Trasa z dnia dzisiejszego jest konsekwencją moich dwóch innych tras, wypraw z tego miesiąca. Przede wszystkim to konsekwencja wycieczki do Brzeźnicy i obranej drogi powrotu z Brzeźnicy do domu. Gdybym wracał z Łobza znaną mi już drogą DW148 a w Starogardzie obrałbym kierunek drogą DW152, prawdopodobnie tak szybko nie dowiedziałbym się nawet o tym, że w ogóle jest taka wieś jak Smorawina, że są tu w okolicy takie fajne tereny, do których warto przyjechać i, że w takiej Smorawinie podobnie jak w Przemysławiu są opuszczone osiedla.. Urbex pełną parą, znowu ;) W innych okolicznościach prawdopodobnie załatwiłbym ten Urbex już na trasie z Brzeźnicy: Opuszczona wieś "Brzeźnica". Jednak sytuacja była taka, że byłem przez tą sytuację zdrowotną wręcz zmuszony odpuścić sobie dalszą jazdę.. Już nigdzie nie zajeżdżałem. Postanowiłem jednak w nie dalekiej przyszłości przyjechać tutaj, zobaczyć te miejsce. Moje Urbexowe wyjazdy nabierają rozpędu i są wiodącym kierunkiem moich przynajmniej niektórych rowerowych ekspansji od trwającego obecnie przynajmniej dla mnie zamkniętego w tej chwili roku 2020 r. Bo dla mnie czy dla Was czytających ten wpis już za jakiś czas może być całkiem inny rok.. 2021, 2030.. Wpisów na blogu pewnie znacznie więcej. I pewnie będziecie wiedzieć czy dalej wyjeżdżam gdzieś na takie wyprawy.. Czy jednak ograniczam się do już znanych i odwiedzanych do znudzenia miejsc jak Iglice, które najczęściej odwiedzałem czy Makowice-Lotnisko, w kontekście może nie samego lotniska a pozostałości infrastruktury najwcześniej radzieckiej, potem nazistowskiej.. To były takie moje początki w Urbexie, najczęściej odwiedzane przeze mnie miejsca i w zasadzie pierwsze odwiedzane w życiu to właśnie Iglice i Makowice. W sensie Pałacyk w Iglicach i w czasach mojego dzieciństwa również tartak, który wówczas był zamknięty i nie prosperował. Obecnie jest w użytku.. A u mnie gdzieś narodziła się chęć pojechania gdzieś dalej, zobaczenia innych miejsc niż tylko Pałacyku w Iglicach. I tak zwiedziłem Żelmowo, tak zwiedziłem obiekty w Policach: Nowe Warpno. Choć to się akurat wiązało z rozwijającym się w Polsce koronapierdolcem.. Kto mógł wiedzieć jak kilka miesięcy później potoczą się losy Polski, świata i co się wydarzy na tej opuszczonej przez Boga skansenie we wszechświecie.. Gdzie dzieją się rzeczy nie możliwe, wielka głupota ludzi.. No dobra jak już tak piszę o tych wyprawach urbexowych, które są naprawdę fajną sprawą, to nastawiłem się na zwiedzanie Pałacyku w Stolcu: Szczecin - Stolec. To jest niestety porażka.. Nie udało się :) Co nie oznacza, że w przyszłości miejsce znowu nie stanie się dostępne dla ludzi. W końcu nie wierzę, że obecni właściciele nieruchomości w Stolcu podołają z jego utrzymaniem.. Długi i rosnące wydatki ich dobiją. No nie mniej, tak na fali tego nowego trendu w moich rowerowych jazdach, zachęcony artykułem: Opuszczona wieś - Brzeźnica GS24.pl. Planowałem wyjazd.. Wyjazd się odbył, samą Brzeźnicę zaliczyłem. Wracając spotkałem osiedle w Smorawinie.. I tak się złożyło, że jestem. Wspominałem, że to konsekwencja dwóch tras. Drugą trasą był wczorajszy wyjazd: Makowice-Lotnisko z 21.07.2020. Pojawił się wczoraj pomysł by pojechać do matki koleżanki w odwiedziny do Reska. Oczywiście rowerem. Tam jakiś grill, te sprawy. No to u mnie od powiedzenia do realizacji nie daleko ;) Skoro się powiedziało to się z tego już wycofać nie da! Nastawiłem się na wyjazd i pojechałem. Matkę zostawiłem w Resku u tej koleżanki, a samemu, żeby się nie nudzić pojechałem do tej Smorawiny, zobaczyć czy warto i co tu jest. Od Reska to było tylko 20 km. To czemu miałbym sobie na to nie pozwolić! A przy okazji poznałem jeszcze nowsze drogi i miejsca, których na nieukończonej wyprawie do Brzeźnicy nie było mi dane poznać. W zasadzie na nieukończonym powrocie z Brzeźnicy. To mnie motywuje do powtórzenia tej trasy.. Tak było np. z tą trasą: Dobra: Nowe trasy i awarie. Nie udało mi się ukończyć trasy, poznałem Pałacyk w Żelmowie, do którego osobno zorganizowałem wyjazd. I w konsekwencji całą trasę powtórzyłem: Dookoła jeziora Woświn. Powtórzyłem z sukcesem. Tak samo mam nadzieję, że z sukcesem powtórzę wyprawę na Brzeźnicę. Tym razem jednak bez łażenia po wiosce, przejazd i dalej, aby wrócić szybciej. W końcu to nie będzie ani łatwa ani krótka droga.. Kawał drogi będzie mnie czekał.. A wraz z drogą nowe przygody, i piękne wspomnienia..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 644
Trasa nr [łączna]: 726
Trasa nr [na blogu]: 640
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 120
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 717 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 631 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3461 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3541 km
Maksymalna prędkość: 33.4 km/h
Przejechałem: 80.53 km
Przejechałem [msc]: 696.05 km
Przebieg roweru [rok]: 4977.18 km
Przebieg roweru [suma]: 27542.91 km
Przejechalem w 2020: 4977.18 km
Podroż dookoła świata (2020) 12.4429 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 68.8573 [%] km
Czas jazdy: 05:37:47 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1739:56:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1516:30:26 h
Czas Jazdy Suma (2020): 318:07:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 43:53:17 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:08:06 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:39:04 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:17 h
Średnia: 14.34 km/h
Dzisiejszy wyjazd jest jak już nakreśliłem - kolejną piękną, fascynującą przygodą. Wyruszam w nieznane, pokonuję swoje słabości, i się nie poddaję a przy okazji nabijam kilometry! Hahah - no nie ma w końcu niczego ważniejszego od nabijania kilometrów! Jak tak dalej pójdzie to na spokojnie do końca 2020 r. nabiję kilometry do 30 000 Aurelii! A kto wie, może będzie mi dane zrobić w tym roku w sumie ponad 8 000km! Co byłoby naprawdę fascynującym wynikiem, którego będzie trudno pobić do tego stopnia, że prawdopodobnie nigdy go nie pobiję. Prawdopodobnie rok 2020 zapisze się w historii moich rowerowych wojaży jako najbardziej intensywny i najlepszy rok rowerowy. Poprzedni będzie oczywiście rok 2018 r. Ale tak, przechodząc do samej dzisiejszej trasy, bo to trochę się na niej działo.. To była dość złożona i długa. Dzieliła się na takie zasadnicze trzy odcinki: 1. odcinek: Dojazd do Reska z matką; 2. odcinek: Smorawina i powrót; 3. odcinek: Powrót z Reska z matką. Co różni te odcinki? Prędkość. Zasadniczo ona. Ja to po latach jeżdżenia i tysiącach kilometrów w tym roku, powoli zaczynam jeździć coraz szybciej i częściej. I bardzo mnie męczy ta jazda ze średnią 13 km/h czasem mniej.. I to cały czas, nawet gdy nie ma ku temu powodu. Dobra droga, z wiatrem czy lekko pod wiatr - można jechać normalnie. Mnie się zdarza - nie mówię, że nie.. Zdarza mi się jechać wolniej - najczęściej właśnie w terenie, za którym nie przepadam, bądź pod pod wiatr, bądź pod górki.. Bądź gdy jestem zmęczony. Choć ja jestem życiem zmęczony codziennie, ale to już inna historia ;) Ale trasa, tak długo ciągnąca się z takimi małymi prędkościami jest dodatkowo męcząca.. Taki był ten pierwszy odcinek do Reska, który przebiegał dość swojsko, przez wsie i boczne drogi. Przez Słudwia, Dobiesław lasem pod Luboradź a z Luboradzia to już prosta droga do Reska.. W Resku też się dzisiaj trochę pokręciłem, pozwiedzałem mniej mi znane strony tego miasta.. Miasta kolegi MM ;) Mam nadzieję, że czyta wpis.. I nie przeszkadza mu, że tak pod jego nieobecność rządzę się w jego mieście. Od dziś w Resku są nowe porządki już nie rządzi w nim @MM a rządzi @MS! XDD Dobra ale tak serio, trochę się pokręciłem po Resku bo nie mogliśmy od razu trafić do domu tej koleżanki matki ;) Taka koleżanka, że nie pamięta gdzie ona mieszka.. No cóż.. Trafiło się w końcu. Domostwa demoniczny pies bronił ;) Dziki trochę, pogłaskać się nie dał :( A szkoda, lubię zwierzątka. No i była dłuższa przerwa, grill, jakieś zakąski.. I czas jechać! Zostawiłem matkę z tą koleżanką a sam pojechałem w trasę przez Resko i przez dwa Lubienie do Dorowa. Tutaj do ostatniej chwili byłem pewny, że wiem co robię i jadę dobrze. Czyli, że jadę do wsi Karwowo. A to niestety nie ;) Choć nie było w tym nic złego. Dojechałem do wsi Karnice. W drodze powrotnej ogarnąłem co źle zrobiłem. Po prostu droga idąca przez pole z Dorowa ma rozgałęzienie w prawo, lewo, i na wprost. A ja pojechałem na wprost.. A jakbym skręcił w lewo to bym dojechał do Karwowa a nie do Karnic. Nic się nie stało! Okazało się, że droga do Karnic jest lepsza! :) A sama wioska fajna taka, ładna i dobrze utrzymana. Z wioski z Karnic wróciłem drogą do Karwowa skąd miałem już prosty odcinek drogi do Smorawiny. A tam mogłem się wziąć za łażenie po bloku mieszkalnym, z trzema klatkami.. Dwa piętra.. Sporo pomieszczeń. Dobrze utrzymane, wszystko w dobrym stanie.. Wiele ciekawych malunków. Jedynie nie udało mi się wejść na strych. Nie ma tam schodów. Musiałaby być drabina a tej nie posiadam.. Ale wygląda na to, i tak mi się wydaje, że dach jest w dobrym stanie. Dobrze utrzymany i wszystko jest jak najbardziej w porządeczku. Blok się nieźle trzyma, i jest fajnym miejscem, które warto odwiedzić. W zasadzie nie ma tam pułapek i niebezpiecznych miejsc jak w Brzeźnicy, gdzie jeden fałszywy ruch i może to się różnie skończyć. Pozostaje tylko tajemnicą historia tego bloku. Dlaczego opustoszał, dlaczego nikt tu nie mieszka i to od dawna? Od strony ulicy drogi DW147 (Łobez - Strzemiele - Wierzbęcin), a potem gminnej Smorawina - Karwowo/Karnice, osiedle chronią wysokie na wysokość 2 piętrowego bloku drzewa, gęsto zarośnięte. Z drugiej strony - widok na pola, przyrodę - tak samo. Wszystko zarośnięte i niszczeje. Ciekawa musi się za tym kryć historia. Nie znalazłem informacji na temat tego co się tu stało.. Po pozwiedzaniu przyszedł czas wracać. Wracałem nieco inną gminną drogą do Karnic. A z Karnic znowu do Karwowa. I z Karwowa polno-leśną drogą do Dorowa.. Skąd pojechałem przez Święciechowo do Reska aby nie wracać tą samą drogą. Dzięki temu ślad dzisiejszej trasy jest taki ciekawy i fajny ;) I małe pokręcenie się po Resku, dłuższa wymuszona oglądaniem w telewizji głupot przez matkę i jej koleżankę przerwa i powrotu czas.. Powrót z Reska poprowadziłem przez wieś Policko, i osadę Trzaski do lasu. Lasem dojechaliśmy do lotniska w Makowicach, przejazd pasem po lotnisku. Spojrzałem mimowolnie i mimowolnie zrobiłem kilka fotek, w te ciepłe i piękne po południe, związku z problemem rurowym. Nie sądzę jednak, że coś ubyło.. A może? Trudno stwierdzić, jeszcze tyle tego syfu tam mają.. W drodze powrotnej jeszcze odwiedziłem wujka na Makowicach i powrót.. Wydłużyłem sobie drogę powrotną przez działki, aby dobić kilometry do 80 dzisiaj. Inaczej miałbym jakoś tak 78-79 km tylko. A zawsze 80 to 80 km. Wracałem już blisko zachodu słońca.. Do niego zabrakło mi tak może z 15-20 min jazdy. I w sumie gdybym był sam to możliwe, że bym się jeszcze pokręcił. Nie mniej było już blisko zachodu słońca, i zrobiło się tak naprawdę pięknie na dworze.. Postanowiłem mimo wszystko otagować dzisiejszy wyjazd tagiem zachodu słońca ;) Mimo, że formalnie go nie było, ale było już blisko i naprawdę było przepięknie tym późnym po południem, u schyłku dnia.. Schyłek dnia a wraz z nim koniec kolejnej trasy, kolejnej przygody.. A przede mną otwiera się widmo kolejnych jazd! Już jutro tj. 23.07 mam w planie zajechać do mojej Narnii.. A w sobotę (25.07) mam w planie pojechać na większy Urbex do Szczecina. Kolejne "lokalne", moje rowerowe przygody i trasy będę planował już na przyszły tydzień. Nie wykluczone, że spróbuję wtedy zmierzyć się z dystansem rzędu 200-300 km..! Taki mi się od lat marzy.. I mam na to realną szansę, więc czemu by nie spróbować! Najwyżej się nie uda, nic nie tracę. No chyba, że nadzieję, wiarę.. Choć.. Jak już raz wiarę w 2017 r. odnalazłem to już jej nie zgubię -> Odnaleźć wiarę.!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)