03.06.2021
Jazda nr: 840

Tagi: makowice, rury, narnia, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego po niezbyt udanych rowerowo dniach z trwającego tygodnia, w co wlicza się również wczorajsza przejażdżka: Trasa Makowice-Słudwia - nieuchronnie przybliża mnie ku ostatecznemu sprawdzianowi. Najwytrwalszej, i najtrudniejszej trasy z jaką przyjdzie mi się zmierzyć w tym roku. Przynajmniej z jakim przyszło czy tam przyjdzie zmierzyć na tę chwilę w tym roku. Już w zeszłym tygodniu, na trasie: Dobre trasy z 27.05 podjąłem decyzję, że pojadę w tegorocznym 147 UltraMaratonie - UltraBike. Rozsądek i możliwości, które nieco mi opadły podpowiada, że nie jest to zbyt dobry pomysł. Największą przeszkodą w realizacji trasy nie jest może sam dystans, bo i takie przejeżdżałem i podobne. Więc na dobrą sprawę jak dam radę przejechać 130-140 km, to już będę praktycznie POD celem podróży, będę gdzieś blisko Kołobrzegu, gdzie raczej będą już ładne asfaltowe drogi. Więc znajdę sobie pokłady sił by jakoś dojechać do końca. Gorzej jeśli kryzys i to skutecznie złapie mnie gdzieś pomiędzy trudnościami. Nie wiem co się będzie działo, jaki będzie przebieg trasy. Ostatnie dni nie są zbyt udane. Nie czuję się za dobrze. Psychologicznie też odpadam. A mimo wszystko jednak chcę wierzyć w to, że mam jakąś szansę i zmierzyć się z trudnościami, na które przygotowywałem się przecież tyle miesięcy! Co prawda w tym roku często nie jeździłem terenowo, ale w ogóle to tak. Jakby nie te moje przeziębienie, które mnie w maju tak ubiło, to możliwe, że nie byłoby problemu. Możliwe, że te przeziębienie mnie aktualnie dobija i to ono sprawia, że nie wychodzi mi te jeżdżenie. Dzisiaj miałem ostatnią szansę pojeździć. Po cichu liczyłem na coś więcej, na coś sensownego. Jednak się poddałem. Pojechałem na Makowice-Lotnisko, na ognisko. Ale nawet jedzenie kiełbasek mi nie szło. Więc w sumie naprawdę nie czuję się za dobrze. Po testowaniu w warunkach bojowych sprayu Muffa na komary i inne dziadostwo, a także dalszemu spożywaniu dużej ilości wit. B, zajechałem jeszcze na chwilę do mojej Narnii.. Bo tylko ona daje mi jakieś skrawki szczęścia.. Choć dziś więcej we mnie smutku, nie wymówionego żalu aniżeli szczęścia.. Takie niepewne, dość ponure myśli mam.. Związane właśnie ze zbliżającą się imprezą. Może trochę żałuję, że się zapisałem, że się w ogóle odbywa. Może w innych okolicznościach inaczej bym do tego podchodził. W obecnych okolicznościach nie czuję się nie mniej na sile walczyć o to w co wierzę - w ROWER, w Nas (ja i Aurelia), nasze wspólne piękne i tak daleko niepowtarzalne przygody.. Jaka by jednak przyszłość się nie kreowała to weekend zapowiada się naprawdę ciężko, i coraz mocniej mnie to dobija..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 845

  • Trasa nr [łączna]: 926
  • Trasa nr [na blogu]: 840
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 100

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 917 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 831 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11692 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 11721 km

  • Maksymalna prędkość: 33.4 km/h

  • Przejechałem: 28.75 km
  • Przejechałem [msc]: 47.5 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3724.06 km
  • Przebieg roweru [suma]: 35735.42 km

  • Przejechalem w 2021: 3724.06 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 9.3102 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 89.3385 [%] km

  • Czas jazdy: 01:43:18 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2260:50:01 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2037:23:53 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 236:50:13 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:48:49 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:24:25 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:22:06 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:24:40 h

  • Średnia: 16.75 km/h
Dzisiejsza trasa, dzisiejszy dzień taki pełny niepewności. Ale także pełny zmian i to zmian na lepsze! Zmienia się ta brzydka pogoda. Znów wciągu dnia temp. dochodzą do okolic 25℃. Możliwe, że taka aura utrzyma się na dłużej. Więc przyszła normalność, ale we mnie gości zwątpienie, które trzyma mnie od paru dni. Nie dość, że w taki niewymowny sposób nie czuję się za dobrze.. Nie potrafię tego opisać co mi dokładnie jest. Takie zmęczenie, brak sił, wiary. Nic mi nie wychodzi, nie czuję się po prostu dobrze.. Od zeszłego tygodnia nie zrobiłem żadnych dłuższych tras. Jakoś męczy mnie myśl, spędzania wielu godzin na rowerze podczas czegoś dłuższego. Może gdzieś podświadomie obawiam się tego, że nie dam rady, że w końcu pęknę, że się poddam. Nigdy się jednak nie poddawałem i zawsze znajdowałem w sobie wiarę na lepszą rowerowo przyszłość. Choć miałem wiele porażek, zawsze się podnosiłem i walczyłem dalej. Teraz w tym roku jakoś wyjątkowo ten okres zwątpienia przedłuża się na kolejne dni, na kolejne tygodnie.. Nie jestem wstanie jakoś wrócić do rowerowego rytmu. Muszę to w końcu przełamać! Zrobić jakąś dłuższą trasę, coś naprawdę znaczącego dla mnie abym poczuł, że na nowo wróciłem, że znów wróciłem jak niegdyś na pewnej trasie po właśnie takim gorszym okresie: Im back - trasa 100 km!. Jak to dobrze, że prowadzę tego bloga. Moje wspomnienia, zapiski ze wszystkich rowerowych chwil. Mogę tu szukać inspiracji, rozwiązań problemów. No bo przecież nie spotyka mnie nic nowego. Nie walczę z niczym z czym już wcześniej nie miałem do czynienia: Odnaleźć wiarę. Także mimo zwątpienia, nie poddaję się i walczę do końca! Nie ważny jaki będzie rezultat końcowy, liczy się to, że naprawdę walczę i dążę do realizacji celów. Dzisiaj zrobiłem dwuczęściową trasę. Szybko przejazd z wiatrem na Makowice na lotnisko, gdzie miała miejsce jakaś akcja z rurami. chyba je dowożą. Stała jakaś maszyna, robole coś robią przy tych rurach.. Kręcą się tam.. A przecież są święta. Zignorowałem ich i pojechałem nad Regę. Nanosiłem drewna, rozpaliłem ognisko. Wkrótce kiełbaski, dłuższy odpoczynek. I wracając pomyślałem o Narnii.. O moim miejscu... Więc zajechałem tam.. Zajechałem do mojej Narnii, którą chciwi ludzie, barbarzyńcy tak ochoczo niszczą. Nie znalazłem tu jednak ukojenia i spokoju. Tylko kolejne pytania, kolejne zmartwienia.. Przewijają się we mnie różne myśli. Najsilniej wybijają się te o zbliżającym się 147 Ultra Bike Maratonie (5-6.06.2021 r.). Bo to już w ten weekend.. Wszystko przede mną, kolejne przygody i kolejne możliwości.. Przewija się dość silnie jeszcze jedna myśl, głosząca, że Mam TĘ moc, mam TĘ moc, znowu będę jechać całą noc... - w ten weekend nawet dosłownie - Dookoła Zalewu Kamieńskiego! Mam TĘ moc, mam TĘ moc.. By wyzwaniom sprostać mym.. Mam TĘ moc, mam Tę moc, nie poddawać się, walczyć póki trwa mecz!..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa03czerwca2021zdj1.jpgtrasa03czerwca2021zdj2.jpgtrasa03czerwca2021zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)