Trasa z dnia dzisiejszego jest... No właśnie jaka?. Jeśli wczorajsza: Trasa Makowice-Słudwia z 11.07 była spontaniczna to dzisiejsza jest: jeszcze bardziej spontaniczna? O ile można w ogóle stopniować słowo: spontaniczny. Jeśli można to dzisiejsza jest bardziej spontaniczna ;) I tylko dlatego, że miałem większość dnia poza porankiem taką niemoc. Niby chciałem - rozsądnie by było podziałać i robić aby nie pogłębiać zaległości. Tylko raz dwa się ze wszystkiego wywiązać i działać dalej! No ale nie zawsze tak jest, że się udaje właśnie działać. Nie udawało mi się działać przed komputerem. Pogoda była jaka była - no dobra... Ładna. Częściej słonecznie niż zachmurzone niebo. No ale nie miałem sił ani weny dzisiaj tak naprawdę ani do roweru, ani do pracy nad swoimi projektami. A mam do ogarnięcia parę spraw jak katalogowanie zdjęć z drona - DJ MINI 4 PRO, aparatu SONY DSC HX350. Czy ostatecznie z telefonu: Sony Xperia 1 V. To większe problemy - bo zdjęcia z telefonu to np. od kwietnia nie były katalogowane... A chociaż raz na miesiąc powinny. Z aparatu pewnie podobnie i z drona - od początku w zasadzie. Chociaż z drona to idzie szybko - przejrzeć co fajniejsze. I grupuję na wyjazdy rowerowe / samochodem z datą oraz miejscem gdzie byłem - samochodem - a rowerem jedynie datą. Poza tym mam inne rzeczy do ogarnięcia jak raport Citroena C3 też od kwietnia nie aktualizowany. I obecnie także aktualizacje raportu części rowerowych. Nie wspomniałem ostatecznie we wczorajszym wpisie (WPIS=1450) - ale została wymieniona tylna opona na Continental CONTACT PLUS TRAVEL 28 x 1,75 REFLEX. Moja poprzednia Schwalbe Marathon Mondial 28 RG LS skończyła swoje krótkie życie. Jeździłem na niej od trasy: "Świdwińska rzeźnia" do Burzowa trasa 20-stka. W sumie to tylko: 7 297 km (z ostatnią WPIS=1449). Niepokoi mnie to, że przednia opona również Schwalbe Marathon Mondial 28 RG LS - przeżyła 4 opony tylne (w pełni). Gdy pierwszy raz zakładałem opony Schwalbe to jeszcze jedną tylną miałem w "użytkowaniu" - więc całościowo przednia opona przetrwała 4 tylne opony. Jej przebieg na dzień ostatniej trasy (wpis 1449) wynosi ogromną ilość: 43 002 km. I to są opony... Dzisiaj mogłem jednak testować nową Continental w trudnych leśnych warunkach. Nie były to długie testy. Cała trasa nawet w 20 km nie wyszła. Tak mi to słabo idzie. I jeszcze z jeżdżenia przepędziła mnie burza z wielkimi ulewami widoczna w radarach (radar-opadow.pl) i kolejne ostrzeżenia IMGW przed takimi zjawiskami. Jednak prognozy wskazywały, że problem będzie gdzieś o godz. 22... Jednak widziałem w sumie nie daleko takie chmury podejrzane. I myślę. A dobra... Rezygnuję... :) Taaak... Szukałem wymówki aby dzisiaj nie jeździć. Kolejny gdzieś z rzędu jak jestem tak zmęczony. I tak dziwnie się czuję. Zastanawiam się tylko czy to wina pogody czy inne czynniki mają na mnie taki wpływ. Nie mniej dzisiaj byłoby lepiej jakbym się w ogóle nigdzie nie wybrał. A skoro już się wybrałem... To chociaż nowe drogi odkryłem w okolicy Starej Dobrzycy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1459
Trasa nr [łączna]: 1537
Trasa nr [na blogu]: 1451
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 103
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1523 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1437 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 22409.9 km
Stan Licznika Końcowy: 22425.45 km
Stan Licznika Końcowy2*: 22275.43 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 818 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 834 km
Maksymalna prędkość: 29.7 km/h
Przejechałem: 15.55 km
Przejechałem [msc]: 143.01 km
Przebieg roweru [rok]: 3266.56 km
Przebieg roweru [suma]: 59125.14 km
Przejechalem w 2024: 3266.56 km
Podroż dookoła świata (2024) 8.1664 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 147.8129 [%] km
Czas jazdy: 01:42:58 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3770:10:12 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3546:44:04 h
Czas Jazdy Suma (2024): 206:14:09 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:14:48 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:42:28 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:00:08 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:51 h
Średnia: 9.15 km/h
Dzisiejsza trasa z jakiegoś powodu, nie zrozumiałego... Poprowadziła mnie w okolicę Starej Dobrzycy. W sumie dzisiejszy dzień miał wyglądać nieco inaczej niż wyglądał. Miałem jechać na misję, nie być nawet w domu. To nie miałbym w głowie myśli o rowerze i przejażdżkach. I w sumie myśląc o tym, że dzisiaj się nie przejadę.. Pojechałem wczoraj na trasę: Trasa Makowice-Słudwia. Wczoraj się czułem mimo wszystko lepiej. Więc lepiej się jechało. Dzisiaj w sumie przed komputerem siedzenie mi nie szło. Przeszedłem w zeszłym tygodniu wszystkie mapy w odświeżonej wersji Quake: Quake Enhanced wraz z dodatkami. I tym bardziej nie miałem co robić. Tak bym pewnie grał w gierkę z dzieciństwa. I potem narzekał, że z niczym się nie wyrabiam i jest tyle roboty ;) Rozsądne by było dzisiaj przysiąść i zrobić wpisy na blogu do końca ale nawet tego mi się nie chciało (dzisiaj tj. 12.07). Porobić zdjęcia z trasy, dodać statystyki, mapy GPS i pogodowe. W statystykach też nie taka prosta sprawa. W dwóch trasach trzeba uwzględnić poprawkę licznika (WPIS=1444 i 1445). I już jestem zniechęcony jak o tym myślę... Więc aby nie siedzieć nic nie robić to w zasadzie na takim "spontanie" zabrałem się i pojechałem w Dobrzyckie lasy. Nawet nie mam przygotowanego widoku aby sprawdzić na jakich drogach jeszcze nie byłem. Chociaż jakieś pojedyncze kojarzyłem gdzie jeszcze nie wjeżdżałem. I się wybrałem w tą podróż, na której już dojechać autem było ciężko. I chyba nie chodzi o pogodę? Jakoś upału nie ma. Jest okolica +25℃.. Bez przesady.. Trochę wiatru, nie jest tak duszno. No ale czuję się taki zmęczony... Nie wiem czemu... W poprzednich dniach też mnie takie odczucia trzymały. No ale dobra! Dojechałem do Dobrzycy i ambitnie wziąłem się za jeżdżenie od razu wbijając się w nie wielkie wzniesienie co oczywiście musiało się skończyć na głośnym i irytującym przeskoczeniu łańcucha na rozwalonej koronce łańcucha - dokładnie na koronce 30t. Ten incydent w późniejszej części i tak niedługiej trasy się nie powtórzył. Zrobiłem mały objazd wjeżdżając w drogę PŻ13. Byłem tu na spacerze z JS i Agresorkiem - będąc tu po raz pierwszy. Na rowerze tą drogą nie jechałem i tak od razu nie pojechałem. Kawałek w nią wjechałem i cofnąłem się w stronę jeziora. Tam faktycznie są dróżki ale nie są oznaczone na mapie. Jest dróżka dookoła jeziora w Starej Dobrzycy. O jeździe nie było w tym przypadku mowy... Jednak i tak się tu wbiłem aby się przedrzeć przez połamane drzewa, zarośla. I trwające wycinki. To są fajne miejsca. Można by było faktycznie uporządkować te drogi, utwardzić. I byłyby fajne ścieżki pieszo-rowerowe dookoła jeziora... Turystycznie fajna sprawa. I nie byłoby takiego przemęczenia się jakie dzisiaj miałem. No na pieszo to jeszcze ujdzie. No ale rowerem? Trochę trudno było ale się udało. Miałem zrobione dopiero z 3-4 km. I już się chciałem poddać. Nie czułem tego dzisiaj no ale ambitnie wróciłem w tą drogę PŻ13 aby dostać się nią do Mołstowa. Droga na mapie jest tylko częściowo zaznaczona ale faktycznie istnieje. Momentami trochę zarosła ale bez przesady. Najgorsze to błoto, wielkie kałuże. Poradziłem sobie z tymi przeszkodami i ostatecznie znalazłem się pod Mołstowem. Wbiłem się w wioskę ale nie wracałem z niej na drogę DW152. Pojechałem tym razem oznaczonym na mapie szlakiem przez las. Częściowo przejezdnym. Dalej niekoniecznie. Ten szlak wywiódł mnie do gminnej drogi z Starogardu do Starej Dobrzycy ale na finiszu trasy gdzie był kiedyś las... To nie była jazda. To było przedzieranie się przez ogromne wyrwy w ziemi, zniszczone całe drogi przez sprzęt rzeźników - tych śmieci leśnikami nie nazwę. Wszystko zrujnują i zniszczą. I ktoś mi powie, że drzew z liśćmi się nie tnie?! Nie?! Nie wierzę, że skurwysyny mną stop przyjeżdżają i wywożą ścinane na jesień czy zimę drzewo. Zbyt często widuję te auta. Niekoniecznie rowerem więc we wpisach zdjęcia są rzadko. Jednak ślady ich działań są wszędzie widoczne. Szczególnie po takich dniach pełnych deszczu jakie były w ostatnich dniach. I co by nie mówić: wczoraj przelotnie również. Świerze ślady ich działań. To coś tu kurwa robią.... Podziwiać natury i szukać grzybków - to na pewno nie. Wszystko jest w lasach zniszczone i zrujnowane. I nie będzie nigdy dobrej pory na takie leśne jeżdżenie jakie dzisiaj chciałem zrobić - a skończyło się na dwóch drogach i objeździe jeziora. Latem to komarów w chuj... Rozjebane drogi. Komary i inne robactwo. Dziś latało jak wściekłe. I to pomimo tego, że dość solidnie się spryskałem Muggą. I tak nie było ochrony. Zimą znowu... Więcej błota, jeszcze bardziej rozjebane drogi. To zniechęca do podejmowania takich nie łatwych inicjatyw mających na celu poznawanie leśnych dróg. A wciąż jeszcze wiele mam do poznania - tych oznaczanych na mapie oczywiście ;) Te nieoznaczone też się zdarzają ale nie zawsze są to drogi. Częściej to dojazdy do ścinek drzew... Skurwysyny nie leśnicy... Wyjechałem. Jeszcze bardziej ujebany... Ta wyjechałem - widzicie już kłamię - wydarłem się z tego błota i kolein. Na asfaltową, pełną dziur i kolein drogę. Stąd już szybko wróciłem do auta. I byle do domu - jeszcze tylko na myjni byłem. Zostawiłem tam 10 zł aby umyć porządnie rower a i tak mam wrażenie, że gdzieś te błoto i tak zostaje i tak...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)