Dzisiejsza trasa to w końcu jakaś poważniejsza i dłuższa. Wybór padł na Brodniki. Choć pogoda mnie zawiodła. Wczoraj było bardzo ciepło i przyjemnie. Dużo słońca. Tylko wiatr dawał się we znaki. Dziś jest mglisto, mokro. Z lekkimi aczkolwiek irytującymi opadami deszczu. Wilgotno. Mniej przyjemnie. No ale nastawiłem się na to, że pojadę. Potrzebowałem tego. Potrzebowałem się przejechać. Byłem pewny, że na trasie Brodników to nie byłem ho-ho od dawna. A to nie do końca prawda. W okresie świąt Bożego Narodzenia 2024 r. byłem: Trasa na Brodniki z 26.12.2024 r.. A jakoś tego nie zakodowałem. Ostatnie miesiące są dla mnie bardzo ciężkie. I mimo, że pozornie może wydawać się, że jest lepiej.. To wciąż brakuje mi tego co było. To wciąż obrazy z tak naprawdę nie odległej przeszłości mnie prześladują. Wciąż wydarzyło się o wiele za mało w moim życiu abym mógł wspomnienia z JS, bo to o nią chodzi, przytłumić nowymi wydarzeniami. I w sumie trudno się dziwić. Co prawda mam jakieś wyjazdy rowerowe... czy samochodem (o wiele częściej) ale trudno będzie w kwestii tygodni nadpisać wspomnienia z 2,5 roku - bo z takim stażem skończyła się moja i jej znajomość. Czasami, a w ostatnich dniach mam tak często.. Te wspomnienia wracają. I trudno się im dziwić - w końcu zbliża się rocznica znajomości. I może dlatego wracają? Z końcem lutego byłoby 3 lata jak się znamy tak w twarzą w twarz. Bo od momentu gdy zacząłem z nią pisać minęło już 3 lata. I pewnie dlatego... Wracam do tego myślami. I dni wydają się takie smutne. Ogólnie problem jest z weekendami w których dzieje się zbyt mało... I nie mam czym zająć myśli. Taką ucieczką od codzienności jest ten rower z którym nadal idzie mi słabo. Aczkolwiek jest jakaś nadzieja... Po tym całym okresie chorowania, męczenia się ze stanami depresji... Może w końcu będzie lepiej? Wraz z idącą wiosną coraz częściej brakuje mi roweru! A to akurat dobry znak. Wyjeździć to co złe. Bo akurat co złego to dużo... W szkole się sporo dzieje. Ogólnie się sporo dzieje... A kto czyta moje wpisy ten wie..., że akurat zmian nie lubię. A tych jest zbyt wiele. I przez to jest po prostu tak ciężko odnaleźć się w tym życiu...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1549
Trasa nr [łączna]: 1626
Trasa nr [na blogu]: 1540
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 14
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1612 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1526 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 24920.2 km
Stan Licznika Końcowy: 24944.57 km
Stan Licznika Końcowy2*: 24778.59 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3333 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3358 km
Maksymalna prędkość: 25.3 km/h
Przejechałem: 24.37 km
Przejechałem [msc]: 117.02 km
Przebieg roweru [rok]: 210.86 km
Przebieg roweru [suma]: 61644.32 km
Przejechalem w 2025: 210.86 km
Podroż dookoła świata (2025) 0.5271 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 154.1108 [%] km
Czas jazdy: 01:32:36 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3929:41:41 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3706:15:33 h
Czas Jazdy Suma (2025): 14:13:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 08:14:37 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:01:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:00:57 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:34 h
Średnia: 15.89 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest mniej odległą trasą na Brodniki niż początkowo myślałem. Prędzej bym zakładał, że ostatnią jest ta z sierpnia 2024 r.: Brodnickie testy napędu. I od niej już faktycznie trochę minęło: 6 msc... To już długo. I pomimo tego, że przez te 6 msc trochę się wydarzyło to wciąż smucą mnie wydarzenia z końca sierpnia 2024 r., które przeciągają się przez dołujący wrzesień 2024 r. Moje wnioski odnośnie ostatniej trasy Brodników są jednak nie poprawne. Ku mojemu zaskoczeniu w dniu 26.12.2024 r. jechałem Trasę Brodników. Dziwne. Pamiętam z codzienności coraz mniej... Kiedyś byłem bardziej spostrzegawczy. No ale dobra. Jeśli chodzi o rower to początek 2025 r. jest ciężki. Niech ta trasa będzie w końcu oczekiwanym przełomem. Może 24 km to nie jest ani szczyt moich marzeń ani możliwości... Niech jednak będzie to krok w lepszą stronę! Jeśli w kolejnych dniach będzie fajna pogoda... A taka się szykuje... To może w przyszły weekend zmierzyłbym się z 50 km dystansem?. To już jakiś sensowny powrót do jeżdżenia. No ale to plany przyszłościowe. A dziś jest dziś. I dziś jestem w miejscu w którym jestem. Wciąż w zimie... We wczorajszym wpisie: Makowice: witaj wiosno!. Wysnułem wniosek, że resztki śniegu do końca dnia stopnieją. No niestety. Jeszcze mniej niż wczoraj ale nie wielkie ilości pokrywy lodu pozostało... Śniegu już nie ma ale gdzieniegdzie lód pozostał. A byłem pewny, że pójdzie to szybciej. No ale nic, do jutra to już na pewno tego nie będzie - tym bardziej, że w nocy szykuje się temp. plusowa a przyszły tydzień zacznie się ładnie. Planowana jest wysoka temp. nawet +11℃. Więc ładnie i wysoko! Nim jednak nadejdzie jutrzejszy dzień do trwa dzisiejszy. Pełny mgły i wilgoci. Nie jest to jednak nic złego.. Ta mgła dodaje tajemniczości i uroku niektórym miejscom, które mijam wiele razy.. A prócz tajemniczości z mroków mgły wyłaniają się kolejne przykre obrazy. Kolejne zbrodnie dotyczące drzew. A co dopiero, właściwie we wczorajszym wpisie - narzekałem na te drzewa... A to znowu. Tym razem wycinka wzdłuż drogi DW109 za Barkowem w stronę Lubina. Parę drzew, skrytych na polu przy drodze, padło ofiarą rzeźników. A jeszcze nie dawno te drzewa żyły. A już są martwe... :( Wszystko wyniszczą. Wszystko zrujnują. Nie może: żadnego drzewa, żadnego cienia ani żadnej nadziei. I przyjdzie lato i te upały. I dopiero będzie... A to wszystko z winy chciwych ludzi, którzy do takich zbrodni się dopuszczają. Gdyby nie te tematy poboczne to byłby krótki opis samej trasy. Na drodze DW109 dość spokojnie. Nie było wiele aut. Mgiełka... Za Lubinem dopadł mnie już deszczyk, ustąpił jak dojeżdżałem do Trzygłowa. Do wsi, którą najczęściej odwiedzam z racji - dalszej pracy w niej... Za Trzygłowem znowu piękny urok wsi, skryty w tej zimowej mgle... I smutek powrotu. Wracam z trasy. Wracam do przygniatającego mnie życia, w rodzinnym domu. I tylko dlatego, że dalej nie mieszkam na wynajmowanym mieszkaniu... Pretekst pod postacią: jest zimno.. Przecież już mija.. Teraz jest coraz cieplej. Może trzeba jeszcze raz spróbować zamieszkać na swoim. Mieć większą swobodę i w ogóle?... Spróbować można... Najwyżej się nie uda. A wtedy mam gdzie wracać...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)