07.02.2026
Jazda nr: 1737

Tagi: wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest kolejnym powrotem! W chwale? No chyba nie. No ale jest powrotem po chorobie. A byłem pewny, że okresy choroby mam już za sobą. I tak długo się trzymałem - jakieś 7 msc. Bo od kwietnia 2025 r. Nie byłem już chory. Jeśli już to w pojedynczych dniach gorzej się czułem. Jak nie migreny to miałem inne dolegliwości.. Zawsze się coś znajdzie.. No ale w miarę się trzymałem. A teraz - pokonała mnie zima. Tuż przed feriami to była chujnia i wielu nieodpowiedzialnych nauczycieli chodziło chorych do pracy. I nieśli zagrożenie. A do tego zachowują się bardzo, bardzo egoistycznie.. Bo oni mają teraz 2 tyg. wolnego i mogą mieć wyjebane. Doleczą się. I mogą mieć wyjebane. A ja jako robol nie mogę mieć wyjebane. Ja nawet zwolnienia nie dostałem a liczyłem, że chociaż na 3 dni pójdę na zwolnienie. Bo te pierwsze 3 dni w pracy w tym tygodniu to i tak była masakra.. Tylko męczyłem się niepotrzebnie - nie śpiąc już od nocy z soboty na niedzielę (z 31.01 na 01.02). Zgodnie z przewidywaniami z trasy: Zimowa trasa na Truskolas 3. Był to ciężki dzień - bardzo zimny. Na tyle było zimno i jeszcze wiatr wiał, że darowałem sobie jeżdżenie. Choć jeszcze z rana tak źle się nie czułem. Choroba dopadła mnie dopiero na wieczór.. Wtedy się zacząłem gorzej czuć.. I już poleciało. Kolejne dni włącznie z niedzielą (01.02) były na tyle słabe, że w poniedziałek (02.02) poszedłem do lekarza ale niestety nie dostałem ani antybiotyku ani zwolnienia. Kilka dni nie spałem. Bo miałem mną stop spływającą wydzielinę.. I ataki kaszlu w nocy. Leczyłem się standardowo neosiną. Bo co mi mógł lekarz dać - głównie bez recepty leki, których i tak nie zamierzałem używać. Używałem jedynie tabletek na kaszel suchy - wtedy tak się zaczynał: levosol. Nie używałem natomiast wziewów (Astrodill) i sprayu do nosa. Nie używam takich ohydnych rzeczy. A wziewy? Po co? To przecież nie żadna alergia. I sam lekarz stwierdza, że na płucach / oskrzelach wszystko OK. A patrząc po sporej liście skutków ubocznych tych wziewów to nie. Podaruję sobie. Najgorsze jest to, że skończył mi się pyłek pszczeli. I dopiero w środę będę mógł zdobyć go więcej (04.02) no ale z moim rozjebaniem myślowym pojechałem po niego dopiero w piątek (06.02). Dzisiaj jeszcze tego nie piłem. Wypiję na wieczór. I od jutra od rana normalnie wracam do tego picia. Może to mnie jeszcze wspomoże poza braniem neosiny czy leków na zatoki. Także do końca zdrowy nie jestem. Objawy mam. No ale bez roweru ciężko nerwowo wytrzymać. Sytuacja w szkole napięta i nerwowa. W domu też nerwowa sytuacja. Same złośliwości, kłótnie i wpierdalanie się we wszystko. Ja nie mam kurwa kiedy - ani nie mam kurwa gdzie odpocząć tak naprawdę. Ciągle chodzę nerwowy. I jeszcze sytuacja w szkole i podejście nauczycieli doprowadza mnie do kurwicy.. Tak się nie da funkcjonować.. A gdyby problemów z życiem związanych było mało.. To jeszcze ta pierdolona pogoda - prawdopodobnie tylko w okolicy weekendu będzie w miarę znośna z temp. w ciągu dnia na poziomie 0-1℃. Chociaż już na plusie - ale tak skromnie! W ostatnich dniach a dokładnie w czwartek i piątek (5-06.02) wróciła gołoledź. Wróciły opady deszczu. I wszystko na nowo jest nieprzejezdne, śliskie.. Sytuacja jest na tyle patowa, że o ile wczoraj tj. 06.02 do szkoły jakoś dotarłem.. To wyjść z niej miałem problem. A to jeszcze wczoraj chciałem się przejechać. Gdyby w sumie nie pogoda to jeszcze w czwartek (05.02) bym się przejechał. Nie czuję się na tyle dobrze ale co zrobię. Też bym wolał aby było kilka stop. na plusie aby móc jechać w bluzie.. Aby było w końcu ciepło. To przyspieszyło by leczenie. I więcej czasu spędzonego na rowerze sprawiłoby, że może bym lepiej funkcjonował.. No cóż. Co by nie było i ktokolwiek cokolwiek by nie myślał o tym co czynię.. To tak - musiałem się przejechać. Już wczoraj bardzo chciałem ale warunki mnie pokonały. Nie dałbym rady wydostać się z osiedla na główną drogę aby ruszyć rowerem.. I tak miałem po południe zajęte na spotkaniu z kolegami w Szczecinie.. Więc bardzo zależało mi na czasie - i np. aby iść ze szkoły po godzinie 11. A ostatecznie wyszedłem po godzinie 12. Gdy wrócił konserwator i posypał piachem z solą chodnik przy szkole. Bo inaczej to nie wiem czy bym wylazł.. Tak to zmroziło.. I ta lekka temp. na plusie nie wiele pomagała - lekka bo było zaledwie kreska może dwie powyżej 0℃ - na wysokości okien - a więc jakieś 2m nad ziemią? Nie wiadomo czy od ziemi już było na plusie czy dalej jest ziemia skuta lodem. I po prostu by nie puściła.. A zresztą nie wiadomo czy zdąży puścić. Bo w przyszłym tygodniu znowu zapowiadane są mrozy i deszcze. A więc ta negatywna pogoda - będzie się jeszcze utrzymywać.. Utrudniając normalne życie. A te moje jest na granicy psychicznej wytrzymałości..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1747

  • Trasa nr [łączna]: 1823
  • Trasa nr [na blogu]: 1737
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 1
  • W tym roku: 18

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1808 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1722 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 30114.1 km
  • Stan Licznika Końcowy: 30127.64 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 29934.06 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8591 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 8604 km

  • Maksymalna prędkość: 22.8 km/h

  • Przejechałem: 13.54 km
  • Przejechałem [msc]: 13.54 km
  • Przebieg roweru [rok]: 268.29 km
  • Przebieg roweru [suma]: 66895.25 km

  • Przejechalem w 2026: 268.29 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 0.6707 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 167.2381 [%] km

  • Czas jazdy: 00:52:03 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4266:16:56 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4042:50:48 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 18:29:10 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 00:52:03 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 00:52:03 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:01:37 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:51 h

  • Średnia: 15.62 km/h
Dzisiejsza trasa jest w trakcie choroby. Nie mogę powiedzieć, że wygrałem. Wciąż męczą mnie zatoki. Mam dość mocno zatkane - ale dzięki np. rowerowi jest moment kiedy po odmuchaniu nosa dość dużo wydzieliny wyjdzie. A więc dobrze - niech się oczyszcza. Nadal wraca lekki ból gardła. Bardziej takie drapanie niż konkretny ból. Konkretny i ostry miałem na początku choroby. Nie trwał jednak dłużej niż 2 dni (ten ból gardła). Teraz jest lepiej fizycznie - ale psychicznie kuleję. Jestem tak prze bodźcowany. Ciągle wszystko mnie denerwuje. Potrzebuję odpoczynku a nie ciągłego dowalania.. Wspominałem parę razy: sytuacja w szkole. Zresztą co tu dużo mówić. Pierwszy tydzień ferii: zmarnowany. W ogóle nie skorzystałem z możliwości siedzenia w pok. 24 - na czym mi bardzo zależy. Tam się dobrze czuję. Może nie jest tak fajnie jak w miejscu, które zająłem w wakacje 2022 r. - miejscu nie używanym przez dekady - a po 2 latach jak tam byłem to nagle jest potrzeba jego używania. Zostałem z stamtąd wyjebany w grudniu 2024 r. Kilka dni po tym ja ostatecznie.. Pewna osoba - bardzo ważna dla mnie - nie pozostawiła mi już nadziei na kontynuowanie wspólnej znajomości. Sytuacja z tą dziewczyną miała miejsce 430 dni temu. W zasadzie ten ostateczny koniec - bo ja jako koniec przyjmuję dzień gdy coś się zepsuło i się bardzo mocno ode mnie odwróciła (26.08.2024 r.) a od tej sytuacji minęło 535 dni. Trudno mi zrozumieć, że między ostatnim wspólnym wypadem nad morze do pozbawionego złudzeń końca - minęło 95 dni. To 95 dni grozy dla mnie - ciężkich bardzo przykrych wydarzeń - gdzie nie miałem wsparcia od najbliższych, od rodziców. Od szkoły - od ludzi w niej, którzy byli dla mnie jak rodzina dostałem kolejne ciosy. Pozbawienie mnie lubianego miejsca - nie zajmowanego od co najmniej 30 lat przez nikogo. Najstarsi pracownicy w szkole wskazywali właśnie na lata 90-te nawet wcześniej, że już wtedy był tam po prostu magazyn na różne szpargały... Więc zacząłem w 2022 r. używać nie używanej przestrzeni, którą zabrano mi 2 lata później (nie całe 2,5 roku później). Do dzisiaj się z tym nie pogodziłem. Rośnie nienawiść do dyrekcji szkoły - szczególnie dyktatora. Rośnie niechęć do nowej pani pedagog (od 01.09.2024 r.). To ona przejęła moje miejsce - które oficjalnie zostało mi zabrane 31.01.2025 r. A więc minął rok. Nie odnalazłem się w tej szkole na nowo. Do tego mamy w tym roku kalendarzowym (2026 r.) ten cyrk w postaci 80-ciu lat. I bardzo dyrekcji odwala. Chcą się pokazać - nie wiadomo jak bardzo, że nie wiadomo co to nie oni. Oczywiście kosztem pracowników. Rosną spory. Bo przewodniczącą grupy jest pewna jebnięta polonistka. Co najgorsze to osoba w moim wieku. Nawet mój rocznik nie jest już normalny. A im młodsze sucze tym gorzej.. Jest coraz gorzej ze wszystkim. Ciągle czuję się przemęczony psychicznie. Z niczym sobie nie radzę. W tych paru dniach które już minęły - nadal nie udało mi się do końca zrealizować poprawek w strukturze katalogowej Stanu Plików. Nadal utknąłem na wielkim telefonie Sony Xperia Z2 - gdzie w sumie jest ponad 60 tyś materiałów (znaczna ich ilość to zdjęcia). Tu jest bardzo wiele problemów i bardzo wiele miejsc - gdzie trzeba dokonać stosownych poprawek. A to wszystko zajmuje sporo czasu. Nie zawsze mam chęci. No w ostatnich dniach dochodziło jeszcze to jak się czułem. Ostatecznie przez te całe zamieszanie nie zrobiłem nawet opisu wpisu z 30.01! Ten wpis opisałem dopiero dziś - wraz z bieżącym. Te dni są bardzo ciężkie. Ja jestem coraz bardziej przemęczony. I tak czuję, że w końcu jebnę. W końcu jak ktoś mi się napatoczy np. ze szkoły pewne pizdy . W piątek mam na myśli w piątek 30.01. Ostatni piątek przed feriami. Zmarnowany tydzień ferii. Nic się nie udało osiągnąć. Nawet nie poszedłem na zwolnienie - a chciałem - chciałem odpocząć.. Zregenerować się.. To kurwa nie. Nie jest mi to dane.. I w końcu docieram do dzisiejszego dnia. W końcu jadę na rower. A tak bardzo wczoraj tego pragnąłem. Jednak pogoda bardzo mocno pokrzyżowała mi te plany. A dziś jest chujnia nadal. Te przebicie się przez osiedle to jest masakra. Ja w połowie drogi to prowadziłem rower ulicą. Bo chodnikami to się nie da. Ulica trochę posypana. Trochę puszcza. Jednak za mało aut przejeżdża aby rozjeżdżali tą brudną breję. Do tego jest dzisiaj tak wilgotno.. szaro.. I nieco mglisto. Klimat na fajne fotki jest! Jednak nie mam do tego głowy. Przemęczyłem się jazdą do Mechowa i z powrotem. Może to efekt tego, że parę dni nie jeździłem. A może jest coś na rzeczy? Ale.. tak dziwnie mnie się jechało z Aurelią. Jakby tylne koło osiadało. A może hamulec trzyma? Szczególnie przy skrętach takie dziwne uczucie miałem.. I zgodnie z przewidywaniami. Spociłem się jak świnia. I wracałem taki mokry. Nie było przyjemnie. I znów powrót pod wiatr. Ciągle mam te powroty pod wiatr. Nie dość, że mam nudne drogi.. To jeszcze powrót pod wiatr musi mnie dobijać?.. I cóż - pierwsza trasa nowego miesiąca. A to oznacza aktualizację informacji o statystyce słów bloga! Jak ktoś nie pamięta o co chodzi to wspominałem o tym na trasie: Trasa Makowice-Słudwia z 24.01. I tak statystyka na ostatnią trasę stycznia (30.01.2026 r.) wygląda tak: Na blogu rowerowym: 1 783 425 słów 7 616 978 litery (A-Z) 104 250 cyfry (0-9) Zaś Opowieści z Narnii: 1 980 677 słów 8 328 910 liter (A-Z) 152 410 cyfr (0-9).. Jak widać do pobicia wartości z bloga studiów (Opowieści z Narnii) - wciąż sporo brakuje. I raczej w pierwszych miesiącach roku nie wiele się pod tym względem zmieni.. No ale jak postanowiłem robić aktualizację tej statystyki pod koniec każdego miesiąca to tak będę czynił..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07lutego2026zdj1.jpgtrasa07lutego2026zdj2.jpgtrasa07lutego2026zdj3.jpgtrasa07lutego2026zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)