I wspominania tych, których na dzień dzisiejszy z nami nie ma. A tych osób z rokiem na rok jest coraz więcej. A więc coraz więcej nie ma niż pozostało. A relacje między ludźmi są coraz bardziej posrane. I świat coraz gorszy. No cóż. Tylko nie rozumiem dlaczego miałbym nie skorzystać z sposobności i pogody? Bo co? Nie można? Nie wypada? A kto ustala takie zasady!.. Pojechałem i zrobiłem to głównie dla siebie. Potrzebuję takiego odpoczynku, odskoczni od dobijającej mnie codzienności. A ta coraz bardziej mnie dobija. Chodzę taki zmęczony. Wręcz przemęczony z każdym dniem. Wszystko mnie irytuje i wkurwia. I potrzebuję się przejechać. A skąd pewność, że później będzie ładniej? Będzie lepiej? Zresztą. Czy to 1.11 czy inne święta.. To dzień jak dzień.. Tylko prócz dobijającej samotności jest więcej nerwowych sytuacji.. A ja się po prostu od tego wszystkiego odcinam. I nie chcę uczestniczyć w tym całym spędzie.. W których widzi się może tylko na pozór ale jednak.. Szczęśliwe rodziny. A w tym wszystkim widzę swój smutek. I samotność. Nie ma tych rodzinnych spotkań. Nie ma nic. Dobijająca rzeczywistość.. Z którą sobie najwidoczniej nie radzę. Podobnie jak z tym całym jebanym życiem..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1694
Trasa nr [łączna]: 1771
Trasa nr [na blogu]: 1685
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 159
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1757 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1671 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 29124.4 km
Stan Licznika Końcowy: 29147.62 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28954.04 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7582 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7604 km
Maksymalna prędkość: 26 km/h
Przejechałem: 23.22 km
Przejechałem [msc]: 23.22 km
Przebieg roweru [rok]: 4462.21 km
Przebieg roweru [suma]: 65895.67 km
Przejechalem w 2025: 4462.21 km
Podroż dookoła świata (2025) 11.1555 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 164.7392 [%] km
Czas jazdy: 01:27:32 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4199:31:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3976:05:15 h
Czas Jazdy Suma (2025): 284:02:57 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 01:27:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:27:32 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:11 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:50 h
Średnia: 16.01 km/h
Dzisiejsza trasa stanowi dość szybki przejazd - bardzo fajną trasą. Tą samą, którą jutro tj. 02.11 - wybiorę się z kolegą MM. Dzisiaj jest o tyle fajniej, że jest słonecznie. Jeszcze utrzymują się liście na drzewach. Widać. I można poczuć tą jesień. Jedynie czego mogę żałować to tego, że nie wziąłem z sobą mojej cyfrówki. Na pewno porobiłbym kilka wyjątkowych fotek z trwającej jesieni.. Na razie trwającej.. Bo tak gdzieś od połowy listopada.. Nie będzie liści na drzewach. A przynajmniej nie tyle! Będzie tak łyso.. szaro.. i smutno.. Zostaną tylko wspomnienia z tych piękniejszych jesiennych chwil! A trzeba je łapać póki trwają. A trwają tu i teraz. Przecież te liście lecą jak szalone. Ile się utrzymają?! W kolejnych dniach nie będzie tak ładnie.. Zresztą widać.. Można to porównać z trasą na Powalickie lasy z przed kilku dni: Lasy Powalic "ostatni raz za dnia. A porównać z dzisiejszą. A co będzie dalej?.. W sensie perspektywy kolejnych dni? Pewnie nie będzie ładniej. Tylko smutniej. W ogóle takie smutne te dni. Niby ładnie. Niby słońce. A jednak tak smutno. Coraz bardziej samotnie. Sytuacja w domu źle na mnie wpływa. I tak przez całe życie. Ciągłe kłótnie, walka między sobą. A na przeciw temu wszystkiemu widzę pewnie wyidealizowany obraz innych rodzin. Gdzie jest harmonia, miłość. I nie ma takiego nachodzenia na siebie, czepiania się.. O wszystko. Może tylko złudzenie. Nie znając jednak sytuacji konkretnych osób, takie odnoszę wrażenie. Może to tylko myślenie życzeniowe: trudno. Pozwolę sobie na nie. Bo cóż innego mi pozostaje?! Mam myśleć, że każdy ma tak chujowo w życiu jak ja. A przecież na zewnątrz tego nie widać. A sam czuję się nieszczęśliwie w swoim życiu. No cóż.. W ogóle - dzisiejszy wyjazd można uznać za takie "sprawdzenie" terenu. Skoro jutro mam jechać tutaj z MM.. To wolę uniknąć niespodzianek! :) I sprawdzić jak wyglądają tutejsze drogi - szczególnie te leśne. Z racji tego, że jeszcze wczoraj było słabo (trasa z 31.10) - cytowana już dzisiaj - Ambitnie północnymi lasami. Spodziewałem się, że dzisiaj łatwiej nie będzie. A jednak. Było! Spodziewałem się, że odcinek drogi PŻ16 da się we znaki. A nie było tak źle. A skoro dzisiaj nie jest źle to tym bardziej jutro nie będzie źle.. I tak po kilku dniach od tej trasy mogę udostępnić film z niej: Tajna trasa - niepokazywac MM. Nie wrzucałem wcześniej z obawy na to, że MM wejdzie na bloga i zobaczy ;) I wtedy na pewno będzie chciał jechać. A tak musi zaufać mi na słowo, że warto. Zresztą mam co do niego wątpliwości bo jak jemu pisałem o tych planach po mojej ostatniej tutejszej trasie z niedzieli (26.10) to sugerował, że nie teraz, a kiedy indziej, a później. Takie standardowe kurwa pierdolenie. Aby odsuwać trud trasy czy czegokolwiek na jak najdalszy plan. A ja sobie na ten przykład nie mogę na to pozwolić. Do końca roku nie pozostało wcale dużo czasu.. A trzeba jeździć - zrobić kilometry. Nie mam takiej komfortowej sytuacji jak rok temu. W której to jeszcze w październiku miałem osiągnięty swój próg km (5 000 km/rok). I mogłem na resztę roku i to co się dzieje mieć mniej czy bardziej wywalone. A nie mogę. Trzeba jeździć dalej. Starać się dalej. A nie jest łatwo.. No cóż. Zobaczymy co jutro zrobi MM. I jak się życie potoczy. Dziś potoczyło się szybką, znaną trasą. W przepięknych jesiennych barwach..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)