Dzisiejsza całkowicie nie planowana trasa, zwiastuje nowe przygody i w końcu pozwala mi się odciąć od durnego projektu 100 km terenowo. A niestety także oznacza kolejne wyjazdy, poznawanie kolejnych nieznanych mi dotąd dróg nawet w najbliższych moich stronach (w promieniu do 50 km od domu). Teoretycznie po takich przebiegach jakie robię i prawie 7 latach wspólnego jeżdżenia powinienem znać każdą drogę w promieniu tych 50 km od domu. W każdym kierunku. A tak nie jest.. Wciąż poznaję nowe drogi, wciąż mam nowe przygody.. Coraz częściej myślę, że życie to za krótko by mieć możliwość poznania wszystkich dróg, wszystkich miejsc choćby w samej Polsce czy nawet w swoim województwie.. A te przecież nie należy do najmniejszych. No ale cóż, czym się przejmować! Na tamten świat pewnego pięknego dnia, odejdę wraz z Aurelią i nasza przygoda będzie nadal trwała.. Tj. trwa dzisiejsza, rozpoczęta późnym po południem. Było jednak ciepło, miejscami nawet +22℃, a dopiero na koniec mojej trasy po godzinie 20, temp. spadła do 20℃. Nie miałem w zasadzie w planach dzisiaj nigdzie jechać. Zmiany planów wynikają z tego co odwaliła grupa Singlowe. A serio nastawiłem się na wyjazd z dnia 03.07. Byłby dla mnie historyczny to w końcu rok od pierwszej naszej wspólnej jazdy: Szczecin - Stolec. No ale zachowali się tak nie ładnie. Całą argumentacją odwołania zapowiadanej od dawna wycieczki był deszcz, który padał w czwartek (01.07). Czy to kurwa nie chore?! Dookoła otaczają mnie sami antysportowcy i fałszywi ludzie. A potem się dziwić, że głównie jeżdżę sam.. Ten zabieg był zaplanowany i o tym dobrze wiem. Już parę dni wcześniej pojawiła się zapowiedź drogi ze Świnoujścia na Gartz, i durnego limitowania kto może pojechać kto nie. A więc mam to w dupie.. I sam sobie jakoś spędzę weekend: Rowerowe Plażowanie nad Jeziorem Löcknitzer. Odwołane.. A do Gartz nie jadę. Nie będę uczestniczyć w tej szopce: Rowerowe Last Minute do Gartz..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 862
Trasa nr [łączna]: 943
Trasa nr [na blogu]: 857
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 117
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 934 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 848 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 24.49 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12621 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12645 km
Maksymalna prędkość: 28.6 km/h
Przejechałem: 24.49 km
Przejechałem [msc]: 24.49 km
Przebieg roweru [rok]: 4704.82 km
Przebieg roweru [suma]: 36716.18 km
Przejechalem w 2021: 4704.82 km
Podroż dookoła świata (2021) 11.7621 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 91.7904 [%] km
Czas jazdy: 01:28:50 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2320:26:13 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2097:00:05 h
Czas Jazdy Suma (2021): 296:26:25 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 01:28:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:28:50 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:01 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:58 h
Średnia: 16.7 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego... Piękna pogoda... Nie za zimno, nie za ciepło.. Lekki wiaterek, dookoła wieś.. Smutne łany zbóż, które sugerują, że jesieni czas zbliża się :( A to mnie tak dobija.. Liście kasztanowców nabierają już takich jesiennych barw a to dopiero początek lipca.. Jest mi tak smutno.. Jestem taki samotny.. I coraz mniej wobec tego cieszy mnie nowy wyjazd, nowe poznane drogi. A dzisiaj miałem zrobić sobie klasyczną trasę 20-stkę. Nawet jechałem w tym zamyśle! Lecz zmieniłem nieco zdanie na drodze w stronę Wanierowa. Jest tam taka tajemnicza droga, która w stronę Wanierowa skręca w prawo. Nigdy nią nie pojechałem! Aż do dzisiaj.. Byłem pewny, że wyjedzie się z niej na prywatnym podwórku jednego z gospodarstw w Wanierowie ale niee. Droga na gospodarstwo odbija, a dalsza prowadzi prosto. To alternatywny dojazd do Mechowa. I tak wróciłem właśnie do Mechowa, skąd przyjechałem. Nie kończyłem jednak tej wycieczki badając kolejne nieznane mi drogi, które poprowadziły mnie w pola, gdzie nie wiem jak to się stało ale zrobiłem taką pętelkę, która może wygląda jak balonik?! :O Balonik B. Okudżawa, w wykonaniu S. Przybylskiej. A może da się stamtąd dojechać na kolonię Sowna, choćby w leśne strony mojej Narnii.. Podejrzewam, że tak... Było tam jeszcze parę dróżek do zbadania, których już wczoraj nie sprawdzałem. Pojadę innym razem i sprawdzę czy nie jest to ślepa uliczka.. Bowiem tych dróg nawet na żadnych mapach nie ma. Ani na OpenStreetMap ani na Google Maps. Przygoda więc trwa, a wraz z nią kończy się projekt 100 km terenowo: Trasa buszującego w zbożu. I dobrze, bo był to durny pomysł, który niczego nie udowadniał. I miał głupie założenia, rozciąga się sporo w czasie, bo na jego realizację poszło w sumie: 55h 13min 01s (55:13:01), podczas których przejechałem w sumie: 923,68 km (tylko po asfaltach w sumie: 819,61 km). Tylko dzisiaj, licząc od ostatniej terenowej trasy: Trasa po pracy... zrobiłem: 7,53 km. A więc mój cały wynik wyniósł: 96,54 + 7,53 czyli: 104,07 km. Tym samym minimalizuje mi się udział w terenowych jazdach, dróg typu: płyty jumbo, bruk. Przez pewny czas zacząłem nawet żałować, że uwzględniałem je do próby. Choć mogło być to zasadne. Biorąc pod uwagę, że pozostało mi do zrobienia tylko 110 km od Maszewa: 147 UltraBike 2021: porażka. I to różnymi drogami.. No i też kwestia czasowa.. Nawet jeśli cała trasa miałaby mi zająć 24h, nie jest to tak różny czas z różnicami w pogodzie, ciśnieniu itd. Jak czas który rozkładał się przez ten w zasadzie miesiąc czasu poświęcony na te terenowe jeżdżenie. Zresztą życie opony, czego nie można powiedzieć o napędzie nie dobiega końca. Nie wygląda to ładnie (te pęknięcie), ale póty się trzyma póki można jeździć. Co innego napęd, który dawał o sobie znać.. Trzaski na łańcuchu już co kilka km. Już powoli nie chce się ładnie na kasecie ustawiać.. I choć obiecuję to sobie od Maja... To Lipiec na pewno, biorąc pod uwagę moje przebiegi, będzie miesiącem wymiany napędu.. Tak w ogóle, dzisiejsza udana w konsekwencji choć trochę zbłądzona trasa jest konsekwencją mojej silnej woli i walki o to.. Bo mogłem śmiało nie jechać. Od kilku dni nie czuję się za dobrze. Źle sypiam, od nocy z poniedziałku (28.06) na wtorek (29.06) pobolewa mnie gardło.. Nie powstrzymało mnie to jednak przed długą, nie łatwą trasą.. Pierwszą z dwóch pożegnalnych dla obecnego napędu Aurelii: Dookoła jeziora Woświn. Tylko jak to będzie z kolejnymi trasami, kolejnymi pełnymi niepewności dniami jakie dopiero nastąpią w tej cholernej przeplatance pogodowej jaka będzie następować.. Od upalnych dni, przez pełne deszczu i burze, po ochłodzenia i ponowne wzrosty temp. zmierzających do kolejnej fali upałów.. A zapomniałbym. Z dzisiejszą trasą wiąże się jeszcze jedna sprawa! W końcu kupiłem i trafiłem w dobry licznik rowerowy, który spełni moje oczekiwania! Ostatnie dwa były dziadowskie i do niczego się nie nadawały.. Kupiłem Sigma BC 16.16. Ten licznik najpewniej stanie się moim głównym licząc od dzisiejszej trasy. No i to czego nie ma Sigma 600, z której korzystam - pokazywania MAX prędkości. Dzisiaj ten licznik testowałem i jest ok. Odzwyczaiłem się natomiast od jeżdżenia na 2 licznikach.. Przecież nie robię tego od trasy: Do serwisu.. z 22.06. Ostatni raz licznika używałem na trasie: Żelmowo: Pałacyk 2. Ale już były z nim problemy, które opisywałem na trasie: Tajemnice Rzęsina - część 2. A więc podsumowując od trasy #625, który ostatni raz używałem 2 liczników, gdzie głównym był stary i wysłużony Thor minęło sporo czasu, sporo historii za mną.. Nie mniej myślę, że szybko się ponownie przyzwyczaję do takiego jeżdżenia jak dawniej (z dwoma licznikami :]!) :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)