Dzisiejsza trasa jest kolejną trasą z cyklu nabijania kilometrów na Lotnisko-Makowice oraz jest związana z kiepską pogodą, bardzo silnym wiatrem, który bardzo utrudnia jeżdżenie można rzecz, że wręcz je ogranicza. Mimo, że kwalifikuję to jakoś coś negatywnego nie do końca tak jest. Bowiem to właśnie fakt, że w kiepską pogodę, w silne wichury wręcz jestem wstanie kręcić wiele km. To ile będę wstanie kręcić gdy pogoda w końcu dopisze i w końcu nastanie długo oczekiwana wiosna czy lato? Na to każdy czeka i każdemu z powodu takiej pogody jest źle - wiadomo, kurorty nadmorskie nie będą miały szału w zyskach, nad morzem ludzi mniej, w górach pewnie też. To także mniejszy utarg dla stacji paliw, dla drogówki (mniej samochodów na wakacje = mniejsze wpływy do budżetu). Wszystko na nie, nie i nie. Więc czemu tak jest, zastanawiam się nad tym nieustannie. Niby już nadszedł ten oczekiwany Maj. Niby miało być już lepiej a wcale się nie zapowiada, że tak będzie. Mało tego, zapowiada się, że pierwsze dni maja będą deszczowe, pochmurne i nadal będzie silnie wiało. Bo to co dzisiaj się działo to jest przesada. Na wyjazd rowerowy na Makowice wybrałem się tuż po godzinie 15 - zdążyłem zjeść obiad, ubrałem się, pojechałem - o ile jadąc jeszcze miastem tego się nie czuje (tego wiatru) i nieco chłodu to o tyle już za miastem (dokładnie za Technikum do którego chodziłem), i na drodze w stronę Makowic wiatr zaczął tak silnie dmuchać, że nawet moje blisko 100 KG wagi na nic się zdało by mnie ten wiatr nie porwał. Targał mną i rowerem na boki, przeciwdziałając się jego sile i wciąż brnąc do przodu traciłem wiele cennej energii, która miała mi się przydać już na samym lotnisku gdy dojechałem do Makowic. Pojeździłem trochę po całym lotnisku - jadąc jego przebiegiem do samego końca (mając pod wiatr) wracałem pasem startowym z większym wiatrem osiągając na wyższych biegach tylnej przerzutki nie małe wyniki (30-40 km/h) nawet ! Efektywnie nabiłem rekord jazdy na wprost - 48 km/h !!! Przez chwilę udało mi się taką prędkość osiągnąć po czym spadłem do 42 km/h. Pchany przez silny wiatr, szedłem jak torpeda przed siebie. Problem następował później gdy wracałem wgłąb lotniska pod wiatr. Już z drugą turą kręcenia się po lotnisku zjechałem na obrzeża w stronę Żerzyna i rzeki Regi. Przejazdu tam nie ma - bo jak - trzeba się jakoś przez rzekę przeprawić a most już od dawnych lat nie istnieje, no nie mniej sobie tam zajechałem, pokręciłem się tam i znów po pasie pojeździłem tak aż zrobiłem po samym lotnisku 14 km - miałem na liczniku już 20 km z hakiem, zjechałem do ciotki gdzie czekała na mnie matka i jej koleżanka - dzisiaj miałem z nimi wracać i wkrótce pojechaliśmy (ponownie przez lotnisko) kierując się na wieś Czarne.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 94
Trasa nr [łączna]: 179
Trasa nr [na blogu]: 93
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 29
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 176 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 90 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 709.2 km
Stan Licznika Końcowy: 744.21 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 48 km/h
Przejechałem: 35.01 km
Przejechałem [msc]: 35.01 km
Przebieg roweru [rok]: 605.67 km
Przebieg roweru [suma]: 6472.29 km
Przejechalem w 2017: 605.67 km
Podroż dookoła świata (2017) 1.5142 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 16.1807 [%] km
Czas jazdy: 02:38:18 h
Czas Jazdy Suma (ever): 407:27:38 h
Czas Jazdy Suma (blog): 184:01:30 h
Czas Jazdy Suma (2017): 48:22:34 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:38:18 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:38:18 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:40:05 h
Średni czas jazdy do tej pory: 01:57:28 h
Średnia: 13.29 km/h
Już o nieco późniejszej godzinie - wiatr nieco ustał - chodź miejscami nadal był i nadal był męczący. Spokojnie się dojechało mijając całe lotnisko, przejeżdżając przez wieś Czarne i na skrzyżowaniu z drogą nr 152, skierowaliśmy się na wieś Słudwia przez Łowiska, po wsi Słudwia po której się trochę przejechało można powiedzieć po jej peryferiach niż ciągnąć się główną drogą aż wyjechało się w rodzinnej mieścinie. Zajechaliśmy jeszcze do parku gdzie miała być jakaś impreza, nie mniej na to było o wiele za wcześnie - dopiero 19 dochodziła a tu się pewnie zacznie koło 21. Ludzi w umiarkowanym stopniu było - nie wielu jeszcze, chodź jakaś grupka była, kilkanaście samochodów było. Scena była już przygotowywana i tak to się wszystko szykowało na jakieś tajemnicze imprezy o których nic nie wiem - wszak i tak się tymi zagadnieniami nie interesuję. I chwilę się tu było, po czym już się normalnie przez całe miasto do domu wróciło. Nie mniej - nim zjechałem z trasy pokręciłem się trochę koło osiedla, na osiedlowej drodze - chciałem sobie dobić kilka kilometrów. Wyszło mi tylko 33 km a chciałem dziś zrobić 35 km. W tym roku powracam się do mody jaka była u mnie dość częsta w 2015 r. Po prostu jak wróciłem z trasy i wychodził mi za mały przebieg względem pożądanego to się kręciłem po osiedlu i tutejszych uliczkach aby ten wynik poprawić i nie inaczej było dziś. Chciałem zrobić dzisiaj 35 km aby następnie w środę zrobić już 50 km! A w przyszłym tygodniu planuję już trasę 100 km. Nieco szybko się to dzieje bowiem czuję ciągłą presję czasu jaką jest zbliżający się dzień 04.06 i wynikłe z niego okoliczności - do tego dnia chciałbym być gotowy zrobić ok. 150 km może nieco więcej. A na to potrzebuję jeszcze trochę potrenować, wzmocnić się. To nie przychodzi tak samo z siebie od razu - a kto nie jeździ to może mi nie wierzyć, ale zrobić 100 km to jeszcze nie problem zrobić powyżej 100 km to już się zaczynają schodki. To jest męczące i to wielki sprawdzian siły charakteru i odbytych do tej pory treningów. No nie mniej jeszcze nieco czasu mam nim miałbym się na takie treningi wymagające wybierać - mam jeszcze miesiąc czasu na jeżdżenie, jak pójdzie dobrze to może z 20 tras zrobię. Zobaczmy - pierwszy krok ale nie ostatni to samo zrobienie 100 km. Później nieco więcej niż 100 km i znów 100 km itd itd. I tak powoli przechodzić ze 100 km wyżej (planuję najdłuższą trasę w maju zrobić na przebieg ok. 130 km) aby mieć pewność, że te ewentualne 20 jeszcze jakoś zrobię. Jak to będzie to jednak zobaczę bliżej ewentualnego terminu 4 czerwca. Na pewno będę więcej o tym wspominał to w końcu mój taki cel na ten rok. To wydarzenie jeszcze jest z jednego powodu ważne, wskazuje na to, jak ten czas i jak to życie szybko przemija. Bo co dopiero otwierałem sezon 2017 r. Pierwsze trasy po pachy w śniegu i mrozie. A tu już połowa roku minęła i to wszystko tak szybko przemija pozostając wciąż z tyłu - wciąż za nami. Ciekawie to wszystko się zapowiada - nie mniej nie chciałbym rezygnować z takiej okazji przejażdżki po głównych ulicach Szczecina czy samej okazji pojeżdżenia po Szczecinie z innymi cyklistami i w taki fajny sposób rozpocząć okres wakacyjny - okres który niebawem rozpocznie kolejną porę roku: lato. Które powinno być już co najmniej 20 parę kresek na plusie ;) Chodź nie obrażę się za 30^ upały, które były dla mnie zawsze wyznacznikiem moich najlepszych rowerowych tras i w pełni wymagającego, ciężkiego i wyniszczającego organizm treningu.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)