Trasa z dnia dzisiejszego jest udanym dokonaniem przejechania w gruncie rzeczy nie łatwej trasy.. Klasycznej 100-tki... W tym roku mija 10 lat odkąd po raz pierwszy zmierzyłem się z tym wyzwaniem! Zrobiłem klasyczną 100-tkę. Nie mając wówczas do tego aż takiego przygotowania. Jednak co innego robić taką trasę w maju a co innego w połowie sierpnia. Jedno jest jasne i pewne.. W tym roku rowerowym już za wiele nie osiągnę. Jednak udowodniłem przede wszystkim sobie, że ograniczenia są w głowie. Już nie mam ograniczenia. Nie niszczy mnie przeszłość. Kilka dni się szykowałem na tą trasę. I pomimo trudnych warunków (+32 stop, odczuwalna w okolicy 34℃) - dałem radę pokonać te nie łatwe wyzwanie! Pewnie jeszcze długo nie będzie wszystko jak dawniej ale.. Jestem na dobrej drodze. Wracam do radości jaką jest jeżdżenie, wracam do wolności, które za nią stoi.. Zaczynam żyć jak dawniej. A to daleka przeszłość, przez którą przenika setka przygód, setki tras.. I wiele, wiele odwiedzonych miejsc! Pomimo wątpliwości, odczuwalnych od kilku dni problemów z migreną, i ogólnie takiego rozbicia.. Jadę. Nie poddaję się i jadę! Piękna pogoda, ciepło wbrew pozorom mi pomaga. Ja lubię jechać w taki upał. Wolę zresztą taką pogodę niż jak ma być zimno. A, że bywa ciężko. A kiedy nie bywa? Najważniejsze jest dla mnie to, że po prawie roku czasu (dokładnie sierpień 2024 r. - gdy ostatni raz robiłem 100 km..) - znów zrobiłem taką trasę. Moja ostatnia 100 km trasa: "Pasewalk": Niemiecką stroną. - lipiec 2024 r. Moja ostatnia trasa 100-tka, ta klasyczna: Trasa "100-tka": bateryjny problem. I najdłuższa trasa z sierpnia 2024 r: "60 000" Aurelio !:"
- Trasa Bytów - Kościerzyna. Życie miało jakiś sens, niosło jakąś radość.. Z końcem sierpnia 2024 r. Wiele się zmieniło. A ja mocno podupadłem. Jeździłem z Aurelią ale to nie było to samo. Przyszedł okres chorób co ciężko przeszedłem. I na długo byłem wyłączony z jeżdżenia - stąd zresztą mój debiut w 2025 r. mocno się opóźnił i dopiero w drugiej połowie stycznia zacząłem jeździć: Powrót & Pierwsza trasa 25'. Rok do tej pory przynosił różne trasy - w tym >50 km. W tym >70 km. I pomimo tego, że już od czerwca, jeszcze w lipcu chciałem się zmierzyć z trasą 100-tką nie było ku temu okazji. Ani żadnej sposobności. Można powiedzieć, że to taka moja ostatnia szansa to dzień dzisiejszy. Dzisiaj ruszyłem na podbój świata! Ruszyłem na przejechanie przepięknej trasy. Nie łatwej, długiej.. jej długość zwykle się waha od 100 do 103 km. Różne czynniki mają na to wpływ. A to gdzieś po drodze zjadę, skręcę i takie są skutki. Dzisiaj miałem ten dłuższy dystans - prawie 102 km wyszło. Bywało momentami ciężko ale się nie poddawałem i walczyłem do samego końca. Przyszło na końcu już takie uczucie, którego dawno nie czułem... Mogę i chcę więcej.. To nie jest mój limit. Z powodzeniem dałbym radę zrobić jeszcze kilka kilometrów bo przetrwałem swój kryzys. A ten pojawił się po ponad 80 km. I odpuścił trochę gdy przekraczałem 90 km, gdy dojechałem do Modlimowa i ostatecznie mijałem Modlimowo. Można powiedzieć, że ta ostatnia prosta była trudna. Żadnych drzew. Szum drogi (droga S6). I silniejsze podmuchy wiatru, które wiały wprost na mnie. A ja cisnąłem dalej ile mogłem. Ostatecznie wygrałem w kilku sferach. Z własną niechęcią, z własną głową.. To małe zwycięstwo ALE MOJE. To moje osiągnięcie po tak długim czasie - jakim jest 13 msc.. Robię trasę 100 km. Moją pierwszą i prawdopodobnie ostatnią w 2025 r. Nie wiem czy będzie jeszcze okazja na dłuższą trasę. Rzecz jasna: dalej będę jeździł. Dalej będę realizował moje cele. Rzecz jasna: nie wszystkie. Na to już za późno. Mamy koniec wakacji. I tak pogoda nie pomagał. Chęci do życia też. Gdyby od początku lipca było tak ciepło.. To może byłbym w tym momencie na całkiem innym etapie mojego rowerowania.. Może szybciej przezwyciężyłbym ciemiężącą mnie przeszłość.. Nie ważne. Nie jest ważne już co było. Ważniejsze co będzie. Jakie będą kolejne dni. I kolejne wyzwania. Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzę. I skoro już odzyskuję wiarę przede wszystkim: w siebie.. To będę mógł stanąć na nogi i walczyć o kolejne trasy i wyzwania. Wszystko po kolei. Małymi krokami. A większe plany.. No cóż.. Pozostawię sobie na kolejny wakacyjny urlop - czyli nie wcześniej niż za rok. Czas jednak szybko minie. I znów będą wakacje... I być może będą lepsze od tych aktualnie mijających..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1646
Trasa nr [łączna]: 1723
Trasa nr [na blogu]: 1637
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 111
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1709 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1623 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 27664.2 km
Stan Licznika Końcowy: 27765.96 km
Stan Licznika Końcowy2*: 27572.38 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6072 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6174 km
Maksymalna prędkość: 35.8 km/h
Przejechałem: 101.76 km
Przejechałem [msc]: 361.1 km
Przebieg roweru [rok]: 3032.52 km
Przebieg roweru [suma]: 64465.98 km
Przejechalem w 2025: 3032.52 km
Podroż dookoła świata (2025) 7.5813 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 161.165 [%] km
Czas jazdy: 05:38:33 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4104:16:37 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3880:50:29 h
Czas Jazdy Suma (2025): 188:48:11 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:44:49 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:18:19 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:42:03 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:28 h
Średnia: 18.06 km/h
Dzisiejsza trasa stanowiła wielkie wyzwanie. Właśnie od dawna nie jeździłem tak wiele. Moje trasy były pozbawione sensu. Zła pogoda. Złe życie. I zamykałem się tak w tej rzeczywistości, w której potrzebowałem się przebić. Nawet zrobić to na siłę. W pewnym sensie, pierwszym skutecznym krokiem do realizacji tego celu była ta trasa: Trasa wspomnień "Golczewo". Przypadkowa. Nie planowana. A zdarzyła się jedynie z powodu nie porozumień i oszustw firmy mechanicznej z Gryfic "PREMIO AUTO". Dalsze przypadki sprawiły to, że znalazłem się na szlakach trasy, na której cofnąłem się w przeszłość.. Bardzo odległą przeszłość - ponad 13 lat. I coś na nowo zaiskrzyło. Tyle się już w ogóle wydarzyło. Zmiana starego roweru, na Aurelię. Z którą uczucie, narodziło się niemalże od razu, niemalże od pierwszej w moim życiu trasy 100 km.. Bo tak zaczynała się ta nasza wspólna przygoda, która trwa już prawie 64 tyś km. Nie porzucę Aurelii, tak samo jak ona nie porzuciła mnie. I nigdy nie zawiodła. Trwam dalej.. Mimo gorszych dni i chwil. A dzisiaj mogę powiedzieć śmiało, że zatriumfowałem nad własnymi słabościami. Nie będę pisał bzdur typu: sky is the limit - limitem najczęściej jest własna psychika. Jak ona zawodzi.. To wszystko inne zawiedzie. Potrzebowałem się sprawdzić. Potrzebowałem się przemóc. Zbyt długo nie jeździłem. Zbyt długo nie miałem z tego tyle radości. Zbyt długo wierzyłem w to, że już nie potrafię. I, że nie będzie jak dawniej. Może być jak dawniej - dowodem jest dzisiejsza trasa. Ruszałem rano - już po godzinie 9. Gdy ruszałem było ok. 26℃. W trakcie i na koniec trasy temp. wzrosła do 32℃. Było ciężko już od początku - walczyłem z bólem pleców, promieniującym na brzuch. Jeszcze wczoraj miałem takie dolegliwości. Słabo spałem. Zasnąłem w czwartek po godzinie 23. Wstałem po godzinie 7 w dzisiejszy piątkowy poranek. Ogarnąłem śniadanie. Potem kanapki na drogę. Wziąłem z sobą 2 butelki 1.5L wody Żywiec Zdrój. Przeniosłem się na tą wodę.. Do tej pory latami piłem wodę Bystry Zdrój ale ostatnio zbyt często miałem problem z odkręceniem korka. Możliwe, że korek jest za mały. Zlany z tym gównianym ekologicznym zamknięciem.. A w Żywcu Zdrój nie ma problemu - więc już kilka zgrzewek Żywca wykańczam. Wziąłem z sobą również 2 butelki 1,25L oranżady: Krzyś o smarku Gruszkowym. Wziąłem dwie kanapki. Przy Aurelii miałem już jedną butelkę wody 1.5 L. Tak myślałem czy 3 butelki to nie przesada - ale 2 butelki w całości poszły. A do trzeciej się dobrałem na finiszu trasy. Tylko - jeśli nie miałbym tej 3-ciej butelki to nic by się nie stało. Dałbym radę dojechać. To były już dosłownie ostatnie kilometry. I dobra.. Ruszam.. Nieco się chmurzy. Mało słońca. Co akurat dzisiaj uznaję za coś dobrego. Dobrze, że słońce od razu nie przygrzewało. Nie mniej nie czułem się zbytnio na siłach. Trochę słabszy.. Zmęczony. Ignorowałem to wszystko - ruszyłem spokojnie przez Słudwia na Dobiesław, gdzie dalej rozbierają starą oborę. Jakby nie mogli raz dwa rozebrać. I człowiek by się przyzwyczajał do nowego obrazu rzeczywistości. No ale nie... Trzeba będzie teraz tygodniami się bawić.. Kurwa! W takim razie po chuj w ogóle zaczynali jakiekolwiek działania?! No ale zostawmy tą jebaną oborę i tą zjebaną wiochę. Tam się czas zatrzymał. I ludzie w ewolucji również. Wyjeżdżam na drogę DW152. Jadę na Resko. Daje się we znaki większy ruch aut. Wzniesienia ciężko się pokonuje. I tak przez Resko przy Ikei to była masakra. Ale podjechałem. Odcinek drogi do Nowogardu.. Pełny wspomnień.. Nostalgiczna podróż, która jak zawsze trochę się dłużyła. Większy wakacyjny ruch dawał się we znaki w Nowogardzie. Pół miasta stało od skrzyżowania drogi DW106 z DW144 aż po światła na ul. Armii Krajowej. Jakby nigdy nic wyprzedzałem wszystkie auta. Niektórzy złośliwie dojeżdżali do środka drogi aby utrudnić rowerowi takie manewry. No ale jebać gnoi. W miarę szybko minąłem Nowogard. Potem Kulice. I zatrzymałem się w tym samym miejscu, gdzie stałem w lipcu 2024 r. Na wyjeździe z wioski jest taki punkt. Są ławki. Jest gdzie usiąść. Przystanąłem tam. Miałem za sobą 43 km a 57 km przede mną. Oszacowałem, że zajmie mi to tak z 4h z przerwami. Dochodziła godzina 12. I faktycznie - pod blokiem znalazłem się dopiero 15:58. Trudna trasa za mną ale jako pozytyw powiem, że łatwy odcinek przede mną. Co prawda z Kulic do skrzyżowania z drogą DW108 pod Golczewem i potem odcinek z Uniborza do Gryfic może krótki nie jest - ale mijał mi wyjątkowo szybko i sprawnie. Jedynie te remonty drogi.. Dawały się we znaki. A nawet do tego stopnia, że postanowiłem dorobić jeszcze jedną kategorię aktualnie w grupie: PROJEKTY. Kategorię remontu drogi DW106. Właśnie ze względu na dzisiejszy wpis. A tą kategorię wpiszę również w dotychczasowe trasy 50-tki, na których mijałem DW106. A tak to nie jeździłem tą drogą.. Dzisiaj to taki wyjątek. No i za długo ten remont trwa abym mógł go ignorować. Trwa i trwa. A postępów nie widać. Co kawałek te światła nastawiali i zadowoleni.. Kiedy będzie koniec tych inwestycji?! Czy faktycznie wraz z końcem roku dopiero? Kiedyś sobie tak pomyślałem, że pewnie na tak długo się to wszystko przeciągnie. I czy nie będzie to prawdą wobec tego?! No cóż. I jechałem dalej z Uniborza do Gryfic. W miarę spokojnie. Bez pośpiechu. Wciąż miałem wiele sił! Wiele energii.. I tak dojechałem do Gryfic, minąłem Gryfice i było już trudniej. Najtrudniej zrobiło się za Rotnowem. Dojazd do Wyszoboru, te wzniesienie.. Był bardzo trudnym wyzwaniem. A już z Wyszoboru na Modlimowo jakoś poszło. Choć momentami było ciężko. Obawiałem się odcinka z Modlimowa do domu ale nie był najgorszy. Szło mi sprawnie. I to mimo upału, braku drzew i walącego prosto we mnie słońca. Nie było wcale tak źle.. Wróciłem. Zjechany jak nie wiem co ale wróciłem. Słońce jednak pomogło. Wygrzało stare kości. Ból pleców minął. Była jeszcze jedna sprawa o której nie wspominałem. Trasę a w zasadzie dzień zaczynałem od tabletki migrenowej (cinie 50). I początkowo mnie trzymało ale z czasem - już gdzieś za Reskiem minęło. I spokojnie mogłem pokonywać kolejne etapy tej nie łatwej trasy, którą po raz pierwszy robiłem w 2015 r.. Udało się! No ale nawet jakby się nie udało to i tak byłbym zwycięzcą. Przynajmniej spróbowałem i podjąłem próbę przezwyciężenia własnych słabości. A powiem więcej. Poszło mi naprawdę nieźle! Nie spodziewałem się, że mogłoby mi pójść aż tak dobrze bo kończę ze średnią >18 km/h. A tak naprawdę nawet ze średniej 16 km/h byłbym zadowolony.. Najważniejsze było dla mnie podjąć wyzwanie i je zrealizować. I to się akurat udało. Podjąłem wyzwanie i je przejechałem. Fizycznie jestem wykończony ale psychicznie czuję się lepiej.. Czuję, że wracam do życia (tego rowerowego).. Czuję po raz pierwszy od prawie roku czasu, że coś ma szansę się polepszyć w moim życiu.. Dawno już tyle pozytywów nie pisałem.. :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)