Dzisiejsza trasa - chłodniejsza i niestety "kontrowersyjna" względem tej wczorajszej: Krople szczęścia. No bo jechałem przez czy do Makowic. To kontrowersje wzbudza. Jednak w ogóle się takimi kontrowersjami nie przejmuję. Jednak fakt dzisiaj chłodno granica ok. +1℃. Myślałem, że jest cieplej. Tyle dni trwają te roztopy. Miało być już ciepło i śnieg miał być wspomnieniem. Od ostatniej trasy w zimę minęło kilka dni: Migrenowe Makowice. Sytuacja mocno się poprawiła - lecz największy zawód zimowy przeżyłem w poniedziałkowe po południe (11.12). O ile w obszarach miejskich prawie go nie było, może gdzie nie gdzie przeżył to o tyle za Gryficami w stronę Kamienia, szczególnie przy lasach było go sporo. Wraz z dodatnią temp. to wszystko tak parowało... Tworząc przy tym gęste mgły a co za tym idzie: niebezpieczne sytuacje na drodze. Minęły kolejne dni, włącznie do wczorajszej (WPIS=1343) a śnieg w całości nie zniknął :( Szczerze, to się spodziewałem, że jeszcze w poniedziałek (11.12) zima będzie wspomnieniem - najbardziej nastawiałem się na to widząc optymistyczne artykuły na portalu pogodowym z którego nadal dużo korzystam: "Wiemy kieyd stopnieje śnieg!" - TwojaPogoda.pl. I chyba nie wiedzą bo wg. ich prognoz miał stopnieć do wtorku (12.12) a ja go i wczoraj (13.12) i dziś widzę. Oczywiście w postaci dużych kupek, miejscami zbity. No ale jednak - jest... Prześladuje mnie ten śnieg i wspomnienie zimy. I pewnie będzie tak, że jeszcze minie kilka dni nim ta zima całkowicie zniknie i nie będzie już tym złym wspomnieniem...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1351
Trasa nr [łączna]: 1430
Trasa nr [na blogu]: 1344
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 184
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1417 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1331 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19038.8 km
Stan Licznika Końcowy: 19057.71 km
Stan Licznika Końcowy2*: 18938.31 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31516 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31534 km
Maksymalna prędkość: 31.4 km/h
Przejechałem: 18.91 km
Przejechałem [msc]: 182.46 km
Przebieg roweru [rok]: 6703.08 km
Przebieg roweru [suma]: 55757.33 km
Przejechalem w 2023: 6703.08 km
Podroż dookoła świata (2023) 16.7577 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 139.3933 [%] km
Czas jazdy: 01:00:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3557:55:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3334:29:09 h
Czas Jazdy Suma (2023): 449:47:21 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 11:33:35 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:17:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:26:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:05 h
Średnia: 18.91 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była taka jaką normalnie zrobiłbym wczoraj - tylko ten deszcz w sumie mnie zniechęcił. Jednak kawałek się przejechałem i dzisiaj również i jest fajnie. Tylko, że dzisiaj tak smutno jakoś. Nie ma już tego śniegu - no dobra, miejscami jeszcze zalega. Cała rzeczywistość jednak taka szara i mokra. Ta pogoda taka depresyjna. Zbliża się ten okres świąt. Niby powinno być fajnie i wesoło! A jakoś nie jest. Wydaje się, że jest tak smutno. Szczególnie jeśli pomyśli się o tym kogo w tegoroczne święta będzie brakować. To z czego tu się cieszyć - jest tak smutno. Jechałem tak przez takie szare domostwa, zmoknięte wczorajszą ulewą we wsi Czarne. A już nie mówiąc o Makowicach - tu nawet piekielni wysłannicy by depresji się nabawili. Takie smutne miejsce w którym z młodych to jedynie w dwóch rodzinach zostali. Reszta wyjechała stąd. Gdyby nie ci młodzi to można by było zaryzykować wnioskiem, że za kilka lat Makowice stałyby się opuszczoną wsią, podobnie jak Brzeźnica pod Drawskiem Pomorskim: Opuszczona wieś "Brzeźnica". Nie mniej ten okres, ten czas w roku - jakoś tak nie sprzyja radości. A do tego jest tak szaro. I smutno. A gdyby tego było mało to powracają tegoroczne problemy z Aurelią - znowu coś mi hałasuje i wali jak jadę. I nawet jeśli nie kręcę pedałami. Ja już znam ten dźwięk... Już go dobrze kojarzę ;) W tym roku przerabiałem te problemy aż za dobrze - to tylne koło. W taki charakterystyczny sposób hałasują szprychy. Najlepsze jest to, że dosłownie kilka tras temu koło było naprawiane. Zostały wymienione kolejne szprychy a te co zostały poprawione: Test & Myjnia. Minęło kilka dni i koło znowu daje się we znaki. Nie raz już coś słyszałem czasem... A nie zawsze narzekałem. Po dzisiejszym wyjeździe przynajmniej nabieram pewności w czym rzecz - po prostu koło się znowu sypie. Musiałbym je dać w ogóle na przeplot - wywalić całkiem te wadliwe szprychy i dać na zbudowanie koła na nowo. To jedyny ratunek dla niego. Plan bazuje oczywiście na założeniu, że z obręczą i piastą jest wszystko ok. Bo jeśli nie... To nie pozostanie mi nic innego jak kupić nowe koło. Nie warto męczyć się z czymś co od początku sprawia problemy. Obecne tylne koło jest ze mną od trasy: Historiami lasu. Stosunkowo niedługo a już sprawiło wiele problemów. Przebieg koła nie całe 6k km a już... nie wiele brakuje abym je wyjebał z nerwów. Coraz gorsze te koła robią. Aby nawet roku nie przejechać na kole... Kto to widział... Dokładnie obecne tylne koło przetrwało: 5476 km (bez dzisiejszej trasy). I nie wiadomo czy nie przyjdzie mi się w najbliższych trasach z nim rozstać, skoro nadal będzie powodować problemy. A to, że coś z nim nie tak to ja czuję. Najbardziej zjeżdżając z górek. Nie jestem wstanie trzymać prawej strony, ucieka mi rower jest takie uczucie, którego nie jestem wstanie ignorować. Co ciekawe gdy z kołem jest wszystko ok, tego problemu nie ma. Pierwszy raz tą zależność zauważyłem już jakiś czas temu: Trasa Unibórz - Grębocin. Od tego czasu problem jest już mi znany i jednoznacznie identyfikowany jako problem z kołem...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)