Trasa z dzisiejszego dnia to ciąg dalszy moich piątkowych zmagań na trasie trasy 50-tki, i tak co piątek byle do 22.06. Potem koniec tego projektu! Już mnie nudzi, już mnie męczy, a jednak cieszy mnie to, że daję sobie radę, że mam regularny punkt w moich jazdach, który realizuję niezależnie od pogody, chęci czy minionego dnia, a dzisiejszy dzień? Ciężki i zjebany. Może trochę w tym mojej winy, niepotrzebnie wybrałem się dzisiaj na zajęcia, na ten pierdolony ZUT. Mogłem nigdzie nie jechać i byłoby inaczej. Czy lepiej? Tego nie wiem. Po prostu byłoby inaczej. A tak, dzień zaczął się dla mnie przymusowo przed godziną 5 rano. Po godzinie 5, dokładnie o 525 jechałem autobusem do Szczecina, w Szczecinie jechałem podmiejskim autobusem linii nr 75 do Krzekowa, z Krzekowa jechałem (1 przystanek) tramwajem linii nr 7 na Wydział Informatyki ZUT. Miałem durne zajęcia, których nie powinno być. I zajęcia w piątkowe dni, po wolnych dniach w środku tygodnia?! Ktoś ma naprawdę problem ze sobą (z władz uczelni, samorząd studencki itd), że wymyślają takie plany. Niepotrzebnie przychodziłem to prawda, mogłem sobie darować ten dzień. Tak myślałem czy jechać czy nie jechać. Miałem nadzieję, że na uczelni będzie lepiej, że zaliczę sobie dwie wejściówki z laboratoriów z Algorytmów Eksploatacji Danych, ale niee. Nie wyszło. A tylko z tej myśli się poświęciłem, przyjechałem. Mało problemów? Nie zdążyłem na autobus o 1010. Utknąłem prawie do 12 na dworcu. Miał być pierdolony pociąg REGIO o 1050 ale jego nie było, albo nie wiem gdzie oni stają -.- Cholerne pociągi, jak ja ich nie lubię -.- cholerna kolej. Także, wracałem busem o 1130. To miał być autobus, trasa do Pobierowa. Sporo ludzi, ale nie było go. Wcześniej miał jechać bus BartWala ale go nie było. Nie wiele brakowało abym będąc tutaj po godzinie 10, nie pojechał jednak tym busem, bo się zaraz ludzie wepchali, jedna osoba przyszła, kilka miejsc wykupiła. A bus miał tylko 22 miejsca, 0 stojących i 0 dla inwalidów. Nie wiele brakowało aby z Dworca Głównego w Szczecinie nikogo nie brał. Przeładowany ten bus, gorąco, duszno, i męcząca droga powrotna, poprzez zakorkowane ulice i same problemy. I to mnie opóźniło z dzisiejszym wyjazdem. Nie wiele brakowało abym stracił wiarę, wiarę w to co robię, wiarę w ten cholerny rower i się poddał i nie pojechał. Nie było mi dane dzisiaj w pełni cieszyć się upałem, a temp. przekraczała miejscami 30℃. Niestety, gdy wyjeżdżałem z domu o godzinie 1413, zbierało się na burzę. Mapki pogodowe pokazywały, że w nie daleko (promień 10-15 km, ode mnie) szaleją burze. Zrobiło się bardzo wietrznie, niezwykle silny porywisty wiatr, ciągnące się z nad Reska ciemne chmury. Czy to mnie powstrzymało przed wyjazdem? Skądże! Mnie było żal słońca i upału, który był obecny jeszcze 15 min temu. Ale nie zdążyłem się nim cieszyć i nie zdążyłem szybciej wyruszyć w dzisiejszą drogę niż o wspominanej godzinie 1413. Ruszyłem, wyjechałem na drogę DW108. Kilka razy stawałem aby porobić zdjęcia tego co się dzieje na niebie. Typowo burzowe chmury, gnały za mną. Od początku trasy zmagałem się z silnym wiatrem, który tylko miejscami ustawał (albo zmieniał kierunek).
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 239
Trasa nr [łączna]: 323
Trasa nr [na blogu]: 237
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 52
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 319 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 233 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5425.28 km
Stan Licznika Końcowy: 5477.39 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5422.09 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5170 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5222 km
Maksymalna prędkość: 37.7 km/h
Przejechałem: 52.11 km
Przejechałem [msc]: 52.11 km
Przebieg roweru [rok]: 1924.24 km
Przebieg roweru [suma]: 12795.05 km
Przejechalem w 2018: 1924.24 km
Podroż dookoła świata (2018) 4.8106 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 31.9876 [%] km
Czas jazdy: 03:05:50 h
Czas Jazdy Suma (ever): 815:01:04 h
Czas Jazdy Suma (blog): 591:34:56 h
Czas Jazdy Suma (2018): 124:30:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:05:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:05:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:23:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:31 h
Średnia: 16.9 km/h
Podczas dzisiejszej trasy przyszło mierzyć mi się z różnymi problemami, niby upał, niby silny porywisty wiatr, niby słońce, niby słońca nie ma. A wśród tego wszystkiego czyhające największe zagrożenie! Czy były nią dokładnie dwie błyskawice, które widziałem na niebie, w okolicy Nowogardu? (w tej chwili mijałem skrzyżowanie za Truskolasem w stronę Uniborza). NIE! To robactwo, przeróżne robactwo. W ostatnie dni co prawda na robactwo narzekałem ale to co się działo dzisiaj to jest po prostu przesada. Pierwsze ataki robaków, zaczęły się gdy wyjechałem za Truskolas, i jechałem przy lesie do Uniborza. Leciała za mną cała chmara much. Nie mogłem się zatrzymać ani zwolnić bo byłem atakowany! I tak dopóki nie dojechałem do drogi DW106, gdzie było zdecydowanie chłodniej. Od Truskolasu było tylko szaro. Ale już nie widziałem ciemnych chmur. Za to ciekawie było przy Mechowie, gdzie świeciło słońce. Czułem się jak w oku cyklona. To jednak dopiero początek spektaklu. Na drodze DW106, lekki deszczyk mnie złapał. Ale przede mną musiało tu nieźle padać. Jezdnia mokra, dużo kałuż. I tak pod Grabin, który wkrótce minąłem. Wiało było nieprzyjemnie, i chłodno. Ale jak się zatrzymałem to było czuć upał, gorące powietrze. Za Grabinem, jeszcze przed Sikorkami na nowo się rozpadało, długo nie padało, zdążyłem dojechać do Glicko i przestało. Miałem za to inny problem. Za Grabinem zmieniałem akumulator w kamerze. Nie wiedziałem, że ładowany akumulator jest padnięty i nie wytrzyma długo. Podłączyłem go jeszcze przed deszczem. Ale był rozładowany. Za Glicko, zmieniałem znowu akumulator na co dopiero podładowany. Zamiast od razu użyć zapasowego akumulatora to nie! Pomyślałem, że po co? Przecież nie długo za wsią Wierzchy, przy skrzyżowaniu na Szczytniki się zatrzymam, zrobię sobie przerwę, zmienię znowu akumulatorek. A takiego! Ale się przeliczyłem. Na razie mierzyłem się z ciężkimi warunkami drogowymi na zniszczonej drodze od skrzyżowania (53.739882, 15.115211) do wsi Wierzchy. Tuż za Wierzchami się nie zatrzymałem (błąd!). Chciałem się zatrzymać przy Szczytnikach. Co prawda stanąłem ale nie na długo. Szybko wyczaiło mnie robactwo! Nie wiem nawet co to było?! Dziesiątki os?! Innego pasiastego cholerstwa, co okrążało mnie, próbowało na mnie wylądować, odganianie się nic nie dawało, z każdą chwilą było ich coraz więcej. Desperacko wziąłem rower, i ruszyłem, przyspieszyłem ponad siły, i gnałem dalej na rozładowanym akumulatorku, jadąc lasem w stronę Truskolasu. Bliżej końca tego lasu, znów stanąłem mając nadzieję, że te 2 km dalej (około), już nie będzie tego robactwa. Ale niestety. Znów są. Mimo moich szczerych prób i charyzmatycznej walki nie udało mi się wymienić akumulatora w kamerze, musiałem stąd, no po prostu musiałem spierdalać w wyniku czego, brakuje mi kawałka nagrania (dosłownie kilkaset metrów), bo zatrzymałem się dopiero za tym lasem, blisko wyjazdu na drogę DW108, zdążyłem wymienić baterię i uciec pościgowi robactwa. Prawdziwą przerwę zrobiłem sobie dopiero na DW108. Gdy walczyłem z robakami, pogoda znowu się zmieniła. Znowu się przejaśniło. Ale wciąż wiał bardzo silny wiatr, z którym mierzyłem się w drodze powrotnej do Płotów, jadąc drogą DW108. Tu już tylko wiatr był moją przeszkodą. Robaki się odpierdoliły. To jednak straszne przeżycie, jak te robactwo jest gotowe zabić... Czego to wina?! Pisałem o tym wielokrotnie we wpisach z 2017 r. To wina ludzkiej chciwości, którzy niszczą lasy, niszczą przyrodę. A ta zaczyna się bronić i w końcu zniszczy ludzi i tak się zakończy ta zabawa. Póki co, moja trasa trwała dalej, jechałem spokojniej, męczyłem się z wiatrem. Im byłem bliżej rodzimych stron, tym niebo pokrywało się nowymi chmurami. Nie przeszkadzało mi to jednak w ostatnim wyzwaniu jakim była podróż na CEPEEN. Niepotrzebna zresztą. W ostatnich 2 tygodniach ceny paliw się zmieniały. Dzisiaj nie. I wyniosły tyle samo co tydzień temu (Szybka trasa 50-tka). Czyli wyniosły: (Pb 95: 5.25 PLN, ON: 5.19 PLN), oraz ceny verva (Pb 98: 5.59 PLN, ON: 5.47). Po sprawdzeniu tej informacji spokojnie wróciłem. Wciąż wiało, wydaje się, że jest ciepło, i jeszcze było słonecznie. Pogoda zdążyła się na nowo na burzową aurę zmienić dopiero gdy wróciłem do domu :) Zdążyłem wrócić przed kolejnymi atrakcjami. A co dalej z akcją paliwową? ;) Jak ceny paliw się unormują, będzie ona bez sensu i nie będę już robił tych dodatkowych kilometrów w mojej co piątkowej trasie 50-tce.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)